Choć inwestorzy z GPW nie wsiedli do podstawionego przez Amerykanów rollercoastera, to jednak i tak wydarzenia za oceanem odbiły się na notowaniach warszawskich indeksów.


Jak się okazało, trzy dni w świecie finansów to bardzo dużo, nawet jeżeli po drodze wypada dzień wolny obchodzony przez niemal cały zachodni świat. Mowa oczywiście o Bożym Narodzeniu, z powodu którego na wielu światowych rynkach 25 grudnia hulał jedynie wiatr. 26 grudnia jednak równie jednogłośnie dniem wolnym nie ogłoszono, stąd na niektórych rynkach - np. amerykańskim - w środę handlowano, na niektórych zaś - głównie europejskich - nie. Dodatkowo GPW przerwę świąteczną zaczęła 24 grudnia, de facto więc punktem odniesienia dla dzisiejszej sesji było zamknięcie z piątku, 21 grudnia. Względem niektórych rynków zaś - np. azjatyckich - polska giełda do nadrobienia miała trzy pełne sesje. Względem Wall Street zaś niecałe dwie (24 i 26 grudnia) + piątek, gdy handel w USA zamknął się po zamknięciu sesji na GPW.
Na pierwszy rzut oka to niewiele, inwestorzy z USA zadbali jednak o to, by ich europejscy koledzy po fachu nie narzekali na nudne święta. Najpierw amerykańskie indeksy zanotowały najgorszą wigilijną sesję w historii Wall Street. A przypomnijmy, że trwający właśnie grudzień jest najgorszym od czasów wielkiego kryzysu. Spadki odbiły się rykoszetem na rynkach, które były czynne, czyli np. w Japonii, gdzie spadki przekroczyły nawet 5 proc. Nim jednak handel powrócił na Książęcą, Amerykanie zdołali odrobić straty z nawiązką na sesji 26 grudnia, która przepełniona była rekordami. Wystarczy tylko powiedzieć, że S&P500 zyskał tego dnia 4,96 proc.
Taka huśtawka mogła wywołać zmieszanie wśród polskich inwestorów, którzy przecież jeszcze nie zdążyli zareagować na wigilijne spadki, a już w statystykach pojawiła się bardzo optymistyczna sesja 26 grudnia. Ostatecznie wygrał jednak optymistyczny wydźwięk ostatniej sesji i WIG20 rozpoczął odrabianie sesyjnych zaległości od wzrostów. Im dalej w handel, tym indeks wyglądał jednak słabiej i ostatecznie zakończył dzień 0,4 proc. pod kreską. Znów swoje dołożyli tutaj Amerykanie, tamtejsze indeksy czwartkową sesję zaczęły bowiem od powrotu do spadków. Około godziny 18 S&P500 tracił już 1,4 proc. Czerwień przeważała dziś także w Europie. Na tym tle wynik polskiego indeksu nie wyglądał najgorzej. Nastroje inwestorów są jednak nie najlepsze, o czym świadczy choćby dzisiejszy odczyt INI - trzeci najgorszy w przeszło siedmioletniej historii indeksu.
Nieco spokojniej na amerykańskie spadki reagowały pozostałe indeksy z GPW. mWIG40 zniżkował dziś o 0,1 proc., sWIG80 wzrósł o 0,85 proc., a WIG stracił 0,26 proc. do 57.183,28 pkt. Warto także dodać, że czwartkowe obroty na GPW były naprawdę niskie, wyniosły ledwie 490 mln zł, z czego 384 mln zł na spółkach z WIG20.
Wśród blue chipów najmocniej wzrósł PKN Orlen (+2,11 proc.), natomiast spadł mBank (-3,61 proc.). Na szerokim rynku najmocniej wzrosły wyceny: Playway (+4,26 proc.), Livechatu (+4,32 proc.) i Wirtualnej Polski (+3,52 proc.). Spadały natomiast: Dino Polska (-4,95 proc.), Kruka (-3,38 proc.), a także Ciechu (-2,99).
Mocno zwyżkowały kursy ABC Daty i Awbudu, na które ogłoszono wezwania. Kurs ABC Daty wzrósł o 27 proc. do 1,27 zł za akcję. W piątek po sesji ALSO i MCI Venture Capital wezwały do sprzedaży 37,1 proc. akcji ABC Data po 1,3 zł za sztukę. Z kolei wycena Awbudu wzrosła o 74,19 proc. do 1,08 zł za akcję. W czwartek rano Abadon Real Estate i Petrofox ogłosiły wezwanie do sprzedaży 34 proc. akcji Awbudu, po 1,08 zł za sztukę.
Adam Torchała/PAP Biznes

























































