REKLAMA

Dekada rosnących podatków. Jak PiS kontynuuje politykę PO

Krzysztof Kolany2021-09-20 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-09-20 06:00
Dekada rosnących podatków. Jak PiS kontynuuje politykę PO
Dekada rosnących podatków. Jak PiS kontynuuje politykę PO
/ FORUM

Niedługo przypadnie 10. rocznica zmasowanych podwyżek podatków ogłoszonych przez premiera Donalda Tuska. Rząd premiera Morawieckiego kontynuuje politykę swych poprzedników z tą różnicą, że zamiast podnosić stawki starych podatków, woli wymyślać nowe daniny.

Od 1 stycznia 2011 roku w Polsce „tymczasowo” obowiązują podwyższone stawki podatku VAT. Wynoszą one o 5%, 8% i 23% w miejsce pierwotnych 3%, 7% i 22%. Tamta podwyżka zaserwowana nam przez rząd Donalda Tuska stała się początkiem trendu podnoszenia obciążeń podatkowych w Polsce. Co ciekawe, jeszcze w lipcu 2009 roku premier Tusk publicznie obiecywał, że „ze stuprocentową pewnością: w roku 2010 podatki nie zostaną podniesione”. I słowa dotrzymał: podniósł je dopiero po tym, jak w sylwestra 2010 roku wybiła północ.

Vatowskie złego początki

„Przejściowa” podwyżka stawek VAT byłą jedynie preludium do zaciskania podatkowej pętli na szyi podatników. Prawdziwy fiskalny festiwal rozpoczął się po jesiennych wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Gabinet Platformy Obywatelskiej podniósł nam wtedy będącą de facto podatkiem od pracy „składkę rentową” (o 2 pkt. proc.), akcyzę na olej napędowy, wódkę i papierosy oraz wprowadził bardzo szkodliwy ekonomicznie podatek „od wydobycia miedzi i srebra”, potocznie zwany „kagiemnym”. Do tego doszły jeszcze podatek bankowy (tak, PO było w Polsce prekursorem na tym polu), myto (via toll), akcyza na węgiel i koks oraz kuriozalny podatek „od deszczu”.

A to nie wszystko! Faktyczną podwyżką obciążeń podatkowych było zamrożenie przez wszystkie kolejne rządy kwoty wolnej od podatku PIT na poziomie z roku 2009. Tak samo działało niepodnoszenie drugiego progu podatkowego. Pierwsza powszechna zmiana obu tych parametrów ma nadejść dopiero w ramach „Polskiego ładu”, podnoszącego kwotę wolną z obecnych 3 091 zł do 30 000 zł rocznie.

Podatkowa krucjata Prawa i Sprawiedliwości

Zmiana władzy w 2015 roku nie przyniosła zmian w polityce podatkowej państwa. Można wręcz powiedzieć, że podatkowa krucjata została zintensyfikowana. Nowe kierownictwo resortu finansów kontynuowało politykę przykręcenia śruby podatnikom, eufemistycznie nazywając je „uszczelnianiem” systemu podatkowego. W praktyce chodził o nowe narzędzia represji dla aparatu skarbowego pozwalające ścigać zarówno faktycznych jak i domniemanych „oszustów podatkowych”.  

O ile jeszcze działania wymierzone w unikanie płacenia akcyzy od paliw, w wyłudzenia metodą tzw. karuzel vatowskich czy sztuczne zawyżanie kosztów w celu obniżenia wymiaru CIT można było zrozumieć, to wkrótce Ministerstwo Finansów zamieniło się w bardzo kreatywny resort inicjujący wprowadzanie nowych podatków, dla niepoznaki nazywanych „opłatami”, „składkami” czy „daninami”. Odnotujmy też, że nowa władza nie zniosła żadnego z podatków wprowadzonych przez poprzedników, choć przyszła premier Beata Szydło publicznie obiecała zniesienie „kagiemnego”.  Utrzymane zostały podniesione „tymczasowo” stawki podatku VAT. Dla miażdżącej większości podatników zamrożona pozostała też kwota wolna od podatku PIT (a lepiej zarabiającym została ona wręcz odebrana).

Lista nowych obciążeń fiskalnych wprowadzonych od roku 2015 jest już na tyle długa, że powoli gubią się w niej nawet najzacieklejsi krytycy obecnej ekipy. Tylko do końca 2020 roku naliczono 35 nowych danin lub podwyżek czy „zaostrzeń” już istniejących podatków i opłat. Listę tę tworzą m.in. drugi już podatek bankowy (liczony od wartości aktywów, czyli w zasadzie jest to podatek od kredytów dla sektora prywatnego, bo obligacje skarbowe są z niego zwolnione), podatek od sprzedaży detalicznej, „danina solidarnościowa”, opłata emisyjna od paliw, opłata mocowa (za energię elektryczną), podatek od nieruchomości komercyjnych, opłata wodna, podatek cukrowy i „opłata małpkowa”, podatek od „Netfliksa” i wiele, wiele innych. Aha, rząd Mateusza Morawieckiego mocno podniósł też stawki akcyzy na piwo, wino, alkohol oraz wyroby tytoniowe. Od października 2020 roku wprowadzono także akcyzę na płyn do e-papierosów i tzw. wyrobów nowatorskich. Wprowadzenie podwójnego opodatkowania spółek komandytowych praktycznie zlikwidowało tego typu podmioty w Polsce. A gdyby ktoś w ramach ucieczki przed opodatkowaniem zdecydował się na emigrację, to rząd wymyślił, a Sejm uchwalił, tzw. exit tax.

Niech obniżki nie przysłonią nam podwyżek

Powyższa litania nie wyczerpuje wszystkich podwyżek, „zaostrzeń” czy innych ograniczeń wprowadzanych w prawie podatkowym. Praktycznie nie ma już miesiąca, aby z rządu nie napływały kolejne pomysły na nowe opłaty, daniny i haracze. Owszem, w międzyczasie pojawiły się też nowe ulgi i delikatne obniżki podatków. Tu należy wymienić przede wszystkim obniżenie podstawowej stawki PIT z 18% do 17% oraz podniesienie i tak wciąż śmiesznie niskiej kwoty kosztów uzyskania przychodów na umowie o pracę. Wcześniej zwolnieniem z PIT-u od umowy o pracę i umów zlecenia (ale już nie z działalności gospodarczej) objęto podatników, którzy nie ukończyli 26. roku życia.

Pewne ulgi skapnęły także niektórym przedsiębiorcom. Chodzi przede wszystkim o rozwiązanie „IP box”, które wprowadziła preferencyjne opodatkowanie w wysokości 5% w podatku PIT i CIT dla dochodów uzyskanych z kwalifikowanych praw własności intelektualnej. Ukłonem w kierunku średniego biznesu był też tzw. mały CIT – czyli preferencyjna, 9-procentowa stawka podatku dochodowego dla spółek, których obroty nie przekraczają 2 mln euro rocznie. Z kolei korzyścią dla samozatrudnionych i drobnego biznesu był tzw. „mały ZUS”, który pozwala obniżyć składki na ZUS przy przychodach poniżej 120 tys. zł rocznie. Kompletnym niewypałem okazała się za to próba wprowadzenia na grunt polski tzw. estońskiego CIT-u.

Bankier.pl na podstawie OECD

To wszystko nie zmienia jednak faktu, że od 10 lat w Polsce narasta fiskalizm. Co więcej, od 5 lat trend ten niestety uległ nasileniu. To bardzo istotna zmiana względem lat 90., gdy mimo wszystkich błędów i niedociągnięć obciążenia podatkowe w Polsce generalnie malały. W roku 1995 fiskus zabierał w postaci rozmaitych składek, opłat i podatków 36,6% produktu krajowego brutto Polski – wynika z danych OECD. W roku 2000 było to już (albo „wciąż aż”) 32,9%. Po obniżce składek na ZUS zaordynowanych przez pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości  w 2009 roku udział podatków w PKB spadł do 31,2%. I od tego czasu w zasadzie nieprzerwanie rośnie: przez 31,8% w roku 2011%, 33,4% w 2016 i 35,4% w 2019 (to ostatnie dostępne dane w bazie OECD).

Wysokie podatki jeszcze nikogo nie uczyniły bogatym

Rosnące obciążenia podatkowe są konsekwencją wzrostu wydatków państwa. W ostatniej dekadzie rozpoczął się trend zwiększania transferów socjalnych. Politycy wszystkich rządzących nami opcji na lewo i prawo zaczęli rozdawać zasiłki, dopłaty lub inne benefity finansowane przez podatnika. Z początku odbywało się to na stosunkowo niewielką skalę.

Lecz po 2014 roku proceder socjalnego rozdawnictwa na sztandary wpisały wszystkie główne siły polityczne w kraju. Rozpoczął się populistyczny wyścig, o to, kto więcej obieca. Przekupywanie wyborców ich własnymi pieniędzmi okazało się nad wyraz skuteczne i pozwalało wygrywać kolejne elekcje tym, którzy obiecali najwięcej. Ponadto dobra koniunktura gospodarcza z lat 2016-19 pozwoliła w miarę bezkarnie finansować te budżetowe ekscesy.

Bankier.pl na podstawie OECD

Jednak nic nie jest za darmo. Wzrost wydatków publicznych na dłuższą metę musi spowodować wzrost podatków. I to właśnie widzimy w ostatniej dekadzie. Według statystyk OECD wydatki rządowe w Polsce pochłaniały 41,7% PKB. Czyli więcej niż w Japonii (39,5%), USA, (38,3%) i już prawie tyle samo co w Holandii (41,9%) czy Hiszpanii (42,1%). Skala redystrybucji dochodu w gospodarce nie jest tylko kwestią preferencji politycznych czy światopoglądowych. Ma też swoje konsekwencje ekonomiczne. Kraje o wysokim udziale wydatków publicznych rozwijają się po prostu wolniej. O ile taka preferencja może jeszcze być zrozumiała w państwach bogatych, to w Polsce doszliśmy już do poziomu opodatkowania charakterystycznego dla krajów wysokorozwiniętych. Tyle że my nie jesteśmy jeszcze krajem bogatym i podnosząc podatki zaprzepaszczamy szanse, aby takim się stać w przyszłości.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Szukasz pracownika? Opublikuj pierwsze ogłoszenie o pracę już od 59,32 zł na Pracuj.pl!

Advertisement

Komentarze (76)

dodaj komentarz
marok
Już widzę jak napaleni ludzie z wywieszonymi jezykami pędzą do niskich podatków i dobrobytu w Meksyku, Kolumbii i Chile. Uciekają dżonkami z tak biednych krajów jak Dania, Norwegia , Belgia i Szwecja ,gdzie podatki są najwyższe.
jaffa
Polska jest "daleko za murzynami" jeżeli chodzi o jakość życia w porównaniu do Norwegii, Szwecji i Danii, ale podatkami już te kraje goni. Bo z czegoś socjal trzeba spłacać.
Płacąc wyskokie podatki i nie wspierając polskich firm i przedsiębiorców tylko ich goląc np. stawkami zdrowotnymi nigdy tych krajów
Polska jest "daleko za murzynami" jeżeli chodzi o jakość życia w porównaniu do Norwegii, Szwecji i Danii, ale podatkami już te kraje goni. Bo z czegoś socjal trzeba spłacać.
Płacąc wyskokie podatki i nie wspierając polskich firm i przedsiębiorców tylko ich goląc np. stawkami zdrowotnymi nigdy tych krajów "dobrobytu" nie dogonimy. Zostaniemy tanią siłą roboczą na całe wieki.
janek007
Nooo Panie Kolany .. odważny nagłówek . BRAWO! Tylko czy wyborcy obu tych partii zdają sobie z tego sprawę i docierają takie artykuły. pis po jedno zło!
itso_cien_na_sciane
no może w końcu ktoś dostrzeże jak te partie się uzupełniają w wyzysku polaków
demeryt_69
SLD wprowadził 20 lat temu sztywny podatek tow. Belki od tzw. zysków kapitałowych. Co ciekawe nikt się nie kwapi, żeby tego gniota zrewidować.

dzo_bajden odpowiada demeryt_69
ja chętnie zapłace podatek 19% belki od 4% lokaty.
lepszy niż 0% od lokaty 0.01%
demeryt_69 odpowiada dzo_bajden
Juzek, tutaj nie o to biega. Sztywny podatek ustalony (w wysokości 19%) jest najmniej korzystną metodą opodatkowania zysków kapitałowych. Ciekawe czy tow. Belka ją wybrał świadomie.

PS. Odsetki od lokat to dość marginalny temat.
itso_cien_na_sciane odpowiada demeryt_69
ja zrewidowałem i wyszło mi na początek 50%
itso_cien_na_sciane odpowiada demeryt_69
jak byś chciał żeby podatek Belki działał kiedy wzrastał kiedy malał ?
prawnuk odpowiada demeryt_69
podatek ten powinien byc wyższy - ok 33,3% - tyle, ze od ZYSKÓW a nie od odsetek.

Powiązane: Rząd Mateusza Morawieckiego

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki