REKLAMA
WAŻNE

Czy państwo powinno pomóc frankowcom?

Łukasz Piechowiak2015-01-16 16:12główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2015-01-16 16:12
fot. istock / Thinkstock

Coraz częściej w mediach pada pytanie, czy państwo powinno pomagać osobom zadłużonym we franku szwajcarskim w sytuacji, gdy kurs złotego wyraźnie osłabi się względem helweckiej waluty. Zdania są podzielone. Istnieje wiele przesłanek za tym, by tego nie robić. Z drugiej strony warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy stać nas na to, by pozostawić pół miliona ludzi bez pomocy?

Tylko w latach 2006–08 udzielono w sumie 240 tys. kredytów walutowych o łącznej wartości 114 mld zł. Wówczas przeciętnemu kredytobiorcy wydawało się to opłacalne. Z analizy Bankier.pl wynika, że niższa od polskiej stopa procentowa oraz silna pozycja złotego sprawiały, że kredyt w helweckiej walucie był tańszy, a sama rata o 500–700 zł niższa niż w przypadku kredytu w polskich złotych.

Nie oszukujmy się, wiele osób, które zaciągały kredyty walutowe, nie ma podstawowej wiedzy z zakresu ekonomii i kształtowania kursu walutowego. Większość kredytobiorców nie czyta nawet umów, a co dopiero mówić o ich zrozumieniu. Do tego dochodziły bardzo napięte plany sprzedażowe, które niejako zmuszały pracowników banków niekiedy do nachalnej sprzedaży – sami też często nie zdawali sobie sprawy, jak poważny produkt oferowali klientom. Zobowiązanie na kilkadziesiąt lat w obcej walucie zwykle podsumowywano prostym stwierdzeniem, że frank to najbezpieczniejsza waluta świata i jego kurs jest niezmienny. 

(fot. BARTLOMIEJ KUDOWICZ / FORUM)

Do tego dochodziła kwestia bardzo dobrej koniunktury w gospodarce – Polska dopiero weszła do Unii, bezrobocie spadło o blisko 10 pkt. proc., złoty bardzo się umocnił, a przeciętna pensja rosła. W pewnym sensie zapanowała euforia, podsycana dodatkowo skokowym wzrostem cen nieruchomości – ludziom wydawało się, że może być tylko lepiej.


W lipcu 2008 r. kurs franka szwajcarskiego wynosił 2,08 zł. Niestety na skutek kryzysu finansowego i spóźnionych działań szwajcarskiego banku centralnego w sierpniu 2011 r. za helwecką walutę płacono 3,67 zł, czyli ponad 70 proc. więcej. Raty kredytów wzrosły o kilkanaście procent (spadek kursu częściowo kompensowany był obniżeniem LIBOR 3M – z 2,77 proc. w czerwcu 2008 r. do wartości poniżej zera).

Obecnie 200 tys. osób spłaca kredyty o wartości wyższej niż nieruchomość, którą nabyli. Oznacza to, że gdyby chcieli sprzedać swój dom lub mieszkanie, to uzyskane środki nie byłyby w stanie pokryć zobowiązania wobec banku. Są przywiązani do miejsca, w którym mieszkają – tracą mobilność.

Brak pomocy będzie droższy niż jej udzielenie

Na początku okresu kredytowania frankowcy korzystali na tym, że zaciągnęli kredyt w walucie kraju, który utrzymywał dużo niższe stopy procentowe. Równocześnie bardzo wielu ludzi zadłużało się dosłownie na styk swoich możliwości finansowych. Szczęśliwie, młodzi kredytobiorcy zwykle mieli duży potencjał do zwiększania swoich dochodów, dlatego w miarę wzrostu gospodarczego rosły również ich pensje. To w dużym stopniu amortyzowało i amortyzuje skutki osłabienia kursu złotego. Otwarte pozostaje pytanie, jak rozłożyć ciężar spłaty tych zobowiązań w momencie, gdy frank zdrożeje do poziomu, powyżej którego łączny odsetek osób mających problemy z regulowaniem zobowiązań przekroczy nie 3% a np. 25%? Taki procent "złych pożyczek" w swoim portfelu mają m.in. firmy pożyczkowe udzielające tzw. "chwilówki".


Naturalnie, kredytobiorcy to w teorii równoważna strona umowy, którą należy traktować odpowiednio do założenia, że biorąc kredyt, podejmowała w pełni świadome decyzje. W tym kontekście udzielenie im pomocy byłoby niesprawiedliwe w stosunku do ludzi, którzy przez lata spłacali kredyty złotowe i nie mogli korzystać z pozytywnego wpływu niskiej stopy procentowej na wysokość rat. To logiczne i jednocześnie bardzo populistyczne podejście. Kłopot w tym, że brak pomocy może być bardziej kosztowny niż jej realne udzielenie.


Pomysły przewalutowania kredytów po kursie z dnia, w którym zostały one zaciągnięte, to skrajne rozwiązanie, na które nie ma zgody. Jak obliczyła Komisja Nadzoru Finansowego, koszt tej operacji wyniósłby od. 45 mld zł do 60 mld zł, czyli równowartość zysków sektora bankowego nawet z 5 lat. Kolejny pomysł dotyczy utworzenia specjalnego funduszu mieszkaniowego, który przejmowałby nieruchomości najbardziej zadłużonych osób. Mogłyby one dalej zajmować lokal, ale już nie jako właściciele tylko jako najemcy. Inne propozycje, głównie polityków opozycji, to np. zamrożenie kursu franka, specjalne dopłaty (wsteczny MDM), etc. Do wszystkich należy podchodzić z rezerwą, bo w większości przypadków kreowane są na potrzebę zbliżających się wyborów.

Bank to instytucja, która ma specjalne prawa i obowiązki

W obecnych realiach gospodarczy banki nie tylko kreują rzeczywistość gospodarczą – w dużym stopniu odpowiedzialne są za przeciwdziałanie lub wywoływanie kryzysów i stymulację rozwoju gospodarczego, ale także za kształtowanie zachowań społecznych, np. zamieszkanie we własnych domu, rozpoczęcie działalności gospodarczej czy zabezpieczenie na wypadek niespodziewanych wydatków (kredyt).

Bankowcy czasami nie zdają sobie sprawy z tego, jak dużą rolę odgrywają w życiu coraz większej grupy ludzi. Szybkie płatności, dostęp do różnych produktów finansowych z domu - to wszystko w praktycznie nieodwracalny sposób zmieniło styl życia Polaków. Wielkim kłamstwem byłoby altruistyczne stwierdzenie, że do tych zmian dochodziło tylko ze względu na dobro klientów. Korzystają na tym banki i ludzie związani z sektorem bankowym (m.in. pracownicy). Niemniej, to wciąż instytucja zaufania publicznego, której zadaniem jest nie tylko wypracowanie zysków, ale także przeciwdziałanie niekorzystnym zmianom społecznym.


A taką bez wątpienia będzie poważny kłopot kilkudziesięciu tysięcy rodzin. Jeżeli państwo i banki im nie pomogą, to najłagodniejszymi konsekwencjami będą wzrost szarej strefy i zwiększenie się emigracji zarobkowej. Pamiętajmy, że 2/3 pracujących Polaków zarabia mniej niż 2,8 tys. zł netto i bardzo rzadko mają możliwość zwiększenia dochodu ponad ten poziom. Gdy nie będą wstanie spłacać kredytów, to nie tylko obniży się poziom ich życia, ale np. nie będzie ich stać na wykształcenie swoich dzieci (obywateli i przyszłych klientów banków).

Kłopoty finansowe to częsty powód rozpadu rodziny, prowadzą do pogorszenia stanu zdrowia i nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że mogą być przyczyną nagłego skrócenia trwania życia. W Polsce co roku dochodzi do 5 tys. samobójstw. Najczęstsze przyczyny to zawód miłosny i kłopoty finansowe.

Orłowski radzi frankowcom

Start odtwarzacza ...

Naprawdę, ostatnią rzeczą na jakiej państwu powinno zależeć, to uchylanie się od pomocy osobom zdesperowanych, które mogą posuwać się do ostatecznych rozwiązań szkodzących nie tylko im, ale i zupełnie przypadkowym ludziom. To może być odbierane jako szantaż emocjonalny kredytobiorców, którzy są sami sobie winni, ale z drugiej strony obiektywna ocena wymaga stwierdzenia, że dzielenie stron na winnych i ofiary oczywistych błędów systemu będą zawsze stawiać państwo i instytucje finansowe w roli sprawców nieszczęścia nawet, jeśli prawda będzie zupełnie inna.

Banków i państwa nie stać na to, by odgrywało rolę kata polskiej pracującej rodziny, bo wówczas do głosu dochodzą skrajnie populistyczne ugrupowania, których propozycje rozwiązań doprowadzą do ruiny nie tylko sektor bankowy, ale całą gospodarkę.

W tym kontekście opracowanie scenariusza pomocy jest sposobem na przeciwdziałanie zagrożeniom, które mogą dotyczyć nie tylko samych kredytobiorców, ale również banków i aparatu państwowego. Rozwiązania powinny opierać się na zasadzie równomiernego rozłożenia ciężaru ryzyka, tak by nie tworzyć iluzji, że „komuś się upiekło”. Zasadne np. wydaje się rozważanie specjalnych ulg podatkowych dla pracujących kredytobiorców. Państwa i podatników nie stać nas na to, by wyłożyć pieniądze na stół, ale bez większego problemu możemy zrezygnować z części dochodów do budżetu w przyszłości. Z kolei banki na pewien okres winny zrezygnować z części prowizji, liberalniej traktować kredytobiorców mających problemy z terminową spłatą oraz indywidualnie podchodzić do każdego przypadku.

Źródło:
Tematy
Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1200 zł premii!

Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1200 zł premii!

Advertisement

Komentarze (556)

dodaj komentarz
~Tomek
Niech tylko Państwo spróbuje pomóc to pozostała część społeczeństwa również ma powody do tego żeby wyjść posejm i zażądać pomocy. I kto wtedy przechyli wynik wyborów 550 000 frankowiczów czy reszta społeczeństwa ?
~obiektywnie
550 000 ludzi to solidny elektorat wyborczy. Jak wiadomo nie od dzisiaj, - z pustego i Salomon nie naleje. Ktoś dostanie, ale komuś innemu trzeba zabrać. Wielu ludzi w euforii wzieło ten kredyt, bo tanio. Sam jestem ofiarą kryzysu z tym, że po drugiej stronie barykady. Z oszczędności życia 2 lata temu wypłaciłem połowe 550 000 ludzi to solidny elektorat wyborczy. Jak wiadomo nie od dzisiaj, - z pustego i Salomon nie naleje. Ktoś dostanie, ale komuś innemu trzeba zabrać. Wielu ludzi w euforii wzieło ten kredyt, bo tanio. Sam jestem ofiarą kryzysu z tym, że po drugiej stronie barykady. Z oszczędności życia 2 lata temu wypłaciłem połowe tego co zainwestowalem. Lekkomyślność kosztuje. Nieprawdą jest i wręcz bzdurą wierutną, że kredyt we frankach brali ludzie, których nie stać na złotowy. Tyle w temacie
~Dave
Niech nie sraja w pory, brali kredyty we frankach to podejmowali ryzyko. Jak Państwo im pomoże to i ja napiszę list do Kopaczowej i do prezydenta, żeby mi pomogli też.. jak będzie trzeba to podam Państwo do sdu, że faworyzuje nieudaczników
~OLO
A CZY FRANKOWCY PODZIELĄ SIĘ PIENIĘDZMI JAK FRANEK PÓJDZIE W DÓŁ ???
~Natalcia
Lepiej:D zarządają żeby im przewalutować kredyt po kursie z dnia zaciągania kredytu a nastepnie jak frank spadnie do 1zł to znowu będą tacy biedni i poszkodowani
~Madera
TO PAŃSTWO DO TEGO DOPUŚCIŁO !!! BANKI POWINNE PONIEŚĆ KONSEKWENCJE !!!
~ZŁOTÓWA
WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY
~Jarema
A jakby tak tytul brzmial: Czy wszyscy podatnicy beda zmuszeni sila do pomocy ludziom, ktorzy swiadomie ryzykowali. Bo tak naprawde to znaczy tytul.

Dlaczego nikt nie pisze biednych ludziach, ktorzy przegrali wszystko w kasynie? Im nie pomozemy?
~franek
Mam kredyt we frankach i wziąłem go świadomie , nie chce pomocy Państwa w spłacie, jedyne czego potrzebuje to pracy. A swoją drogą płace trzysta złoty więcej miesięcznie , ale na paliwie oszczędzam 400. W sumie jestem 100 zł do przodu.
~Jan
Kryzys to dla polityka wspaniała sprawa. Więc mamy około 700 000 umów kredytowych we franku. Średnio statystycznie x 2,5 wyborcy w gospodarstwie domowym umoczonym w kredyt to daje 1 750 000 ew. głosów wyborczych. Akcja z kopalniami to przy tym pikuś. Tyloma głosami można przesądzić wynik wyborczy i zagwarantować sobie Kryzys to dla polityka wspaniała sprawa. Więc mamy około 700 000 umów kredytowych we franku. Średnio statystycznie x 2,5 wyborcy w gospodarstwie domowym umoczonym w kredyt to daje 1 750 000 ew. głosów wyborczych. Akcja z kopalniami to przy tym pikuś. Tyloma głosami można przesądzić wynik wyborczy i zagwarantować sobie miejsce przy korycie na następne 4 lata. Tej pokusie nie oprze się żadna kanalia. Oczywiście realność pomocy jest zerowa bo co by nie zrobić to komuś się podpadnie. Jak pomoże frankowiczom to podpadnie się frajerom złotówkowym. Jak się nie pomoże to sie podpadnie fraknowiczom. Ale można na tym temacie jechać do wyborów a po wyborach to jiż konia to będzie interesowało.

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki