Chiński eksport niespodziewanie zanurkował w marcu o blisko 15%, a import spadł piąty miesiąc z rzędu - tym razem o ponad 12%. W całym pierwszym kwartale wartość handlu zagranicznego Państwa Środka skurczyła się o 6%. To kolejne informacje zza Wielkiego Muru, które wzbudzają poważne obawy o stan chińskiej gospodarki.


Ekonomiści spodziewali się, że w ubiegłym miesiącu eksport wzrósł o 8,2%, a import spadł o 11,3%. Tymczasem pierwszy zanurkował w juanach aż o 14,6%, a drugi o 12,3% (w dolarach odpowiednio: 15% i 12,7%) - wynika z danych Głównego Urzędu Celnego Chin (GACC). Nadwyżka handlowa skurczyła się z rekordowych 60,6 mld USD w lutym do raptem 3,1 mld USD i była najniższa od roku.

O ile analitycy tłumaczyli styczniowe i lutowe problemy obchodami chińskiego nowego roku, w przypadku danych za marzec takiego usprawiedliwienia już nie ma. Przeszkadzać może za to relatywnie silny juan, który np. w stosunku do euro umocnił się od początku roku o blisko 15%. Chiny przez lata utrzymywały swoją walutę na sztucznie zaniżonym poziomie, dlatego istnieje pokusa, że i tym razem zdecydują się na osłabienie Renminbi. Byłoby to jednak sprzeczne z dążeniami Pekinu do zwiększenia roli juana w światowej gospodarce.
Gwałtowny spadek handlu zagranicznego, który wciąż jest jednym z głównych motorów napędowych chińskiej gospodarki, budzi poważne obawy przed środowym odczytem PKB za pierwszy kwartał. Ekonomiści spodziewają się wzrostu PKB na poziomie 7%. Następna porcja kiepskich danych może przekonać bank centralny do kolejnego, po marcowym, cięcia stóp procentowych, a rząd do zwiększenia działań stymulujących gospodarkę.
Państwo Środka boryka się z licznymi problemami, m.in. szybko rosnącymi zadłużeniem i kosztami pracy, zbyt dużymi mocami produkcyjnymi, kryzysem na rynku nieruchomości i degradacją środowiska. W gospodarkę uderza również zakrojona na szeroką skalę kampania antykorupcyjna. Ponad trzy dekady gwałtownego wzrostu gospodarczego dobiegły końca. Władze ogłosiły, że nadeszła era "nowej normalności" - wolniejszego, ale bardziej zrównoważonego wzrostu. Pekin nie może sobie jednak pozwolić na zbyt duże spowolnienie, gdyż odbiłoby się to na rynku pracy, który aktualnie jest oczkiem w głowie chińskich decydentów.
Dotychczasowe silniki wzrostu - inwestycje i eksport - mają zostać zastąpione przez wyższą konsumpcję wewnętrzną i rozwijające się usługi. Dotychczas "udało się" jednak zaledwie ograniczyć te pierwsze, podczas gdy drugie rozwijają się ospale.

























































