Od 7 lipca tego roku w każdym samochodzie oferowanym w Unii Europejskiej wymagany będzie kolejny system bezpieczeństwa – przypomina „Auto Świat”. Tym razem auta mogą „pikać” znacznie częściej – m.in. wtedy, gdy kierowca przestanie skupiać się na drodze. Skutkiem ubocznym troski o bezpieczeństwo może być wzrost cen najtańszych samochodów.


Jak działa system ADDW?
ADDW to nic innego jak system ostrzegający przed brakiem koncentracji i uwagi na drodze. Działa w oparciu o kamerę zamontowaną za kierownicą, która uruchamia się po przekroczeniu prędkości 20 km/h. a która obserwuje, w którą stronę zwrócony jest wzrok kierowcy.
Podczas jazdy z prędkością od 20 do 50 km/h, a więc, przynajmniej w teorii, po mieście, system ADDW wyświetli odpowiednie ostrzeżenie, gdy kierowca nie będzie patrzył w przednią szybę dłużej niż 6 sekund. Po przekroczeniu 50 km/h czas ten wyniesie jedynie 3,5 s.
Od 7 lipca 2026 r. obowiązkowe w nowych autach będzie także:
- system uruchamiający hamowanie awaryjne w przypadku wykrycia na drodze pieszych i rowerzystów
- system utrzymania na pasie ruchu w przypadku aut z hydraulicznym układem wspomagania
Ceny najtańszych aut wzrosną. Tyle kosztują na początku 2026 r.
Z jednej strony wspomniane systemy nie są niczym nowym. Z drugiej jednak od lipca będą one montowane także w najtańszych autach oraz najuboższych wersjach droższych modeli, co z kolei może wpłynąć na wzrost cen, nawet o kilka tysięcy złotych.
Przypomnijmy, że obecnie za mniej niż 60 tys. zł można wyjechać z salonu tylko jednym oferowanym w Polsce modelem. Tyle kosztuje Fiat Pandina w najuboższej wersji wyposażenia i z 1-litrowym silnikiem o mocy 70 KM.
Mając mniej niż 70 tys. zł nowe auto można kupić obecnie jedynie w salonach: Toyoty (Aygo X), Kii (Picanto), Dacii (Sandero), Hyundaia (i10), MG (MG 3) i Suzuki (Swift).
MKZ

























































