W czwartek wieczorem zapadły nerwowo wyczekiwane rozstrzygnięcia we włoskiej polityce. Po raz pierwszy po II wojnie światowej Italia będzie miała rząd uważany za „populistyczny”. Mimo to inwestorzy odetchnęli z ulgą – włoskie akcje i obligacje mocno zyskują na wartości.
Po rekordowych 88 dniach politycznego impasu Włochy wreszcie będą miały nowy rząd. Ostatecznie upadła koncepcja gabinetu „technicznego”, który miałby administrować krajem do przedterminowych wyborów. Wyborów zatem nie będzie, a władza przechodzi w ręce większościowej koalicji antysystemowego Ruchu 5 Gwiazd i antyimigranckiej Ligi.
Premierem zostanie pozbawiony politycznego doświadczenia profesor prawa Giuseppe Conte. Ale z tylnej kanapy rządem zapewne będą kierować wicepremierzy i liderzy Ruchu (Luigi Di Maio) oraz Ligi (Matteo Salvini) W rządzie w randze ministra ds. europejskich zasiądzie także profesor Paolo Savoni, którego krytyczny stosunek do strefy euro kilka dni temu doprowadził do fiaska pierwszej misji powołania rządu Ruchu i Ligi.
Zobacz także
Zatem po raz pierwszy po roku 1945 Włochy mają rząd bez poparcia jednej z dwóch głównych partii. Establishment używa w stosunku do nowego rządu epitetów „populistyczny” lub wręcz „barbarzyński”. Rząd Contego zapowiada obniżkę podatków i wzrost wydatków socjalnych – łącznie z 780 euro miesięcznie „dochodu obywatelskiego” dla najmniej zarabiających i niepracujących. To w zasadzie bezbłędna recepta na ciężki kryzys budżetowy. Zwłaszcza w kraju zadłużonym na 2,3 biliona euro – a więc na blisko 132 proc. PKB.
Analitycy finansowi już mówią, że może to być scenariusz przypominający rządy greckiej, skrajnie lewicowej Syrizy. We Włoszech może być jednak jeszcze gorzej. Ostatecznie Syriza posłusznie przyjęła zalecenia tzw. Trojki w zamian za trzeci bailout Grecji i 86 mld euro pożyczki od europejskich podatników. Teraz Grecja ma nadwyżkę budżetową, a Grecy dopiero co urządzili 24-godzinny strajk generalny przeciw polityce zaciskania pasa.
Mimo to rynki finansowe objawiają jakąś dziwną radość na wieść o powołaniu rządu R5G i Ligi. W piątek rano FTSE MIB – czyli główny indeks giełdy w Mediolanie – idzie w górę aż o 2,75 proc., podnosząc się po gwałtownej przecenie (o ponad 12 proc.) z drugiej połowy maja. Rosną także ceny włoskich obligacji skarbowych. Rentowność papierów 10-letnich maleje aż o 20 punktów bazowych, obniżając się do 2,63 proc. Przypomnijmy, że we wtorek doszło do panicznej wyprzedaży włoskiego długu – rentowność 10-latek rosła tego dnia nawet o 70 pb., przekraczając 3,4 proc. Wzrost rentowności oznacza spadek ceny rynkowej obligacji.
Trudno powiedzieć, na co teraz liczą kupujący włoskie aktywa. Może to być efekt ulgi, że nie zmaterializował się scenariusz najgorszy z najgorszych – wakacyjnych wyborów, które według sondaży Ruch i Liga wygrałyby w cuglach, zdobywając łącznie ok. 60 proc. głosów. Ale taka ulga może okazać się bardzo krótkotrwała i zakończy się, gdy tylko rząd Contego zacznie wdrażać przedwyborcze obietnice. Póki co inwestorzy łudzą się, że obecność w rządzie prounijnego ministra spraw zagranicznych Enzo Milanesiego zatrzyma secesyjne dążenia nowego rządu Włoch.
Istnieje także trywialne wyjaśnienie odreagowania na rynku włoskiego długu. Pamiętajmy, że na rynku cały czas obecny jest Europejski Bank Centralny, który od marca 2015 roku skupuje obligacje państw strefy euro, płacąc za nie świeżo wykreowanymi pieniędzmi. Od początku 2018 roku EBC dokonuje interwencji za 30 mld euro miesięcznie. Tyle że europejskie QE ma trwać tylko do końca września i póki co nie zapadła decyzja o jego przedłużeniu. Zatem od jesieni nowy włoski rząd zostanie pozbawiony wsparcia z Frankfurtu. O tym inwestorzy dobrze wiedzą. A może niektórzy wiedzą coś więcej? Że może na przykład QE zostanie przedłużone z powodu „niepewności politycznej” w „niektórych” krajach eurolandu? Odnotujmy także, że prezesem EBC jest obecnie Włoch Mario Draghi.
Krzysztof Kolany























































