Mijający tydzień przyniósł jak dotąd nieznaczne podwyżki przy dystrybutorach. Jednakże z powodu niekorzystnej dla kierowców sytuacji na światowych rynkach paliwowych można oczekiwać, że w najbliższym czasie będzie jeszcze drożej.


W trzecim tygodniu lutego benzynę bezołowiową 95 tankowano średnio po 5,67 zł/l – wynika z danych BM Reflex. To o dwa grosze na litrze drożej niż przed tygodniem i już o 5 gr/l drożej niż pod koniec stycznia. Natomiast przeciętna cena detaliczna oleju napędowego podniosła się o 2 gr/l i sięgnęła 5,92 zł/l. Autogaz kosztował przeciętnie 2,76 zł/l i był średnio o 4 gr/l droższy niż przed tygodniem.
Nadal jednak na stacjach paliw jest taniej (przynajmniej jeśli chodzi o paliwa) niż rok czy dwa lata temu. Litr benzyny Pb95 w skali kraju jest średnio o 47 groszy tańszy, niż był rok temu oraz o 82 gr/l mniej niż dwa lata temu. Średnia detaliczna cena oleju napędowego jest z kolei o 37 gr/l niższa niż 12 miesięcy temu oraz o 82 gr/l niższa niż 24 miesiące temu. W przypadku LPG jest o 47 gr/l taniej niż przed rokiem, ale tylko o 15 gr/l taniej niż dwa lata temu.
Złe wieści z frontu paliwowego
Za podwyżkami przy dystrybutorach stoi drożejąca ropa naftowa, która właśnie osiągnęła najwyższe ceny od czerwca 2025 roku. Jeszcze na początku stycznia baryłka ropy Brent kosztowała ok. 60 USD. Teraz jest to ponad 71 USD. Przyczyną takiego stanu rzeczy są działania rządu Stanów Zjednoczonych, który grozi zaatakowaniem Iranu chcąc w ten sposób zmusić Teheran do zawarcia porozumienia nuklearnego. Iran dostarcza dziennie na rynki ok. 3 proc. globalnych dostaw ropy, a surowiec ten trafia głównie do Chin.
Ale najważniejszym czynnikiem ryzyka jest zablokowanie dostaw surowca płynącego przez Cieśninę Ormuz. Przez ten wąski akwen na rynki światowe trafia prawie jedna trzecia ropy naftowej transportowanej drogą morską. Nie wiadomo, czy władze Iranu byłyby w stanie (oraz czy się na to w ogóle zdecydują) zablokować żeglugę w Cieśninie Ormuz.
To wszystko nie zmienia faktu, że samo to ryzyko podnosi ceny paliw w Europie. W piątek tona oleju napędowego na londyńskiej giełdzie ICE kosztowała 735 USD, podczas gdy na początku stycznia było to ok. 600 USD/t. Od początku roku rosną także ceny benzyny. Galon tego paliwa na giełdzie nowojorskiej jest obecnie wyceniany na ponad dwa dolary, podczas gdy kilka tygodni temu wyceniany był na niespełna 1,7 USD.
Te notowania znajdują odzwierciedlenie w cennikach krajowych rafinerii. W piątek 20 lutego Orlen oferował benzynę Eurosuper 95 po 4417 zł/m3, co po dodaniu 23% VAT (akcyza, opłata paliwowa i inne parapodatki są już wliczone w cenę hurtową) daje ok. 5,43 zł/l. Teoretycznie przy utrzymaniu stawek hurtowych bez zmian ceny przy dystrybutorach nie powinny rosnąć. Ale to tylko teoria, ponieważ w poprzednich tygodniach operatorzy stacji paliw przyzwyczaili się do utrzymywania ponadprzeciętnie wysokich marż detalicznych. Nie wiadomo, czy będą skłonni obniżyć swoje marże, aby zamortyzować wzrost cen hurtowych.
Znacznie gorzej sytuacja prezentuje się z punktu widzenie posiadaczy aut napędzanych silnikami diesla. Olej napędowy w piątkowym cenniku płockiej rafinerii był dostępny po 4743 zł/m3, czyli po ok. 5,83 zł/l po ovatowaniu. To już jest poziom, który nie zapewnia przyzwoitej marży detalicznej i dlatego należy się liczyć z dalszymi podwyżkami cen oleju napędowego.
Na koniec zwyczajowo przypomnę, że paliwa mogłyby być znacznie tańsze, gdyby nie horrendalnie wysokie podatki nałożone przez władze. Z każdego zakupionego litra benzyny bądź oleju napędowego ponad 50% trafia w ręce państwa. Bez haraczu na rzecz rządu moglibyśmy tankować benzynę Pb95 po ok. 2,50 zł/l, olej napędowy po ok. 3,00 zł/l, zaś autogaz mógłby kosztować ok. 1,70 zł/l. Różnica między stawkami na pylonach a powyższymi kwotami trafia w łapy fiskusa.
























































