Kredytowy boom w krajach rozwijających się finansowany ultraniskimi stopami procentowymi w Stanach Zjednoczonych dobiega końca. Na rosnące ryzyko dla światowej gospodarki zwraca uwagę marcowy raport Banku Rozrachunków Międzynarodowych.


W drugim półroczu 2015 roku dolarowy kredyt dla rynków wschodzących (EM – emerging markets) praktycznie zamarł. W III kw. 2015 r. międzynarodowe zobowiązania krajów EM wręcz zmalały o 141 miliardów dolarów, do czego przyczyniło się przede wszystkim delewarowanie w Chinach (spadek zadłużenia o 119 mld USD) – poinformował Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) z Bazylei.
Zdaniem ekspertów BIS była to kontynuacja procesu rozpoczętego w połowie 2014 roku, gdy Rezerwa Federalna była na półmetku ograniczenia ilościowego poluzowania monetarnego (QE – zwanego potocznie „drukowaniem pieniędzy”). Gdy w końcu, po 7 latach utrzymywania zerowych stóp procentowych, Fed zdecydował się na ich symboliczną podwyżkę (o 25 pb.), rynkowe koszty finansowania były już znacznie wyższe niż jeszcze rok wcześniej.
Nawet kosmetyczne zacieśnienie polityki monetarnej przez Amerykanów może stanowić zarzewie kryzysu finansowego. W latach taniego kredytu i słabego dolara (czyli po 2009 roku) podmioty z rynków wschodzących pożyczyły ok. dwa biliony dolarów. Jeszcze do połowy 2015 roku inwestorzy byli gotowi pożyczyć dolary komukolwiek, byleby tylko zainkasować jakieś odsetki, czego najlepszym przykładem była spektakularna emisja 100-letnich obligacji brazylijskiego Petrobrasu.
„Ostatni raport BIS dowodzi, że boomy kredytowe podkopują wzrost produktywności, głównie poprzez alokację zasobów do niewłaściwych sektorów. Wpływ błędnych inwestycji ciąży coraz mocniej i staje się coraz potężniejszy, gdy wybucha kryzys finansowy. W konsekwencji słabsza produktywność utrudnia utrzymanie długu w ryzach. Innymi słowy: możemy obserwować nie pojedyncze błyski, lecz oznaki nadciągającej burzy” – napisał w komentarzu do raportu Claudio Borio, szef Departamentu Monetarnego i Gospodarczego Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Tak mocna i jednoznaczna ocena sytuacji ze strony wysoko postawionego przedstawiciela „banku banków centralnych” to bardzo poważne i rzadko spotykane ostrzeżenie.
Teraz te dwa biliony dolarowego długu trzeba spłacać, gdy dolar jest znacznie droższy niż w chwili zaciągania zobowiązania. To sytuacja podobna do problemów frankowych dłużników, którzy zadłużyli się w tanim franku, a muszą spłacać w drogim CHF. Sytuację w skali makro dodatkowo pogarsza fakt, że istotna część owych długów trafiła do sektora surowcowego, który teraz boryka się z problemem silnego spadku cen swoich produktów, co dodatkowo utrudnia obsługę zadłużenia. Otrzymane pożyczki trudno też zrefinansować, bo w górę poszły rynkowe dolarowe stopy procentowe, a wypłacalność dłużników uległa istotnemu pogorszeniu. Teraz już mało kto byłby gotowy pożyczyć takiemu Petrobrasowi choćby złamanego centa.
„Obserwowana od połowy 2014 roku siła dolara z pewnym opóźnieniem przyczyniła się do wywarcia presji na pożyczkobiorcach (…) Jeśli się utrzyma, to zaostrzenie globalnych warunków płynnościowych może wywołać ryzyka dla stabilności niektórych krajów” – ostrzegają ekonomiści BIS.
Takie zbiorowe delewarowanie krajów rozwijających się, po uprzednim zaostrzeniu polityki monetarnej w USA nierzadko kończyło się kryzysami finansowymi. Po doświadczeniach z krajów azjatyckich (1997), Rosji (1998) czy Meksyku (1994) BIS wskazuje potencjalne ogniska zapalne, publikując raport zatytułowany „Wczesne wskaźniki ostrzegające przed napięciem w krajowych systemach bankowych”.
Z marcowego wydania powyższego opracowania wynika, że największe ryzyko wystąpienia kryzysu finansowego koncentruje się w krajach rozwijających się, a szczególnie w Azji. Niepokoić powinien przede wszystkim potężny wzrost zadłużenia w Chinach i Turcji, ale także w Kanadzie i Brazylii. Za to w Niemczech oraz Japonii niebezpiecznie wzrosły ceny nieruchomości. Z kolei w przypadku wzrostu stóp procentowych o 2,5 pkt. proc. najbardziej zagrożona byłaby wypłacalność dłużników z Chin, Brazylii, Turcji oraz Kanady.
Podobno piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce. Także kryzysy finansowe (z reguły) nie spadają na ten sam region dwa razy z rzędu. Stąd też brak na liście zagrożonych Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii (kryzys 2007-08) oraz krajów PIIGS (2009-13). Stosunkowo bezpiecznie wygląda także nasz region, gdzie w ostatnich latach nie odnotowano ani bańki kredytowej, ani szalonego wzrostu cen nieruchomości, a przedsiębiorstwa nie zadłużały się masowo w obcych walutach.




























































