Resort sprawiedliwości USA złożył wniosek do sądu, by uniemożliwić władzom Alaski uznanie wyników listopadowych wyborów do Senatu, jeśli przegra je kandydat Republikanów Dan Sullivan. Powodem są kontrowersje związane ze startem innego kandydata o takim samym imieniu i nazwisku.


We wniosku złożonym w czwartek w sądzie federalnym na Alasce, Ministerstwo Sprawiedliwości argumentuje, że obecność niezależnego kandydata o nazwisku Dan J. Sullivan, stanowi celowe działanie mające na celu wprowadzenie w błąd wyborców obecnego republikańskiego senatora Dana S. Sullivana.
Rządowi prawnicy stwierdzili, że istnieje „znaczne prawdopodobieństwo”, że kandydatura niezależnego Sullivana „zniekształci wolę wyborców”.
Administracja Trumpa dąży do opóźnienia certyfikacji wyników, jeśli urzędujący senator przegra, do czasu ustalenia, „czy głosy oddane na Daniela J. Sullivana miały być oddane na senatora Sullivana”.
Pytany o sprawę prezydent Trump przyznał, że to on osobiście polecił złożyć ten pozew.

- On (Dan J. Sullivan) nie ma nic wspólnego z polityką. To hańba - orzekł podczas rozmowy z dziennikarzami na Florydzie.
Sąd Najwyższy Alaski już w czerwcu zezwolił na pozostawienie drugiego Sullivana na liście kandydatów. Kandydat ten, były leśniczy zarejestrowany jako Republikanin, brał już udział w prawyborach i przeszedł do ostatecznej rundy głosowania, razem z senatorem Sullivanem i kandydatką Demokratów, byłą kongresmenką Mary Peltolą. Zdobył w prawyborach 3. miejsce, gromadząc 2 proc. głosów. Na kartach wyborczych będzie widniał jako kandydat niezależny.
Alaska jest tradycyjnie stanem zdominowanym przez Republikanów, lecz w tym roku sondaże sugerują, że Peltola ma znaczące szanse na wygraną. Wyścig na Alasce jest jednym z kluczowych pojedynków, które przesądzą o tym, która z partii zdobędzie większość w Senacie.
Do wniosku o potencjalne zablokowanie certyfikacji wyników dochodzi na tle obaw o możliwe próby nieuznania przez prezydenta Trumpa niekorzystnych dla partii rządzącej wyników wyborów.
W czwartek pytany o to, czy kierowany przez niego resort może nie uznać ważności wyborów, prokurator generalny Todd Blanche odparł, że nie może tego wykluczyć, lecz zaznaczył, że nie ma takich planów i że może tak się stać tylko w wyjątkowych okolicznościach.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ mal/































































