Gwałtowna przecena Electronic Arts to już przeszłość. Dzięki nowej grze gigant odrobił straty z nawiązką i dał sygnał do wzrostów także w Europie. W poniedziałek korzysta na tym m.in. CD Projekt.
Aż o 16,1 proc. podrożały w piątek notowane za oceanem papiery Electronic Arts. Ruch ten znajduje także pewne potwierdzenie w poniedziałkowym handlu przedsesyjnym, gdzie inwestorzy dokładają na EA kolejne 0,9 proc. wzrostu.
Electronic Arts w piątek zyskało 16 proc. i z nawiązką odrobiło straty z powynikowej sesji. Ameryka tym samym momentalnie przestała ciążyć CD Projektowi, który dziś zyskuje ponad 3 proc. pic.twitter.com/sVEQCE2Ych
— Adam Torchała (@atorchala) February 11, 2019
Tak gwałtowne wzrosty to reakcja inwestorów na sukces najnowszego dziecka studia Electronic Arts - gry "Apex Legends". To battle-royal w modelu free-2-play, które debiutowało na rynku 4 lutego. Po zaledwie 72 godzinach w grę zagrało już 10 mln graczy. Liczba grających jednocześnie momentami przekraczała 1 mln. Dodatkowo krytycy chwalą grę i widzą w niej nawet pogromcę "Fortnite", czyli dotychczasowego lidera tego segmentu, który może się pochwalić rekordem 8,3 mln graczy grających jednocześnie.
Na serwisie Metacritic, który zbiera oceny krytyków, gra osiągnęła 90 punktów na 100 możliwych. - "Apex to fantastycznie ekscytujący i dający sporo zabawy shooter, w który łatwo się gra, jednak ciężko osiągnąć w nim poziom mistrzowski" - czytamy w recenzji Screen Rent. "Gra zapewnia to co najlepsze w battle-royal" - dodaje Game Spot. To najlepiej pokazuje potencjał, który kryje produkcja. Z drugiej strony warto wspomnieć, że gracze są nieco mniej entuzjastyczni. Ich średnia - bazująca na 261 ocenach - wynosi 6,9/10. Gracze narzekają na długie przestoje, złe zbalansowanie broni oraz model budowania zespołów. Większość ocen jest jednak pozytywna, średnią zaś zaniżają przede wszystkim skrajnie negatywne noty.
Warto dodać, że "Apex..." pomógł notowaniom EA w samą porę, rzutem na taśmę udało się bowiem uratować tydzień, który dla akcjonariuszy EA zapowiadał się fatalnie. W środę miało bowiem miejsce tąpnięcie na akcjach spółki, które sesję zakończyły 13,3 proc. pod kreską. Inwestorom nie spodobały się wyniki, a konkretniej prognozy. - EA zarobiło w III kwartale 2019 roku (chodzi o okres październik-grudzień, spółka ma przesunięty rok obrotowy) 1,95 dolara na akcję. I choć wynik ten był zgodny z oczekiwaniami analityków (1,94 dolara na akcję), rozczarowały nieco przychody. Te (skorygowane) sięgnęły 1,61 mld dolarów wobec 1,75 mld dolarów konsensusu. Ścięto także prognozy przychodów na cały rok: z 5,2 mld dolarów na 4,75 mld dolarów - pisaliśmy w środę. Rozczarował przede wszystkim "Battlefield V", który sprzedawał się słabiej od oczekiwań. Dzięki "Apex Legends" EA odrobiło jednak straty z nawiązką.
W środę problemy miało jednak nie tylko EA. Rozczarowały także prognozy innego giganta z branży: Take-Two. Dwucyfrowe spadki dwójki rynkowych liderów wywołały zawirowania na notowaniach innych spółek z branży. Taniał wówczas m.in. CD Projekt, który środową sesję zamknął 4,8 proc. Dziś z kolei sytuacja się odwróciła i mocne wzrosty EA zmieniły sentyment wokół branży na pozytywny. CD Projekt drożeje o 2,4 proc., w górę idą także notowania np. francuski Ubisoft (+3,4 proc.).
CD Projekt zaś po dołączeniu do indeksu WIG20 i ogólnoświatowych indeksów stał się spółką monitorowaną nie tylko przez polskich inwestorów, ale i największych rynkowych tuzów. Jego powiązanie z nastrojami w branży panującymi za oceanem zauważalne jest od kilku miesięcy. Warto jednak pamiętać, że choć w krótkim terminie trendy za oceanem mogą mieć spore znaczenie, to jednak w długim wycena producenta gier zależy od tego jak sprzedają się jego gry i ile potrafi na nich zarabiać. Dlatego też dla CD Projektu głównym tematem wciąż pozostaje "Cyberpunk".
Adam Torchała


































































