Kongres USA uchwalił tymczasowy budżet, ale komentatorzy i tak lamentują, że dwutygodniowe "wyłączenie rządu" miało jakoby kosztować gospodarkę grube miliardy dolarów i zachwiać statystykami PKB za czwarty kwartał. Trudno o większą bzdurę.
Hurra! Ameryka uratowana! Nie będzie bankructwa Stanów Zjednoczonych! A przynajmniej nie w tym miesiącu i zapewne także nie w tym roku. Wszyscy się cieszą i patrzą na zwyżkujące ceny akcji. Koszt tej fety: 1.188.918.000.000 dolarów
. Na tyle Kongresowe Biuro Obrachunkowe oszacowało wydatki państwa związane z uchwaleniem ustawy ochrzczonej mianem "Continuing Appropriations Act, 2014". Ten akt prawny umożliwia finansowanie rządu federalnego do 15 stycznia 2014 roku i zawiesza działanie limitu zadłużenia państwa do 7 lutego.Uchwalenie ustawy zakończyło 16-dniową blokadę wydatków federalnych. Dzięki temu możliwe będzie otwarcie zamkniętych od początku października agend rządowych, których braku prawie nikt nie zauważył (z wyjątkiem parków narodowych i Statuy Wolności). Tymczasowa (?) likwidacji limitu zadłużenia umożliwia Departamentowi Skarbu pożyczać pieniądze na sfinansowanie wydatków państwa.
| »Senat USA osiągnął porozumienie w sprawie budżetu |
Bez państwa nie ma wzrostu
Prowizoryczny budżet nie rozwiązuje jednak istoty problemu, jakim jest nadmierne i szybko rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych. Pod rządami Baracka Obamy dług publiczny USA zwiększył się o sześć bilionów dolarów i po raz pierwszy od II Wojny Światowej jest większy od produktu krajowego brutto. Ameryka jeszcze nigdy wcześniej nie zadłużała się tak szybko w czasie pokoju, co roku pożyczając równowartość ok. 10% PKB.
Dług publiczny Stanów Zjednoczonych w mln USD

Źródło: Bankier.pl na podstawie danych Departamentu Skarbu
Jednakże w całej medialno-politycznej gorączce prawie nikogo to nie obchodziło! Liczyło się tylko to, czy USA będą w stanie wykupić na czas obligacje zapadające w drugiej połowie października oraz kiedy blisko milionowa armia federalnych urzędasów wróci za biurka. Wszystkiemu oczywiście byli winni Republikanie, którzy z bliżej niezrozumiałych powodów uparli się, aby nieco ograniczyć wydatki Białego Domu.
Przy okazji pojawiła się cała masa absurdalnych raportów i opinii. "Globalna gospodarka uniknęła potencjalnej katastrofy" - skomentował szef Banku Światowego Jim Yong Kim. Agencja ratingowa Standard & Poors obliczyła, że 16-dniowy shutdown "pozbawił gospodarkę 24 mld dolarów" i będzie skutkował redukcją PKB w czwartym kwartale o przynajmniej 0,6%. Raport firmy Macroeconomic Advisers oszacował ubytek w PKB na ok. 0,3% i blisko 900 tys. miejsc pracy.
Wniosek jest prosty: bez rządowych wydatków gospodarka się załamie, bezrobocie będzie masowe, a ludzie umrą z głodu. To logika posłanki Elżbiety Jakubiak, według której to urzędnik państwowy pozwala działać przedsiębiorcy i bez niego gospodarka nie funkcjonuje.
| Elżbieta Jakubiak: w sumie to ja panu pozwalam pracować | |
|
Elżbieta Jakubiak: U nas uważa się, że biznes tworzy państwo, a urzędnicy państwowi je niszczą, a to oni przygotowują wielką infrastrukturę dla życia dziennikarzy, biznesu. Gdyby nie oni, gdyby nie tacy ludzie jak ja, byłby pan bez numeru dowodu, zameldowania. Redaktor: Gdyby nie biznes, pani byłaby bez pensji. Elżbieta Jakubiak: To nieprawda! Wypracowuję ją jako urzędnik państwowy, wydając panu zaświadczenia, by mógł pan prowadzić działalność gospodarczą, przygotowując działkę do inwestycji i tak dalej. W sumie to ja panu pozwalam pracować. | |
Załóżmy na moment, że to prawda. Że to państwo i jego wydatki tworzą gospodarkę i zapewniają społeczeństwu dobrobyt. Wynika z tego, że im więcej rząd wyda pieniędzy, tym wyższy będzie wzrost gospodarczy, tym niższe bezrobocie i ludziom żyje się lepiej. Więc zamiast bezmyślnie redukować bilionowe deficyty USA należałoby je przynajmniej podwoić. "Wesprzeć gospodarkę" dwoma bilionami dolarów rocznie, aby poprawić koniunkturę gospodarczą i zapewnić Amerykanom pracę. Rezerwa Federalna powinna zwiększyć dodruk pieniądza z 85 mld USD miesięcznie do np. 200 mld. To dopiero byłby dopalacz dla wzrostu gospodarczego i "promocja zatrudnienia".
Skąd się biorą takie bzdury?
Wbrew pozorom ekonomiści wygłaszający tego typu stwierdzenia nie są szaleni. Głównymi wytłumaczeniami pozornej racjonalności tego typu postulatów są: 1) sposób mierzenia aktywności gospodarczej oraz 2) skompresowana do maksimum roku perspektywa. Fetyszem stał się produkt krajowy brutto, który jako miernik wzrostu gospodarczego ma mnóstwo wad, ale niczego lepszego jak dotąd nie wymyślono. Tyle że PKB po pierwsze nie uwzględnia rosnącego długu, za który finansowana jest tworząca go konsumpcja, a po drugie niedoszacowuje faktyczną inflację wywołaną szybkim wzrostem podaży pieniądza.
Wybitnie krótkoterminowa perspektywa zarówno analityków gospodarczych, jak i decydentów sprawia, że pierwszeństwo dostają rozwiązania korzystne w horyzoncie kilku kwartałów, ale katastrofalne w swych długoterminowych skutkach. Wzrost oparty o wydatki rządowe na kredyt jest nietrwały, rachityczny i na ogół prędzej czy później prowadzi do głębokiej recesji, przy okazji prowadząc do licznych patologii w życiu gospodarczym. Klasyczny jest tu przykład współczesnej Grecji, ale tak naprawdę problem ten dotyczy większości krajów Europy Zachodniej, Japonii, Stanów Zjednoczonych i Chin.
Zobacz też, jak długi Obamy pogrążą dolara oraz na czym polega amerykański spór o pieniądze, długi i sufity.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl


























































