Reforma OFE wciąż jest przekładana i publikacja Polskiego Ładu wcale tego problemu nie rozwiąże. Wręcz przeciwnie, zgodnie z nowym planem rządzących, rodzące się w bólach stare ustalenia dotyczące przyszłości 157 mld zł trzymanych w Otwartych Funduszach Emerytalnych mogą się okazać niewiele warte.


Obecnie obowiązujący pomysł Prawa i Sprawiedliwości na zamknięcie tematu Otwartych Funduszy Emerytalnych przewiduje dwie ścieżki. Konta OFE zostaną przekształcone w IKE, jednak osoby, które nie będą tego chciały, będą mogły swoje oszczędności przenieść na konto w ZUS. Za przeniesienie oszczędności na IKE ma być pobrana 15-procentowa opłata przekształceniowa, z kolei w ZUS będzie pobierany podatek dochodowy od emerytury.
Pierwotnie reformę tę chciano wprowadzić w 2020 roku, wówczas jednak zabrakło zdecydowania po "nie" Senatu. Pod koniec kwietnia tego roku projekt znów miał wrócić do Sejmu, jednak w dziwnych okolicznościach zniknął nagle z agendy. W ostatniej chwili na drodze miały stanąć "wątpliwości", które zgłosiła Solidarna Polska. Co istotne, teoretycznie wszystko to działo się już po pierwotnym terminie ogłoszenia Polskiego Ładu, który miał ujrzeć światło dzienne w marcu (prezentację odroczono przez lockdown). Teraz z kolei okazało się, że ogłoszony w końcu w sobotę Polski Ład stoi w sprzecznością z projektem ustawy dotyczącej OFE.
Opłata przekształceniowa traci uzasadnienie
Głównym problemem jest temat kwoty wolnej podatku. To opodatkowanie emerytur w ZUS miało uzasadniać kontrowersyjną opłatę przekształceniową. Tymczasem w ładzie zaprezentowano wzrost kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, który sprawia m.in. że emerytury do 2,5 tys. zł stałyby się nieopodatkowane.
- W ramach reformy systemu podatkowego emerytury i renty zostaną podwyższone o wysokość podatku dla świadczeń do poziomu 2500 PLN. To zmiana podnosząca o nawet 2000 PLN rocznie świadczenia dla 65 proc. emerytów. Termin przyjęcia przez Radę Ministrów: wrzesień 2021 r. - czytamy w projekcie. Kontrowersyjna opłata przekształceniowa (jej naliczenie teraz, a nie w momencie wypłat emerytur było jawnym zagraniem na korzyść obecnego rządu) staje się tym samym jeszcze bardziej kontrowersyjna.
Wybór IKE mniej atrakcyjny
W rządzie nie widać jednego frontu podejścia do problemu. - Nie ma żadnej decyzji dotyczącej zmiany poziomu opłaty związanej z przekształceniem OFE - poinformował w poniedziałek minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński. RMF FM podało z kolei w poniedziałek, że reporterzy stacji ustalili, iż rząd obniży proponowaną opłatę za likwidację OFE z obecnych 15 proc. do 10 proc. "Żeby zachować równowagę, rząd musi obniżyć także planowane opodatkowanie IKE. Z obecnie zakładanych 15 procent do - jak ustaliliśmy 10 procent" - podano.
Zejście do 10 proc. wydaje się jednak propozycją z kategorii "łatajdziura". W dylemacie "ZUS czy IKE" po obniżce kwoty wolnej ZUS dla wielu emerytów zyska bardziej niż IKE w przypadku ścięcia opłaty do 10 proc. Przy takiej kwocie wolnej od podatku, jak ta z Polskiego Ładu, ani 15 proc., ani 10 proc. opłaty przekształceniowej poszukiwaniem "sprawiedliwego rozliczenia" uzasadnić się już nie da. Brnięcie dalej w to rozwiązanie zapewne zwiększy jeszcze wśród Polaków poczucie, że opłata przekształceniowa to po prostu manewr mający na celu zgarnięcie kasy, a nie "wyrównywanie" czegokolwiek.
Wydaje się, że projekt wymaga ponownego przemyślenia, a nie gaszenia pożaru, który nagle odkryto. Rząd powinien się przyznać, że zawalił sprawę, proponując dwa sprzeczne ze sobą projekty, i zaproponować nowy plan na OFE. Tyle że to przedłuży i tak przedłużające się "zamykanie" OFE" o kolejne miesiące.
Znak zapytania dla GPW
Co istotne, rozwiązanie gdy ZUS zyskuje nieproporcjonalną korzyść względem IKE również nie wydaje się realnym scenariuszem. Po pierwsze chrapkę na pieniądze z opłaty przekształceniowej miał rząd. Jeżeli więcej osób wybierze ZUS (a tak może stać się przy zmianach związanych z Polskim Ładem), pieniędzy z opłaty przekształceniowej będzie mniej. A przecież wiele wskazuje, że rząd całą sytuacją z problemem gryzienia się reformy OFE i Polskiego Ładu jest zaskoczony i scenariusza odpuszczenia tych pieniędzy nie przewidywał.
Problem ma także giełda. OFE są istotnym graczem na warszawskiej GPW, w akcjonariatach niektórych spółek grają nawet pierwsze skrzypce. Niestety nadal nie wiadomo, ile akcji będą musiały przy okazji "ostatecznej reformy" sprzedać. Jeżeli więcej osób wybierze ZUS, konieczne może być sprzedanie większej liczby akcji. Zgodnie z danymi Trigon DM na koniec marca 2021 roku w OFE zgromadzonych było 157 mld zł, w tym 123 mld zł zaangażowane były w akcje polskie.
Przeczytaj także
OFE, czyli problem
Niestety, przedłużająca się egzystencja OFE w takim "dogorywającym" kształcie jest realnym problemem gospodarczym. To czynnik niepewności, kolejne pomysły na reformę funduszy nieco się różniły. Od lat wiadomo, że OFE znikną, tylko nie wiadomo jak. Tymczasem zaangażowane w nie miliardy złotych to pieniądze ważne z punktu widzenia zarówno polskich emerytów, jak i polskiej gospodarki. Na rozstrzygnięcie czekają także wspomniani inwestorzy z GPW, gdzie OFE jest jednym z poważniejszych systemowych znaków zapytania wiszących nad rynkiem. Całe zamieszanie nie służy także budowaniu przez rząd u obywateli świadomości dotyczącej budowania emerytalnego zabezpieczenia.
- Dywersyfikacja źródeł zabezpieczenia na starość jest krytycznie istotna dla bezpieczeństwa finansowego Polaków. To proces na wiele lat. Pierwszy duży krok to wdrożenie Moje PPK. Kolejny reforma OFE i upowszechnienie IKE. Niedobrze, że tak ważna reforma się opóźnia - napisał w kwietniu należący przecież do kręgów związanych z rządem prezes PFR Paweł Borys.
Otwarte Fundusze Emerytalne powoli stają się jednak niestety synonimem ciągnącej się w nieskończoność reformy. Przypomnijmy, że rozbiór funduszy rozpoczęto już 2014 roku. Wówczas obligacje należące do Otwartych Funduszy Emerytalnych zostały „przetransferowane” do ZUS-u i tam „umorzone”. Dla wielu Polaków był to po prostu "skok na OFE" dokonany przez Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego, choć należy podkreślić, że Trybunał Konstytucyjny uznał to działanie za zgodne z prawem i otworzył de facto ścieżkę do likwidacji. Konsekwencją tamtych wydarzeń był brak zaufania obywateli do reform emerytalnych, który dał o sobie znać małym zaangażowaniem Polaków w Pracownicze Plany Kapitałowe. PPK, które miały OFE zastąpić. PPK zaliczyły falstart, a likwidowane od 7 lat OFE wciąż żyją i są realnym problemem.

























































