Majowe statystyki z polskiego rynku pracy pokazały szybszy od oczekiwań wzrost zatrudnienia oraz dwucyfrową dynamikę płac, mogącą nakręcić inflacyjną spiralę. Nominalny wzrost płac po raz pierwszy od jesieni 2008 roku przekroczył bowiem 10% rocznie.


Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw w maju wyniosła 6 338,5 tys. i była o 21,6 tys. wyższa niż miesiąc wcześniej - wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Względem maja 2020 roku liczba zatrudnionych była wyższa o 164,6 tys., czyli o 2,7 proc.
Na danych rocznych wciąż ciąży efekt niskiej bazy będącej efektem zeszłorocznego lockdownu, który w kwietniu ’20 doprowadził do rekordowego spadku zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Co więcej, maj 2021 był pierwszym od września miesiącem w miarę normalnego funkcjonowania polskiej gospodarki przez poprzednie miesiące tłumionej przez rządowe zakazy prowadzenia wybranych rodzajów działalności gospodarczej.
- Było to wynikiem m.in. przyjęć w jednostkach, zwiększania wymiaru etatów pracowników do poziomu sprzed pandemii, a także mniejszej absencji w związku z pobieraniem przez pracowników zasiłków opiekuńczych i chorobowych – co w zależności od ogólnej długości ich trwania mogło także zaważyć na sposobie ujmowania tych osób w przeciętnym zatrudnieniu i zarazem w wynagrodzeniach – wyjaśnia GUS.
Majowe dane okazały się lepsze od oczekiwań większości ekonomistów. Rynkowy konsensus zakładał wzrost zatrudnienia o 2,4% rdr. Warto jednak dodać, że przez poprzednie dwa miesiące dane o zatrudnieniu nie potrafiły przebić rynkowego konsensusu. Natomiast w lutym mieliśmy do czynienia z pozytywną niespodzianką, zaś w styczniu obserwowaliśmy nieoczekiwanie mocne spadki. W całym 2020 roku zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmalało o 67 tys. etatów, czyli o 1,1%.
Zgodna z oczekiwaniami analityków okazała się dynamika płac. Przeciętne wynagrodzenie brutto w dużych firmach niefinansowych wyniosło w maju 5 637,34 zł i było nominalnie (tzn. bez uwzględnienia inflacji) o 10,1 proc. wyższe niż przed rokiem. Także w tym przypadku pewną rolę odgrywa efekt niskiej bazy sprzed roku, kiedy to pierwszy lockdown wysłał tysiące ludzi na zasiłki opiekuńcze, chorobowe czy bezpłatne urlopy lub ograniczył czas pracy.
Analitycy spodziewali się wzrostu „średniej krajowej” o 10,2% rdr. Warto też mieć świadomość, że znaczną część nominalnego wzrostu wynagrodzeń „zjadła” inflacja, którą w maju GUS oszacował aż na 4,7%. Według Eurostatu, który posługuje się nieco odmienną metodyką, wzrost cen dóbr i usług konsumpcyjnych wyniósł 4,6%. Jednakże nawet przyjmując inflację „gusowską”, realna dynamika wynagrodzeń w sektorze dużych przedsiębiorstw niefinansowych wyniosła 5,16 %.
Przeszło 10-procentowa dynamika wynagrodzeń w dużych firmach stanowi potencjalne paliwo inflacyjne. To najwyższy nominalny wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw od września 2008 roku. Pracownicy mają nominalnie więcej pieniędzy i są spragnieni usług, które były niedostępne przez ostatnie miesiące. To w połączeniu z plajtą licznych biznesów (zwłaszcza w branży turystycznej czy gastronomicznej) może doprowadzić do silnego wzrostu cen i nakręcenia bardzo niebezpiecznej spirali cenowo-płacowej, w ramach której wzrost cen dóbr konsumpcyjnych napędza żądania płacowe pracowników, co prowadzi do kolejnych podwyżek w cennikach.
Lepiej popatrzeć na poziom płac, który wrócił właśnie do poziomu wyznaczanego przez trend sprzed pandemii. Ryzyko presji płacowej związanej z rosnącym popytem na pracę przy jednocześnie wyczerpującej się podaży będzie narastać, ale to raczej potencjalny problem dopiero na 2022 r. pic.twitter.com/o6WlLNT30M
— Analizy Pekao (@Pekao_Analizy) June 18, 2021
Kto tyle zarabia?
Warto przypomnieć, że przytoczona powyżej kwota to wynagrodzenie przed potrąceniem podatków od pracy (składek na ZUS i zaliczki na PIT). Faktycznie liczy się to, ile pracownik otrzyma „na rękę” oraz ile wynosi tzw. koszt pracodawcy - wyliczyć można to, korzystając z Kalkulatora Płacowego Bankier.pl.
Ponadto dzisiejszy raport dotyczy tylko firm niefinansowych zatrudniających ponad 9 pracowników. Statystyki te obejmują więc niespełna 40 proc. pracujących. Dodatkowo z innych badań wiemy też, że ok. 2/3 zatrudnionych otrzymuje pensje niższe od tzw. średniej krajowej.
Nieco lepiej opisujący realia polskiego rynku pracy raport o medianie wynagrodzeń GUS publikuje tylko raz na 2 lata. Najnowsze dane zostały upublicznione pod koniec listopada 2019 i dotyczyły stanu na październik 2018 roku. Z tego opracowania wynika, że połowa zatrudnionych pracowników otrzymywała do 4094,98 zł brutto, czyli około 2919,54 zł netto (tzn. „na rękę”).
Dane, na podstawie których GUS oblicza statystyki przeciętnego wynagrodzenia i zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, pochodzą z „Meldunku o działalności gospodarczej” (DG-1). W ramach tego sprawozdania, podmioty o liczbie pracujących 50 lub więcej osób badane są metodą pełną, a podmioty o liczbie pracujących od 10 do 49 osób – metodą reprezentacyjną. Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule „Kto tak dużo zarabia? Wynagrodzenia w Polsce - jak GUS to liczy? [Tłumaczymy]”.

























































