Polacy duszą się w chińskim smogu [Tam mieszkam]

2015-12-09 08:07
publikacja
2015-12-09 08:07

Jest stałym tematem rozmów i tym, co więzi ludzi w ich własnych domach. Jednym odbija się na zdrowiu, innym pozwala zarabiać. Mieszkający w Chinach Polacy przyznają: o smogu wiedzieli, ale zaskoczyła ich jego skala. To cena życia w Państwie Środka, w zamian za liczne zalety życia w tym kraju – mówią.

Ostatnio w Pekinie po raz pierwszy w historii wprowadzono czerwony alert - ostrzeżenie najwyższego stopnia w czterostopniowej skali zanieczyszczenia powietrza. Cały świat jeszcze uważniej patrzy na Chiny spowite smogiem. Jak wygląda codzienne życie pod ciężką powłoką zanieczyszczeń - o to zapytaliśmy Polaków mieszkających w Państwie Środka.

Skąd przyleciał smog?

W ciągu ostatnich 35 lat Chiny pokonały długą drogę od jednego z najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych krajów świata do ekonomicznej, politycznej i militarnej potęgi globalnej. Dekady dynamicznego wzrostu odcisnęły jednak piętno na chińskim środowisku. Dzisiaj setki milionów mieszkańców Państwa Środka cierpi nie z powodu biedy czy głodu, a duszącego smogu, uniemożliwiającego normalne życie.

Te same miejsca w Chinach w dni o niskim i wysokim poziomie zanieczyszczenia powietrza, fot. Ewa Berus

Ten gigantyczny problem narodził się za sprawą polityki prowadzonej przez władze w Pekinie. Deng Xiaoping i jego następcy uwierzyli, że kraj szybko się rozwinie, jeśli chińską maszynę będą napędzać dwa silniki: inwestycje i eksport. Budowano zatem dziesiątki tysięcy kilometrów autostrad, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe miasta. Za sprawą zalewających świat chińskich produktów Kraj za Murem przemianowano na Fabrykę Świata. Równocześnie rósł apetyt na energię, szczególnie tę najtańszą - produkowaną z węgla.

Przez trzy dekady model sprawdzał się znakomicie. Gospodarka Państwa Środka rosła w nieosiągalnym dla innych państw tempie powyżej 10% rocznie, do kraju napływał kapitał zagraniczny, a chińskie firmy szykowały podstawy do globalnej ekspansji. Coraz lepiej żyło się też samym Chińczykom - od 1978 roku z biedy wyciągnięto ponad 600 milionów (!) osób, pojawiła się i urosła w siłę klasa średnia, świetnie powodziło się również najbogatszym.

Jednak w ostatnich latach Chiny złapały zadyszkę. I to dosłownie, bo mieszkańcom Kraju za Murem zaczęły doskwierać problemy z powietrzem.

Do tego nie przywykniesz

– Kiedy przeprowadziłam się do Chin w 2009 roku, w Polsce niewiele mówiło się o tym kraju, nie wspominając już o tematach tak lokalnych, jak tamtejsze zanieczyszczenie środowiska – opowiada w rozmowie z Bankier.pl mieszkająca obecnie w Szanghaju, a wcześniej w Pekinie Aleksandra Smoleń. – Dzień, w którym wylądowałam w Pekinie, przywitał mnie ciężką chmurą zanieczyszczenia, które wtedy wzięłam za mgłę. Żyłam w Pekinie, nie zdając sobie sprawy z zanieczyszczenia, może 1-2 lata – przyznaje.

W ciągu ostatnich lat o smogu w Chinach zaczęło się jednak robić coraz głośniej. Mimo to, nawet Polacy mieszkający w Państwie Środka od niedawna przyznają, że zaskoczyła ich skala tego zjawiska. – Spodziewałam się zanieczyszczenia powietrza i tego, że Chińczycy będą chodzić w maseczkach, ale nie sądziłam, że będzie to miało wpływ na mój tryb życia – mówi w rozmowie z Bankier.pl Emilia Kornatowska, studentka przebywająca w Pekinie na stypendium językowym.

Film dokumentalny "Under the Dome" opisujący problem zanieczyszczenia powietrza w Chinach został usunięty z chińskich stron internetowych po tym, jak obejrzało go ponad 100 milionów osób.

Wtóruje jej mieszkająca w Chinach Alexandra Ćwiek: – Wyjeżdżając, nie spodziewałam się, że smog będzie jedną z najbardziej uciążliwych dla mnie rzeczy. Pierwszy rok spędziłam w Hefei (miasto niedaleko Szanghaju). Smog był tam o wiele mniejszy niż w Pekinie, gdzie obecnie studiuję. W Hefei od wielkiego dzwonu musiałam zakładać maskę, wychodząc na zewnątrz, choć i te wyjścia mogę policzyć na palcach jednej ręki. Co innego w Pekinie. Dopiero tutaj miałam okazję przekonać się, czym tak naprawdę jest smog i jak bardzo przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, szczególnie zimą. Nie przyzwyczaiłam się do smogu i wątpię, żeby ktokolwiek z obcokrajowców kiedykolwiek przywykł – opowiada.

Smogu nie zaakceptował też mieszkający w Handan (prowincja Hebei) Błażej Wenderlich: – Przy przeprowadzce na północ Chin spodziewałem się stosunkowo dużego zanieczyszczenia powietrza - ta część kraju z tego słynie. Po ponad roku mieszkania tu nie powiedziałbym jednak, że już się przyzwyczaiłem. Pracujący w Pekinie Antoni Radziwiłł dodaje: – Smog jest bardzo uciążliwy. Wydaje mi się, że można przyzwyczaić się do koloru mgły w Pekinie (szarobury), ale do samego smogu - nie.

Jak wygląda codzienne życie Polaków w smogu? Czytaj dalej »

Wyglądając wieżowca

Jak wygląda codzienne życie Europejczyka w miejscach, gdzie niebo tak często jest zasnute smogiem? Większość Polaków, z którymi rozmawialiśmy, przyznaje, że najgorsze są jesień i zima, gdy temperatura spada, a rośnie zużycie węgla. Smog potrafi jednak pokrzyżować plany bez względu na porę roku, dlatego mieszkający w największych miastach Chin obcokrajowcy poziom zanieczyszczenia powietrza kontrolują każdego dnia.

– Sprawdzam codziennie rano – mówi mieszkająca od dwóch lat w Pekinie Ewa Berus. – Jest to pewien nawyk, jak i również stały temat rozmów. Od tego uzależniamy ze znajomymi swoje plany oraz temu podporządkowujemy swój sposób spędzania czasu wolnego. Zanieczyszczenie powietrza narzuca pewien rygor i wymusza ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu. Gdy za oknem jest szaro od smogu, nie wyjdę na spacer czy rolki, tylko zostanę w oczyszczonym pomieszczeniu. Gdy natomiast trafia się słoneczny dzień, rzucę wszystko, żeby tylko pobyć trochę na świeżym powietrzu.

"Filtr powietrza w pokoju. Po lewej stary filtr (używałam go ok. 2 miesiące, ale nie codziennie), po prawej nowy", fot. Ewa Berus

Autorskiej metody kontrolowania jakości powietrza próbuje Antoni Radziwiłł: – Codziennie rano wyglądam przez okno, patrząc na wieżowiec, który znajduje się mniej więcej 60-100 metrów od mojego mieszkania. Jeżeli widzę tylko kontur tego budynku lub w ogóle nie jest on widoczny, wtedy zakładam maskę z filtrem. Jeżeli go dobrze widzę, nie nakładam maski. To jest moja złota zasada, którą stosuję już od bardzo dawna – przyznaje.

Potwierdza też to, co słyszymy od innych - większość mieszkańców Pekinu, szczególnie obcokrajowców, na bieżąco monitoruje aplikacje mobilne informujące o stanie zanieczyszczenia powietrza w poszczególnych częściach miasta. Taką możliwość wprowadzono dopiero kilka lat temu za sprawą rosnącego niezadowolenia mieszkańców największych miast.

Kliknij w obrazek, by sprawdzić aktualny poziom zanieczyszczenia w Pekinie

/ aqicn.org

 – Dzień zaczynam od sprawdzenia w aplikacji w telefonie poziomu zanieczyszczenia – mówi Alexandra Ćwiek. W ten sam sposób postępuje mieszkający z rodziną w Wuhan Karol Kubiak, który dodaje: – Skupiam się tylko na najmniejszych cząsteczkach smogu o wielkości 2,5 mikrometra.

Cząstki PM2,5

Pył PM2,5 zawiera cząstki o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra, które mogą docierać do górnych dróg oddechowych, płuc oraz przenikać do krwi. Docelowa wartość średnioroczna dla pyłu PM2,5 wynosi 25 µg/m3.

Źródło: Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Warszawie

Gdy ich stężenie przekracza normę, odradza się przebywania na zewnątrz, nie mówiąc już o spacerach czy uprawianiu sportu. Wielu obcokrajowców zna tę regułę. – Jeśli poziom zanieczyszczenia PM2,5 wzrasta powyżej 250, staram się nie wychodzić z domu. Ograniczam aktywność na zewnątrz do minimum - wychodzę tylko, żeby zjeść lub zrobić niezbędne zakupy – mówi Alexandra Ćwiek.

Gdy zanieczyszczenie przekracza krytyczny poziom, Aleksandra Smoleń nie spędza czasu na zewnątrz, poza koniecznymi przejazdami do i z pracy. – Nie uprawiam wtedy sportu na zewnątrz, bieganie odpada, pozostają ćwiczenia na siłowni z filtrami powietrza.

O filtrach powietrza jako nieodzownym elemencie wyposażenia lokali słyszymy jeszcze wiele razy. – Jeden z pierwszych zakupów do apartamentu w Chinach to oczyszczacz powietrza pracujący 24 godziny na dobę. Dzięki temu urządzeniu jakość powietrza w apartamencie jest znacząco lepsza niż powietrze na zewnątrz budynku – mówi Karol Kubiak.

Nie brakuje osób, które za główną metodę prywatnej walki ze smogiem uznają niewchodzenie mu w drogę. – W Chinach z bardzo wielu miejsc można zamówić jedzenie na telefon, więc na szczęście, jeśli nie wychodzę z akademika przez cały dzień, to jestem w stanie normalnie jeść i uczyć się – opowiada Emilia Kornatowska. Pracująca do przyszłego roku w Pekinie Monika Łukasiewicz może liczyć na wyrozumiałość ze strony pracodawcy: – Przy wysokim zanieczyszczeniu mam prawo odmówić przyjścia do pracy. Nie jest to zapisane w kontrakcie, ale nikt nie może wymagać, abym pojawiła się w pracy w tych okolicznościach.

Niebo nad Chinami we wszystkie dni 2014 roku / fot. Zou Yi /

Ci, którzy mają mniej szczęścia, są zmuszeni pojawiać się na zewnątrz. Wielu Europejczyków przyzwyczaiło się już do zakładania na czas wyjścia maseczek. – Jeżeli zanieczyszczenie jest większe niż 250-300, zmuszona jestem do noszenia maseczek z filtrami – mówi Aleksandra Smoleń. – Maska pojawia się w kieszeni lub plecaku jako podstawowy artykuł, obok chusteczek i telefonu – dodaje Monika Łukasiewicz. Jej znajomi przyznają jednak, że zakrywanie twarzy maską nie tylko nie jest przyjemne, ale też nie przynosi ulgi - poci się twarz, a oddychanie jest równie ciężkie, co bez maski.

Wszyscy oni jednak zgodnie przyznają, że przebywanie na zewnątrz bez osłony dróg oddechowych przynosi daleko gorsze skutki. – Jeśli w "zły dzień", wychodząc z domu, nie założę maseczki, wiem, że po południu będę miała męczący suchy kaszel oraz ból głowy – mówi Ewa Berus. – Jeżeli stężenie szkodliwych substancji jest powyżej 300-400, mam bóle głowy i w ogóle jestem zmęczony. Smog nie jest przyjemny dla organizmu, to pewne – dodaje Antoni Radziwiłł.

Konsekwencje wdychania smogu mają też długofalowe skutki: – Zauważyłam, że zimą, gdy zanieczyszczenie jest najwyższe, zwykłe przeziębienie przeciąga się w nieskończoność. Zanieczyszczenie w powietrzu musi wpływać na czas rekonwalescencji – ocenia Aleksandra Smoleń. – Ja już niestety poczułam skutki. Spędziłam jeden wieczór w życiu na dworze przy bardzo wysokim zanieczyszczeniu powietrza, bez maski. Po kilku godzinach czułam dosłownie jakbym miała piasek w płucach – opowiada Emilia Kornatowska. Zwraca jednak uwagę, że problemem są nie tylko dolegliwości fizyczne. – Smog wpływa też na stan psychiczny. Gdy na dworze jest szaro, a czasem żółtawo i nie można iść na spacer, człowiek po prostu wpada w zły nastrój i tylko czeka na ładniejszy, słoneczny dzień.

Antoni Radziwiłł podkreśla jeszcze inny aspekt przebywania na dworze w dni największego zanieczyszczenia powietrza: – Smog z pewnością jest problemem dla kierowców. Mgła powoduje większe korki na ulicach. W czasie dni, kiedy parametry wskazują wysoką zawartość zanieczyszczenia powietrza, mgła jest spora, a widoczność fatalna, co grozi licznymi wypadkami.

Chińczykom "nic nie będzie"?

To, co jest problemem dla obcokrajowców, niekoniecznie stanowi problem dla samych Chińczyków. Pytani przez nas o różnice w podejściu Polacy podzielili się na dwa obozy. Pierwsi uważają, że smogiem przejmują się głównie obcokrajowcy. – Niemal wszyscy obcokrajowcy, których znam, mają w domach i biurach filtry powietrza, włączone praktycznie bez przerwy – mówi Ewa Berus. – Kiedy zanieczyszczenie jest szczególnie wysokie, dzieci obcokrajowców spędzają całe tygodnie w apartamentach, nie wychodząc w ogóle z budynku – uzupełnia Karol Kubiak.

Aleksandra Smoleń zwraca przy tym uwagę na mieszkających w Chinach Amerykanów: – Zauważyłam, że są superostrożni i zabezpieczają się maseczkami. Ambasada USA w Pekinie od dawna ma swoją własną stację badającą stan zanieczyszczenia powietrza i to oni jako pierwsi zaczęli informować przebywających w Pekinie Amerykanów i ekspatów o poziomach zanieczyszczeń. Do dziś wskaźniki z Ambasady USA są uważane za najbardziej wiarygodne. Często wyraźnie różnią się od podawanych przez Chiny.

/ Fot. Jacek Kłos

– Oczywiście, zdarzają się nieliczne wyjątki (tak jak i zdarza się widzieć obcokrajowca palącego papierosa za papierosem przy zanieczyszczeniu powyżej 500), jednak z reguły obywatele Chin zdają się nie dostrzegać problemu – dodaje Berus. – Przy powietrzu szarym od dymu nadal widać studentów uprawiających jogging czy też grających w koszykówkę lub piłkę nożną. Widać również rodziców z małymi dziećmi, idących na spacer lub stojących w korku na skuterze i wdychających spaliny. Za każdym razem gdy przejeżdżam koło szkół w porze lunchu, widzę dzieci biegające (bez maseczek) po boisku.

– Ignorancja w tym zakresie jest ogromna, a najczęstszą odpowiedzią na pytanie, czy nie obawiają się negatywnych skutków zdrowotnych, jest wzruszenie ramionami i zakłopotany uśmiech. Nieraz, po spytaniu znajomego Chińczyka o to, czy nie boi się problemów zdrowotnych związanych z zanieczyszczeniem powietrza, słyszałam odpowiedź: "Nie, ja się tu wychowałem, nic mi nie będzie" – mówi.

Drudzy jednak sądzą, że tak Chińczycy, jak i obcokrajowcy, postępują różnie. – Bez względu na narodowość, niektórzy traktują to bardzo poważnie i noszą maski kiedy poziom pyłu PM2,5 przekracza określone normy, a innym nie sprawia to żadnej różnicy – mówi Błażej Wenderlich. – Powiedziałbym, że 95% spotkanych na ulicy obcokrajowców nosi maskę z filtrem, ale nie posunąłbym się do pochopnych wniosków, czy cudzoziemiec traktuje zagrożenie smogiem bardziej niż mieszkaniec Pekinu – dodaje. – W ubiegłym roku wielu obcokrajowców zdecydowało się na opuszczenie Chin ze względu na problem z zanieczyszczeniem powietrza. Aczkolwiek duży procent rodzin decyduje się na pozostanie w Chinach z małymi dziećmi – mówi Monika Łukasiewicz.

– Wydaje mi się, że sezonowi pracownicy czy osoby z mniejszych miejscowości, które przyjeżdżają do Pekinu w celach zarobkowych, być może jak ja w pierwszych latach mieszkania w Chinach, nie przywiązują wagi do smogu, w ogóle się tym nie interesując – mówi Antoni Radziwiłł.

– Część społeczeństwa uważa, że zanieczyszczenie powietrza i związane z nim szkodliwe oddziaływanie na zdrowie nie jest groźne dla osób urodzonych w Chinach. Sądzą, że ich system jest odporny na zanieczyszczenie i chemikalia zawarte w powietrzu. Jest także grupa społeczeństwa, która żyje nieświadomie i nie potrafi odróżnić, kiedy jest wysokie zanieczyszczenie, a kiedy mglista pogoda. Oczywiście jest również część społeczeństwa, niestety najmniej liczna, która dba też o swoje zwierzaki i inwestują w maski dla psów – opowiada Łukasiewicz.

Tak Chińczycy rozganiają smog. Czytaj dalej »

Niebo w kolorze "APEC blue"

– Dyskusja w Chinach jest gorąca, ciężko ukryć przed ludnością wszędobylską "mgłę" – słyszymy od Polaków w Chinach. W kraju, który codziennie zmaga się z problemem takich rozmiarów, polityka edukacji i informacji wydaje się bezwzględnym minimum, sensownym choćby z punktu widzenia łagodzenia nastrojów. Ale co oczywiste dla patrzącego na spowite smogiem Chiny świata, wcale nie jest oczywiste dla samego Państwa Środka. Tu najchętniej podejmowaną metodą walki z gigantycznym wrogiem jest umniejszanie jego skali i zamiatanie problemu pod dywan. – Władze chińskie nigdy nie promują złej opinii o swoim kraju, raczej przeciwnie - udają, że nic złego się nie dzieje – opowiada Monika Łukasiewicz.

Tymczasem Chiny, z udziałem w wysokości 27,5%, są największym emitentem dwutlenku węgla na świecie, co regularnie wypominają władzom w Pekinie zagraniczni partnerzy. Na obronę Państwa Środka warto jednak wspomnieć o kilku kwestiach. Po pierwsze, obecne kraje rozwinięte przeszły już przez okres dynamicznego wzrostu, dlatego łatwo im mówić o ograniczeniu emisji, co wiąże się ze wzrostem kosztów pozyskiwania energii czy też ograniczeniem jej konsumpcji. Po drugie, mimo że Chiny wciąż są państwem rozwijającym się, to emisja dwutlenku węgla na głowę mieszkańca jest tam dużo niższa niż w bogatych krajach Zachodu. Po trzecie, wyższy poziom emisji za Murem jest związany z produkcją dóbr eksportowych, które są konsumowane w państwach rozwiniętych.

Z uwagi na potrzeby rosnącej gospodarki, obecnie w Państwie Środka najpopularniejsze są środki doraźne. – Podczas oficjalnych uroczystości czy świąt często zamykane są wszystkie większe fabryki. Wprowadza się także ograniczenia w ruchu samochodów na czas trwania wydarzenia. Podczas ubiegłorocznego szczytu APEC opóźniono nawet z tego powodu sezon grzewczy. Rzeczywiście, przez kilka dni było wtedy w Pekinie piękne błękitne niebo oraz świeże powietrze (powstał nawet nowy kolor, żartobliwie nazwany "APEC blue"), jednak to wszystko są rozwiązania tymczasowe – opowiada Ewa Berus.

– Władze chińskie zdają sobie sprawę z rosnącego problemu, jakim jest coraz większe zanieczyszczenie powietrza. Obecnie trwa proces przenoszenia niektórych zakładów produkcyjnych i fabryk (które są uważanie za główną przyczynę problemu) poza miasto. Wprowadzane są nowe standardy jakości powietrza w dużych miastach, powstaje też coraz więcej stacji monitorujących poziom zanieczyszczenia. W ubiegłym roku (według oficjalnych statystyk chińskich) ponad 90 proc. miast w Chinach znalazło się znacznie poniżej standardu – dodaje.

Bardziej stanowcze działania władz przyniosły efekty w pierwszej połowie bieżącego roku - z danych Greenpeace Asia wynika, że przeciętne stężenie cząsteczek PM2,5 spadło o 16%. Wciąż jednak utrzymuje się zdecydowanie powyżej poziomu zalecanego przez WHO, czyli 25 µg/m3.

W ostatnich dniach sytuacja znów wyraźnie się pogorszyła. W Pekinie po raz pierwszy w historii wprowadzono czerwony alert - ostrzeżenie najwyższego stopnia w czterostopniowej skali zanieczyszczenia powietrza. W Shenyangu w prowincji Liaoning stężenie cząsteczek PM2,5 sięgnęło aż 1400 µg/m3.

Chińskie przysłowie głosi, że wół jest powolny, ale ziemia cierpliwa. Gorzej jest z ludzkimi mieszkańcami Państwa Środka, a i cierpliwość ziemi chyba się wyczerpała. – Istnieją projekty długoterminowe, mające na celu zwiększenie procentu czystej energii oraz ograniczeniu procentu energii pozyskiwanej z węgla. Brakuje jednak projektów, które miałyby działanie natychmiastowe – komentuje Ewa Berus. Dlatego władze w Pekinie lansują nową ścieżkę rozwoju kraju. Wzrost PKB ma być wolniejszy, ale bardziej zrównoważony. Na nowe silniki napędzające gospodarkę mianowano konsumpcję i usługi - w obu przypadkach negatywny wpływ na środowisko naturalne jest zdecydowanie mniejszy niż inwestycji.

Niestety, piękne zapowiedzi i szumne hasła nie wystarczą. W tym roku chińska gospodarka wzrośnie o mniej niż 7%, czyli najwolniej od 25 lat. Do końca dekady tempo wzrostu PKB ma wynosić przeciętnie 6,5%.

Aby tak się stało, Pekin musi przekonać obywateli, żeby zaczęli wydawać pieniądze. Z danych Banku Światowego wynika, że oszczędności Chińczyków wynoszą 50% PKB. Dla porównania w Indiach jest to 32%, Niemczech - 26%, a w Polsce - 18%. Istnieje też druga, dużo gorsza możliwość - powrót do sztucznego podtrzymywania wzrostu poprzez niepotrzebne inwestycje finansowane błyskawicznie rosnącym długiem i degradujące środowisko.

Jednego można być pewnym - terapia szokowa w chińskich warunkach jest obecnie wykluczona. Komunistyczne władze na pierwszym miejscu stawiają utrzymanie ładu społecznego, a jego nieodłącznym elementem jest względny dobrobyt materialny. Dlatego na pierwszy plan zaczynają się wysuwać takie wskaźniki makroekonomiczne, jak liczba nowych miejsc pracy (ponad 13 milionów w 2014 r.) czy dochód rozporządzalny na mieszkańca (wzrost o 8% w 2014 r.), a mniejszą rolę ma odgrywać dynamika PKB.

Chińczycy chętnie zarabiają na "airpokalipsie". Czytaj dalej »

Dochodowa "airpokalipsa"

– Chińczycy potrafią zarobić dosłownie na wszystkim. Oczywiście, smog jest też sposobem na biznes. Na Taobao, chińskim odpowiedniku polskiego Allegro, można przebierać w ofertach masek i filtrów powietrza. Maseczki są wszelkiej maści, kolorowe, z różnymi filtrami i - co nie dziwi - cenami – opowiada Alexandra Ćwiek. Emilia Kornatowska przypomina, że maseczki przeszły już do działu "Moda", a ostatnio zaistniały nawet na Fashion Week w Szanghaju. – Maski takich firm jak angielskie Respro, to koszt paruset RMB (300-400 RMB, czyli ok. 200 PLN) plus co jakiś czas trzeba zmieniać w nich filtry. Tańsze wersje kosztują ok. 200 RMB – dodaje Aleksandra Smoleń.

Klienci mogą też przebierać w ofercie filtrów powietrza. Maski i oczyszczacze to jednak tylko część biznesu. – Istnieją też specjalne ubrania czy materiały, które mają nas dodatkowo ochronić przed zanieczyszczeniami – mówi Antoni Radziwiłł. – Ostatnio widziałem ulotkę reklamującą osiedle mieszkaniowe na południu Chin i jako jeden z plusów lokalizacji wymieniony był niski poziom PM2,5 i niebieskie niebo przez cały rok – dodaje Błażej Wenderlich.

/ fot. Ewa Berus /

Mieszkający w Pekinie Radziwiłł zwraca uwagę, że smog to także potencjalna szansa na zarobek dla Polaków. – Pracując w Chinach już parę lat, widzę również dosyć duży potencjał dla polskich firm zajmujących się zielonymi technologiami. Co prawda na chińskim rynku jest obecna gigantyczna konkurencja, ale wciąż jest miejsce dla nowych technologii i firm zajmujących się produktami związanymi z ochroną środowiska.

Chiny od lat stoją pod pręgierzem globalnej opinii publicznej z powodu zanieczyszczania środowiska, dlatego zaczęły inwestować miliardy dolarów w zielone technologie. Państwo Środka stało się liderem produkcji energii ze źródeł odnawialnych - ma ponad 30% światowych mocy wytwórczych energii wiatrowej i 15,6% energii słonecznej. Już 16,9% konsumowanej energii pochodzi z czystych źródeł. Według danych Światowego Stowarzyszenia Nuklearnego, obecnie na terenie Chin kontynentalnych funkcjonuje 30 elektrowni atomowych, a dalszych 21 jest w budowie. Rząd planuje trzykrotne zwiększenie produkcji energii z tego źródła do końca dekady.

Jednak na razie w chińskim miksie energetycznym wciąż dominuje węgiel. To właśnie z czarnego złota pozyskuje się za Murem 2/3 energii.

Nowe technologie przyczyniają się nie tylko do poprawy stanu środowiska, ale są również świetnym pomysłem na biznes. Wsparcie władz i duże nakłady inwestycyjne zapewniają chińskim przedsiębiorstwom przewagę nad zachodnimi konkurentami. Już teraz Chińczycy pozyskali kontrakt na budowę elektrowni atomowej w Wielkiej Brytanii, a przy okazji wizyty prezydenta Dudy wspominało się o takiej możliwości w przypadku Polski.

Państwo Środka jest też największym producentem paneli słonecznych na świecie. Są one tak tanie, że błyskawicznie podbiły europejski rynek. Spotkało się to ze stanowczym protestem przedsiębiorców z UE i nałożeniem ceł antydumpingowych w 2013 roku. Ich wygaśnięcie miało nastąpić na początku grudnia tego roku, ale Komisja Europejska zdecydowała o wydłużeniu okresu obowiązywania przepisów do zakończenia postępowania oceniającego praktyki chińskich sprzedawców.

Taka cena Chin

– Pamiętam, że w pierwszych dwóch latach zupełnie się smogiem nie interesowałem, być może myśląc, że niedługo wrócę do Polski. Zostałem jednak i po jakimś czasie stwierdziłem, że noszenie maski z filtrem - kiedy stężenie szkodliwych substancji w powietrzu wykracza poza ustalone normy - jest dobrą decyzją – przyznaje Antoni Radziwiłł. Koniecznie chce jednak zaznaczyć, że osobiście widzi przejaśnienia w chińskim smogu. – Dużo częściej niż w ostatnich latach widzę błękitne niebo, a ogólnodostępne pomiary z ostatnich lat wskazują lekką poprawę.

Większość osób, z którymi rozmawiamy zmaga się jednak dopiero z pierwszą falą zaskoczenia smogiem. Studiująca w Chinach Ewa Berus zapowiada, że wroga częściowo uda się oswoić z czasem. – Oczywiście, jest to paskudny i bardzo niepokojący element otoczenia, który może spowodować realny uszczerbek na zdrowiu. Niemniej, jest to koszt życia w Chinach, który wielu obcokrajowców jest gotowych ponieść, w zamian za liczne zalety, jakie oferuje życie w tym kraju – mówi.

Malwina Wrotniak-Chałada, Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy
Tanie konto osobiste z kontem oszczędnościowym.

Tanie konto osobiste z kontem oszczędnościowym.

Advertisement

Komentarze (27)

dodaj komentarz
~vuvjvu
hefei jest oddalone od shanghaji 470 km...fajne mi 'nie daleko' !
~dr2eko
dodam że w chinach praktycznie nie ma diesli osobowych a większość skuterów których jest mnóstwo to elektryczne ; dodam też że ten smog jest poza pekinem i gównie wywołują go burze piaskowe z pustyń
~NY
Trzeba byc idiota aby tam mieszkac ,ten syf wykonczy polowe chinskiej populacji ,ale prawdopodobnie komunistycznemu rzadowi o to wlasnie chodzi.Zdziwienie duze ,ze ludzie np.z polski truja sie na wlasne zyczenie.
~PolakPatryjota
Ale to wszystko przez to że oni palą złym chińskim węglem! Co innego jakby palili naszym polskim, nasz polski węgiel to najzdrowsze na świecie źródło energii, bo przecież węgiel dany nam od boga nie może być szkodliwy i my Polacy będziem palić naszym polskim super eko węglem po wsze czasy, tak nam dopomóż Bóg!Ale to wszystko przez to że oni palą złym chińskim węglem! Co innego jakby palili naszym polskim, nasz polski węgiel to najzdrowsze na świecie źródło energii, bo przecież węgiel dany nam od boga nie może być szkodliwy i my Polacy będziem palić naszym polskim super eko węglem po wsze czasy, tak nam dopomóż Bóg!!! A te wszystkie szatańskie wymysły w stylu wiatraków czy ogniw słonecznych to wymysł szatana aby zniszczyć naszą polską niezależność energetyczną!
~spostrzegawczy
Ciekawe jaka będzie śmiertelność wskutek niedogrzanych mieszkań. Zapewne kolejki w szpitalach będą gigantyczne. No chyba , że zarobki poszybuja do góry , albo będzie panstwowa dotacja do gazu.
~endi
Wszystko jest dobrze pomyślane , Chiny z powodu polityki jednego dziecka zmierzą się z kryzysem demograficznym - nie będzie miał kto pracować na armię emerytów , więc władzy zależy na tym aby smog zmniejszył liczbę przyszłych emerytów ...
~pyry
Nieaktualne. Chiny już odeszły od polityki jednego dziecka.
~anonim
Tyle że w Chinach nie ma państwowych emerytur, bo przy takiej liczbie ludności system by tego nie dźwignął. I dlatego Chiny są tak konkurencyjne cenowo, że za minimalną Polską pensję można się tam spokojnie utrzymać i to w przyzwoitych warunkach.
A swoją drogą to u nas chyba się tak liczbę emerytów zmniejsza
Tyle że w Chinach nie ma państwowych emerytur, bo przy takiej liczbie ludności system by tego nie dźwignął. I dlatego Chiny są tak konkurencyjne cenowo, że za minimalną Polską pensję można się tam spokojnie utrzymać i to w przyzwoitych warunkach.
A swoją drogą to u nas chyba się tak liczbę emerytów zmniejsza ograniczając dostęp do lekarzy :P
~kol odpowiada ~anonim
Nie ma tam emerytur i dlatego jest duży nacisk na posiadanie dzieci, aby mogły później utrzymać swojego rodzica.
Tak jest wszędzie oprócz Europy.

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki