REKLAMA
DZIEŃ START-UPÓW

PKO BP: Ceny mieszkań mogą spaść o kilkanaście procent

2020-06-10 07:42
publikacja
2020-06-10 07:42

Ceny mieszkań w Polsce w drugiej połowie roku mogą spaść nawet o 15 proc. – wynika z prognoz przygotowanych przez analityków PKO BP. Tak znacząca korekta ma być efektem recesji i spadku popytu wywołanych pandemią koronawirusa.

fot. Shutterstock.com /

Spadający popyt obniży oczekiwania deweloperów

Analitycy PKO BP szacują, że w pierwszym kwartale 2020 r. roczna dynamika cen mieszkań wynosiła o 7 do 16 proc., przy czym wzrost cen był znacznie silniejszy na rynku wtórnym.

Pandemia COVID-19 i regulacje administracyjne zapobiegające jej rozprzestrzenianiu wprowadzane od połowy marca zmieniły jednak nastroje na rynku mieszkaniowym. Na ich pogorszenie wpływa także bezrobocie, niepewność co do przyszłych dochodów i ogólne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Wszystko to, w opinii analityków PKO BP, ma spowodować korektę cen mieszkań w drugiej połowie 2020 r.

– Korekta będzie konsekwencją spadku popytu przy dużej produkcji mieszkań w toku na rynku deweloperskim. Skala korekty będzie zależała od głębokości recesji w gospodarce oraz sytuacji firm deweloperskich – czytamy w raporcie PKO BP.

O spadku popytu może świadczyć załamana po wybuchu pandemii koronawirusa akcja kredytowa. Według Związku Banków Polski, w I kw. 2020 r. wartość nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 16,6 mld zł i choć była ona wyższa o 22,3 proc. w skali roku, tak dobry wynik został osiągnięty do połowy marca. Według Biura Informacji Kredytowej, w kwietniu, z powodu częściowego zamrożenia rynku mieszkaniowego, liczba nowo udzielanych kredytów spadła w relacji rocznej o 23 proc. a wolumen o 15 proc.

Spadek popytu sugeruje także widoczna od połowy marca mniejsza sprzedaż mieszkań (o ok. 50-60 proc.) a także wycofywanie się z umów rezerwacyjnych (ok. 20-30 proc. klientów).

Najbliższy rok ze spadającymi cenami

W II kw. 2020 r. trwający od miesięcy wzrost cen ma zahamować. W kolejnych miesiącach ceny mieszkań mogą spaść nawet o 15 proc, a trend spadkowy nie powinien trwać dłużej niż do połowy 2021 r.

– Przy utrzymującej się w drugim kwartale recesji o umiarkowanej skali, tendencja spadkowa cen mieszkań wzmocni się. W całym 2020 można oczekiwać, jak pokazują doświadczenia poprzednich kryzysów, spadku cen mieszkań o ok. 15 proc. w skali rocznej. Przy założeniu wygaszenia epidemii wiosną 2021 r. i utrwalenia ożywienia gospodarki wraz z poprawą sytuacji na rynku pracy, najdalej od połowy 2021 można oczekiwać powrotu wzrostowego trendu cen mieszkań – prognozują analitycy PKO BP.

Niskie stopy procentowe hamulcem

Wpływ na obniżkę galopujących ostatnio cen mieszkań, oprócz spadku popytu, ma mieć także rozbujana przez deweloperów podaż. Czynnikiem ograniczającym spadek cen będą jednak obniżone mocno stopy procentowe sprzyjające przepływowi środków z depozytów w stronę innych aktywów – m.in. nieruchomości.

fot. / / Bankier.pl

– W krótkim terminie dla niektórych inwestorów czynnikiem zniechęcającym do wejścia na rynek nieruchomości mieszkaniowych, mimo niskich stóp, może być potencjalnie trwałe osłabienie perspektyw na rynku wynajmu krótkoterminowego, wysokie koszty stałe utrzymania oraz relatywnie niska płynność nieruchomości – czytamy w raporcie PKO BP.

Choć bardzo śmiała, prognoza dotycząca spadku cen mieszkań przygotowana przez analityków PKO BP, nie jest jedyną. Stabilizacji cen lokali mieszkalnych oczekują analitycy firmy doradczej CBRE. Zdaniem Agnieszki Mikulskiej, jeśli będziemy mieli do czynienia ze spadkami, to będą one mocniejsze i szybciej widoczne na regionalnych rynkach.

Niejednoznaczność w zakresie przewidywanych spadków cen mieszkań panuje także wśród ekspertów ankietowanych przez Cenatorium. Część z nich, jak choćby Michał Krasoń, ekspert obido.pl, przewiduje kilkuprocentowy spadek, który będzie miał miejsce na rynku wtórnym. Z kolei Michał Kubicki, prezes zarządu CMP Center Management Polska, uważa, że na obniżkę nie pozwolą sami deweloperzy, którzy będą regulować ceny podażą, a także wzrost kosztów budowy.

Marcin Kaźmierczak

Źródło:
Tematy
Najlepsze konta dla płacących kartą lub telefonem - styczeń 2022 r.

Najlepsze konta dla płacących kartą lub telefonem - styczeń 2022 r.

Komentarze (356)

dodaj komentarz
dokker
Krachu nie będzie i myślę, że każdy kto inwestuje w nieruchomości(nie tylko mieszkania), to sobie zdaje z tego sprawę. Może zaczną spadać o kilka procent na przestrzeni miesięcy, ale koniec końców popyt przewyższy podaż i wrócimy do poprzedniego stanu. Mam na kredycie już 2 nieruchomości, które już na siebie zarabiają,Krachu nie będzie i myślę, że każdy kto inwestuje w nieruchomości(nie tylko mieszkania), to sobie zdaje z tego sprawę. Może zaczną spadać o kilka procent na przestrzeni miesięcy, ale koniec końców popyt przewyższy podaż i wrócimy do poprzedniego stanu. Mam na kredycie już 2 nieruchomości, które już na siebie zarabiają, teraz planuję jeszcze kolejną - albo Towarowa przy Rondzie Daszyńskiego albo mieszkanie w jakiejś modnej kamienicy. Myślę, że na tym nie stracę.
kahel
Serio, nie ma co kisić gotówki latami tylko kupić mieszkanie, choćby na kredyt. Jak sobie pomyślę, że mogłem co mogłem sobie kupić za np. 10zł parę lat temu, to przyprawia mnie to o smutek, bo teraz za 10zł to mogę sobie 2 godziny na parkingu postać bo takie są opłaty. W Polsce mamy rekordowe wzrosty cen i nie chcę Serio, nie ma co kisić gotówki latami tylko kupić mieszkanie, choćby na kredyt. Jak sobie pomyślę, że mogłem co mogłem sobie kupić za np. 10zł parę lat temu, to przyprawia mnie to o smutek, bo teraz za 10zł to mogę sobie 2 godziny na parkingu postać bo takie są opłaty. W Polsce mamy rekordowe wzrosty cen i nie chcę tu w tym komentarzu się uwikłać w politykę, a jedynie wskazać fakt, że odpowiednia lokata kapitału jest konieczna. Tak jak ktoś już napisał - posiadanie nieruchomości jest kilka lub kilkanaście razy lepsza niż lokata bankowa. Czekam na inwestycję Metropoint, biurowiec od Asbuda.
denim292
https://www.bankier.pl/wiadomosc/UE-wyciaga-prawdziwa-bazooke-fiskalna-na-miare-Planu-Marshalla-7893376.html

Coraz większy dodruk, coraz więcej pustej kasiory.

Fundusz odbudowy zaproponowany kilka dni temu przez Niemcy i Francję przyjmuje coraz bardziej konkretny wyraz. I wygląda jak prawdziwa bazooka fiskalna.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/UE-wyciaga-prawdziwa-bazooke-fiskalna-na-miare-Planu-Marshalla-7893376.html

Coraz większy dodruk, coraz więcej pustej kasiory.

Fundusz odbudowy zaproponowany kilka dni temu przez Niemcy i Francję przyjmuje coraz bardziej konkretny wyraz. I wygląda jak prawdziwa bazooka fiskalna. Dla Polski może być to mocny impuls rozwojowy. Co więcej, jest to autentycznie duży krok dla Unii Europejskiej, mogący zapewnić tej organizacji przetrwanie wyjątkowo trudnego dla niej kryzysu. Trudno przecenić rolę tych informacji.

Z propozycji opublikowanej w środę przez Komisję Europejską wynika, że cały fundusz będzie miał wartość 750 miliardów euro, z czego 2/3 to będą granty dla państw, a 1/3 – pożyczki. Kwota to 5 proc. PKB Unii Europejskiej, rozłożona na 4 lata. Bardzo ważny jest fakt, że - w przeciwieństwie do tradycyjnego budżetu UE - fundusz będzie finansowany przez emisję długu przez Komisję Europejską, a więc będzie to czysta stymulacja kredytowa gospodarki. Spłata nastąpi w latach 2028-2056 z nowych podatków, m.in. podatku cyfrowego, czy granicznego podatku węglowego (Carbon Border Tax). Ta różnica między funduszem odbudowy a tradycyjnym budżetem UE jest bardzo ważna, bo oznacza, że fundusz nie jest tylko transferem od bogatszych do biedniejszych, ale jest stymulacją gospodarki opartą na uwspólnotowieniu długu.

Fundusze przyznane do dyspozycji Polsce mogą w przybliżeniu sięgnąć 66 mld euro, czyli 280 mld zł, rozłożonych na 4-lata (dokładna alokacja może zależeć też od tego, czy kraj przedstawi dobre plany inwestycyjne, zgodne z priorytetami KE). To jest równowartość ok. 3 proc. PKB rocznie, co oznacza bardzo poważny impuls fiskalny. Moglibyśmy za łączną kwotę zbudować 8 Centralnych Portów Komunikacyjnych lub 8000 km autostrad.

KE zaproponuje 750 mld euro na odbudowę gospodarczą w UE
Oczywiście, będziemy w przyszłości spłacać większość tych pieniędzy (ok. 42 mld euro), ale spłata zacznie się dopiero w 2028 r. i będzie finansowana z nowych podatków europejskich, a nie składki członkowskiej.

Trudno przecenić, jak opłacalna dla Polski jest propozycja Komisji Europejskiej. Tę operację można porównać do zwiększenia wydatków publicznych finansowanych długiem, z tym że dług zaciągamy pośrednio – korzystając z wiarygodności całej UE, a część otrzymujemy w formie grantu. I to jest największa zaleta tej operacji. W czasie, gdy potrzebujemy wsparcia gospodarki finansowanego długiem publicznym, Europa podejmuje decyzje o uwspólnotowieniu długu. Korzystają na tym wszystkie kraje o wiarygodności wyraźnie niższej od średniej. A dodatkowo kraje, które otrzymają więcej niż ich udział w europejskim PKB, takie jak Polska, korzystają podwójnie.
Są tu jeszcze trzy niezwykle istotne aspekty polityczne, które trzeba dostrzec.
Po pierwsze, najważniejsi decydenci w UE dostrzegli prawdopodobnie, że Unia stoi na granicy rozpadu. Zamknięte granice, potężna pomoc publiczna dla firm, nadwyrężająca wolny rynek, brak solidarności – to mogło skończyć się destrukcją UE. Fundusz należy interpretować jako wielki europejski projekt na miarę Planu Marshalla, o zasięgu wykraczającym poza wymiar finansowy. Kontekst jest oczywiście zupełnie inny, ale dla słabszych krajów w relacji do PKB transfery mogą być większe niż Plan Marshalla dla ówczesnej Europy. A cel jest podobny: zabezpieczyć Europę przed turbulencjami politycznymi wywołanymi przez kryzys gospodarczy.

Po drugie, w Niemczech doszło do potężnej zmiany politycznej – kraj zgodził się na częściowe uwspólnotowienie długu w Europie, wbrew swoim dotychczasowym dogmatom politycznym. Niemcy, jako największy płatnik i dotychczas lider frakcji konserwatyzmu fiskalnego, robią duży krok naprzód. Poświęcają część swoich narodowych świętości by wziąć odpowiedzialność za utrzymanie UE.
Po trzecie, mimo rosnących od wielu lat podziałów między Europą Zachodnią i Centralną, nasz region otrzymuje kolejny gigantyczny transfer. Pomimo silnej presji politycznej, by odebrać Polsce finansowanie ze względu na łamanie reguł praworządności UE, Polska ma należeć do największych beneficjentów, w ujęciu brutto i netto. Mam nadzieję (może płonną?), że jest to krok na drodze do zasypywania niebezpiecznych podziałów, które zaczęły się odradzać w Europie - i że odpowiednie kroki wykona także polski rząd. Kroki zmierzające do wzmocnienia naszych relacji z UE.

Naprawdę trudno nie docenić tych zmian, które proponuj Komisja Europejska. Teraz czas na trudne i długie negocjacje, bo nie wszyscy w UE chcą wykonać taki krok, jakiego dokonały Niemcy.
tomako_lunatic
No popatrz, a w największej "drukarce" świata, czyli USA "drukują" na potęgę i jakoś tej inflacji wydrukować nie mogą...

https://www.parkiet.com/Gospodarka---Swiat/306109955-USA-Inflacja-nadal-ujemna.html
denim292 odpowiada tomako_lunatic
Nikt kto potrafi liczyć nie sprzeda teraz mieszkania a tym bardziej nie będzie obniżał ceny kiedy stopy procentowe są bardzo blisko 0% a oprocentowanie depozytów to co najwyżej okolice 1% brutto.
A wynajem mieszkań jest ok 8 razy bardziej dochodowy niż lokata bankowa
Średnio 8% proc. zysku z wynajmu mieszkania można
Nikt kto potrafi liczyć nie sprzeda teraz mieszkania a tym bardziej nie będzie obniżał ceny kiedy stopy procentowe są bardzo blisko 0% a oprocentowanie depozytów to co najwyżej okolice 1% brutto.
A wynajem mieszkań jest ok 8 razy bardziej dochodowy niż lokata bankowa
Średnio 8% proc. zysku z wynajmu mieszkania można było zarobić w 2019 roku , a to jest ok 8 razy więcej niż daje przeciętna roczna lokata bankowa.
Z szacunków opartych o dane NBP wynika, że w 2019 roku kupując w stolicy mieszkanie na wynajem, można było liczyć, że w formie czynszów trafił na konto właściciela około 8 proc. ceny zapłaconej za lokal i to już po uwzględnieniu wszystkich kosztów czy okresowego braku najemcy

tomako_lunatic odpowiada denim292
Deweloperzy też będą trzymać skończone i puste mieszkania, których podaż z każdym miesiącem rośnie?
Prezes Budimeksu twierdzi, że popyt na mieszkania spadnie o ok. 50%.
Na popularnych portalach przybywa ofert zarówno sprzedaży, jak i wynajmu.

Zgodnie z prawem popytu i podaży doprowadzi to do spadku cen
Deweloperzy też będą trzymać skończone i puste mieszkania, których podaż z każdym miesiącem rośnie?
Prezes Budimeksu twierdzi, że popyt na mieszkania spadnie o ok. 50%.
Na popularnych portalach przybywa ofert zarówno sprzedaży, jak i wynajmu.

Zgodnie z prawem popytu i podaży doprowadzi to do spadku cen nieruchomości, co stwierdzają chociażby w swoim ostatnim raporcie analitycy PKO BP. Spadek w samym tylko drugim półroczu wyniesie ok. 15%.

Każdy kto potrafi liczyć nie kupi teraz mieszkania, tylko poczeka.
bronxbandit odpowiada tomako_lunatic
ty @tomako_lunatic najpierw przeczytaj co wklejasz bo tam jest wyraźnie napisane że oni właśnie zamierzają jeszcze więcej drukować

"Ogólnie jest niewiele dowodów na to, by pandemia skutkowała szeroką, negatywną presją na ceny. Znikają już skutki wcześniejszego załamania popytu, więc wątpimy w to, by
ty @tomako_lunatic najpierw przeczytaj co wklejasz bo tam jest wyraźnie napisane że oni właśnie zamierzają jeszcze więcej drukować

"Ogólnie jest niewiele dowodów na to, by pandemia skutkowała szeroką, negatywną presją na ceny. Znikają już skutki wcześniejszego załamania popytu, więc wątpimy w to, by inflacja spadała jeszcze bardziej. Prawdopodobnie pozostanie ona jednak poniżej celu Fedu, więc to kolejny powód, by spodziewać się, że polityka pieniężna będzie ultraluźna w przyszłości – twierdzi Andrew Hunter, analityk Capital Economics."


Po drugie to nawet porządnie ze zrozumieniem linku nie potrafisz wkleić, bo by to zrobić dobrze trzeba rozumieć co się wkleja, jakie są przyczyny i jakie konsekwencje. Już pierwszy napisałem że konsekwencją będą kolejne przeogromne dodruki, czy to nie zapowiedź pójścia drogą wyłącznie inflacji?
Po tym jak ty wklejasz link który zaprzecza temu co chcesz przekazać to tylko się ośmieszasz. No ale nie każdemu pisane jest rozumieć co napisano w internecie a nawet nie każdy roumie co czyta. Wrzucę ci linka i wyjaśnienie o co chodzi z tą "nie rosnącą inflacją" jak twierdzisz w Stanach Zjednoczonych a jak potrzebujesz szerszego wyjaśnienia to się dowiaduj, to wyjaśnię ci jak krowie na rowie lub jak dziecku we mgle.
Tu masz przyczyny tak nisko liczonej wyłącznie statystycznie ujemnej inflacji czyli niby deflacji.
Jak przeczytasz to zroumiesz że tak w Stanach Zjednoczonych jak i na całym świecie odczyty inflacji są ujemne wyłacznie na papierze statystycznie z powodu ogromniastego spadku cen ropy. Inna sprawa że żywność i podstawowe prodykty życia codziennego mocno drożeją. No ale ty się dalej oszukuj że pijesz taniejącą benzynę zamiast wody, piwa, wódki czy soku, a zamast potraw z mięsa, warzyw, serów, czy owoców spożywasz jedynie taniejącą ropą.

Po maju inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych osiągnęła najniższą wartość od blisko 5 lat. Czy to oznacza, że w największej gospodarce świata może zapanować deflacja?

Inflacja CPI w USA wyniosła w maju -0,1% mdm i 0,1% rdr w porównaniu do -0,8% mdm i 0,3% rdr odnotowanych miesiąc wcześniej. Kwietniowy regres indeksu CPI był najsilniejszym spadkiem od listopada 2008 roku. Natomiast w maju roczna dynamika tego wskaźnika (0,1% rdr) osiągnęła najniższy poziom od października 2015 roku.

Mamy do czynienia z delikatną niespodzianką, ponieważ ekonomiści oczekiwali, że inflacja CPI w maju wyniesie 0,0% mdm i 0,2% rdr. Dane Biura Statystyki Pracy okazały się więc z grubsza zgodne z rynkowym konsensusem, lecz równocześnie różnicę psychologiczną może robić trzeci z rzędu spadek inflacji CPI w Ameryce.

Czy to oznacza, że w następnych miesiącach roczna zmiana amerykańskiego CPI zacznie trwale przyjmować wartości ujemne? Takie spekulacje wydają się raczej przedwczesne. Po pierwsze, praktycznie za całość koronawirusowego spadku CPI odpowiadały ceny paliw i energii. A te w ostatnich tygodniach znów rosną: amerykańska ropa naftowa notowana jest po ok. 38 USD za baryłkę, podczas gdy w kwietniu kosztowała mniej niż 10 USD.
Po drugie, wyraźnie powyżej zera kształtuje się tzw. inflacja bazowa. Czyli wskaźnik CPI bez uwzględnienia cen paliw, energii i żywności. Ten „oczyszczony” miernik inflacji w Stanach Zjednoczonych w maju ukształtował się na poziomie 1,2% rdr. (oraz -0,1% mdm).
Benzyna w Ameryce była w maju aż o 33,8% tańsza niż rok wcześniej. Olej napędowy potaniał o 37,5% rdr. Nieco tańsze (o 0,2% rdr) niż w maju 2019 były też energia elektryczna oraz gaz ziemny. Mocno potaniały jeszcze ubrania (o 7,9% rdr) oraz usługi transportowe (o 8,7%). Tańsze niż przed rokiem były też samochody – zarówno nowe (o 0,3%) jak i używane (0,4%).

Zdecydowanie podrożały za usługi medyczne, za które trzeba było zapłacić i 5,9% więcej niż przed rokiem. Ceny żywności podniosły się o 4,8% - czyli też sporo. Koszty związane z mieszkaniem zwiększyły się o 2,5%, a stawki za usługi niezwiązane z dostawą energii wzrosły o 2,0% rdr.

KK

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Inflacja-CPI-w-USA-Czy-Ameryke-czeka-koronawirusowa-deflacja-7902553.html

tomako_lunatic odpowiada bronxbandit
Ja wiem, że zgodnie z tym, co niedawno było na bankier.pl – „nieruchomościowe prosperity dobiegło końca” i, że wasze źródełko ze wszelkimi prowizjami, czynszami, marżami usycha i wylewacie przez to swoje żale i frustracje na forum, atakując przy tym każdego, kto ma inne zdanie – nie wpisujące się w waszą retorykę,Ja wiem, że zgodnie z tym, co niedawno było na bankier.pl – „nieruchomościowe prosperity dobiegło końca” i, że wasze źródełko ze wszelkimi prowizjami, czynszami, marżami usycha i wylewacie przez to swoje żale i frustracje na forum, atakując przy tym każdego, kto ma inne zdanie – nie wpisujące się w waszą retorykę, która jest jak „orkiestra na titanicu”, ale…

Fajnie, że wkleiłeś fragment z artykułu, który podlinkowałem, szkoda, że wyciągasz z niego tylko te wnioski, które chyba tylko ty mogłeś wyciągnąć…ale wiadomo, muszą pasować do retoryki, którą teraz obraliście – po zmianie ze „sky is the limit” :-D
Główne przesłanie wklejanego przeze mnie artykułu (obok tego, że USA jest na granicy deflacji): >inflacja prawdopodobnie pozostanie poniżej celu Fedu<, który z tego co pamiętam (mogę się mylić) jest ustalony na poziomie ok. 2%, więc między bajki można włożyć hiperinflację, którą wszędzie teraz wieszczycie/węszycie ;-)

Odpal jeszcze to: https://www.bankier.pl/gospodarka/wskazniki-makroekonomiczne/cpi-r-r-usa
Weź lupę/okulary (jeśli dobrze nie widzisz), rozciągnij sobie horyzont od 2000 roku do dziś i zobacz czy widzisz tam jakąś hiperinflację po ostatnim dużym kryzysie (2007/2008), po którym nastąpił ogromny, jak wy to nazywacie „dodruk” ;-)

Także następnym razem przed napisaniem czegoś musisz trochę ochłonąć – tak, abyś może pisał więcej z sensem ;-)

Wypij może meliskę na skołatane nerwy spowodowane obecną sytuacją na rynku nieruchomości? No i głowa do góry – jeszcze się kiedyś na waszych flipach odkujecie :-D

Miłej niedzieli ;-)
bronxbandit odpowiada tomako_lunatic
Ty i twoi kolsie naganiacze i spekulanci a często i fliperzy którzy tanio znowu chcą się nałykać też macie tylko swoją jedyną prawdę i widzicie w artykułach to co chcecie widzieć, a wnioski są jednostronne zgodnie z kierunkiem naganiania tylko i wyłącznie na spadki.
Ostatnia twoja odpowiedź na moje pytania była
Ty i twoi kolsie naganiacze i spekulanci a często i fliperzy którzy tanio znowu chcą się nałykać też macie tylko swoją jedyną prawdę i widzicie w artykułach to co chcecie widzieć, a wnioski są jednostronne zgodnie z kierunkiem naganiania tylko i wyłącznie na spadki.
Ostatnia twoja odpowiedź na moje pytania była bezsensowna, weź się jednak postaraj i odpowiedx logicznie isensownie o co cię wcześniej pytałem a ty praktycznie nie odpowiedziałeś.

Bo jak ci pisałem to my też widzimy ten wasz ścisk (ty wiesz czego) i jak was piecze między (ty wiesz czym), które bardzo musi na was działać bardzo drażniąco skoro zaprzeczacie sobie nawzajem pisząc np o podatku katastralnym a jednocześnie twierdzicie że ceny będą spadać a wy tu jesteście po co w takim razie jak nie po to by zbić cenę i kupić taniej mieszkania? To wytłumacz mi tą niekonsekwencję że ty chcesz kupić strasznie te mieszkania mimo tego że będą one spadały i mimo tego że ma niby wejść podatek katastralny a więc obciązenia i opłaty związane z utrzymaniem ich będą większe?
Wytłumacz mi też kolejną niekonsekwencję, jak to możlwe że ty często piszesz o rosnącym bezrobociu a jednocześnie stawiacie argumenty o złej demografi? Zła demografia to przecież coraz mnie ludzi w Polsce, czyli mniej w wieku produkcyjnym czyli mniej chętnych i gotowych do pracy. To jak to ma być, skoro pracowników ma być mniej to co w takim razie i firm w Polsce i miejsc pracy też ma być jeszcze bardziej mniej? I tak przez najbliższe 10 czy 20 lat? Przecież to kolejna bzdura którą wyjmujecie by straszyć innych o bezrobociu. Chwilowe wahnięcie w bezrobociu nie będzie miało żadnego znaczenia przy długoterminowym kilkudziesięcioletnim trendzie demograficznym który co by nie mówić ale dla pracowników jest bardzo korzystny bo zawsze będzie brak rąk do pracy. A jak przyjadą Ukraińcy bo tu będzie dobra praca to kupno i wynajmowanie mieszkania to będzie najlpesza z dostępnych możliwosci spokojnego zarabiania kasy.
No my też widzimy że wy musicie mieć dużo wspólnego ze spekulanctwem i fliperką. Prawie w każdym twoim tekście widzę coś o fliperce, to powiedz mi czy normalny człowiek na słowo cześć odpowiada trąbka? Czy tylko ten co ma hopla na punkcie trąbki? Czy ty nie masz w takim razie coś wspólnego z fliperką skoro ciągle o tym tylko gadasz?
Mówiłem ci już nie przesadzaj z tą meliską tak co wieczór a teraz i z ranka bo jutro z rana znowu będziesz miał kaca, a serwowanie tej "meliski" tak często uszkadza szare komórki co może być widoczne w twoich wypowiedziach i niekonsekwencjach które prezentujesz. Także spokojnie i ostrożnie nie chlaj za dużo tej "meliski" uhahaha

tomako_lunatic odpowiada bronxbandit
Ja jestem bardzo spokojny, bo nie mam żadnych inwestycji na rynku nieruchomości i nie zamierzam ich mieć (żyję sobie spokojnie z czegoś innego), dlatego chłodnym okiem patrzę na to co się dzieje. Gdy widzę jednak takich naganiaczy, jak ty i tobie podobnych ogarnia mnie śmiech i dostarcza mi (taniej, bo taniej, ale…) Ja jestem bardzo spokojny, bo nie mam żadnych inwestycji na rynku nieruchomości i nie zamierzam ich mieć (żyję sobie spokojnie z czegoś innego), dlatego chłodnym okiem patrzę na to co się dzieje. Gdy widzę jednak takich naganiaczy, jak ty i tobie podobnych ogarnia mnie śmiech i dostarcza mi (taniej, bo taniej, ale…) rozrywki :-)

Wiele razy powtarzałem, że na rynku nieruchomości, jak na każdym innym występują cykle – po wzrostach przychodzą spadki, później znów rośnie, by kolejny raz spaść itd.. Przeczytaj to zdanie jeszcze dwa razy w celu utrwalenia mojego poglądu na ten temat.
Ty jednak, jako rasowy naganiacz dopuszczasz ruch tylko w jedną stronę, bo to jest zgodne z twoją retoryką i pewnie grupą aktywów, w jaką jesteś „ubrany”, „sky is the limit”? :-D

Ponadto w komentarz zupełnie o czymś innym wrzucasz jakieś hasła nie wiadomo skąd, które jak kiedyś przyznałeś – zapisujesz sobie, bo moderacja usuwa!. Brawo ty! :-)

Jednak i tak się do nich odniosę, aby nie było ci przykro :-)

1. Podatek katastralny, może ale nie musi być wprowadzony. Jednak biorąc pod uwagę dziurę budżetową rząd może szukać dodatkowych środków w celu finansowania bieżących wydatków, również związanych z prowadzoną polityką społeczną, która dla obecnej władzy jest ważna. Może pojawić się inne rozwiązanie, o którym pisano już w I kwartale 2020 roku, tj. https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25761950,podatek-za-drugie-mieszkanie-propozycja-na-konferencji-ministerstwa.html
Czy to wejdzie? Nie wiem, trzeba jednak brać pod uwagę. Oczywiście nie zwiększy to ROI, chyba że masz inne zdanie na ten temat ;-)

2. Bezrobocie
Bezrobocie i zależności w kontekście rynku nieruchomości: https://media.propertygroup.pl/uploads/1591/wykres-bezrobocie-a-ceny-mieszkan.png
Prognozy (pisząc dość oględnie) nie są dobre: https://www.money.pl/ubezpieczenia/bezrobocie-w-polsce-jest-piec-razy-gorzej-niz-podczas-kryzysu-w-2008-r-6513142023780481a.html

3. Demografia
Jeśli już sam przytaczasz demografię…
Napisałeś „To jak to ma być, skoro pracowników ma być mniej to co w takim razie i firm w Polsce i miejsc pracy też ma być jeszcze bardziej mniej?”

Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak popyt wewnętrzny? Uwaga, „pokazuję i objaśniam” - prosty przykład, jeśli dziś w Polsce żyje niecałe 40 mln ludzi, którzy kupują przykładowo 5 mln chlebów dziennie, to jeśli liczba ludności spadnie za jakiś czas powiedzmy o 5%, to nie pozostanie to bez wpływu na to ile tych (umownych) chlebów będzie potrzeba? I tak praktycznie ze wszystkim, co idzie na rynek wewnętrzny? Demografia warunkuje popyt wewnętrzny, popyt wewnętrzny warunkuje podaż…podaż warunkuje miejsca pracy… To nie są czary tylko podstawy ekonomii ;-)

To chyba tyle ;-)

Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatnio mamy w Polsce upały i dość mocno grzeje… to w takim razie polecam ci mrożoną meliskę na skołatane nerwy. Tylko pamiętaj – wszystko w nadmiarze szkodzi ;-)

Miłej niedzieli :-)

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki