NATO rozpoczyna negocjacje dotyczące nowych celów w zakresie zdolności obronnych na 2029 r., które ukształtują plany na wypadek ewentualnej konfrontacji z Rosją – przekazał w poniedziałek portal Politico. Jak dodał, w Sojuszu zarysowuje się pięć kluczowych wyzwań, dotyczących m.in. roli USA, dronów i priorytetów geograficznych.


Negocjacje odbywają się w ramach Procesu Planowania Obronnego NATO (NDPP) i określą wymogi wojskowe dla wszystkich 32 państw członkowskich. Wyznaczona perspektywa wiąże się z ostrzeżeniami europejskich urzędników, że do 2029 r. Rosja może być gotowa do ataku na kraj Sojuszu. „Będzie ciężko. Podział obciążeń, USA, jak połączyć poziom ambicji z priorytetami politycznymi... To ogromne wyzwanie” – ocenił w rozmowie z portalem wysoki rangą dyplomata NATO.
Jak napisało Politico, powołując się na rozmowy z 15 urzędnikami i dyplomatami z państw Sojuszu, negocjacje zdeterminuje pięć głównych obszarów dyskusji.
Pierwszym jest poziom ambicji i podział obciążeń. Sojusznicy muszą ustalić liczebność potrzebnych wojsk i sprzętu. Francuski admirał Pierre Vandier, naczelny dowódca NATO ds. transformacji, zaznaczył, że celem rozmów jest przeprowadzenie „cyklu transformacyjnego, a nie tylko sięgnięcie po gotowe rozwiązania z półki”. Presja USA na przekazanie większej odpowiedzialności Europie może doprowadzić m.in. do rezygnacji z dotychczasowego wymogu utrzymywania 18 rezerwowych brygad na misje kryzysowe poza terytorium NATO.
Drugim wyzwaniem jest wypełnienie luki po USA. W obliczu zapowiadanej redukcji sił amerykańskich w Europie państwa europejskie będą musiały zastąpić zasoby USA własnymi, tańszymi alternatywami – np. dużą liczbą dronów zamiast kosztownych pocisków manewrujących Tomahawk - przekazało Politico.

Trzecim punktem w dyskusji są różnice regionalne. Skupienie uwagi i zasobów Sojuszu na wschodniej i północnej flance wywołuje zastrzeżenia państw z południa. „Jest zbyt wiele północy. Powinniśmy zrobić reset” – powiedział portalowi jeden z dyplomatów, wskazując na obecność rosyjskich najemników w Libii, ryzyko wykorzystania migracji jako broni, wzrost aktywności okrętów podwodnych, a także ataki dronów na statki na Morzu Czarnym.
Czwarty obszar dotyczy wyboru między dronami a bronią konwencjonalną. W obliczu braków rekrutacyjnych w Europie oraz rosnącej produkcji bezzałogowców w Rosji Sojusz musi znaleźć balans między technologiami autonomicznymi a czołgami czy artylerią. Admirał Vandier podkreślił, że Rosja produkuje obecnie około 9 mln dronów rocznie, co wymaga ze strony NATO „całkowicie radykalnego wysiłku”.
Piątą kwestią są wnioski z wojny Rosji z Ukrainą. Choć Sojusz zamierza czerpać z ukraińskich doświadczeń technologicznych, jego dowództwo przestrzega przed bezrefleksyjnym kopiowaniem formy walki. „Z tego konfliktu wynikają ogromne lekcje, które musimy (przeanalizować), ale nie chcemy prowadzić wojny tego typu” – podkreślił w Parlamencie Europejskim na początku tego miesiąca amerykański generał Alexus Grynkewich, przypominając, że doktryna NATO opiera się na działaniach manewrowych i przewadze w powietrzu. (PAP)
hav/ rtt/





























































