O godzinie 13:50 za tonę miedzi w Londynie płacono 6.985$, czyli o 0,6% więcej niż w czwartek, ale zarazem o 75$ mniej niż jeszcze dziś rano. Mimo to od początku tygodnia surowiec ten podrożał o 8,4%, czyli o przeszło 500$ na tonie.
Niewątpliwym wsparciem pozostaje malejący trend zapasów. Giełdowe rezerwy miedzi spadają nieprzerwanie od 22 tygodni, co jest najdłuższą taką serią od 2004 roku. Stan zapasów w magazynach monitorowanych przez LME spadł do 419.650 ton i jest o 16% niższy niż na początku roku. Redukcji uległy też rezerwy w Szanghaju, które w tym tygodniu zmniejszyły się o 6,3 tys. ton, do poziomu 113,9 tys. ton.
Solidnie prezentuje się też popyt na fizyczny metalu. Każdego dnia do wydania ze składów LME przeznacza się ponad 35 tys. ton miedzi, co stanowi przeszło 8% dostępnych zapasów. Równocześnie część analityków martwi się spadającą podażą metalu. Koncern Freeport-McMoRan w drugim kwartale zmniejszył wydobycie surowca o 13%, a BHP Billiton poinformował o spadku produkcji rzędu 5%.
Inwestujących w miedź musi cieszyć także poprawa koniunktury w europejskim przemyśle. W czerwcu wzrosły wskaźniki PMI dla Niemiec i Francji, których gospodarki korzystają na słabym euro. Indeks Ifo osiągnął najwyższy poziom od trzech lat, zdradzając bardzo dobre nastroje niemieckich menedżerów. Według analityków z Barclays Capital w tym roku Europa wygeneruje jedną piątą globalnego zapotrzebowania na miedź.
K.K.
































































