Ostatnia sesja roku przyniosła wyraźne spadki notowań banków. To najprawdopodobniej efekt zapowiedzi przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej dotyczących stóp procentowych.


- W pierwszym kwartale 2021 r. możliwe jest dalsze obniżenie stóp procentowych - przekazał prezes NBP Adam Glapiński. - Obecnie nie ma potrzeby obniżek stóp procentowych, ale w przyszłości nie można wykluczyć takiego scenariusza - dodał z kolei członek RPP Rafał Sura. - Obniżenie referencyjnej stopy procentowej NBP do zera i utrzymanie jej na tym poziomie przez okres kryzysu byłoby raczej wskazane - powiedział z kolei członek RPP Jerzy Żyżyński.
Przeczytaj także
Takie zapowiedzi niepokoją sektor bankowy. Przypomnijmy, tegoroczne obniżenie głównej stopy procentowej z 1,5 proc. do 0,1 proc. poważnie odbiło się na wynikach banków, a co za tym idzie i na ich notowaniach giełdowych. Na te ostatnie oczywiście wpływ miały też inne czynniki (odpisy pandemiczne i frankowe, zakaz wypłacania dywidend), jednak także i kwestia stóp dołożyła sporą cegiełkę do tego, że indeks WIG-Banki (-28,9 proc.) był zdecydowanie najgorszym sektorowym indeksem na GPW w tym roku.
Także i dzisiaj WIG-Banki wyraźnie odstaje od reszty giełdowej stawki, jego notowania idą bowiem w dół aż o 2,4 proc. O blisko 4 proc. tanieją papiery mBanku i Millennium, o blisko 3 proc. Pekao i PKO BP, a ponad 2 proc. w dół idą także akcje BOŚ Banku i Santandera.
Z drugiej strony reakcja inwestorów nie była gwałtowna. Być może jest to efekt faktu, iż pola do cięcia pozostało już niewiele. Uwagę zwraca także moment pojawienia się wypowiedzi, czyli końcówka roku. W ostatnich dniach nie milkną plotki o domniemanych interwencjach Narodowego Banku Polskiego na rynku walutowym. Dziwna słabość złotego względem euro, ale także i walut z naszego koszyka zrodziła teorię, że bank centralny gra na osłabienie polskiej waluty.
Z pozoru wspomniana teoria jest absurdalna, euro bowiem jest i tak historycznie drogie, a jeszcze wyższa jego cena, jeszcze mocniej uderzałaby po kieszeni Polaków i pompowała i tak wysoką inflację (a głównym celem NBP jest przecież dbanie o stabilność cen). Zwolennicy teorii interwencji walutowej tłumaczą jednak, że NBP-owi może chodzić o sztuczne zawyżenie zysku (tańszy złoty to wyższa wycena rezerw, którą można wykazać jako "papierowy" zysk). Ów zysk z kolei miałby zasilić budżet państwowy.
W wywiadzie udzielonym Obserwatorowi Finansowemu, na pytanie o interwencję na rynku walutowym, prof Adam Glapiński, Prezes NBP odpowiedział: https://t.co/F9mDo5HdrN pic.twitter.com/WiXbQ8P5Qo
— Narodowy Bank Polski (@nbppl) December 30, 2020
To oczywiście tylko domysły, oficjalnego stanowiska RPP w sprawie interwencji, a tym bardziej w sprawie pompowania zysku nie ma, jednak na samym profilu twitterowym NBP pojawił się dziś cytat z prezesa Glapińskiego, w którym mówi on o "przestrzeni do ewentualnych zdecydowanych interwencji" z powodu "presji na aprecjację złotego". Jeżeli uznać teorię o chęci osłabienia złotego tylko na koniec roku za prawdziwą, słowa o cięciu stóp i interwencjach można wziąć za swego rodzaju interwencję werbalną. Ma ona przestraszyć nieco inwestorów i wywołać spadek wartości złotego poprzez zmianę oczekiwań. Wówczas prawdopodobieństwo samej uciążliwej dla banków obniżki stóp byłoby nieco niższe niż wynika z wypowiedzi (chodziłoby bowiem głównie o efekt w postaci chwilowego osłabienia waluty). To jednak znów tylko domysły. Ta niepewność dotycząca stóp procentowych będzie najpewniej wisiała nad bankami i ich akcjami.
Fali domysłów nie ma się zresztą co dziwić. Ostatnie decyzje Rady Polityki Pieniężnej ogłaszane są bez tradycyjnych konferencji prasowych, przez co dostęp dziennikarzy do decydentów polskiej polityki monetarnej jest ograniczony.



























































