Barlinek – jedna ze sztandarowych firm finansowego imperium Sołowowa – uruchomił właśnie fabrykę w Winnicy na Ukrainie. Przygotowania do jej otwarcia trwały kilka lat, ale dziś już wiadomo, że opłacało się. Barlinek zamierza wykorzystać boom mieszkaniowy na Ukrainie i w krótkim czasie stać się najważniejszym graczem na tamtejszym rynku podłóg drewnianych. Jako największy w Polsce, i piąty na świecie, producent podłóg drewnianych ma do tego wszelkie predyspozycje. Już dziś spółka zapowiada, że nowa fabryka będzie produkować 2 mln m2 podłóg drewnianych, co uczyni z niej największego dostawcę na tamtejszym rynku.
Wzrost PKB Ukrainy wynosi 7 proc. rocznie – to znacznie więcej niż w przypadku Polski. Dla firm przetwórstwa drewna jest tam wszystko, czego potrzeba: bogata baza surowcowa, wykształceni pracownicy, niższe koszty działalności, a przede wszystkim wielki popyt na nowoczesne materiały wykończeniowe. Do kwestii niesprzyjających inwestorom zaliczyć trzeba przepisy w zakresie podatków, skomplikowane prawodawstwo i dużą biurokrację. To wszystko jednak wynagradza bardzo chłonny rynek szczególnie, że zakład w Winnicy będzie produkował nie tylko dla Ukrainy, lecz także na rynki krajów sąsiednich, w tym dla Rosji. Zresztą tam również Barlinek planuje postawić fabrykę – w Czerepowcach, 500 km na północ od Moskwy. Będzie to jeden z największych tego typu zakładów w Rosji.
Giełda pozytywnie zareagowała na komunikat o otwarciu ukraińskiej fabryki, co jednak nie zmieniło faktu, że akcje Barlinka od wakacji pozostają w trendzie spadkowym. Entuzjazm inwestorów okazał się dość krótkotrwały. Walory Barlinka w dwa dni po publikacji komunikatu zdrożały z 14 zł do 15,80 zł za akcję. W następnych dniach inwestorzy zaczęli realizować zyski i kurs Barlinka wszedł w trend boczny, utrzymujący się w okolicach 15 zł za akcję.
Artur Skoneczko



























































