Cena ropy porusza się ostatnio w rytm doniesień o zmianach temperatury relacji USA-Iran - zauważyli analitycy PKO Banku Polskiego. Jak podali, w bazowym scenariuszu oczekiwane jest porozumienie m.in. tych państw przed latem tego roku, co może oznaczać spadek notowań tego surowca.


Jak przypomnieli analitycy banku, w lutym notowania ropy Brent oscylowały w przedziale 65,2-70,7 dol. za baryłkę, a 11 lutego ustanowił lokalny szczyt, wsparty groźbą wysłania drugiego lotniskowca na Bliski Wschód przez prezydenta USA Donalda Trumpa w przypadku braku porozumienia z Teheranem.
Osłabienie notowań ropy w drugiej dekadzie lutego traciło impet poniżej 67 USD/b, progres w negocjacjach USA-Iran był niewielki” - zauważyli eksperci. Jak dodali, 18 lutego Brent przebił barierę 70 dol. za baryłkę rosnąc o ponad 4 proc. w ciągu dnia z powodu ogłoszenia przez Iran wspólnych manewrów morskich w Zatoce Omańskiej i na północnym Oceanie Indyjskim z Rosją. „Nerwowość inwestorów dodatkowo zwiększyło fiasko rozmów ukraińsko-rosyjskich - wskazali przedstawiciele banku.
Zwrócili też uwagę, że sytuacji nie złagodziła wiadomość, iż wydobycie z kazachskiego pola Tengiz stopniowo wraca do normy. Przypomnieli, że 18 stycznia produkcja została zawieszona z powodu pożaru, a na początku ubiegłego roku Tengiz wydobywał 900 tys. baryłek dziennie. „Także doniesienia Reutersa, że OPEC+ może od kwietnia wznowić zwiększanie produkcji surowca przeszły bez echa. Zdaniem jednego z większych graczy rynkowych w przypadku utrzymania się napięcia geopolitycznego i notowań Brenta w przedziale 65-70 USD/b kartel prawdopodobnie zdecyduje się podnieść wydobycie ropy” - zauważyli analitycy PKO BP.
ReklamaZobacz także
Podali, że w bazowym scenariuszu oczekiwane są porozumienia USA-Iran i Ukraina-Rosja przed latem tego roku, czego efektem ma być spadek notowań ropy Brent do 60-62 dol. za baryłkę. Według analityków, ewentualna eskalacja Waszyngton-Teheran wydaje się „niepożądana przez żadną ze stron, w przypadku Donalda Trumpa z powodu ryzyka wzrostu cen energii, w razie blokady cieśniny Ormuz przez Iran”.
W ostatnich tygodniach prezydent USA Donald Trump wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia w sprawie ograniczenia programu jądrowego tego kraju. USA wzmocniły obecność militarną na Bliskim Wschodzie, a Iran zapowiadał, że w przypadku agresji odpowie atakiem na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podsumowując wynik wtorkowych negocjacji w Genewie, stwierdziła w środę, że mimo pewnego postępu stanowiska USA i Iranu są wciąż bardzo rozbieżne. Zaznaczyła, że prezydent Trump ma do podjęcia decyzję w sprawie ewentualnego uderzenia na Iran.
Stacja CBS News podała w środę, że Pentagon przenosi tymczasowo do Europy i USA część personelu z Bliskiego Wschodu w związku z możliwym amerykańskim atakiem na Iran i potencjalnym odwetem ze strony Teheranu. Czołowi doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta Trumpa powiedzieli mu, że wojsko będzie gotowe do potencjalnych uderzeń na Iran już w sobotę, lecz zapewne ewentualne ataki nie zostaną przeprowadzone w ten weekend - przekazały źródła, zaznajomione z przebiegiem rozmów na ten temat.
Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie ewentualnego uderzenia - powiedzieli rozmówcy stacji, którzy poprosili o zachowanie anonimowości.
Według środowej publikacji portalu Axios, Trump coraz bardziej skłania się ku atakowi na dużą skalę przeciwko Iranowi, a opowiadający się za tą opcją Izrael przygotowuje się na wybuch wojny w ciągu kilku dni. W następnej publikacji portal uznał, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny. (PAP)
jls/ mrr/













































