Stopa bezrobocia pod koniec lutego wyniosła 12 % -
poinformowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. To powtórzenie wyniku z
końca stycznia.


Na koniec lutego w urzędach pracy zarejestrowanych było 1 919,6 tys. osób. W porównaniu do lutego 2014 roku liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 336 tys. osób. To największy spadek od 7 lat. Zdaniem ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza mamy długo oczekiwane ożywienie na rynku pracy, a polska gospodarka jeszcze nigdy od rozpoczęcia transformacji nie zatrudniała tylu osób co obecnie. Według ministra w nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się dalszego spadku bezrobocia.
Obecnie w Polsce pracuje rekordowe 16 mln ludzi. Wskaźnik zatrudnienia nam rośnie, ale wciąż jest on na dużo niższym poziomie niż w krajach starej UE. Obecnie wynosi on u nas ok. 64%, a w UE ponad 68%. Celem dla Polski jest osiągnięcie wyniku 70% w 2020 roku. Średnia UE ma wzrosnąć do 75%.
Sukces możemy osiągnąć na dwa sposoby. Można stworzyć i promować rozwiązania systemowe, również te obejmujące zachęty podatkowe, które zmotywują część bezrobotnych do aktywniejszego poszukiwana legalnego zatrudnienia, a pracodawców do oferowania wyższych stawek za pracę.
Z drugiej strony, dobry wynik statystyczny można też osiągnąć nie robiąc nic, po prostu czekając aż na skutek emigracji zarobkowej zmniejszy się baza ludzi w wieku produkcyjnym. Miejmy nadzieję, że resort pracy poważnie rozważa tylko pierwszy scenariusz.
W 2015 roku bezrobocie poniżej 10%?
W 2015 roku resort pracy będzie miał do dyspozycji ponad 5,5 mld zł na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. To o pół miliarda więcej niż w zeszłym roku i prawie miliard więcej niż dwa lata temu. Zdaniem szefa resortu pracy bezrobocie rejestrowe w 2015 roku może spaść poniżej 10%. Aktywne formy walki z bezrobociem to m.in dofinansowywanie miejsc pracy dla organizujących je przedsiębiorców.
Pieniądze na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu pochodzą ze składek pracowników płaconych przez pracodawców. Następnie transferowane są do funduszu pracy, z którego finansuje się akcje mające na celu obniżenie kosztów pracy. To pewnego rodzaju paradoks, że czynnik zwiększający koszty zatrudnienia przeznaczany jest na jego obniżanie. W mojej opinii ma on skuteczność tylko "statystyczną", a nie przyczynia się do tworzenia trwałych miejsc pracy.
Gdyby rząd przeznaczył całkowitą kwotę 5,5 mld zł na sfinansowanie miejsc pracy to w teorii starczyłaby ona na pokrycie pensji minimalnej dla 200 tys. bezrobotnych przez rok. Wówczas stopa bezrobocia rzeczywiście spadnie poniżej 10%. Otwarte pozostaje pytanie, ile miejsc pracy nie powstaje z powodu pobierania składki na Fundusz Pracy?

























































