Umowa kredytowa małżonków a rozwód. Co dalej z długiem?

Wobec banku – niczym wobec Opatrzności – małżonkowie nawet po rozwodzie są wspólnotą. Łączy ich dług pozostały do spłaty... Niestety nie zmienia tego nawet fakt, że jeden z byłych małżonków odda mieszkanie obciążone kredytem drugiej stronie. I tak w oczach banku pozostanie dłużnikiem.

(thetaXstock)

Sytuacja jest prosta, choć niesprawiedliwa. Sąd, który decyduje o podziale majątku, nie dzieli długów. Stąd mieszkanie, dom, działka czy też inna nieruchomość kupiona przez małżonków wspólnie, jest też wspólnie przez nich spłacana – także po rozwodzie. Taka sytuacja może prowadzić do głębokiego pokrzywdzenia jednej ze stron, która traci majątek, ale nie traci długu. Musi liczyć na to, że druga strona zachowa się honorowo i będzie spłacać całość rat. Nawet jeśli tak się stanie, to rozwodnik-dłużnik nadal formalnie pozostaje dłużnikiem, przez co jego zdolność kredytowa jest znacznie ograniczona. Rozwiązaniem mogłoby być przepisanie kredytu w całości na jedną osobę, ale na taki scenariusz często nie chcą się zgodzić same banki. Samodzielny dłużnik może nie mieć wystarczającej zdolności kredytowej, poza tym, co dwóch dłużników to nie jeden. Zobowiązanie jest bezpieczniejsze.

Zgodnie z art. 366 Kodeksu cywilnego zobowiązanie kredytowe ma charakter solidarny, co  oznacza, że gdy kredyt nie będzie spłacany, bank może zażądać spłaty od obojga albo któregokolwiek z kredytobiorców. Jeśli więc np. eksżona nie będzie miała pracy ani majątku, bank „ściągnie” cały kredyt z zarobków i majątku eksmęża.

Rozwód a majątek

Samo zakończenie małżeństwa nie oznacza automatycznego podziału majątku. Jeśli małżonkowie mieli wspólnotę majątkową, części ich majątku powinny być podzielone. Podział majątku może być przeprowadzony na drodze umowy między obiema stronami lub też poprzez sąd.

Zgodnie z art. 43 Kodeksu Rodzinnego każdy z małżonków ma taki sam udział w majątku wspólnym. Na wniosek strony sąd może rozpatrzyć jednak nierówny podział majątku. Możliwe jest to np. wtedy, gdy to wysiłek, nakłady z majątku osobistego do wspólnego, praca jednej strony w dużym stopniu przyczyniała się do zgromadzenia majątku. Liczy się też praca włożona na rzecz rodziny.

Co jednak szczególnie ważne – sąd dzieli wyłącznie aktywa. Takie przynajmniej było dotychczasowe orzecznictwo. Argumentacja jest prosta – zawartych umów trzeba dotrzymywać. Jeśli dwie osoby są współkredytobiorcami, to też dwie osoby solidarnie odpowiadają za zobowiązanie. Nawet jeśli jedna osoba w małżeństwie ze wspólnotą majątkową zaciągnie kredyt, odpowiedzialne są za niego dwie osoby i dwie osoby mają go spłacać. Także po rozwodzie.

Mądrość na zapas

Co więc można zrobić, by ustrzec się scenariusza, zgodnie z którym nie dostając mieszkania, dostaniemy długi za jego kupno? Najbardziej banalnym sposobem uniknięcia takiego scenariusza jest rozdzielność majątkowa, czyli intercyza.

Jeśli intercyzy nie ma, pozostaje „po ludzku” się dogadać i mieszkanie sprzedać, spłacając kredyt, a nadwyżką się dzieląc, lub wynająć – przeznaczając przychody na spłatę zobowiązania. W praktyce nawet pomimo zgody, nie zawsze jest to proste, gdyż w tzw. międzyczasie ceny nieruchomości mogą spaść, podobnie jak stawki najmu, co uniemożliwi przeprowadzenie którejkolwiek z takich transakcji.

Roszczenie regresowe

Dzieląc majątek, strony dobrowolnie mogą zdecydować bądź sąd może przyznać mieszkanie jednej ze stron, zobowiązując ją do spłaty kredytu za tę nieruchomość. Taki stan rzeczy oczywiście nic nie znaczy dla banku, który nadal „dysponuje” dwoma dłużnikami.

Jeśli jednak małżonkowi zobowiązanemu do spłaty powinie się noga, a bank zwróci się o spłatę do drugiego z małżonków, może on później dochodzić roszczenia regresowego, a więc żądać zwrotu środków przeznaczonych na spłatę zobowiązania kredytowego, dokonywaną już po podziale majątku. Jeśli eksmałżonek nie zapłaci, pozostanie jednak tylko droga sądowa.

Kochanek na podmiankę

Innych formalnych sposobów, niezależnych od woli obu stron, nie ma. Reszta możliwych rozwiązań będzie wymagała „gmerania” przy umowie kredytowej, dobrej woli nie tylko byłych małżonków, ale i banku. By odciążyć dawnego męża lub żonę, jedna strona może zdecydować, że bierze kredyt na siebie. Chodzi o instytucję przejęcia długu. Zgodnie z artykułami  519-525 Kodeksu cywilnego jedna ze stron może zawrzeć umowę z bankiem, za zgodą drugiej strony, w której przejmie całe zobowiązanie kredytowe. Umowę mogą zawrzeć też byli małżonkowie, ale musi zaakceptować ją bank.

I tu się pojawia główny problem, bowiem bankowi nie jest na rękę pozbywanie się zabezpieczenia, a taką rolę de facto pełni drugi dłużnik i jego majątek. Może więc się nie zgodzić na przejęcie długu, zwłaszcza że nie zawsze w pojedynkę „damy radę” spłacić zobowiązanie. Decyzja banku może więc wynikać z obiektywnych przesłanek.

Co więc zrobić? Wyjściem może być przedstawienie dodatkowego zabezpieczenia – np. kolejnej nieruchomości. W grę mogą wchodzić i inne aktywa. Jeszcze innym sposobem jest podmianka dłużnika. Współkredytobiorcą w miejsce np. męża może zostać nowy partner ex- małżonki, ale też ktoś z rodziców, a także osoba niespokrewniona.

Jeśli ostatecznie bank odmówi przejęcia długu, to mimo wszystko jest nadzieja dla eksmałżonka na pozbycie się zobowiązania. Dlaczego? Zgodnie z Art. 521. § 2 KC „Jeżeli skuteczność umowy o przejęcie długu zależy od zgody wierzyciela, a wierzyciel zgody odmówił, strona, która według umowy miała przejąć dług, jest odpowiedzialna względem dłużnika za to, że wierzyciel nie będzie od niego żądał spełnienia świadczenia.” Oznacza to, że jeśli  bank „zapuka' do drugiego z dłużników, to będzie miał on podstawę do dochodzenia swoich roszczeń od małżonka, który poprzez spłatę zobowiązania miał uchronić go od takiego scenariusza. Pozostanie jednak droga sądowa, dlatego mimo wszystko najlepiej dogadać się z „eks” i rozwiązać kwestie majątkowe za obopólną zgodą.

Marcin Moneta

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 zbyszek_

Jakto kto? Kobiety!

! Odpowiedz
4 8 pyton112

A po to w ogóle ten sztuczny twór
Nazywany małżeństwo???

! Odpowiedz
20 16 glos_rozsadku

rozwód to patologia.

! Odpowiedz
4 20 mjwhite

Też tak myślałem dopóki się nie rozwiodłem.

! Odpowiedz
14 4 glos_rozsadku odpowiada mjwhite

a wiesz co Pan Jezus mówi na ten temat?

! Odpowiedz
8 13 nekroekonom odpowiada glos_rozsadku

A co nieżonaty fikcyjny nauczyciel z mitologii judeochrześcijańskiej może wiedzieć o małżeństwie i rozwodach?

! Odpowiedz
11 3 glos_rozsadku odpowiada nekroekonom

to jest Pan Bóg, który Cię ulepił, więc wie o Tobie absolutnie wszystko, znacznie więcej niz Ty sam wiesz o sobie.

! Odpowiedz
0 10 atari65xe odpowiada glos_rozsadku

...bo Kościół jest jak McDonalds ... niby dla wszystkich ale głównie dla rodzin z dziećmi...

! Odpowiedz
1 2 glos_rozsadku odpowiada atari65xe

no to chyba dobrze, że dba o bezbronne dzieci? Rozwody i inne patologie nie służą zdrowiu psychicznym dzieci. Wszystko potem odbija się w dorosłym życiu. Znam ludzi, którzy wyrośli w kochających się małżeństwach i oni są zauważalnie bardziej weseli i szczęśliwsi od innych.

! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz