Nadal jesteśmy na etapie wzrostowym epidemii w Polsce, spodziewamy się przyrostu zachorowań i wzrostu liczby pacjentów, którzy będą potrzebowali respiratora - mówił w sobotnim wywiadzie dla Radia Zet minister zdrowia Łukasz Szumowski.
Minister przypomniał, że w chorobie wywołanej wirusem niewydolność oddechowa przychodzi później. "Mamy 10 tys. łóżek w gotowości, mamy 1600 respiratorów, które czekają na pacjentów" - podał.
"Zaczynamy również przygotowywać się do ewentualnego wzrostu zapotrzebowania na te respiratory - chcemy być o ten jeden, dwa kroki do przodu" - zaznaczył. Pytany, czy oznacza to dodatkowe zakupy wyjaśnił, że będą to przesunięcia z tych miejsc, gdzie obecnie stoją niewykorzystane.
Minister zdrowia podkreślił, że sprzęt dokupowany jest cały czas. "Mamy zakontraktowane ok. 1000 dodatkowych respiratorów" - podał.

Szumowski powiedział, że obawia się świąt i nieprzestrzegania reguł, co będzie oznaczało wzrost zakażeń. "Miesiąc po tych długotrwałych spotkaniach przy stole - bo to tak wygląda - możemy mieć kilkadziesiąt tysięcy chorych więcej, niż moglibyśmy mieć, co oznacza, że część z tych osób umrze" - powiedział.
Ocenił, że nadal grozi nam "scenariusz włoski" epidemii koronawirusa i jeszcze raz podkreślił, że wiele zależy naszego zachowania podczas świąt. "Jeżeli np. będziemy mieli długotrwałe spotkania przy stole wielkanocnym, to grozi" - powiedział pytany o "scenariusz włoski".
"Jeśli będziemy mieli zapaść gospodarczą, nie będzie środków na medycynę"
Minister zdrowia pytany był o głosy, że po Świętach Wielkanocnych nastąpi poluzowanie pewnych restrykcji.
Szumowski zaznaczył, że obecne będą obowiązywać co najmniej do 19 kwietnia. Podkreślił przy tym, że należy zważyć dwie rzeczy: epidemię koronawirusa, ale także sytuację gospodarczą.
"Mamy sytuację, w której jeżeli gospodarka nie ruszy, jeżeli będziemy mieli tragedię i zapaść gospodarczą, będą umierali ludzie na inne choroby" – mówił. „Potrzebujemy bardzo dużych środków na medycynę, na leczenie ludzi. W związku z tym, jeżeli będziemy mieli całkowitą zapaść gospodarczą, tych środków po prostu nie będzie” – dodał.
Na pytanie, gdzie widzi obszary, w których można obostrzenia poluzować, odparł, że jest to kwestia uwolnienia pewnych sektorów gospodarczych. „Pewne sklepy, być może, muszą być uruchomione. W końcu możemy zastosować pewne rygory wejścia do takiego sklepu czy obuwniczego, czy galanteryjnego, czy odzieżowego, czy meblowego” – wskazał Szumowski.
Dopytywany o galerie handlowe, zaznaczył, że są one specyficznym miejscem, ale nie chce teraz dywagować, czy „tak”, czy nie”. Na temat kwestii zakładów kosmetycznych czy fryzjerskich, zaznaczył, że trudno mu jeszcze powiedzieć. „Jak pani widzi, obciąłem się sam przedwczoraj” – dodał, zwracając się do prowadzącej program.
Minister zdrowia podkreślił, że ważne jest, aby można było zastosować rygory dotyczące np. zakrywania twarzy, zachowania odstępu i ograniczenia liczby osób w pomieszczeniu. Zwrócił uwagę, że kluczowa jest sytuacja zakładów pracy, możliwość pójścia do pracy.
W czwartek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że po Świętach Wielkanocnych rząd przedstawi plan powrotu do "nowej rzeczywistości gospodarczej". Zaznaczył, że będzie to plan "bardzo logiczny, uporządkowany, przedyskutowany z ekspertami i od zdrowia, i od gospodarki, i od spraw społecznych".
"Jeżeli ceny maseczek wykroczą poza rozsądny zakres, będziemy je regulowali"
Minister zdrowia zapytany został o obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscu publicznym, który rząd wprowadza od czwartku 16 kwietnia.
Na uwagę, że wcześniej mówiono, że to niewiele daje, odparł: „Bo to wcześniej niewiele dawało i to jest wszystko spójne z punktu widzenia medycznego”. Jak zaznaczył, gdy było bardzo niewielu chorych, był „pomysł”, że maseczka może ochronić. „Maseczka nas nie ochroni. Teraz też ta maseczka nas nie ochroni. Ona ochroni innych” – wyjaśnił.
Dodał, że pojawiają się doniesienia, iż osoba, która szybko się przemieszcza, może zostawiać za sobą chmurę cząsteczek wirusa w odległości 2-4 metrów. „Jeżeli zasłoni twarz, jeżeli osłoni nos i usta, to ograniczy chmurę wirusa w sposób istotny. Nie zredukuje jej do zera, bo musiałaby mieć pełen strój ochronny, a nie ma takiej możliwości, żeby chodzić po ulicy w pełnym rynsztunku” – podkreślił.
Jak przypomniał, rygor ten obowiązywać będzie w miejscach publicznych, ale jeśli pracodawca uzna go za możliwy i konieczny, również może go zastosować. „My do tego namawiamy, ale też są przecież obszary i sektory, gdzie po prostu się nie da albo gdzie są inne środki ochrony” – dodał.
Szef resortu zdrowia był też pytany o to, czy planowane jest uregulowanie cen maseczek. "Pamiętajmy, że część zakładów produkuje różne typy maseczek, to są czasami maseczki z materiału, które są droższe i chirurgiczne, które są tańsze. Maseczka maseczce nierówna. Musimy mieć takie maseczki z certyfikatem dla służby zdrowia. W przestrzeni publicznej najlepiej sprawdzają się maseczki materiałowe czy chustki, które można uprać, wygotować, dlatego że te chirurgiczne używamy przez godzinę, dwie i wyrzucamy" - powiedział.
"Jeżeli ceny maseczek wyjdą poza rozsądny zakres, to będziemy je regulowali. Natomiast wszelkie regulacje centralne rynku, odgórne zawsze obawiam się, że mogą spowodować wręcz ograniczenie dostępu, a nie poprawę. Jeżeli od środy czy czwartku te ceny by szybowały, możemy wprowadzić ceny odgórne" - zapowiedział.
Przypomniał, że był wprowadzony zakaz sprzedaży maseczek na popularnych platformach zakupowych. "Ten handel uwolnimy. Im większa dostępność, tym ceny są niższe" - powiedział.
Szumowski był też pytany o sytuację szpitala w Radomiu, który stanowi poważne ognisko koronawirusa na Mazowszu, zakażenie potwierdzane jest u kolejnych pacjentów i personelu. "Każda placówka ochrony zdrowia jest niestety znacznie bardziej ryzykownym miejscem. Ryzyko zakażenia personelu medycznego jest tu znacznie wyższe. Służby sanitarne izolują osoby, które są z kontaktu, decydują o tym, na ile ten kontakt jest bezpośredni. Bo pamiętajmy, że widzenie się na jednym korytarzu z osobą chorą nie oznacza, że jesteśmy osobą z bliskiego kontaktu. Natomiast jeżeli mieliśmy fizyczny kontakt, opiekowaliśmy się pacjentem bez ochrony, to wtedy tak, oczywiście, te osoby muszą być izolowane od innych" - wskazał.
"To, co mówi konsultant krajowy ds. chorób zakaźnych, prof. Andrzej Horban: oni codziennie stykają się z pacjentami zakażonymi, nie mogą być ewakuowani, nie są w kwarantannie, bo na tym polega ich praca" - powiedział Szumowski.
Dodał, że trzeba mieć wiarę w to, że służby sanitarne wiedzą kogo izolować, a kogo nie.
Podczas upamiętnienia katastrofy odległości powinny być większe
Szumowski, pytany o uroczystości upamiętniające 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej, podczas której kilkunastu polityków PiS było w jednym miejscu i nie stosowali odpowiedniej w czasie pandemii odległości od siebie, przyznał, że "te odległości powinny być na pewno większe".
Zaznaczył, że była to 10. rocznica tragedii, która dotknęła Polskę, i zawsze setki osób uczestniczyły w uroczystościach upamiętniających tę tragedię.
"Teraz pan premier w imieniu całego rządu składał wieniec, było tam raptem kilkanaście osób" – mówił. "Pamiętajmy, że jest to symboliczne uczczenie tragedii tych ludzi, którzy zginęli" – przekonywał.
"Można było zrobić to pojedynczo lub w nieco większych odstępach" – przyznał.
Pod koniec przyszłego tygodnia rekomendacja ws. wyborów
Szumowski był pytany o to, czy rząd i kierownictwo PiS poprosili go o wydanie rekomendacji ws. wyborów z sugestią, że się do niej dostosują, czy że tylko wezmą ją pod uwagę.
"Akurat ja powiedziałem, że dam rekomendację, nikt mi tego nie nakazywał. Uważam, że to jest odpowiedzialność, która na mnie ciąży, żeby powiedzieć, że tak, będziemy wybory robić, albo nie będziemy, w takiej czy innej formie" - odpowiedział.
"Pamiętajmy, że będziemy mieli taki stan epidemii - w mojej ocenie - przez najbliższy rok. I teraz nie bardzo wiem, jakie propozycje mamy na taką sytuację. (...) Patrząc na to z punktu widzenia medycznego uważam, że to jest jedyna forma (korespondencyjna, PAP), którą przez najbliższy rok będziemy mogli zastosować. To nie jest kwestia, czy stosować, bo rozumiem, że państwo jakoś musi funkcjonować" - wskazał.
Przypomniał, że szef Porozumienia, Jarosław Gowin złożył propozycję zmiany konstytucji, która zakłada przedłużenie obecnej kadencji prezydenta do 7 lat, a co za tym idzie przeprowadzenie wyborów dopiero za dwa lata. "Ja podpisałem się również pod tą propozycją i uważam, że jest ciekawa. Jeżeli się obawiamy, to mamy za dwa lata możliwość przeprowadzenia wyborów" - dodał.
Dopytywany, czy jest zwolennikiem tej propozycji, odparł, że PiS i Zjednoczona Prawica taki projekt zaproponowały. Jeszcze raz powtórzył, że jeżeli mamy przeprowadzać wybory w czasie epidemii, to jedyną bezpieczną formą są wybory korespondencyjne.
Poproszony o doprecyzowanie, czy jest zwolennikiem wyborów korespondencyjnych w dniu 10 maja, oświadczył: "tego nie powiedziałem, powiedziałem, że ta forma jest bezpieczna i bezpieczniejsza".
Na pytanie, kiedy wyda rekomendację w sprawie wyborów, poinformował, że prawdopodobnie pod koniec przyszłego tygodnia i będzie ona zależeć od tego, jak przebiegną święta i czas po świętach - na ile Polacy będą stosowali się do zakazów i jak rozwija się epidemia.
Ocenił też, że głosowanie korespondencyjne jest podobne do naszego obecnego funkcjonowania w czasie epidemii, czyli częstszego korzystania z handlu elektronicznego i zwiększonej liczby przesyłek.
Był też pytany o organizację punktów wyborczych w szpitalach. "Tak zawsze było. Nie można wykluczyć z funkcjonowania społecznego osób chorych, również tych na choroby zakaźne. Do tej pory nie byli wykluczeni, mimo tego, że mieli różne formy bardzo zakaźnych czasem chorób. To są szczegóły, które trzeba omówić, przedyskutować, trzeba wydać rekomendacje co do szczegółów" - stwierdził.
ago/ mok/































































