REKLAMA
FORUM FINANSÓW

Rosyjscy blogerzy wojskowi zdobyli zaufanie milionów. Kreml wie, jak to wykorzystać

2026-10-17 18:46
publikacja
2026-10-17 18:46
Dodaj Bankier.pl w Google

Rosjanie bardziej ufają blogerom wojskowym niż innym mediom. Wierzą, że mają informacje z pierwszej ręki, a fakt, że czasem krytykują władzę podnosi ich wiarygodność – wyjaśnia Maria Domańska z OSW. Jednego z nich – współzałożyciela kanału Rybar na Telegramie – w tym tygodniu wydalono z Czarnogóry.

Rosyjscy blogerzy wojskowi zdobyli zaufanie milionów. Kreml wie, jak to wykorzystać
Rosyjscy blogerzy wojskowi zdobyli zaufanie milionów. Kreml wie, jak to wykorzystać
fot. Vyacheslav Prokofyev / / TASS

W tym tygodniu rosyjski bloger Michaił Zwinczuk wraz z czterema innymi Rosjanami został zatrzymany w Czarnogórze, a następnie wydalony z kraju.

Jak informowała czarnogórska policja, aresztowania dokonano w nadmorskiej miejscowości Risan. Według władz grupa była podejrzewana o działania mogące destabilizować kraj. Zwinczuk twierdził, że przyjechał do Czarnogóry, by nakręcić film dokumentalny o klasztorze w Cetynii – podała czarnogórska telewizja RTCG.

Z analizy „Bohaterowie frontu informacyjnego” przygotowanej przez NATO Defense College wynika, że Michaił Zwinczuk jest byłym rosyjskim wojskowym, który służył w siłach specjalnych w Iraku i Syrii, a następnie pracował w strukturach informacyjnych Ministerstwa Obrony Rosji.

W 2018 r. wraz z Denisem Szczukinem założył kanał Rybar na Telegramie, publikujący mapy i analizy działań wojennych oraz komentarze dotyczące rosyjskich sił zbrojnych. Kanał obserwuje obecnie ok. 1,56 mln użytkowników.

Scammingout

Dr hab. Agata Domachowska, analityczka Instytutu Europy Środkowej specjalizująca się w polityce państw Bałkanów Zachodnich wskazała w rozmowie z PAP, że władze Czarnogóry podejrzewały, iż Michaił Zwinczuk prowadził na terenie tego kraju działania dezinformacyjne.

Miał też próbować poszerzać rosyjskie wpływy pod pretekstem realizacji materiału dokumentalnego. Premier Milojko Spajić oświadczył, że zatrzymanie i wydalenie Zwinczuka jest niezbędne do obrony interesów państwa.

W ocenie ekspertki działania Zwinczuka wynikały z faktu, że Czarnogóra intensywnie stara się zakończyć negocjacje akcesyjne z UE i przystąpić do Unii w 2028 r., a Rosja temu przeciwdziała.

Domachowska przypomniała, że w XIX wieku i na początku XX oba kraje były silnie związane, a Czarnogóra otrzymywała rosyjskie wsparcie. Relacje zaczęły się stopniowo rozluźniać, gdy Rosja traciła możliwości angażowania się w różnych częściach świata. – Od uzyskania niepodległości w 2006 r. Czarnogóra stopniowo zmieniała kierunek swojej polityki zagranicznej, dążąc do członkostwa w NATO i UE. Ważnym momentem były starania Czarnogóry o członkostwo w NATO, zakończone wstąpieniem w 2017 roku, czemu sprzeciwiała się Moskwa – wyjaśniła.

Zdaniem rozmówczyni PAP Rosjanie w Czarnogórze są wciąż bardzo widoczni, zwłaszcza w nadmorskich kurortach, takich jak Budva. Rosja inwestowała w czarnogórski sektor nieruchomości i turystykę, choć jej znaczenie gospodarcze zmniejszyło się wraz ze wzrostem roli innych partnerów zagranicznych. – Po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie do Czarnogóry przyjechało wielu Rosjan, w tym osoby pragnące uniknąć mobilizacji. W tym kraju nadal obecne są rosyjskie media – dodała.

Zdaniem analityczki działania Zwinczuka miały szansę paść na podatny grunt szczególnie wśród części społeczeństwa serbskiego. Ta grupa narodowa – wyjaśniła – jest drugą najliczniejszą po Czarnogórcach. Istotną rolę odgrywa również silna pozycja Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, powiązanej z Rosyjską Cerkwią Prawosławną, a także wciąż żywe idee panslawistyczne (głoszące jedność narodów słowiańskich, co jest często podnoszone przez ideologa Kremla Aleksandra Dugina i chętnie wykorzystywane przez Moskwę – PAP). – Zatem działalność Zwinczuka mogła mieć szansę powodzenia. Pod pretekstem realizacji materiału dokumentalnego mógł nawiązywać kontakty z osobami, które byłyby skłonne mu pomóc. Są to jednak kwestie związane z działalnością wywiadowczą, a więc wrażliwe, dlatego trudno przesądzać, z kim konkretnie mógł współpracować i jakie działania zamierzał prowadzić – podsumowała Domachowska.

Dr Maria Domańska z Ośrodka Studiów Wschodnich przyznaje, że rosyjscy blogerzy wojskowi, określani jako milblogerzy (ros. wojenkory) pod pozorem informowania o toczącej się wojnie pełnią przede wszystkim funkcję propagandową i mobilizacyjną: upowszechniają jednoznacznie prowojenne idee i mobilizują poparcie społeczne dla rosyjskiej armii na froncie.

– Jednoznacznie popierają działania wojenne i pozytywnie wypowiadają się o żołnierzach. Choć, co do zasady, ich przekazy są kontrolowane lub inspirowane przez Kreml, resort obrony czy rosyjskie służby, to jednak część z nich pozwala sobie na ostrą krytykę sposobu prowadzenia wojny, krytykę dowództwa wojskowego czy nawet kierownictwa państwa, wskazując na ich nieudolność i niezdolność do przełamania sytuacji na korzyść Rosji – wskazała ekspertka. Z tego źródła, dodała, nierzadko pochodzą stosunkowo wiarygodne informacje o problemach rosyjskiej armii na froncie, które nie pasują do oficjalnej propagandy.

Jako przykład jednego z tych „bardziej problematycznych” milblogerów ekspertka wymieniła Igora Girkina (Striełkowa), który – jak wskazała – pozwalał sobie na bardzo ostrą krytykę dowództwa wojskowego, a w pewnym momencie zaczął atakować również Putina. – Mimo dużej popularności i rozpoznawalności, którą zdobył między innymi dzięki udziałowi w nielegalnych operacjach zbrojnych Rosji w Donbasie od 2014 r., jego aresztowanie nie wywołało szczególnych protestów tego środowiska. Pokazuje to, że niezależność milblogerów ma wyraźne granice, a władze ostatecznie zachowują nad nimi kontrolę – zaznaczyła Domańska. 

Pytana, czym tłumaczyć wielomilionowe zasięgi milblogerów analityczka wskazała, że ich popularność wynika z faktu, iż rosyjscy odbiorcy zapewne bardziej ufają osobom prowadzącym kanały na Telegramie i innych platformach społecznościowych niż tradycyjnym mediom. – Wierzą w to, że blogerzy mają informacje z pierwszej ręki, ponieważ utrzymują bezpośredni kontakt z żołnierzami i środowiskiem wojskowym, podczas gdy telewizja może kłamać. Dodatkowo fakt, że niektórzy milblogerzy od czasu do czasu pozwalają sobie na krytykę władz, dodatkowo podnosi ich wiarygodność – wskazała Maria Domańska.

Z analizy NATO Defence College wynika, że część rosyjskich blogerów wojskowych publicznie krytykujących dowództwo armii w grudniu 2022 r. trafiła do zespołu powołanego dekretem Putina, zajmującego się m.in. mobilizacją i pomocą żołnierzom oraz ich rodzinom. W opracowaniu wskazano, że popularność milblogerów i ich zdolność do docierania do odbiorców niezadowolonych z oficjalnego przekazu pozwalają kanalizować krytykę błędów armii i przenosić odpowiedzialność na dowódców oraz urzędników, a nie na kierownictwo państwa. (PAP)

gr/ pś/

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
darius19
Car juz utylizowal 0,5 mln duszyczek. Ale oni zwyczajne.

Powiązane: Media społecznościowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki