Ostateczny koniec „frankowych” ustaw. Co będzie dalej?

analityk Bankier.pl

Uchwalenie przez Sejm okrojonej wersji projektu ustawy o wsparciu kredytobiorców kończy pewien etap w historii kredytów hipotecznych w Polsce. Nie będzie żadnego systemowego rozwiązania problemu, który trapi osoby spłacające zobowiązania zaciągnięte przed dekadą. Nie oznacza to jednak, że sprawa ucichnie – sądy nie będą przejmować się stabilnością sektora bankowego.

4 lipca parlament przyjął nowelizację ustawy o wsparciu kredytobiorców w trudnej sytuacji. Projekt ten nazywany był „prezydencką ustawą frankową”, chociaż zawierał tylko jeden, bardzo łagodny instrument mający zachęcić banki do zamiany zobowiązań opartych na walutach obcych na złotowe kredyty hipoteczne. I właśnie ten mechanizm (Fundusz Konwersji) usunięto z ostatecznej wersji aktu, pozostawiając jedynie narzędzia, które mają doraźnie wspomóc dłużników popadających w finansowe kłopoty.

(fot. Krystian Maj / FORUM)

Dziś niewielu już pamięta, że po „czarnym czwartku” w styczniu 2015 r. zaprezentowano wiele mniej lub bardziej skomplikowanych pomysłów na rozwiązanie problemu kredytów opartych na walutach obcych. Najpierw sięgano po węgierskie wzorce, proponując ustawową konwersję zobowiązań. Potem pojawiały się nieco węziej zakrojone opcje (np. ograniczenia przewalutowania do kredytów osób najmocniej obciążonych ratami).

Ostatnim akordem był projekt Kancelarii Prezydenta, zakładający, że banki dobrowolnie (chociaż zmuszane perspektywą użycia składanych na fundusz środków przez konkurentów) zachęcą klientów do zmian. Po niemal dwóch latach „w zamrażarce” dokument ten dotarł prawie do końca legislacyjnej drogi, ale już bez kluczowego elementu.

Co się proponuje kredytobiorcom?

W uchwalonej przez Sejm ustawie zmieniono zasady przyznawania pomocy kredytobiorcom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej. Rozróżniono dwa instrumenty:

  • Wsparcie – wypłacana przez Bank Gospodarstwa Krajowego kwota na wskazany przez bank-kredytodawcę rachunek. Wysokość wsparcia to maksymalnie 2000 zł lub kwota raty kredytu (jeśli jest niższa), a świadczenie wypłacane jest przez 36 miesięcy.
  • Pożyczka na spłatę zadłużenia – przeznaczana na spłacenie zobowiązania z tytułu kredytu mieszkaniowego, jeśli kredytobiorca sprzedał nieruchomość, a kwota uzyskana ze sprzedaży nie pokryła całego zadłużenia. Maksymalna kwota to 72 tys. zł.

Wsparcie będą mogli otrzymać zarówno korzystający z kredytu hipotecznego w złotych, jak i produktów denominowanych i indeksowanych walutami obcymi. Pożyczka, której nie przewidziano w poprzedniej, obecnie obowiązującej, wersji ustawy, przygotowana została przede wszystkim z myślą o „frankowiczach”, których dług wyrażony w złotych przekracza wartość nieruchomości.

W przypadku obu narzędzi obowiązują takie same zasady zwrotu środków. Kredytobiorca będzie:

  • rozpoczynał spłatę 2 lata po wypłacie ostatniej transzy pomocy,
  • spłacał należność w 144 nieoprocentowanych, równych ratach,
  • mógł liczyć na umorzenie części należności, jeśli spłaci terminowo 100 rat.

Warunkami wstępnymi, by móc starać się o wsparcie lub pożyczkę na spłatę zadłużenia są m.in.:

  • trudna sytuacja finansowa, rozumiana jako posiadanie statusu bezrobotnego przez przynajmniej jednego kredytobiorcę lub obciążenie ratą dochodów na poziomie co powyżej 50 proc. lub niski dochód po odjęciu raty kredytu (zdefiniowany w ustawie o pomocy społecznej).
  • brak prawa do innej nieruchomości.

W ustawie poprawiono kilka braków poprzedniego aktu. Rozszerzono katalog celów kredytu (wcześniej na pomoc nie mogli liczyć np. zaciągający zobowiązanie na remont), przewidziano procedurę dodatkowej weryfikacji wniosków o pomoc (stosując rodzaj „kary” finansowej dla banków niesłusznie odrzucających aplikacje) oraz doprecyzowano postępowanie wobec osób, których umowa kredytowa została wypowiedziana (jeśli stało się to po złożeniu wniosku, wypowiedzenie nie jest skuteczne).

Doraźna pomoc dla nielicznych

Nowelizacja ustawy niewątpliwie poprawia kiepsko skonstruowany mechanizm wsparcia kredytobiorców. Warto przypomnieć, że w lipcu 2019 r. specjalny fundusz dysponował ponad 600 mln zł wolnych środków, a otrzymujących pomoc było niewielu (mniej niż tysiąc dłużników). Z jednej strony zainteresowanie programem było niewielkie, a dodatkowo nie pomagał fakt, że banki w tym schemacie są sędzią we własnej sprawie, rozpatrując wnioski klientów.

Ze wsparcia zapewne skorzysta teraz więcej kredytobiorców, którzy popadli w tymczasowe kłopoty finansowe. Można się jednak zastanawiać, kto będzie gotów użyć drugiego instrumentu – pożyczki na spłatę „kredytowej nadwyżki”.

Przypomnijmy na czym polega problem znaczącej części kredytobiorców „frankowych”, raczej tej milczącej niż protestującej lub spierającej się z bankami w sądach. Po pierwsze, 100 tys. zobowiązań jest „pod wodą”. Klienci obciążeni długiem o wskaźniku LTV ponad 100 proc. nie mogą przenieść swojego kredytu do innego banku – instytucje nie są gotowe refinansować takich zobowiązań. Nie mogą również sprzedać mieszkania, spłacić długu i pozbyć się zobowiązania, chyba że zdecydują się z innych źródeł (np. oszczędności, sprzedaży innej nieruchomości) pokryć różnicę pomiędzy zadłużeniem a kwotą uzyskaną z transakcji. Teoretycznie to oni są adresatami pożyczki przewidzianej w uchwalonej przez Sejm ustawie. Można spodziewać się, że niechętnie „zaciągną kredyt na kredyt” i zrealizują stratę dopóki są na stole inne opcje.

To rzesza klientów-zakładników – osób, które często nie mogą zrealizować swoich życiowych planów (np. związanych z powiększeniem rodziny), chociaż są w przeważającej mierze w dobrej sytuacji finansowej. Przeniesienie kredytu na nowe mieszkanie możliwe jest z kolei tylko przy dobrej woli banku.

Po drugie, malejąca, ale wciąż bardzo liczna grupa kredytobiorców nadal narażona jest na poważne ryzyko. Jeśli powtórzy się „czarny czwartek”, być może dodatkowo w czasach znacznie gorszej koniunktury, klienci mogą nie być w stanie podołać spłatom. Już dziś raty poważnie obciążają ich dochody. Zwraca na to uwagę chociażby KNF w raportach podsumowujących sytuację banków, także w ostatniej edycji analizy ("Frankowy problem na 5 wykresach"). Ustawowe wsparcie nie zmieni trwale ich sytuacji, najwyżej pozwoli odwlec niewypłacalność o kilka lat. W najbardziej optymistycznym scenariuszu doraźna pomoc umożliwi przetrwanie przejściowego umocnienia się franka.

Teraz ważne będą sądy

Obserwujący powolne prace nad prezydenckim projektem nie byli zapewne zaskoczeni usunięciem z niego elementu, który miał „zdestabilizować sektor bankowy”. Ostateczny koniec próby systemowego rozwiązania problemu kredytów opartych na walutach obcych nie oznacza jednak, że frank szwajcarski przestanie być gorącym tematem. Teraz uwaga kredytobiorców i banków skupiać się będzie na salach sądowych.

Już w lipcu czeka nas ważne wydarzenie – Trybunał Sprawiedliwości UE odpowie na pytania zadane przez jednego z polskich sędziów. Opinię w tej sprawie przedstawił już Rzecznik Generalny TSUE. Bankowcy alarmują, że jeśli rozstrzygnięcie będzie zbliżone do majowej opinii, banki mogą stracić nawet 60 mld zł. Co ciekawe, zbliżone szacunki słyszeliśmy już kilka lat temu przy okazji prac nad jedną z wersji ustaw mających systemowo rozwiązać problem.

Tym razem obawy dotyczą możliwości orzekania przez sądy, iż klauzule dotyczące przeliczania walut są abuzywne i nie obowiązują klientów. Jeśli nie uzupełni się „luki” w kontrakcie, kredyt staje się zobowiązaniem w złotych, ale opartym na oprocentowaniu bazującym na stawce LIBOR CHF. Pojawiły się już głosy ekspertów wskazujące, że takie sądowe rozstrzygnięcia są pozbawione ekonomicznego sensu, a waluta zobowiązania i odpowiednia stopa procentowa to nierozłączna para. Ten tok myślenia jest jednak charakterystyczny dla finansistów, a nie dla sądów, które kierują się obowiązującym prawem.

Przypomnijmy, że sędzia rozstrzygający konflikt na linii klient-bank nie bierze pod uwagę stabilności systemu bankowego, skupia się na konkretnej sprawie. Warto też podkreślić, że:

  • Zgodnie z unijną dyrektywą o nieuczciwych warunkach umownych usunięcie niedozwolonej klauzuli służy nie tylko przywróceniu naruszonej (na niekorzyść konsumenta) równowagi, ale ma także odstraszać przedsiębiorców przed stosowaniem nieuczciwych klauzul.
  • Nie jest istotne, czy „wyedytowana” przez sąd umowa ma sens biznesowy. Argument, że „nikt nie udzieliłby kredytu w złotych z oprocentowaniem opartym o LIBOR” jest chybiony.
  • Uczciwość fragmentów umowy ocenia się na dzień podpisania kontraktu, a skutki uznania ich za niedozwolone na moment rozstrzygnięcia sprawy.
  • Nie jest istotne, czy przedsiębiorca używający niedozwolonej klauzuli w umowie wykorzystał stwarzane przez nią możliwości (np. narzucając nierynkowe kursy wymiany walut). Liczy się fakt wpisania szkodliwego fragmentu do kontraktu.

Jest prawdopodobne, że rozstrzygnięcie TSUE będzie impulsem, który jakościowo i ilościowo zupełnie zmieni obraz sądowych sporów banki-konsumenci. Powtórzy się, w nieco innej formie, przypadek rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, który „wyhodował” sobie, unikając wypłacania adekwatnych świadczeń, prężnie działający ekosystem kancelarii odszkodowawczych. Niskie koszty wejścia (wynikające z konkurencji w obsłudze walutowych pozwów) przy potencjalnie sporych korzyściach w razie pomyślnego zakończenia sprawy, zachęcą nawet dotychczas biernych kredytobiorców do podjęcia ryzyka.

Warto podkreślić jednak, że każda sprawa rozstrzygana jest indywidualnie, a sąd bierze pod uwagę niepowtarzalne (mimo podobnych rysów) okoliczności. Jest pewne, że bankowi prawnicy będą wykorzystywać każdą możliwość, by podważyć argumenty kredytobiorców lub co najmniej wydłużyć drogę do ostatecznego rozstrzygnięcia. Dlatego nawet najbardziej „prokonsumencka” decyzja trybunału nie oznacza, że sądy będą automatycznie w ten sam sposób rozstrzygać pozornie podobne spory. O kredytach hipotecznych sprzed dekady będziemy dyskutować jeszcze przez wiele lat.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 adam987

Mi tam się wydaje, że sprawy o kredyty frankowe powinny być coraz łatwiejsze. Zapewne dużo w tym pomoże werdykt jaki wydało TSUE. Moją sprawę prowadzi Pani mecenas Emilia Bartkowiak z Kancelarii Rafała Sangowskiego i jestem spokojny.

! Odpowiedz
14 2 caesar_m

W kredytach bankowych mamy co najmniej dwie strony tej samej świni.
1. Zasadniczo biorący kredyt we frankach wiedzieli lub przy zachowaniu racjonalnej staranności powinni wiedzieć że zakładają się o kurs franka i faktycznie znacząca większość tę świadomość miała i śmiali się w głos z frajerów płacących wyższe koszty w kredytach złotówkowych. Nadal chyba(?) koszty bieżące są niższe. Nie widzę żadnego powodu dla wspierania tej akurat grupy kredytobiorców z publicznych (czyli również moich ) pieniędzy.
2. Banki od czasu dekretu Barcelowicza-Jaruzelskiego stoją w bardzo uprzywilejowanej pozycji w stosunku zarówno do kredytobiorcy jak i deponenta. W wypadku kredytów we frankach w szczególności jest to uwidocznione : całe ryzyko pozostawiono po stronie Klienta (w części nieświadomego w pełni zakresu ryzyka) a wszelkie zyski zagwarantowano bankom. Dobrze że obecnie koszty części owego ryzyka jednak sądy przesuwają na banki ale to zdecydowanie za mało. Bo USTAWOWO dotyczyć to powinno całości działalności banków ale również np funduszy inwestycyjnych, ubezpieczeń i likwidacji szkód (np : próba zaniżenia odszkodowania za szkodę więcej niż 50% powinna być ścigana jako zuchwałe wyłudzenie i karana 100 krotną grzywną dla firmy i więzieniem dla likwidatora i jego przełożonego), w sklepach - gdzie klient któryc chowa batonik do kieszeni jest (co oczywiste) złodziejem, ale market naliczający w kasie wyższe ceny niż na półce popełnia nieistotną pomyłkę kiedy mamy de facto z oszustwem na wielką skalę....

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 37 tomi44g

Gdyby banki uczciwie przyznały się do kombinowania i zaproponowały rozwiązanie problemu które by ich kosztowało (i kosztowało by frankowiczow ale z umiarem) to sprawa nie wylądowała by w TSUE. A tak to niech płacą. W Wielkiej Brytanii też był skandal z PPI i do tej pory banki zwracają kasę.

! Odpowiedz
5 28 jasiek2017

01.07.2006

Komunikat KP PiS dotyczący zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego
Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań.

Klub Parlamentarny PiS podchodzi krytycznie do tego zalecenia z co najmniej kilku powodów:

1. Rozwiązanie problemu deficytu mieszkaniowego w Polsce ma dla nas priorytetowe znaczenie, a walutowe kredyty mieszkaniowe były niewątpliwe czynnikiem sprzyjającym nabywaniu mieszkań po znacznie niższych kosztach Rekomendacja S przyjęta przez Komisję Nadzoru Bankowego będzie sprzyjała utrwaleniu ograniczenia dostępności do kredytów.

2. Zalecenie Komisji Nadzoru Bankowego nie znajduje żadnego potwierdzenia ani uzasadnienia w wynikach finansowych banków. Kondycja finansowa sektora bankowego w Polsce jest znakomita. Z powszechnie dostępnych materiałów jasno i wyraźnie wynika, że gwałtowny wzrost liczby udzielanych kredytów mieszkaniowych nie zaszkodził płynności finansowej banków. Nie podzielamy argumentacji Komisji Nadzoru Bankowego dotyczącej rzekomego zagrożenia dla sytemu bankowego. W 2005 roku banki zarobiły aż 9,2 mld zł. Zysk wzrósł w ubiegłym roku o 28,9 proc. w porównaniu z 2004 rokiem. Banki komercyjne zarobiły 8,695 mld zł, a spółdzielcze - 509 mln zł. Na rekordowo dobre wyniki wpływ miał wzrost dochodów z kredytów konsumenckich oraz mieszkaniowych, a także z opłat i prowizji. Udział kredytów zagrożonych obniżył się na koniec 2005 roku do 11 proc. z 14,9 proc. na koniec 2004 roku. Wyniki 2006 roku nie powinny być gorsze, możliwe jest utrzymanie obecnej dynamiki wzrostu zyskowności netto, a wynik może przekroczyć 10 mld zł. Dlatego też nie podzielamy przedstawionej przez Komisję Nadzoru Bankowego argumentacji dotyczącej troski o trwałość i bezpieczeństwo finansowe kredytobiorców i banków.

Stanowisku Komisji Nadzoru Bankowego przeczą również dane Związku Banków Polskich. Opierając się na tych danych troska Komisji Nadzoru Bankowego wydaje się być nieuzasadniona. W pierwszym kwartale 2006 Polacy zaciągnęli 53 tyś kredytów hipotecznych o łącznej wartości ponad 7, 1 mld i w żaden negatywny sposób nie wpłynęło to na płynność finansową banków. Co więcej szeroka dostępność do kredytów walutowych przyczynia się do stałego wzrostu konkurencji pomiędzy bankami i spadku oprocentowania kredytów.

3. Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość podziela opinie wielu ekspertów ekonomicznych, mówiące o negatywnych skutkach „Rekomendacji S”. Specjaliści z Centrum im. Adama Smitha, podkreślają niebezpieczeństwo związane z ograniczeniem konkurencyjności na rynku bankowym Zalecenie KNB skutkować może stworzeniem podwójnych standardów na rynku usług bankowych, gdyż rozwiązanie to jest korzystne przede wszystkim dla dużych banków, a ewidentnie niekorzystne dla małych i średnich banków oraz tych z krótkim stażem na polskim rynku.

Niekorzystnym skutkiem „Rekomendacji S” może być sytuacja, w której znaczna część średnio zarabiających Polaków nie będzie w stanie uzyskać dostępu do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów. Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom. Po wejściu w życie tych zmian nastąpi dalsza monopolizacja rynku usług bankowych, a konsekwencje odbiją się na kieszeni klienta. Zalecenie Komisji Nadzoru Bankowego doprowadzić może także do niemożności udzielania kredytów walutowych przez mniejsze banki, które, ażeby utrzymać się na rynku będą zmuszone do podwyższenia oprocentowania kredytów we frankach , co może oznaczać dla nich utratę większości klientów, a w skrajnych przypadkach bankructwa.

4. Podstawowe uzasadnienie Komisji Nadzoru Bankowego „Rekomendacji S” powołujące się na ogromne ryzyko związane przede wszystkim z nagłymi spadkami wartości walut, możliwością znacznego podniesienia stóp procentowych przez zagraniczne banki centralne, a także na możliwy znaczny spadek wartości złotówki, nie znajduje potwierdzenia w danych makroekonomicznych. Oczywiście nie możemy nie dostrzegać tego ryzyka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ciągły wzrost gospodarczy naszego kraju, niską inflację i umacniającą się złotówkę, to obawy Komisji Nadzoru Bankowego nie znajdują potwierdzenia w faktach.

5. Komisja Nadzoru Bankowego poprzez swoje niejasne i nie znajdujące poparcia w faktach działania udowadnia, że realizuje jedynie interes korporacyjny banków. Stawia ona interes największych sieci bankowych ponad interesem zwykłych obywateli i interesem publicznym. Trudno dostrzec w polityce Komisji Nadzoru Bankowego uwzględnianie postulatów i fachowych opinii niezależnych ekspertów. Działania Komisji nie wychodzą poza ramy wyznaczane przez Radę Polityki Pieniężnej. Nie może nas to zbytnio dziwić, gdyż Komisja Nadzoru Bankowego i Rada Polityki Pieniężnej są ze sobą ściśle powiązane, chociażby osobą Prezesa Pana Leszka Balcerowicza.

6. Przypadek „rekomendacji S” doskonale obrazuje poważne mankamenty obecnego systemu bankowego. Tak długo jak organy nadzoru będą ściśle związane z organami wyznaczającymi główne cele polityki pieniężnej oraz powiązane mniej lub bardziej formalnymi więzami z prywatnym systemem bankowym, nie będziemy mogli mówić o niezależnym i obiektywnym nadzorze. Widząc niedoskonałości obecnych regulacji prawnych w tejże materii, Prawo i Sprawiedliwość przygotowało projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, nad którym toczą się prace w Parlamencie, które powinny zostać jak najszybciej zakończone. Uważamy, że zintegrowany nadzór bankowy będzie stał na straży interesu publicznego i nie będzie chronił partykularnych interesów poszczególnych banków.

7 .Klub Parlamentarny PiS chroniąc interesy szerokich grup społecznych zainteresowanych uzyskaniem dostępu do taniego kredytu uważa, że w obecnej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej powinna obniżyć zbyt wysokie stopy procentowe. Postulat PiS znajduje uzasadnienie w raporcie OECD, która w swym najnowszym opracowaniu ogłoszonym 28 czerwca 2006 roku krytykuje NBP za zbyt restrykcyjną politykę pieniężną, w sytuacji, gdy inflacja należy do najniższych w Europie (0,9 proc w maju) i nawołuje do obniżki stóp procentowych. Tak stanowcze stanowisko OECD wzmacnia naszą argumentacje i postulaty

8 .Po tym niezrozumiałym z wielu względów zalecaniu KNB Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość może jedynie apelować do Rady Polityki Pieniężnej o obniżenie stop procentowych. Zdajemy sobie sprawę, że w chwili obecnej może to być jedyna szansa na obniżenie kosztów kredytu, co da szansę tysiącom Polaków na nabycie względnie tanio własnego mieszkania.

/-/ Przemysław Gosiewski
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego
Prawo i Sprawiedliwość

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 25 eireirlpol

Papier i wnioski napisał jakiś bankier lub inny finansista, ten się podpisał, bo mu się ktoś przyszedł na skargę, że się zadłużyć nie może i tak powstała wpis. To pokazuje tylko, jak wykształcone mamy elity polityczne. Z jednej i drugiej strony. A ludzie dają się wciągać w te gierki jakby to rzeczywiście o nich chodziło, a nie o koryto. Jeszcze raz napiszę, dokształcać się samemu i nikomu nie ufać w kwestiach finansowych czy też politycznych.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 44 eireirlpol

Najpierw należało by się nauczyć pewnych podstawowych zachowań-braku zaufania do instytucji publicznych. Co mnie niezmiernie zadziwia to ta ufność kładziona przez ludzi(nie obywateli polskich, ale ludzi na całym świecie), że politycy, bankierzy i inne takie organizację beda działać z uwzględnieniem interesów suwerena. Oczywiście, że będą wykazywali jakieś pozrne ruchy w celu wrzucenia do urny wyborczej kartki z krzyżykiem przy liście ich partii.

Zatem widocznie PiS obliczył sobie, że frankowcy nie są ich grupą docelową, gdyż to ci lepiej wykształceni z dużych miast, bądź stanowią tak mały elektorat ogólnie, że nie warto sobie nimi zaprzątać głowy.

Przejdźmy teraz do kwestii zasadniczej -sprzedawcy marzeń. Bankierzy i ich przetrenowani po tygodniowym kursie sprzedawcy kredytów lub innych instrumentów finansowych.
Otóż nic co się dzije w Polsce nie jest nowe. Takie rzeczy działy się na całym świecie. Sprywatyzować zyski, uspołecznić starty. Tak działa współczesne niewolnictwo. Najpierw sprzedaje się marzenia(np o własnym mieszkaniu, o emeryturze jak w wypadku polisolokat) łapie rybkę na haczyk i ciągnie. I to wcale nie chodzi o spłacenie kredytów ale o przynoszenie pieniążków od odsetek do banku.Zatem póki wszyscy grzecznie noszą, gdyż boją się utracić swoje drogocenne mieszkanie(co pokazuje jakie ono jest ich), nikt nimi się przejmowac nie bedzie. Tyrac i tyrać w pogoni za marzeniami. Nie lepiej zbankrutować i zacząć życie od nowa.

Dziwni mnie tylko to, że przez tyle lat naszej historii Polacy wciąż wierzą w uczciwość rządów, polityków ze wszystkich stron sceny i bankierów.

Przecież nikt przytomny nie będzie zadzierał z finasjerą, bo, że jakis tam trybunał wydał wyrok, to można się łudzić, że się ktoś dostosuje, ale spróbujcie wprowadzić w życie to zobaczcie na przykładzie Turcji ile kosztuje przeciwstawienie się finansjerze. Czy drodzy kredyciarze złtówkowi stać was na wzrost stóp procentowych do 26%. Po ile wtedy beda wasze raty. Lepiej pilnować sibie niż przegranej sprawy.

https://www.bogaty.men/wp-content/uploads/2019/06/irl10-debt-slaves-pig.jpg

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
25 22 oklahoma_kid

postępowcy frankowi sprzed ~12 lat, postępowcy bitcoinowi to samo za ileś lat (już tam zdaje sie coś padło)

! Odpowiedz
4 33 ja-gna

zapomniałeś dodać, że rynek bitcoinów nie jest nadzorowany. Banki i owszem.

! Odpowiedz
2 44 ja-gna

Wlasnie w tej chwili na deskach SA padł Millennium. Umowa niewazna.

! Odpowiedz
8 5 qrara

Milenium zawsze przegrywał. Inaczej to wyglądało, kiedy pozwamym był Raiffeisen lub mBank.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne