REKLAMA
HIPOTEKI

Miasto o zmroku

2011-03-07 11:30
publikacja
2011-03-07 11:30

Neony były wizytówką wielu miast PRL-u. O prymat ścigały się Warszawa i Katowice, zwane nawet „miastem tysiąca neonów”.

Podobno – przeliczając ilość neonów na metr kwadratowy – było ich tutaj więcej niż w stolicy. Cenili neony polityczni prominenci. Przykładem Edward Gierek, który świetlnymi reklamami postanowił przyozdobić rodzinny Sosnowiec. Technologia była droga (inaczej niż dzisiaj), niemniej niejeden sklep mięsny (cóż, że w środku pustki) neonem się reklamował. Neony traktowano z całą powagą i wyjątkowo dbano o wysoki poziom ich wykonania. Projektowali je artyści-graficy, zatwierdzał architekt miejski. Każdy nowy znak świetlny musiał komponować się z tymi, które już istniały na ulicy.

Warszawę neony opanowały na dobre, gdy zakończył się socrealizm, i miasto, po śmierci Stalina, poczuło powiew nowoczesności. Neon stał się jej symbolem. W latach 50. w stolicy rozpoczęło działalność Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowe „Reklama”, które oświetliło m.in. Pałac Kultury i Nauki oraz wykonało na MDM-ie słynną Siatkarkę (1961). Dzisiaj neonowcy z „Reklamy” remontują swoje dawne dzieła. O jednym z nich, Stanisławie Paradowskim, krótki film zrobiła w zeszłym roku Anna Brzezińska (Neonowiec). Pracę neonowców przypomniał także reportaż Brzezińskiej zamieszczony w Życiu Warszawy. Pojawia się w nim jeszcze jedna postać – Ilona Karwińska, polska artystka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, która od kilku lat neony systematycznie fotografuje.
Pierwszym fotograficznym trofeum Karwińskiej miał być Berlin, wiszący nieopodal placu Konstytucji w Warszawie. Gdy jednak przybyła na miejsce, neonu już nie było. Na jednym z podwórzy artystka znalazła zdemontowane litery. Tak trafiła do warsztatu „Reklama”, gdzie napisowi przywrócono dawną świetność.

Gąska Balbinka, Łódź. Fot. Ilona Karwińska


Swoje fotografie Ilona Karwińska pokazała najpierw w Londynie. Niedługo potem wystawę Polski neon przeniesiono do Pałacu Kultury (2007), a obecnie w Muzeum Architektury we Wrocławiu można zobaczyć jej drugą odsłonę. Oprócz neonów warszawskich, od których wszystko się zaczęło, są przykłady z Katowic, Łodzi, Białegostoku i Wrocławia (wrocławskie ZOO). Na sali stoją także prawdziwe neony: odrestaurowany Berlin, Kino Praha i Restauracja Ambasador (ostatni odnowiony dzięki staraniom Ambasadora Luksemburga).

Zoo, Wrocław. Fot. Ilona Karwińska


Tekst miasta

Ratując neony od zapomnienia Ilona Karwińska czyni tematem swoich zdjęć ulicę i typografię miejską. Oglądamy tekst miasta – poezję dla oka, w którą nocą zanurza się przechodzień. Fotografie składają się na wielkie archiwum czcionek i krojów pisma. Projekt artystki widzieć można w kontekście hiperrealistycznych obrazów Roberta Cottinghama, przedstawiających miejskie napisy (szyldy, neonowe reklamy, itp.), w tym serii Amerykański alfabet, na którą składają się litery neonów ułożone w porządku alfabetycznym.

Neony, które artystka znajduje na ulicach, przenoszą nas w przeszłość – do świata, gdzie panował głód konsumpcji, i gdzie pustki w sklepach kompensowała nie tyle reklama (zważywszy szczupłość asortymentu), co sztuka reklamy. Neony były świadectwem tęsknoty PRL-u za zachodnim stylem życia. Jednak dzisiaj to my patrzymy na nie z nostalgią, zmęczeni „ometkowanym” chaotycznie miastem, w którym reklama ze sztuką przestaje mieć cokolwiek wspólnego. Fotografie Karwińskiej przedstawiają odchodzący świat. Nie ma już ani neonu, ani budynku warszawskiego Supersamu, zburzonego w 2007 r. Nie ma neonu Maszyny do szycia – napis zniknął w tym samym roku. Świecą już tylko na jej zdjęciach.

Maszyny do szycia, Warszawa. Fot. Ilona Karwińska


Swobodna gąska

Chociaż Karwińska unika fotografowania postaci, to dzięki kolorowym światłom uśpione miasto okazuje się pełne życia. Neony nawołują niewidzialnych przechodniów. Budują przestrzeń, nadając jej niepowtarzalny charakter. Central Tęcza z Białegostoku zadziwia rozmachem. Skradający się włamywacz z neonu PZU we Wrocławiu intryguje dowcipem. Podobnie Gąska Balbinka, bohaterka słynnej w latach 60. dobranocki, która wciąż zdobi jedną z łódzkich kamienic. Przypomina, że znajdował się tam dawniej sklep z zabawkami.

Balbinka to jeden z bardziej niezwykłych neonowych „rysunków”, jakie się zachowały. Przyciąga wzrok swobodą formy i rozmiarem. Bo aż trudno uwierzyć, ale peerelowskie neony mierzyły niekiedy kilka pięter. Dość wspomnieć, że kiedyś w Warszawie na rogu Al. Jerozolimskich i Kruczej wisiał nad kwiaciarnią olbrzymi bukiet kwiatów, który zajmował, bagatela, trzy kondygnacje. Dzisiaj świeci w tym miejscu już tylko mała, banalna wiązanka tulipanów i to ją zastała Karwińska, gdy znalazła się na Kruczej w 2006 r. Nieistniejący już bukiet znamy jednak chociażby z czarno-białych zdjęć Zygmunta K. Jagodzińskiego, którego kilkadziesiąt lat temu również zafascynował klimat rozświetlonej neonami Warszawy, gdzie nocnego wędrowca zaskoczyć mógł i taki, niemal surrealistyczny obraz: rozpływająca się w mroku ulica i unoszący się wysoko wielki neon z butelką mleka, szklanką, głową byczka z koniczyną, czyli logo słynnego baru mlecznego „Krówka”.

Społem, Sam. Fot. Ilona Karwińska


Neonowy boom

Ilona Karwińska założyła niedawno Muzeum Neonów. Na razie wędrowne, ponieważ wciąż nie ma swojej stałej siedziby. W Warszawie chroni stare neony także Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie znalazło swoje miejsce archiwum Przedsiębiorstwa „Reklama”.

Nie tylko fotografowie przypominają nam o neonach. Dzięki Paulinie Ołowskiej odrestaurowano w 2006 r. wspomnianą Siatkarkę. Współpracując z firmą „Reklama” Ołowska stworzyła także za oknem Fundacji Galerii Foksal neonowy kolaż inspirowany świetlnymi reklamami lat 60. i 70. W październiku 2009 r. na Żoliborzu odsłonięto Światłotrysk Maurycego Gomulickiego. Ma ponad 17 metrów, kształtem nawiązuje do szklanki lemoniady, w której buzują bąbelki, i świeci na różowo.

Niemal równocześnie neonowy boom, który obserwujemy od dobrych kilku lat, doczekał się swojej parodii. Latem 2009 r. Tomek Saciłowski, w ramach akcji organizowanej przez Galerię Le Guern w jednym z warszawskich ogrodów działkowych, powołał do życia plenerowe Kino „Siekierki”, które reklamował neon. Był zrobiony z drutu i świec i jego zapalenie groziło pożarem (w nocnym kinie „Siekierki” wyświetlano horrory).

Supersam. Fot. Ilona Karwińska


Neonem posłużył się ostatnio także Rafał Jakubowicz, chociaż nie tyle z sentymentu dla reklam PRL-u, co w nawiązaniu do neonów artystów konceptualnych (przede wszystkim Bruce’a Naumana) oraz tradycji poezji konkretnej. Jego wystawa SP/ PS* (Galeria Le Guern, 2010) za punkt wyjścia przyjmuje rozważania Jerzego Ludwińskiego na temat sztuki pojęciowej. Wnętrze galerii pozostawia Jakubowicz zupełnie puste. Przenosi sztukę na zewnątrz i rozpuszcza ją w otoczeniu – dosłownie! Buduje neon, który składa się z napisanego w 8 rzędach słowa „Sztuka” (pismo Ludwińskiego), coraz bardziej nieczytelnego, tak że w końcu zostaje tylko falista linia. Napis – w kwietniu tego roku zainstalowany na fasadzie Centrum sztuki WRO – staje się najlepiej (nie)czytelny dopiero nocą. W dzień „Sztuka” gaśnie, by wieczorem pośród świateł reklamy znów wyłonić się i poszukać swojego nie-miejsca.

PZU, Wrocław. Fot. Ilona Karwińska


Patrycja Cembrzyńska

Źródło:
Tematy
Darmowe konto firmowe na stałe? Sprawdzamy najlepsze oferty
Darmowe konto firmowe na stałe? Sprawdzamy najlepsze oferty

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Warszawa

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki