Szanse na porozumienie w sprawie budżetu UE na lata 2028–2034 do końca roku są umiarkowane, a po braku przełomu na październikowym szczycie dalsze negocjacje przejmuje przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa - oceniły w rozmowie z PAP źródła z kręgów irlandzkiej prezydencji.


Październikowy szczyt Unii Europejskiej nie przyniósł przełomu w sprawie Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028-34. Jak usłyszała PAP w Dublinie, szanse na osiągnięcie kompromisu do końca grudnia 2026 roku są umiarkowane. – Zrobiliśmy co w naszej mocy, by uwzględnić stanowiska różnych krajów. Próba pogodzenia tak różnych interesów to czysta kwadratura koła - powiedział jeden z rozmówców z kręgów irlandzkiej prezydencji.
Miejmy nadzieję, że dojdzie do porozumienia przed końcem roku – dodał.
Gra o 1,6 bln euro w Brukseli
10 października przewodzący Radzie Unii Europejskiej Irlandczycy przedstawili nową wersję dokumentu negocjacyjnego, tzw. negotiating box, dotyczącą wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034. Odpowiadając na apele bogatych państw nazywanych „grupą skąpców”, Irlandczycy zaproponowali zmniejszenie wydatków o 8 proc., czyli o 141 mld euro, w porównaniu z pierwotnym projektem Komisji Europejskiej. Budżet miałby wynieść 1,62 bln euro wobec 1,76 bln euro proponowanych przez KE. Kwoty te podano w cenach stałych z 2025 r.
Największe oszczędności miałyby dotyczyć wydatków na konkurencyjność i bezpieczeństwo oraz działania zewnętrzne UE. Irlandzka prezydencja zachowała koperty narodowe w kształcie zaproponowanym przez Cypr (koperta finansowa dla Polski wynosi 123 miliardy euro). Przedstawiła też zmiany dotyczące nowych źródeł dochodów budżetu, w tym możliwość stopniowego wprowadzania wpływów z ETS dla części państw członkowskich.
Zdaniem źródeł w Dublinie „dokument negocjacyjny był dobrą, zrównoważoną propozycją kompromisu”. – Próbowaliśmy wyjść naprzeciw oczekiwaniom poszczególnych krajów, zgadując, co może być do zaakceptowania. Biorąc pod uwagę wielkie rozbieżności w stanowiskach poszczególnych krajów, trudno było oczekiwać porozumienia już na tym etapie. Negocjacje przejmuje teraz przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa. Wszystko w jego rękach – powiedział jeden z rozmówców z kręgów prezydencji.

Nasi rozmówcy w Dublinie zaznaczają, że „w UE jest silne pragnienie, by zakończyć negocjacje na grudniowej Radzie Europejskiej”, ale to będzie wymagało elastyczności ze strony poszczególnych stolic. – Przed nami jeszcze bardzo dużo pracy. Wiele zależeć będzie od tego, czym zakończy się kolejny szczyt poświęcony budżetowi w listopadzie – usłyszeliśmy.
Na zakończenie październikowego szczytu szef Rady Europejskiej Antonio Costa zapowiedział, że w ciągu kilku kolejnych tygodni przedstawi własną propozycję kompromisu. Szefowie rządów i głowy państw UE odniosą się do niej na dodatkowym szczycie budżetowym 26 listopada. Nie jest pewne, czy potencjalne kolejne cięcia obejmą także koperty narodowe oraz czy w związku z patem w sprawie nowych źródeł finansowania budżetu, Costa zaproponuje podniesienie składek do budżetu.
"Skąpcy" chcą ściąć aż 400 mld euro. Dublin nie przełamał impasu
Jeśli za podstawę weźmiemy propozycję KE z lipca 2025 roku – Polska składka do nowego siedmioletniego budżetu wynosić będzie średnio 16-17 mld euro rocznie.
Na razie dwa przeciwstawne obozy – „skąpcy” i „klub przyjaciół spójności” przyjęły nieustępliwe pozycje i nie zamierzają pójść na kompromis. Polska znajduje się w tej drugiej, liczącej 17 państw, grupie - stanowczo sprzeciwiającej się cięciom unijnych wydatków. Z kolei „skąpcy”, czyli Niemcy, Holandia, Austria, Dania, Szwecja i Finlandia opowiadają się równie stanowczo za ograniczeniem wydatków, argumentując, że stan finansów publicznych nie pozwala na tak duży budżet. Według informacji PAP żądają zmniejszenia budżetu UE o aż o 400 mld euro, ale to tylko pozycja wyjściowa.
Swoje „czerwone linie” ma też Polska – dotyczą one m.in. unijnych zasobów własnych. Polski rząd nie godzi się np. na przekierowanie części dochodów z ETS do budżetu UE. „Polska niezmiennie z największą alokacją w budżecie na lata 2028–2034. Zmiana wielkości całego budżetu nie współgra jednak z ambicjami UE. Musimy też dalej pracować nad kształtem zasobów własnych” – komentował na „X” irlandzką propozycję kompromisu odpowiedzialny za sprawy europejskie wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki na X.
Od beneficjenta do płatnika netto. Jak zmieniła się rola Irlandii przy dzieleniu unijnego tortu?
Irlandia jako kraj przewodzący do końca grudnia Radzie UE zachowuje w budżetowych negocjacjach neutralność. – Zgodnie z tradycją prezydencja zachowuje się jako uczciwy pośrednik – powiedział PAP Bobby McDonagh, b. szef Stałego Przedstawicielstwa Irlandii w UE, który sprawami europejskimi na różnych stanowiskach zajmuje się od blisko 30 lat.
Formalna „neutralność” Dublina nie oznacza jednak, że Irlandia nie ma swoich interesów. W sporze o przyszłe Wieloletnie Ramy Finansowe pozostaje nieco na rozdrożu. Dawny beneficjent unijnych funduszy stał się drugim co do wielkości płatnikiem netto do budżetu UE pod względem łącznej kwoty doń przekazywanej. Irlandczycy nie chcieliby więc, aby budżet był za duży, bo to oznaczałoby wyższą składkę. Z kolei jako kraj z dużym i wpływowym sektorem rolnym niechętnie zapatrują się na cięcia wspólnej polityki rolnej. W 2025 roku Irlandia wpłaciła do unijnego budżetu 3,4 mld euro, zaś otrzymała zeń 2,3 mld, głównie na rolnictwo.
Irlandia, która weszła do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1973 roku (tak wówczas nazywała się Unia), sprawuje rotacyjną prezydencję już ósmy raz. Poprzednie dwie były wyjątkowe. Za irlandzkiego przewodnictwa w 2004 UE rozszerzyła się na wschód i południe, a jej członkiem stała się m.in. Polska. Z kolei prezydencja w 2013 roku przypieczętowała koniec irlandzkiego kryzysu finansowego. „Zielona wyspa” wyszła wówczas na prostą, rezygnując z przyjętego w 2010 roku programu wsparcia finansowego UE i MFW.
Dublin zaproponował cięcia. Porozumienia wciąż brak
Obejmując przewodnictwo w Radzie UE w lipcu 2026 Irlandia jest już w zupełnie innym miejscu niż 13 lat temu. Dzięki inwestycjom zagranicznym i obecności amerykańskich big techów Irlandia jest jednym z najbogatszych krajów UE z PKB na głowę mieszkańca sięgającym ok. 150 tys. dolarów w ujęciu parytetu siły nabywczej.
Bobby McDonagh, który w swej karierze obserwował już niejedne rokowania budżetowe, ocenił, że zawsze są to najtrudniejsze negocjacje w UE. - Jeśli jeden kraj dostaje więcej środków z unijnego budżetu, to inny musi dostać mniej – podkreślił. Według weterana z Dublina obecne rokowania WRF „mogą być brutalniejsze niż kiedykolwiek” ze względu na polityczną presję w kluczowych krajach i skomplikowaną sytuację geopolityczną.
Były szef Stałego Przedstawicielstwa Irlandii w UE pozostaje jednak optymistą. W rozmowie z dziennikarzami z Polski podkreślił, że głównym mechanizmem działania UE jest kompromis. - Zasada „zwycięzca bierze wszystko” nie jest żadną strategią negocjacyjną - powiedział. Pytany o scenariusze, odpowiedział, że tak jak zawsze przywódcy osiągną „zgniły kompromis”, z którego nikt nie będzie zadowolony.
– Kiedy jednak przywódcy po zakończonym szczycie spotkają się z dziennikarzami, będą przekonywali, że odnieśli sukces, gdyż zabezpieczyli interesy swego kraju – ocenił.
Z Dublina Zuzanna Dąbrowska, Jacek Pawlicki (PAP)
zuz/ jap/ mro/































































