Konflikt w Stomilu Olsztyn grozi częściowym wycofaniem inwestycji Michelin w Polsce.
Zarząd Stomilu Olsztyn podał do publicznej wiadomości treść listu otrzymanego od spółki Compagnie Financiere Michelin, która jest inwestorem strategicznym w spółce i posiada 65,78% kapitału akcyjnego spółki.Francuzka spółka pisze w liście, iż jako akcjonariusz strategiczny Stomilu Olsztyn od 6 lat rozwija firmę i wypełnia wszystkie zobowiązania umowy prywatyzacyjnej z grudnia 1995 roku. Dzięki tym działaniom, wg Michelin, spółka osiągnęła pozycję jednego z wiodących producentów opon w Europie. Posiada też obecnie jeden z najnowocześniejszych europejskich zakładów produkcyjnych w branży.
Tymczasem Michelin odbiera za swoje działania już od 2 lat nieustannie ataki, które wg Francuzów są całkowicie bezpodstawne. Mniejszościowi inwestorzy finansowi oskarżają inwestora, że w wyniku współpracy spółki Stomil Olsztyn z innymi podmiotami grupy kapitałowej Michelin, poprzez stosowanie tzw. cen transferowych, znacząco obniżane są zyski spółki Stomil Olsztyn.
Michelin deklaruje, że pragnie jak najszybciej zakończyć konflikt, który w opinii obu stron oraz obserwatorów osiągnął punkt krytyczny. Zarówno w sądach jak i w mediach cały czas trwa wojna podjazdowa. Michelin stwierdza w oświadczeniu, że nie może pozwolić na publicznie szargane swego dobrego imienia.
Jednak deklaracje te zostały poprzedzone zapowiedziami ograniczenia inwestycji w spółce i swoistym postawieniu sprawy na ostrzu noża - albo pozwolicie nam swobodnie kształtować politykę cen transferowych, za co my pozostawimy zyskowność spółki na przyzwoitym poziomie i zagwarantujemy powolny stabilny wzrost zysku przy agresywnym wzroście produkcji zwłaszcza eksportowej, albo ograniczymy do minimum wzrost spółki i jej potencjalny eksport ograniczając stopniowo znaczenie podmiotu kosztem rozwoju innych podmiotów grupy. Wydaje się, że inne państwa bez problemu czekają na takiego inwestora jak Michelin. Czechy, Węgry czy Słowacja zgodzą się na warunki Francuzów. Całe szczęście że na rynku pozostaje jeszcze Dębica, z którą Michelin musi się liczyć w walce o rynki w Europie, bo inaczej zapewne Francuzi już dawno byliby zaawansowani w przenoszeniu produkcji w inny kąt Europy Środkowej.
W mojej ocenie problem polega na tym, iż obie strony chcą za dużo i nie stać je na kompromis. Wg mnie, jeśli po coś istnieje ministerstwo gospodarki, to nie po to aby w kółko zmieniać swoich członków rad nadzorczych, ale po to aby łagodzić takie konflikty i to jak najszybciej. W szeroko pojętym interesie państwa leży bowiem wzrost eksportu i produkcji oraz wzrost zyskowności podmiotów finansowych na polskim rynku kapitałowym.
Branża oponiarska w Polsce rozwijała się do tej pory zaskakująco dobrze, pomimo recesji na rynku motoryzacyjnym. Jednak i ona może się załamać, co grozi dalszym wzrostem importu i spadkiem eksportu. Mam wrażenie, że brakuje w naszym ministerstwie negocjatorów z prawdziwego zdarzenia, którzy potrafiliby tonować tego typu konflikty. Czy Michelin spełni swoje groźby ? W bardziej łagodnej formie - tak, aby nie móc być posądzonym o działanie szkodę spółki. Ale z drugiej strony, czy akcjonariuszom mniejszościowym opłaca się prowadzić aż do takiego konfliktu ? Czas pokaże.
[Rafał Wójcikowski]





















