Władze Bagdadu wprowadziły w mieście stan wyjątkowy. Podjęły taką decyzję po tym, jak setki szyitów, niezadowolonych z przedłużającego się kryzysu politycznego, wdarły się do pilnie strzeżonego budynku parlamentu. Zwolennicy wpływowego duchownego Muktady as-Sadra chcą w ten sposób zmusić władze do sformowania nowego rządu i walki z korupcją.
Niezadowoleni szyici najpierw wdarli się do strzeżonej Zielonej Strefy w Bagdadzie, gdzie znajdują się budynki władz oraz zagranicznych ambasad, a potem do samej siedziby parlamentu. Deputowani próbowali ratować się ucieczką, ale zostali zablokowani. Po tym jak zamieszki rosły na sile, policja i oddziały specjalne wojska użyły gazu łzawiącego i strzelały w powietrze. Pod wieczór demonstranci opuścili gmach parlamentu.
Wcześniej w ciągu dnia iraccy deputowani podjęli kolejną próbę wyłonienia nowego rządu, ale tak jak w poprzednich przypadkach, zabrakło kworum. Wpływowy szyicki duchowny Muktada as-Sadr w telewizyjnym przemówieniu potępił kryzys polityczny, ale nie nawoływał do szturmu na parlament. "Jestem dzisiaj z ludźmi, a nie z politykami, których bojkotuję, oprócz tych, którzy chcą prawdziwych reform, uczciwości i którzy czekają na rewolucję, która pokona korupcję" - mówił Sadr.
Iracki premier Hajder al-Abadi, który dwa lata temu doszedł do władzy, obiecał stworzyć nowy rząd, bez skorumpowanych polityków, ale z udziałem technokratów. Sformowanie takiego gabinetu skutecznie jednak blokują wszystkie partie obecne w parlamencie.
Muktada as-Sadr to jeden z najpopularniejszych w Iraku szyickich duchownych. Jego nazwisko stało się znane w 2004 roku, kiedy to w kilkanaście miesięcy po wkroczeniu do kraju amerykańskich żołnierzy zorganizował powstanie przeciwko wojskom Stanów Zjednoczonych. Sadr został skazany za udział w zabójstwie innego duchownego i uciekł z Iraku, ale wrócił do kraju w 2011 roku.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/rtrs/BBC/AFP/mcm/dabr


























































