USA nasilają presję na Ukrainę, by zgodziła się na ustępstwa wobec Rosji podczas rozmów pokojowych - podał w piątek „New York Times”. Celem administracji Donalda Trumpa jest zakończenie trwającej blisko cztery lata wojny jeszcze przed latem – twierdzi dziennik, powołując się na ukraińskich urzędników.


Takie doniesienia pojawiły przed kolejną rundą negocjacji w formacie Ukraina-Rosja-USA, która - według piątkowych komunikatów Kremla - mają odbyć się w przyszłym tygodniu w Genewie.
„NYT” zaznacza, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski już wcześniej alarmował, że Waszyngton wywiera większą presję na Kijów niż na Moskwę, oczekując od Ukrainy zielonego światła dla ustępstw terytorialnych.
Dziennik przypomina, że w zeszłym tygodniu ukraiński przywódca powiązał dążenie administracji Trumpa do szybkiego zakończenia wojny z listopadowymi wyborami środka kadencji w USA. Ostrzegł również, że w związku z postawionym przez Waszyngton celem zakończenia wojny do czerwca, Biały Dom „prawdopodobnie będzie naciskać na strony (wojujące - PAP) zgodnie ze swoim harmonogramem”.
Zarówno ukraińscy urzędnicy, jak i analitycy są zgodni, że Rosja nie wykazuje żadnych oznak chęci zakończenia inwazji na Ukrainę - dodaje gazeta. Co więcej, Rosja posiada wystarczająco zasobów, by kontynuować walkę i nacierać na froncie.
Nie wiadomo, jak Waszyngton postąpi, jeśli Kijów odmówi oddania Moskwie części terytorium lub przeprowadzenia wyborów prezydenckich - zaznacza „NYT”. Te ostatnie stały się punktem spornym na linii Kijów–Waszyngton, gdyż prezydent Trump i przedstawiciele jego administracji wielokrotnie deklarowali, że oczekują od Ukrainy przeprowadzenia wyborów.
„Oni wykorzystują wojnę, żeby nie przeprowadzać wyborów, ale ja uważam, że Ukraińcy (...) muszą mieć ten wybór” - powiedział Trump w wywiadzie dla portalu Politico opublikowanym na początku grudnia.
Jednak dla walczącego kraju organizacja wyborów głowy państwa w obecnych warunkach jest kwestią bardzo sporną. Zełenski oraz urzędnicy w Kijowie wielokrotnie ostrzegali, że głosowanie w trakcie stanu wojennego, przy milionach uchodźców wewnętrznych i zewnętrznych oraz okupacji około 20 proc. terytorium państwa zdaje się być niewykonalne. Jest to tylko część barier, z którymi mierzy się ukraiński proces wyborczy.
Mimo to, pod koniec 2025 r., Zełenski zlecił parlamentowi przygotowanie przepisów umożliwiających przeprowadzenie wyborów w trakcie wojny. W Ukrainie powołano już grupę roboczą, której zadaniem jest opracowanie projektu ustawy inicjującej proces wyborczy w warunkach wojny. „NYT” napisał, że wysokiej rangi ukraiński parlamentarzysta zapowiedział w czwartek, że plan ten zostanie zaprezentowany w nadchodzących tygodniach.
Dzień po zakończeniu kolejnej rundy trójstronnych rozmów pokojowych, agencja Reutera poinformowała 6 lutego, że negocjatorzy z Ukrainy i Rosji rozmawiali o zawarciu porozumienia w marcu. Agencja zaznaczyła jednak, powołując się na źródła obeznane z tematem, że taki cel wydaje się mało prawdopodobny ze względu na spory terytorialne. Chodzi również o status okupowanej przez Rosjan Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej.
Rosyjski plan zakłada m.in. opuszczenie przez wojska ukraińskie całego Donbasu, choć Moskwa nie kontroluje całego regionu. Kijów niejednokrotnie deklarował, że nie zgodzi się na takie warunki zakończenia wojny, ostrzegając przy tym, że oddanie tych ziem ośmieli Kreml do nowej agresji.
Marcin Przydacz w BBC: aby zakończyć wojnę, presję trzeba wywierać na Rosję, a nie na Ukrainę
Szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz podkreślił w piątek w rozmowie z brytyjską stacją BBC News, że aby udało się zakończyć wojnę w Ukrainie, to nie na ten kraj należy wywierać presję, lecz na Rosję.
Zapytany o niedawną wypowiedź prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który powiedział, że USA wyznaczyły Ukrainie i Rosji termin w czerwcu na zakończenie wojny, Przydacz wyraził opinię, że prezydent Donald Trump będzie chciał osiągnąć jakiś wymierny rezultat w swoich wysiłkach na rzecz osiągnięcia pokoju przed listopadowymi wyborami do Kongresu.
- Uważam, że prezydent Trump będzie chciał osiągnąć jakiś pozytywny rezultat przed wyborami połowy kadencji, ale znakiem zapytania pozostaje to, czy Rosja naprawdę chce postępu w negocjacjach. Ale jeśli wspólnota euroatlantycka chce, aby udało się osiągnąć jakiś pozytywny rezultat, to naprawdę presja musi być wywierana na Moskwę, a nie Ukrainę - powiedział Przydacz.
Przyznał, że ze względu na tę presję czasu administracja Trumpa z pewnością będzie wywierać presję także na Zełenskiego, choć ocenił, że ten dobrze sobie radzi z wywieranymi na niego naciskami, a poza tym ewentualne porozumienie pokojowe będzie musiało zostać poddane w Ukrainie pod referendum. Ponowił apel o zwiększanie sankcji gospodarczych na Rosję.
- Im mniej będzie ona miała pieniędzy na prowadzenie wojny, tym bardziej będzie skłonna do jej zakończenia - podkreślił Przydacz.
Zapytany, czy Polska nie obawia się, że zwiększona uwaga na bezpieczeństwo w regionie północnym, czego przejawem jest nowa misja Arctic Sentry, nie zmniejszy zaangażowania NATO w ochronę wschodniej flanki, Przydacz podkreślił, że kwestie bezpieczeństwa Europy trzeba traktować całościowo.
- Musimy jako NATO mieć 360-stopniowe podejście do zagrożeń, gdyż mogą one pochodzić z północy, wschodu, ale też południa. Oczywiście te ze wschodu są najbardziej widoczne, bo Rosja stale atakuje Ukrainę, a destabilizować próbuje też Białoruś, ale nie możemy tracić z oczu faktu, że Rosja, a być może także Chiny mogą zwiększyć swoją obecność na Dalekiej Północy - powiedział Przydacz, podkreślając, że Polska popiera to zaangażowanie NATO także na tych obszarach. (PAP)
bjn/ ap/ js/ mhr/
yb/ ap/
























































