Inwestowanie po pięćdziesiątce. Jak się za to zabrać?

główny analityk Bankier.pl

Niektórzy mawiają, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce. Inni twierdzą, że dopiero po dwóch. Są też tacy, którzy dopiero po pięćdziesiątce rozpoczynają myślenie o finansowym zabezpieczeniu starości.

Zwykle podręczniki inwestowania emerytalnego zakładają, że początkujący inwestor ma 25 lat (a może nawet mniej) i przez następne 40 lat będzie co miesiąc regularnie odkładał kilkaset złotych. A ponieważ jest młody, to może sobie pozwolić na duże ryzyko, więc wszystko ładuje w fundusze akcji. I przy takich założeniach kuszeni jesteśmy perspektywą życia milionera w bardzo odległej przyszłości. W tej opowieści nie ma miejsca na dzieci (czyli dodatkowe wydatki i niższe oszczędności), choroby (brak dochodów z pracy), długotrwałe bezrobocie (konsumpcja oszczędności) czy przedwczesną śmierć.

Brakuje też poradników o tym, co zrobić, gdy masz już pierwszy krzyżyk na karku i w perspektywie mniej niż 20 lat aktywności zawodowej. A nie jest to problem wydumany. Kolejne pokolenia Polaków były oszukiwane, że na starość zaopiekuje się nimi państwo. Że ZUS zaoferuje „pewne” i „godziwe” emerytury, a NFZ sfinansuje opiekę medyczną na światowym poziomie. Dziś w te bajki nie wierzą nawet przedszkolaki. Ale kilka milionów Polaków długo w nie wierzyło i zostało bez niezbędnych oszczędności emerytalnych. Wielu 50-latków wierzy też, że została im tylko końcówka życia. Statystycznie to nie jest prawdą. Według tabel średniego dalszego trwania życia 50-letni mężczyzna ma przed sobą jeszcze przeciętnie prawie 27 lat. A kobieta ponad 33 lata.  

(fot. Henryk Przondziono / FORUM)

Mało czasu, mało kapitału

Jeśli dobrze pójdzie, to tzw. stopa zastąpienia (czyli relacja ostatniej pensji do pierwszej emerytury) dla obecnych 30-latków obniży się do ok. 30%. Albo i mniej, bo raczej nie ma szans na więcej. Za pieniądze z ZUS-u ciężko będzie przeżyć. Obecni 50-latkowie mogą liczyć na nieco więcej (bo przez jakieś 10 lat aktywności zawodowej załapali się na hojny stary system zusowski sprzed reformy z 1999), ale to wciąż będzie za mało. Bez prywatnych oszczędności emerytalnych gromadzonych z dala od lepkich łapek państwa, starość będzie bardzo trudna. I nad wyraz skromna.

Zadanie jest ekstremalnie trudne, ponieważ na utworzenie samodzielnego funduszu emerytalnego zostało stosunkowo niewiele czasu. A w świecie finansów czas=pieniądz. I to dosłownie! Wynika to z siły procentu składanego. Jeśli przez 40 lat co miesiąc będziemy odkładali po 200 zł, to przy stopie zwrotu rzędu 5% (kapitalizacja roczna, na koniec okresu) będziemy mieli na koncie blisko 290 tys. zł (bez podatku Belki). Ale jeśli będziemy odkładać tylko przez 20 lat, zgromadzimy niespełna 80 tysięcy zł. Wniosek stąd taki, że warto zacząć oszczędzać jak najwcześniej, nawet jeśli będą to niewielkie kwoty.

Ale co jeśli z różnych powodów nie oszczędzaliśmy za młodu i nagle w 50. urodziny dopada nas myśl, że nie będziemy mieli z czego żyć na starość? Jak to mawiali sowieci: sytuacja jest dobra, ale nie beznadziejna. Złą wiadomością jest fakt, że pozostało nam prawdopodobnie jakieś 15-20 lat aktywności zawodowej, co drastycznie obniża moc procentu składanego. Są też dobre wiadomości. Zazwyczaj ludzie w tym wieku zarabiają lepiej od „młodych wilków”, które dopiero rozpoczynają karierę zawodową. Jest więc z czego odkładać. Po drugie, dzieci na ogół są już odchowane, a potrzeby konsumpcyjne w znacznej mierze zrealizowane (dom postawiony, hipoteka spłacona, świat zobaczony, używki wypróbowane itp.). Zatem nadwyżka finansowa 50-latka jest statystycznie dużo wyższa niż w przypadku 20- czy 30-latka.

Dylemat spóźnionego rentiera

Trzeba jednak skonfrontować się z twardą matematyką. Jeśli nasz horyzont inwestycyjny się skraca, a potrzeby pozostają niezmienione, to trzeba dokonać wyboru, czy zwiększyć uzyskiwaną stopę zwrotu (czyli podjąć wyższe ryzyko), czy zwiększyć wpłaty na prywatny fundusz emerytalny (czyli bardziej ograniczyć bieżącą konsumpcję). Wybór to trudny i raczej nieprzyjemny.

Załóżmy, że jesteś 50-letnim mężczyzną i zamierzasz jeszcze przez 18 lat utrzymać aktywność zawodową. Ze statystyk wynika, że w wieku 68 lat (jeśli dożyjesz) będziesz miał przed sobą średnio 14 lat życia. Załóżmy, że chcesz uzyskać wypłatę rzędu 1500 złotych miesięcznie, w ciągu tych 14 lat konsumując cały zgromadzony kapitał, po drodze reinwestując go przy stopie zwrotu rzędu 3% rocznie. Wychodzi wtedy, że potrzebujesz uzbierać ok. 206 tys. złotych. A masz na to tylko 18 lat.

Realnie (czyli po uwzględnieniu inflacji) przy średnio ryzykownym portfelu inwestycyjnym możesz liczyć na osiągnięcie stopy zwrotu rzędu 4-5% rocznie. Czyli jakieś 6,5-7,5% w ujęciu nominalnym. Tyle w długim okresie powinno się „wycisnąć” z portfela inwestycyjnego przeważonym akcjami przy założeniu powrotu stóp procentowych do stanu normalności. Dla porównania, średnia geometryczna nominalnych stóp zwrotu z WIG-u w latach 1995-2018 (pomijamy tu szalony okres niemowlęcej hossy i bessy na warszawskiej giełdzie) wynosi 8,9%.

Jeśli założymy realną stopę zwrotu w wysokości 4,5% rocznie, to aby po 18 latach zebrać 206 tysięcy złotych, co miesiąc musiałbyś odkładać 640 zł. To niemało, ale też nie jest to kwota znajdująca się poza zasięgiem większości aktywnych zawodowo 50-latków. A dzięki niej będziemy mieli szansę na konkretny dodatek do tego, co być może wypłaci nam państwowy system.

Wolno, ale bezpiecznie?

Klasyczne reguły inwestowania emerytalnego zakładają, że apetyt na ryzyko maleje wraz z wiekiem. Gdy jesteś dynamicznym 20-latkiem bez istotnych obciążeń finansowych (dzieci, hipoteka, raty za samochód itp.), możesz sobie pozwolić na podjęcie wysokiego ryzyka i wrzucenie większości oszczędności i nadwyżek finansowych na rynek akcji. Czyli tam, gdzie można sporo zarobić, ale też sporo stracić. Założenie stojące za tą koncepcją jest takie, że gdy jesteś młody to po pierwsze masz jeszcze sporo czasu na „odrobienie” ewentualnych strat. Po drugie, twoja perspektywa inwestycyjna jest na tyle długa, że nawet 20-letnia bessa nie stanowi problemu – bo jak już akcje „odpalą”, to tanio kupowane walory dadzą bardzo wysokie stopy zwrotu.

A gdy po 20-30 latach zgromadzisz już pokaźny kapitał, to lepiej nie wystawiać go na tak duże ryzyko. Po pierwsze, bo masz więcej do stracenia. Po drugie, bo na kolejną pokoleniową hossę możesz się już nie załapać. Stąd też specjaliści od planowania finansowego zalecają stopniowe przenoszenie oszczędności z akcji do obligacji, które przynajmniej w teorii oferują niższe ryzyko (i niższe stopy zwrotu). Amerykanie lubiący upraszczać skomplikowane sprawy wymyślili nawet specjalną regułę. Brzmi ona: sto minus wiek. W ten sposób inwestor może szybko oszacować, jaki „powinien” być udział akcji w portfelu. Czyli jeśli masz 30 lat, to akcje powinny stanowić 70% twoich oszczędności, a obligacje 30%. Gdy masz 40 lat, reguła zaleca portfel złożony w 60% z akcji i 40% z obligacji. I wraz z wiekiem stopniowo przesuwasz kapitał z giełdy do obligacji skarbowych.

Tyle teorii. Teorii ze „starych, dobrych czasów”, gdy nawet bezpieczne amerykańskie obligacje skarbowe płaciły 5-7% rocznych odsetek. No i gdy ludzie jeszcze nie żyli tak długo jak obecnie. Współcześnie sprawy się znacznie skomplikowały. Po pierwsze, żyjemy w czasach represji monetarnej, gdy największe banki centralne świata sztucznie zaniżyły stopy procentowe w pobliże zera. A w Europie nawet poniżej zera. Taka polityka w zasadzie eliminuje sens trzymania tych papierów „wolnych od dochodu”. Równolegle zerwanie przez Stany Zjednoczone z parytetem złota skutkowało potrzebą dodania tego ostatniego do zrównoważonego portfela inwestycyjnego. Po trzecie, kolejne orgie kredytowe organizowane przez banki centralne zabiły strategię „kup i trzymaj”. Kto wszedł w amerykańskie akcje na szczycie bańki internetowej w 2000 roku, ten wyszedł na zero dopiero 7 lat później. Kto zainwestował w szczycie hossy w 2007 ten, wyszedł na plus w 2013 (S&P500), albo wciąż jest stratny (WIG20, mWIG40, sWIG80). Trzeba więc mieć trochę wiedzy, aby nie kupować zbyt drogo.

Ryzyko zaczyna się po pięćdziesiątce

Reguły „sto minus wiek” nie sposób jednak zastosować do osób, których kapitał początkowy w wieku 50 lat wynosi zero. Pięćdziesięciolatek musi się więc przełamać i pokonać naturalną w tym wieku niechęć do ryzyka. Bez tego nie osiągnie wymaganej stopy zwrotu, o te 4-5 punktów procentowych przewyższających inflację. Jeśli chce zrealizować założone cele inwestycyjne, nie ma większego wyboru i powinien konstruować dobrze zdywersyfikowany portfel w oparciu o akcje i ewentualnie obligacje korporacyjne (których osobiście nie polecam, ale zaleca je teoria, z którą nie będę tu polemizował). Awersję do akcji w grupie wiekowej 50+ widać też w Ogólnopolskim Badaniu Inwestorów – tylko 13,8% uczestników zeszłorocznego badania ukończyła 55. rok życia.

Dojrzały wiek oprócz swych mankamentów ma jedną ważną z inwestycyjnego punktu widzenia zaletę. Chodzi o podatki. O ile dla 25-latka perspektywa zamrożenia (częściowego lub całkowitego) gotówki na 35 czy 40 lat może być przerażająca, to dla inwestującego 50-latka limity wieku uprawniającego do bezkarnej wypłaty z IKE (60 lat) oraz IKZE (65 lat) nie wyglądają aż tak abstrakcyjnie. Mówiąc wprost: 50-latek będzie mógł bezkarnie (tj. bez podatku Belki) wypłacić oszczędności z IKE już za 10 lat, podczas gdy 20-latek musi czekać na ten przywilej aż 40 lat. Poza tym nikt nie zabrania korzystania z podatkowych dobrodziejstw IKE/IZKE już po osiągnięciu wieku granicznego. Jest to wtedy ulga podatkowa bez negatywnych konsekwencji związanych z przedwczesną wypłatą pieniędzy.

Reasumując, osiągnięcie 50. roku życia nie eliminuje człowieka ze świata inwestycji. Nawet tych ryzykownych. Jednakże aby osiągnąć wymagane rezultaty musisz się wysilić bardziej niż osoby, które zaczęły oszczędzać i inwestować 20 lat wcześniej. Nawet przez 10-15 lat możesz uskładać całkiem przyzwoity i całkowicie prywatny fundusz emerytalny, jeśli tylko odważysz się w konsekwentny sposób podjąć skalkulowane ryzyko inwestycyjne. Pomogą ci w tym ulgi podatkowe, których konstrukcja szczególnie sprzyja inwestorom po pięćdziesiątce.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 karol725

Tusk, cwaniaku - oddaj pieniądze z OFE.

! Odpowiedz
0 2 eljotek

Warto albo i nie warto??? Wszystko wiaze sie z ryzykiem. A na straty przy moich zarobkach to raczej nie powinieniem sobie pozwolic zwlaszcza przy 4 dzieciakow. Prawda jest taka ze nie stac mnie na inwestowanie w lokaty tym bardziej w nieruchomosci. Jedyne na co w tej chwili moge liczyc to PPK. Wysokosc wplat z mojej strony bedzie pewnie minimalna, ale w polaczeniu z tym co dostane od pracodawcy i od panstwa, powinno sie uzbierac co nieco.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 6 zenonn

Fajny opis, ale dla większości stratny. Tak dobry jak gra w Lotto.
Nie ma pewnych inwestycji. Większość przynosi straty.
Uzyskanie 5% ponad inflację dla kogoś kto nie zna się na hazardzie, akcjach , obligacjach jest niemożliwe. 50latek może odkładać w banku, na dobry procent np. w SKOK czy BS Wołomin i stracić większość, ochłap BFG odzyskać.
Politycy zadbają by aspirujących do klasy średniej pozbawić majątku zgodnie ze swoja interpretacją prawa. Nie wolno tych dysfunkcyjnych śmieci pozabijać wraz z bahorami. Medialne afery pokazują prawdziwych wolaków-katolików-złodziei, niewiniątka zafajdane bez honoru, aspirujące do klasy średniej

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 8 zenonn

Warto też analizować efekty zarządzania OFE, FI ASZ, private banking. Straty i wielu złodziei.

! Odpowiedz
1 0 jacekmaj

Jest możliwe!
Dla poszerzenia wiedzy w temacie inwestowania (na forach w 100% jest mowa tylko o standardowych instrumentach lub o nieruchomościach) rekomenduję zapoznać się z art. mgr M.Marszelewskiego (pracownik Uni. Gdańskiego, Wydz. Prawa).
"Ubezpieczenia na życie a problematyka umów wiatykalnych i zjawisk pokrewnych w prawie amerykańskim" w periodyku "Rozprawy ubezpieczeniowe", zeszyt 20/2016 str. 18
https://rf.gov.pl/pdf/zeszyt20_net.pdf
Dywersyfikacja = wyjście z zaklętego kręgu powszechnie znanych inwestycji. :-)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 14 ewa_co

Zainwestowałam w Getback i na starość jestem bez pieniedzy. Może zamiast wypisywać bzdury pan redaktor wesprze obligatariuszy w walce z oszustami z Getbacku

! Odpowiedz
2 15 mhm

Zainwestowałam wszystkie oszczędności w kupony Lotto i na starość jestem bez pieniędzy!

! Odpowiedz
0 3 loosac

Znasz pojecie "dywersyfikacja"?

! Odpowiedz
3 0 zenonn odpowiada loosac

Jak się ma mało (1/4 mln pln) dywersyfikacja jest na mało kawałków, które wszystkie mogą być stratne

! Odpowiedz
0 6 mhm odpowiada zenonn

Nie przesadzaj, w nieruchomości przy takiej kwocie dywersyfikować się nie da, ale nawet mniejsze oszczędności można rozbić na przykład na: depozyty bankowe, obligacje skarbowe, różne akcje i ETF, fundusze inwestycyjne różnych rodzajów i z różnych części świata, złoto, srebro, waluty, można nawet trochę obligacji korporacyjnych dołożyć...

Mogę zrozumieć, że komuś się zupełnie zajmować oszczędnościami nie chce (choć przy dużych kwotach to podobnie, jak mieć piękny dom i nie zajmować się nim, nie remontować), jeśli ktoś na lokacie 1,918% lokuje całość swoich oszczędności (w limicie BFG) to jest to nieco przykre, ale nie ma usprawiedliwienia, dla kogoś, kto CAŁE swoje oszczędności lokuje w JEDEN instrument ryzykowny, szczególnie, gdy jest to jakiś Amber Gold lub papiery o rankingu spekulacyjnym. W takim przypadku mamy do czynienia po prostu z głupkiem, który zapewne sam tych środków uczciwie nie zarobił.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
WIG -0,70% 59 865,51
2019-01-21 17:15:00
WIG20 -0,82% 2 358,30
2019-01-21 17:04:45
WIG30 -0,83% 2 684,55
2019-01-21 17:15:00
MWIG40 -0,59% 4 071,26
2019-01-21 17:04:45
DAX -0,62% 11 136,20
2019-01-21 17:34:00
NASDAQ 1,03% 7 157,23
2019-01-18 22:02:00
SP500 1,32% 2 670,71
2019-01-18 21:59:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl