REKLAMA

Otwarcie Suezu zablokuje europejskie porty? Statki wciąż omijają Morze Czerwone

2025-12-10 06:00
publikacja
2025-12-10 06:00

Po dwóch latach opływania Afryki na horyzoncie pojawia się szansa na powrót ruchu kontenerowców przez Morze Czerwone. Wstrzymania ataków na statki handlowe przez rebeliantów Huti, w odpowiedzi na zawieszenie broni między Hamasem a Izraelem, otworzyło perspektywę na odblokowanie Kanału Sueskiego. Mimo to armatorzy czekają.

Otwarcie Suezu zablokuje europejskie porty? Statki wciąż omijają Morze Czerwone
Otwarcie Suezu zablokuje europejskie porty? Statki wciąż omijają Morze Czerwone
fot. AA/ABACA / /  Abaca Press

Jeden z najważniejszych szlaków w transporcie morskim pozostaje zamknięty od listopada 2023 roku, kiedy ataki jemeńskich rebeliantów Huti wymusiły na armatorach reorganizację tras. Przeprawa przez Morze Czerwone i Kanał Sueski skraca rejsy między Azją a Europą o ponad 3000 mil morskich i około 10 dni w porównaniu z trasą wokół Afryki. Co za tym idzie, jest znacznie tańsza, pozwalając zaoszczędzić firmom od 30 do 50 USD na każdym kontenerze (TEU).

Przed wstrzymaniem żeglugi, przez Kanał Sueski przepływały towary o wartości 1 bln dolarów rocznie, co dawałoby wynik na poziomie ok. 2,7 mld dolarów dziennie. Trasa obsługiwała nawet 15% światowego handlu i miała dwukrotnie większy udział w światowym ruchu kontenerowym. Według internetowego magazynu ThinkChina co roku przepływały tamtędy chińskie towary o wartości 280 mld dolarów (120 mld dolarów chińskie importu i 160 mld dolarów eksportu). 

Morski szlak przez Morze Czerwone ma także ogromne znaczenie dla Egiptu, który osiągnął dzięki Kanałowi Sueskiemu ponad 10 mld dolarów przychodu w 2023 roku. Przez ataki jemeńskich Huti na statki, wartość ta spadła rok później o 60%. Nie dziwi zatem, że władzom kraju zależy na jak najszybszym powrocie żeglugi. Na początku listopada admirał Ossama Rabiee, prezes zarządu Kanału Sueskiego, spotkał się z przedstawicielami 20 największych armatorów, zapewniając ich o poprawie bezpieczeństwa na Morzu Czerwonym. Egipt regularnie oferuje też rabaty dla przewoźników. Spółki wolą jednak zaczekać. 

Union Cargo

Cisza na Morzu Czerwonym trwa

- Armatorzy nadal nie chcą ponosić wysokiego ryzyka związanego z frachtem przez Kanał Sueski - pojedynczy kontenerowiec to majątek wart setki milionów euro, a do tego dochodzi wartość ładunku - komentuje Michał Madej, Sea Freight Import Manager w DSV: Global Transport and Logistics.

Jak podkreśla ekspert, obecnie, poza lokalnymi połączeniami feederowymi (trasy obsługiwane przez mniejsze jednostki rozwożące kontenery pomiędzy dużymi i lokalnymi portami), na szlaku przez Suez działa tylko jeden całoroczny serwis między Azją a Europą i niewielu przewoźników decyduje się na wykorzystanie tego szlaku. Według Michała Madeja, żaden z dużych azjatyckich armatorów nie skierował w tym roku swoich jednostek przez Suez, a trasa wykorzystywana jest sporadycznie, np. w rejsach powrotnych, aby nadrobić opóźnienia w europejskich portach.

Stabilizacja w regionie jest zbyt krucha, by podejmować ryzyko powrotu na trasę przez Morze Czerwone. Jak oceniają analitycy DSV ds. frachtu morskiego, w krótkim i średnim terminie działania władz Kanału Sueskiego nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. Operacja ponownej reorganizacji tras wymagałaby ogromnego wysiłku organizacyjnego i wiązałaby się z wysokimi kosztami. Po dwóch latach funkcjonowania trasy wokół Afryki, gospodarki i przedsiębiorstwa dostosowały się już do wydłużonych czasów tranzytu.

- Dla sektora frachtu morskiego fundamentem jest przewidywalność. Wdrożenie zmian w bieżących operacjach, które byłyby niezbędne do ponownego uruchomienia trasy przez Kanał Sueski, jest zbyt ryzykowne, ponieważ stabilizacja w regionie Morza Czerwonego jest zbyt krucha. Potencjalne korzyści w postaci skrócenia czasu tranzytu czy redukcji emisji CO₂ nie są jeszcze wystarczające. Trzeba też pamiętać o tym, że do odbudowy żeglugi nie wystarczą dobre chęci armatorów. Kluczową kwestią jest obniżenie kosztów polis ubezpieczeniowych, co nie nastąpi, o ile nie dojdzie do trwałego ograniczenia liczby incydentów w rejonie Morza Czerwonego - ocenia Michał Madej. 

fot. FORUM / FORUM

Europejskie porty mogą zostać przyblokowane

O znaczeniu stawki ubezpieczeń dla powrotu żeglugi przez Suez pisali również analitycy ING w raporcie opublikowanym 1 grudnia. Według nich przewoźnicy prawdopodobnie rozpoczną testowanie trasy podczas powrotów z Europy do Azji z mniejszą ilością ładunku. Kolejną kwestią, która wstrzymują armatorów przed powrotem na Morze Czerwone, jest fakt, że po roku napięć i restrukturyzacji w branży, harmonogramy oparte na trasie wokół Przylądka Dobrej Nadziei ustabilizowały się. Poprawiła się niezawodność dostaw i nikt nie chce ryzykować wielokrotnego przełączania się między trasami. 

Jednocześnie analitycy ING podkreślili, że chociaż powrót na szlak przez Morze Czerwone byłby logicznym posunięciem, jest to także "słoń w pokoju". Powrót na starą trasę nie obejdzie się bez zakłóceń. "Wcześniejsze niż oczekiwano przybycia statków, może spowodować zatory w portach, co z kolei może ponownie zablokować terminale kontenerowe i spowodować opóźnienia w transporcie statków i pustych kontenerów w łańcuchach dostaw. Linie kontenerowe mogą zawiesić rejsy, aby złagodzić ten efekt, ale ogólnie stawki frachtowe mogą wzrosnąć, zwłaszcza jeśli ta zmiana zbiegnie się z Chińskim Nowym Rokiem" - czytamy w raporcie ING.

- W pierwszych tygodniach po wznowieniu żeglugi prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia ze znacznym wzrostem obciążenia portów europejskich, które już dziś zmagają się z kongestiami. W pewnym momencie mogłoby dojść do sytuacji, w której do portu zawijałyby jednostki korzystające z krótszej trasy, jak i te opływające Afrykę. Istotnym czynnikiem ryzyka pozostaje także kwestia pracowników portowych, którzy regularnie podejmują akcje strajkowe. W warunkach zwiększonego obciążenia nie można wykluczyć nasilenia się tego rodzaju działań - komentuje Michał Madej.

Dla Europy oznaczałoby to poważne wyzwania. Już dziś kluczowe porty jak Rotterdam, Antwerpia czy Hamburg mają place wypełnione w 70–90%. Kumulacja towarów pogłębiłaby ten problem. Analitycy są jednak zgodni, że finalnie wszystko wróci do normy. "Po ustabilizowaniu się rozkładów rejsów prawdopodobna jest znaczna presja na obniżenie stawek" - uważają analitycy ING, dodając, że na obniżenie kosztów transportu w 2026 roku, powinno wpłynąć również planowane wprowadzanie do służby nowych statków i prognozowany niski wolumen wzrostu w ruchu kontenerowym.

Oprac. MM

Źródło:
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (3)

dodaj komentarz
antyoni
Czosnki sprowadzili kiedyś czarną plagę na Europę, a teraz na Azję Mniejszą. Czosnki tak mają. Zatrują wszystko co zainfekują. Nie będzie czosnkuf, nie będzie problemu.
antyoni
Nie będzie czosnku, nie będzie problemu.

Powiązane: Transport towarów

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki