REKLAMA

Inflacja zżera oszczędności. Będzie jeszcze gorzej

Maciej Kalwasiński2020-02-04 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2020-02-04 06:00
fot. G-Stock Studio / Shutterstock

Choć inflacja nie jest (jeszcze) tak wysoka jak w latach 2011-12, to już teraz mocniej uderza po kieszeni oszczędzających, ponieważ pieniądze trzymane w bankach są niżej oprocentowane. Polacy tracą na lokatach już przeciętnie ponad 2 proc. rocznie, a na rachunkach bieżących - blisko 3 proc. A wkrótce będzie jeszcze gorzej.

W grudniu inflacja konsumencka sięgnęła 3,4 proc. - najwyższego poziomu od 7 lat. Eksperci spodziewają się, że w najbliższych miesiącach ceny będą rosły szybciej, nawet do 5 proc. rocznie. Tymczasem większość Rady Polityki Pieniężnej wciąż opowiada się za utrzymaniem stóp procentowych na rekordowo niskich poziomach, a samym bankom niespecjalnie zależy na pozyskiwaniu kapitału od klientów detalicznych. W efekcie oferta banków dla oszczędzających pozostaje fatalna i nie widać szans na poprawę.

W grudniu pieniądze trzymane w bankach przez gospodarstwa domowe były oprocentowane przeciętnie na 0,78 proc. w skali roku - wynika z danych NBP. Jeśli uwzględnimy wynoszący 19 proc. podatek Belki oraz inflację w tym okresie, okaże się, że Polacy tracą niemal 2,7 proc. rocznie - jeszcze więcej niż w maju 2011 r., gdy inflacja dobiła do 5 proc.

Od średniego oprocentowania depozytów w bankach odliczyliśmy podatek Belki oraz inflację CPI / Bankier.pl na podstawie danych NBP

Banki oferują różne oprocentowanie środków na rachunkach bieżących i terminowych. Przez lata oszczędzający sięgali po lokaty gwarantujące wyższą stopę zwrotu, a środki na bieżące wydatki trzymano na kontach.

Jeszcze w marcu 2016 r. Polacy nieco więcej środków gromadzili na lokatach. Od tamtej pory wartość depozytów bieżących wzrosła o ponad 200 mld zł, natomiast terminowych spadła o blisko 20 mld zł. Nie ma się co dziwić, bo na lokacie zarabia się od tamtej pory zaledwie o niespełna 1 p. proc. w skali roku więcej.

Same lokaty od 3 lat (z krótką przerwą na przełomie lat 2018/19) przynoszą realną stratę. W grudniu sięgnęła ona już 2,2 proc. w skali roku.

/ Bankier.pl na podstawie danych NBP

Jeszcze szybciej kurczy się wartość pieniędzy trzymanych na rachunkach bieżących. W grudniu faktyczna strata wynosiła 2,9 proc. w skali roku. Nawet to nie zniechęca Polaków do trzymania pieniędzy w bankach - na koniec listopada wartość depozytów bieżących wyniosła niemal 530 mld zł, o blisko 72 mld zł więcej niż rok wcześniej.

/ Bankier.pl na podstawie danych NBP

Problem utraty wartości zgromadzonych pieniędzy jest obecnie szczególnie istotny ze względu na dużo większą niż przed laty skalę oszczędności. Polacy trzymają w bankach ponad 820 mld zł, ponad dwa razy więcej niż na początku 2011 r. Wraz z zamożnością społeczeństwa rośnie grupa ofiar represji finansowej.

/ Bankier.pl na podstawie danych NBP

Nie ma alternatywy

Problemem jest brak bezpiecznej alternatywy dla lokat i kont. Gotówka traci na wartości jeszcze szybciej, poza tym dostęp do środków w banku bywa niezbędny. Tymczasem w obiegu są banknoty i monety o wartości blisko 240 mld zł - wynika z danych NBP. Wciąż marginalnym, choć rosnącym, zainteresowaniem cieszą się obligacje oszczędnościowe Skarbu Państwa. Ale i one wcale nie muszą zagwarantować inwestorowi zysku, a poza tym nabywca musi się pogodzić z zamrożeniem kapitału. Inne opcje są bardziej ryzykowne, co nie odpowiada wielu oszczędzającym.

Niesłabnącą popularnością cieszą się nieruchomości, dość powszechnie uznawane za bezpieczną i intratną inwestycję. Wizja "pewnego zysku" skłania rosnącą grupę Polaków, którzy rozglądają się za inwestycyjną okazją do zakupu kolejnego mieszkania. Blisko połowa Polaków uważa, że ceny nieruchomości nigdy nie spadają - wynika z badania ING. Z kolei dane NBP wskazują, że zaledwie 1/3 środków wydawanych na zakup nieruchomości w największych miastach pochodzi z kredytu - reszta to "gotówka" (choć istnieją wątpliwości, czy dane te są wiarygodne.

Po co tracić na lokacie, skoro można zarobić na wynajmie lokum, a w razie potrzeby spieniężyć nieruchomość, zawsze będącą wszak atrakcyjnym aktywem? Takie niebezpieczne myślenie prowadzi do szybkiego, kilkunastoprocentowego wzrostu cen mieszkań w największych miastach. Buduje też fałszywe poczucie szybko rosnącego bogactwa wśród właścicieli, którzy zapominają, jak kapryśne potrafią być wyceny wszystkich aktywów, nawet nieruchomości, i jak czasami ciężko je szybko upłynnić.

Wysoki popyt ze strony oszczędzających sprawia, że z wyższymi kosztami muszą się liczyć osoby szukające dachu nad głową nie z powodów inwestycyjnych, a bieżących potrzeb życiowych. Niewystarczająca liczba mieszkań w Polsce regularnie wraca jako jeden z głównych problemów społecznych nad Wisłą.

Niskie oprocentowanie środków w bankach wypycha oszczędzających na rynek nieruchomości, co prowadzi do niebezpiecznego dla stabilności rynku szybkiego wzrostu cen, a do tego napędza niezadowolenie osób, które usilnie poszukują mieszkania do życia, m.in. ludzi młodych. Nie dość, że widzą oni szybko rosnące ceny, to jeszcze muszą się godzić z erozją oszczędności i czują, jak upragnione własne M się od nich "oddala".

Odzwyczailiśmy się od inflacji

W latach 2013-16 Polacy mogli się odzwyczaić od inflacji, przez kolejne kilkanaście miesięcy również pozostawała ona w ryzach - poniżej oficjalnego celu NBP wynoszącego 2,5 proc. Teraz gdy ceny rosną najszybciej od 7 lat, a oprocentowanie w bankach pozostaje niskie, inflacja boli mocniej.

O ile pracujący mogą w jej obliczu wciąż liczyć na podwyżki płac (choć skromniejsze niż kilka, kilkanaście miesięcy temu), to oszczędzający muszą się liczyć z przyspieszającą utratą wartości zgromadzonych pieniędzy. Setki miliardów, które udało się zgromadzić, będą w najbliższych miesiącach jeszcze szybciej "wyparowywać" z kont.

Jeśli inflacja sięgnie 5 proc., realne straty na przeciętnej lokacie wyniosą ok. 3,7 proc. w skali roku, a na koncie - blisko 4,2 proc. Pozornie są to wciąż odsetki niewielkie, ale gdyby strata na rachunku bieżącym utrzymywała się na poziomie 3 proc. rocznie, to z 10 000 zł zostałoby realnie ok. 8500 zł, a w perspektywie 10 lat - niecałe 7400 zł.

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Komentarze (92)

dodaj komentarz
tokio102
Też mediana dla Warszawy wynosi mniej więcej tyle co średnia krajowa
tergal
Japonia wałczyła z deflacją mocno ponad dekadę ostro dodrukowując absurdalne ilości banknotów!
tergal
Skoro jest tak drogo, to skąd tylu zatroskanych oszczędzających? Skąd mają kasę na depozyty bankowe? Dostają od rodziców tak jak Abramska?
antybolszewik
Nie no lepiej być golcem-komunistą jak @tergal
tergal
Mediana zarobków w Polsce rośnie circa 10% rocznie nieprzerwanie od kilkunastu lat - amok!
tokio102
nie widzę tych 10% rocznie! czyli zarobki w ciągu ostatnich 10 lat wzrosły o 160%? (mając na uwadze 10% rocznie?)
czyli jeśli dziś płaca wynosi 5200 (średnia) to w 2010 musiała wynosić 2000 _ nie kłam bo tyle nie wynosiła tylko więcej tj. 3200 a więc rosła r/r o 5%
tergal odpowiada tokio102
Sprawdź lepiej znaczenie słowa mediana, amigo :)
tergal
Cena paliw jest relatywnie do siły nabywczej Polaków znacznie niższa niż np. 5 lat temu.
tergal
Wysokość stóp procentowych służy do stymulacji gospodarki - nikt poważny w RPP nie będzie się przejmował ciułaczami trzymającymi kapuchę na depozytach ... litości !!!

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki