Francja-Chorwacja. Pojedynek krajów z problemami

Niedzielny finał piłkarskich mistrzostw świata sprawia, że we Francji i Chorwacji wszystkie problemy idą w niepamięć. Gdy mundialowa euforia minie, oba narody znów będą zmagały się z licznymi społeczno-gospodarczymi bolączkami.

[Aktualizacja 15.07.2018 r., 20:00] Pojedynek o puchar wygrali Francuzi.

Gdyby na mundialu zamiast piłkarskich umiejętności, determinacji i łutu szczęścia decydowały wyniki gospodarcze lub jakość życia, to na finał Francja-Chorwacja nie moglibyśmy liczyć. Lista problemów, z którymi zmagają się mieszkańcy obu krajów, jest długa. Oto nasz subiektywny przegląd dla Francji i Chorwacji, uzupełniony opiniami rodaków mieszkających w tych krajach.

Bezrobocie, strajki czy zagrożenie terrorystyczne to tylko niektóre z codziennych bolączek mieszkańców Francji
Bezrobocie, strajki czy zagrożenie terrorystyczne to tylko niektóre z codziennych bolączek mieszkańców Francji (YAY Foto)

FRANCJA:

Strajki w DNA narodu

Jak wynika z danych Europejskiego Instytutu Związków Zawodowych, francuscy pracownicy są w "strajkowej czołówce" Starego Kontynentu. W okresie 2010-2016 na jednego pracownika przypadało ponad 120 dni nieprzepracowanych ze względu na spór z pracodawcą.

Tylko w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na łamach Bankier.pl informowaliśmy o strajku pracowników Air France, strajku adwokatów czy właśnie strajkach przeciw planowanym reformom na kolei; głośny i rozległy był też strajk pracowników francuskiego sektora publicznego. “Osobiście mam wrażenie, że te strajki bardzo przeszkadzają samym Francuzom, ale nie przeszkadza im to, by potem strajkować we własnej sprawie. Widziałem już wiele różnych grup strajkujących. Co ciekawe, strajkują nie tylko przewoźnicy, ale i pasażerowie. W Monako, dlatego, że pociągi są opóźnione, zablokowali tory“ – opowiada Tomasz.

Terror nad Sekwaną

Po tragicznych wydarzeniach z listopada 2015 roku w Paryżu wydawało się, że Francuzi są przygotowani na najgorsze. A mimo to kolejny cios przyszedł już niespełna pół roku później, kiedy zamachowca wjechał ciężarówką w tłumy spacerujących po Promenadzie Anglików w Nicei, zabijając 87 osób i raniąc blisko 200 innych. “Ludzie przyjeżdżają do Nicei bawić się i wypocząć, tymczasem na ulicach nie ma praktycznie nikogo poza mnóstwem policji i służb porządkowych” - relacjonował wówczas jeden z Polaków mieszkających w tym mieście.

W efekcie przez blisko dwa lata Francuzi żyli w kraju objętym stanem wyjątkowym zniesionym względnie niedawno, bo w listopadzie ubiegłego roku.

Akty terroryzmu, jakich islamiści dopuścili się w tym kraju, na zawsze odmieniły francuskie realia. Nowe przepisy, “dostosowane do ciągłego zagrożenia terrorystycznego”, umożliwiają działania do tej pory dopuszczalne tylko w sytuacjach nadzwyczajnych. Tzw. ustawa antyterrorystyczna pozwala m.in. na “kontrolowanie rozmów telefonicznych i połączeń internetowych, na wytyczenie stref podwyższonego ryzyka narażonych na zamach, śledzenie podejrzanych osób i obejmowanie ich aresztem domowym, powiększenie stref przygranicznych, także w pobliżu lotnisk oraz na walkę z radykalizacją poglądów pod wpływem ideologii dżihadu”. “We Francji obowiązuje 2. (w 3-stopniowej skali) poziom zagrożenia terrorystycznego (...) prawdopodobieństwo zamachu terrorystycznego jest, zdaniem władz miejscowych, nadal wysokie” - przypomina polskie MSZ.

Nowe-stare życie uchodźców

Siedemdziesięciotysięczne Calais stało się w ostatnich latach jednym z najczęściej wymienianych w mediach francuskich adresów. Wszystko za sprawą zlokalizowanego nieopodal obozowiska uchodźców, zamieszkiwanego przez tysiące nielegalnych imigrantów. Francuzi, ale i cały świat byli w tym czasie świadkami dramatycznych scen z udziałem tych, którzy za wszelką cenę chcieli przedostać się kanałem La Manche do Wielkiej Brytanii.

Dziś nastroje są spokojniejsze, ale kraj nadal zmaga się z dużą liczbą uchodźców, którzy mimo upływającego czasu, nie rozpoczęli nowego, stabilnego życia we Francji. O tym, że problem jest nadal żywy w narodzie świadczy choćby procedowana w tym roku nad Sekwaną ustawa o imigrantach. Nowe prawo m.in. skraca czas rozpatrywania wniosku o azylu i czas odwołania się od odmownej decyzji.

Francja bezrobotna

Według danych Eurostatu, stopa bezrobocia BAEL wynosi we Francji 9,2 proc. To wynik zarówno wyższy od unijnej średniej (7 proc.), jak i daleko odbiegający od poziomów notowanych w Niemczech (3,4 proc.), Wielkiej Brytanii (4,1 proc.) czy Belgii (6 proc.). Szczególnie trudna sytuacja panuje wśród osób młodych (15-24) - w tej kategorii stopa bezrobocia przekracza 20 proc.

Sytuacji na rynku pracy nie poprawia dająca się we znaki wielu obcokrajowcom bariera językowa. Nieznajomość francuskiego uniemożliwia wielu specjalistom z innych krajów kontynuowanie kariery we Francji. Narzekają na to także mieszkający we Francji Polacy. “Tuż po przyjeździe, przyzwyczajona do ciągłego wyścigu szczurów, uparłam się, że muszę od razu znaleźć pracę. Okazało się to jednak niemalże niemożliwe, właśnie z powodu bariery językowej. Miałam wysokie kwalifikacje i wiele lat doświadczenia w branży, a jednak nic mi to nie dało, gdyż po francusku mówiłam tylko bonjour i merci. Moje życie zawodowe z dnia na dzień stanęło w miejscu” - opowiadała na łamach Bankier.pl mieszkająca w okolicach Bordeaux Elżbieta Chwiałkowska. “Pracodawcy widzą słabą znajomość języka, a jeśli nie znasz francuskiego, nie masz co liczyć nawet na sprzątanie w hotelu. Bo do pracowników w lokalnym francuskim hotelu menedżer zwracał się po francusku, dlatego podstawy języka trzeba znać” - opowiadał mieszkający na Lazurowym Wybrzeżu Tomasz Bobrowski.

Deficytowa tradycja

Deficyt budżetowy to gospodarcza wizytówka Francji. Paryskie władze są na minusie nieprzerwanie od 1974 r. Na okres ten przypadają długie serie wyjątkowo wysokich deficytów, które spotykają się z krytyką Komisji Europejskiej – dość powiedzieć, że procedura nadmiernego deficytu została w tym roku zdjęta z Francji po raz pierwszy od 2009 r.

Chwilowa poprawa sytuacji budżetowej to wynik głównie europejskiego boomu gospodarczego, który dał wiatr w żagle francuskiej gospodarce – notowane obecnie ponaddwuprocentowe tempo wzrostu PKB jest najwyższe od dekady. Cóż jednak z tego, skoro relacja długu do PKB wciąż rośnie i przekroczy niebawem okrągłe 100 proc. Skoro przy dobrej koniunkturze i rekordowo niskich stopach procentowych Paryż nie redukuje długu (jak np. Berlin), to trudno sądzić, że zdecyduje się na to w gorszych warunkach.

Chorwaci mierzą się z emigracją swoich obywateli, jednocześnie nie radząc sobie z brakiem rąk do pracy w turystyce
Chorwaci mierzą się z emigracją swoich obywateli, jednocześnie nie radząc sobie z brakiem rąk do pracy w turystyce (YAY Foto)

CHORWACJA:

Turystyka i długo, długo nic

Jesień poprzedniego i wiosna obecnego roku zdecydowanie nie były dla Chorwatów łaskawe. Inaczej niż zwykle, oczy świata były skierowane wtedy w tę stronę nie za sprawą turystycznych walorów, ale pogodowego armageddonu, jaki nie zdarza się tu często. Spływająca chorwackimi ulicami woda na jakiś czas wymyła z chorwackiego krajobrazu turystów, stawiając pod znakiem zapytania sytuację ekonomiczną miejscowych, od lat przyzwyczajonych do stabilnego “życia z turystyki”.

Zalane budynki, niezdatna do picia woda i wojsko na ulicach to rzeczywistość, z jaką nie miano tu do czynienia od lat. Jeśli zdarzyła się raz, drugi, nie ma żadnej pewności, że już nie wróci. Rozsądek podpowiada, by w gospodarce opartej o wysokość słupka rtęci na termometrach mieć rezerwowy scenariusz. Tej potrzeby wydają się jednak nie dostrzegać główni zainteresowani. “Plan B? Raczej nie istnieje. I co najgorsze, pogoda płata figle, a Chorwaci nadal nie zastanawiają się nad alternatywą” - opowiada w książce “Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą” Anna Reljić, Polka mieszkająca w okolicach Splitu. Podkreśla pokutujące od lat, mylne przeświadczenie Chorwatów, że obcokrajowcy spędzający wakacje w ich kraju to właściwie bezobsługowe źródło przychodów. “Turysta z lat siedemdziesiątych i dzisiejszy turysta to zupełnie inni odbiorcy. Dziś nie można już sprzedawać tylko słońca i morza” - uzupełnia.

Turystyka generuje około 20 proc. chorwackiego PKB, co jest najwyższym wynikiem w całej UE. Na potrzeby przestawienia gospodarki na inne tory uwagę zwracały Chorwacji niedawno Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Komisja Europejska.

Euro jest, ale go nie ma

Chociaż walutą Chorwacji jest kuna (nazwa pochodzi od futer kun, którymi handlowano na tych ziemiach przed setkami lat), to w kraju finalistów mistrzostw świata wielką popularnością cieszy się też euro. Nie chodzi jedynie o przyjmowanie płatności od licznych turystów, lecz także o domowe finanse samych Chorwatów. Słowo klucz to „euroizacja” czyli sytuacja, w której kraj niebędący członkiem strefy euro jednostronnie przyjmuje tę walutę (przykłady to np. Czarnogóra czy Kosowo). W Chorwacji kwestie walutowe nie są posunięte aż do tego stopnia (ze względu na istnienie kuny), lecz mimo to nawet sam bank centralny dostrzega chorwacką euroizację, przejawiającą się w wysokim (ponad 80%) udziale euro w wartości depozytów oraz długów w krajowym systemie bankowym.

Brak zaufania do kuny ma swoje korzenie w burzliwych latach 90., na które przypada rozpad Jugosławii i wojna na Bałkanach. Ekonomiczne wybory Chorwatów rzutują na warunki prowadzenia przez ich bank centralny polityki monetarnej. W przeciwieństwie np. do Polski, w Chorwacji na pierwszy plan nie wybijają się stopy procentowe, lecz utrzymywanie względnie stabilnego kursu kuny wobec euro.

– Często cytuję pewien wers z piosenki Boba Dylana: “Gdy nie masz nic, to nie masz nic do stracenia” (fragment utworu “Like a Rolling Stone” – przyp. red.). Skoro nie mamy niezależnej polityki pieniężnej, to co możemy stracić wchodząc do unii monetarnej? – wielokrotnie publicznie powtarzał Boris Vujčić, prezes Narodowego Banku Chorwacji. W tym kontekście warto też dodać, że ok. 90 proc. chorwackiego sektora bankowego należy do właścicieli zagranicznych, głównie z Austrii i Włoch.

Problemy giganta

Forma, którą w Rosji prezentują chorwaccy piłkarze mocno kontrastuje z kondycją największego przedsiębiorstwa w kraju. Wierzyciele rolno-spożywczego koncernu Agrokor zaaprobowali niedawno ugodę, na mocy której większość udziałów w tej największej prywatnej firmie na Bałkanach znajdzie się w rękach rosyjskich banków oraz amerykańskich funduszy. Gdyby nie doszło do ugody z wierzycielami, Agrokor, zatrudniający 60 tys. osób (w tym 40 tys. w Chorwacji) i odpowiadający za 15 proc. chorwackiego PKB, musiałby ogłosić bankructwo.

W trakcie audytu bilansów koncernu, który od wiosny ubiegłego roku znajduje się pod kontrolą państwa, wykryto niedobór w wysokości 2,9 mld euro oraz wykazano potężne nieprawidłowości w prowadzeniu ksiąg. Założyciel i były właściciel koncernu Ivica Todorić uciekł pod koniec 2017 r. do Wielkiej Brytanii. Władze Chorwacji domagają się jego ekstradycji.

Wysoki dług, niski wzrost

Na przeszkodzie do wejścia do strefy euro stoi przede wszystkim kryterium długu publicznego. Chociaż Chorwacja to młody i relatywnie ubogi kraj, to jej poziom zadłużenia odpowiada blisko 80 proc. PKB. To najwyższy rezultat wśród wszystkich państw „nowej Unii”, wyraźnie wyższy od Polski (50 proc.), Czech (35 proc.), Bułgarii (25 proc.) czy Estonii (9 proc.). Tak wysoki poziom długu sprawia, że Chorwacja we wszystkich głównych agencjach posiada rating na poziomie spekulacyjnym.

Wprawdzie rząd w Zagrzebiu za punkt honoru stawia sobie obniżenie relacji długu do PKB do dopuszczalnych w strefie euro 60 proc., lecz wielu ekonomistów krytykuje władze za brak zdecydowanych działań. Problem tkwi także w tym, że Chorwacja rozwija się zdecydowanie zbyt wolno jak na europejski kraj na dorobku. W pierwszym kwartale 2018 r. dynamika PKB wyniosła zaledwie 1,5 proc., a więc o wiele mniej niż w Polsce (5 proc.), Rumunii (4,2 proc.) czy Bułgarii (3,6 proc.). Wydaje się, że klucz do szybszego wzrostu leży w zwiększeniu aktywności zawodowej, która z wynikiem na poziomie 63 proc. (dla osób w wieku 20-64) znajduje się na dnie europejskiego rankingu. Problem jednak w tym, że kompetencje wielu pozostających poza rynkiem pracy Chorwatów nie odpowiadają profilowi, którego szukają pracodawcy.

Chorwacki odpływ z rynku pracy

“Znalezienie sezonowych pracowników w tym roku graniczy z cudem” - mówi Ania Reljić, Polka mieszkająca w Chorwacji od 2010 roku. Ten temat coraz częściej gości też w debacie publicznej. “Niedostatek pracowników straszy w przededniu sezonu”, “Potrzebna pomoc w wakacyjnym raju”, “Chroniczny brak kilku tysięcy budowlańców” - to tylko niektóre z nagłówków w międzynarodowych mediach z ostatniego roku. Zjawisko eskaluje zwłaszcza w okolicach tzw. wysokiego sezonu.

Przyczyną niedoborów jest m.in. masowa emigracja ekonomiczna Chorwatów do innych krajów Unii Europejskiej. Według danych podawanych przez CIA, kraj należy do TOP7 wspólnotowych państw zmagających się z największym odpływem obywateli. Wśród najczęściej obieranych kierunków przeprowadzki pojawiają się Niemcy i Irlandia.

Braków na rynku pracy Chorwaci jednocześnie nie potrafią zrekompensować sobie zatrudnianiem imigrantów, dla których warunki zatrudnienia w Chorwacji wciąż są mniej atrakcyjne niż w innych państwach. Według danych Eurostatu, w 2016 roku Chorwacja znajdowała się w ogonie UE, gdy brać pod uwagę liczbę imigrantów w przeliczeniu na 1000 mieszkańców (3,4 na 1000). Niższy wskaźnik odnotowano tylko w Bułgarii, Portugalii i na Słowacji.

Malwina Wrotniak, Michał Żuławiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 11 _jasko

Wygrały opalone Żabojady. I pomyśleć, że przodkowie Bartosza Kownackiego (l.39 sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej 2015-2018) uczyli Francuzów korzystania z widelca: - „To są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu”

! Odpowiedz
8 25 ajwaj

Kara boska :)
Oba 2 - byli wiernymi sojusznikami Adolfa H.

! Odpowiedz
9 6 karroryfer

w tak małym kraju drużyna warta 300 a teraz z 500mln $ ( i jeszcze drugie tyle z kolejnej setki kopaczy ) to powinien być już jakieś kilka %PKB - chyba że oni nic nie inwestują w kraju ?

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IV 2019
PKB rdr 4,7% I kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,9% III 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 164,53 zł III 2019
Produkcja przemysłowa rdr 9,2% IV 2019

Znajdź profil