Z korporacji w Warszawie do francuskich winnic [Tam mieszkam]

Malwina Wrotniak2016-05-13 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2016-05-13 06:00

Serce światowego winiarstwa bije w okolicach francuskiego Bordeaux i to tutaj, na niezliczone sposoby, zarabia się na winie wielkie pieniądze. Nie przeszkadza to jednak mieszkańcom wieść iście francuski tryb życia, gdzie co najmniej tak samo ważny jak praca jest czas wolny. Czy odnajdzie się tu Polak?

Uprawa winorośli i prowadzenie winnic, produkcja, dystrybucja i sprzedaż wina oraz wszystkiego, co z winem związane (beczki, tanki, korki, pamiątki), organizacja wycieczek dla enoturystów czy prowadzenie bazy noclegowej dla przyjeżdżających w te strony - to tylko niektóre ze sposobów zarabiania na winie, jakich próbują mieszkańcy regionu Bordeaux. W efekcie w te strony ściąga wielu, którzy chcieliby przekuć pasję w biznes.

W tej branży pracuje również mieszkająca we Francji od 2014 roku polska specjalistka. Walczy w środowisku mocno konkurencyjnym, walczy ze stereotypowym podejściem do Polaków, ale przy tym wszystkim stara się doceniać francuskie, inne od polskiego podejście do życia i pracy. – To ogromna korzyść z przeprowadzki do Francji – zwolniłam. Tak po prostu. Albo trafniej będzie, kiedy powiem, że zostałam zmuszona do zwolnienia – tak w najnowszej rozmowie z cyklu #TamMieszkam przeprowadzkę do regionu Bordeaux podsumowuje Elżbieta Chwiałkowska.

Elżbieta Chwiałkowska, Polka we Francji / wine-lady.com

Przeprowadzka do Francji

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Wyjechałaś do Francji nie na podbój Paryża, czy Lazurowego Wybrzeża, ale na wieś. W miejsce, gdzie dookoła tylko winnice.

Elżbieta Chwiałkowska: To region, gdzie wino i związana z nim branża są niezwykłą potęgą. W 2014 roku miasto Bordeaux odwiedziło około 6 milionów turystów, z czego 56% to były osoby zainteresowane enoturystyką (dane pochodzą z UGCB). Każdy szanujący się miłośnik wina odwiedza to miejsce - nie zobaczyć Saint Emilion (najbardziej znane winiarskie miasto świata, pięknie położone na wzniesieniu, z mnóstwem sklepów z winami i pamiątkami), to jak pojechać do Paryża i nie widzieć Wieży Eiffla.

Mekka turystów, ale też po prostu prowincja. Głęboka francuska wieś.

Pojęcie wsi ma tutaj trochę inne niż w Polsce znaczenie. To tak jak z piwnicą – u nas obskurna i szara, tutaj pięknie oświetlona i pełna starych roczników wina. Sąsiadów nie mam, gdyż z każdej strony otaczają mnie winnice, do sklepu dojechać mogę tylko samochodem, restauracje i kawiarnie policzę na palcach jednej ręki - więc dla mnie to wieś. Ale żyje się lepiej, spokojniej, ludzie są bardziej przyjaźni i choć chronią swojej prywatności, to są bardziej otwarci niż w Polsce i prezentują wysoki poziom kultury osobistej. W ogóle mam wrażenie, że jest to zupełnie inny świat. Oczywiście wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, ale ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji o wyjeździe.

A dodajmy, że tego wyjazdu nie planowałaś.

Dokładnie tak, nie miałam żadnych planów związanych z zamieszkaniem we Francji. Ba! Ja w ogóle tego języka i kraju nie lubiłam – wszystko, co francuskie kojarzyło mi się jedynie z żabami oraz ‘ą’ i ‘ę’ (śmiech). Decyzja o przeprowadzce do Francji to był, można powiedzieć, przypadek. Pojechałam do Francji za moją pasją, zakochałam się w bordoskich winnicach, poznałam mnóstwo cudownych osób, a jedna z nich później skradła moje serce. Po roku ciągłych podróży na trasie Polska-Francja w końcu podjęłam decyzję o tym, by się przenieść, tym bardziej, że o wyjeździe z Polski myślałam już od wielu lat.

Ten azymut na winnice wziął się z zawodowej przeszłości w Polsce?

Tak, pracowałam w tej branży przez trzy lata jako product manager polskiego oddziału jednej z największych firm świata zajmujących się dystrybucją wina. Zajmowałam się nie tylko produktem jako takim (wybór win dla klientów, ustalanie cen, kontrola stanów magazynowych etc.), ale również jego promocją, w każdym tego słowa znaczeniu. Uwielbiałam moją pracę, chociaż ostatni rok to była już wielka stagnacja, gdyż nie było już dla mnie możliwości rozwoju, a ja wciąż chciałam robić więcej, uczyć się i poznawać więcej. Dodatkowo pisałam o winie w internecie jako Wine Lady, chociaż to zajęcie traktowałam jako pasję, a nie sposób na zarabianie pieniędzy.

O źródło zarobku teraz, wśród francuskich winnic, chyba nawet nie muszę pytać.

Rozwijam swój biznes, który oczywiście jest związany z winem, a także wspólnie z moim partnerem rozpoczynamy prace nad produkcją wina pod naszą marką. Nie zapominam też o moich planach związanych z enoturystyką i budową domków (gites), chociaż podejrzewam, że ten cel zrealizuję dopiero za kilka lat; obecnie mam wystarczająco dużo pracy.

Co to jest gîte, co to jest chateaux?

Gîte - rodzaj obiektu noclegowego, szczególnie w okresie wakacji. Najczęściej dom wolnostojący albo przerobiona część domu właścicieli na terenie posiadłości właścicieli, w pełni wyposażona, przygotowana pod wynajem.

Chateaux - określenie posiadłości producenta wina (używane zwłaszcza w Bordeaux), który ma dom, winnicę i produkuje tam wino.

…mimo że – mieszkając we Francji – nie znasz języka francuskiego. Opowiedz o początkach, bo to musiała być poważna przeprawa.

Tuż po przyjeździe, przyzwyczajona do ciągłego wyścigu szczurów, uparłam się, że muszę od razu znaleźć pracę. Okazało się to jednak niemalże niemożliwe, właśnie z powodu bariery językowej. Miałam wysokie kwalifikacje i wiele lat doświadczenia w branży, a jednak nic mi to nie dało, gdyż po francusku mówiłam tylko bonjour i merci. Moje życie zawodowe z dnia na dzień stanęło w miejscu. Nie był to jednak dla mnie aż tak duży problem, gdyż po przyjeździe w planach i tak najpierw miałam długie wakacje. W Polsce praktycznie nie miałam wakacji przez ok. 10 lat, więc uznałam, że zasłużyłam na kilka miesięcy wolnego. Poświęciłam ten czas na podróże, poznawanie okolic i dostosowywanie się do nowego życia. I nie żałuję – uważam, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć w tamtym czasie i wyszło mi to tylko na dobre.

Okolice Bordeaux, Francja / wine-lady.com

Życie codzienne we Francji

Nie mów jednak, że nieznajomość francuskiego nie uwiera w codziennym życiu.

Bariera językowa nie przeszkadza mi w codziennym życiu, gdyż większość osób zamieszkujących te okolice to emigranci. To samo dotyczy osób z mojej branży – większość z nich to albo osoby z krajów anglojęzycznych, albo Francuzi, którzy, aby utrzymać swoją pozycję w branży wina, musieli się dostosować do międzynarodowych standardów i nauczyli się języka angielskiego. Na co dzień posługuję się więc językiem angielskim, a francuski to tylko dodatek. Uczę się go, chociaż nie z musu, ale raczej z szacunku do kraju, w którym mieszkam. Uznałam, że skoro planuję tu mieszkać, to wypadałoby się posługiwać tym językiem. Podstawy, które pozwalają mi się dogadać w sklepie czy na poczcie, opanowałam praktycznie od razu, a reszta to raczej nauka dla przyjemności niż konieczność.

Francja jest pod tym względem przyjazna przyjezdnym - zapisałam się na zajęcia dla obcokrajowców, gdzie uczymy się francuskiego 2 razy w tygodniu, po 2 godziny. Koszt jest żaden, gdyż wpisowe wynosi 5 euro na rok. Jedynym mankamentem jest kiepski system nauczania języków we Francji, ale na to już wpływu nie mam.

To wysokie mniemanie Francuzów o swoim języku i lekceważenie wobec angielskiego to mit czy prawda?

Tak - francuski jest tutaj podstawą komunikacji. Francuzi wciąż uważają, że ich język jest najlepszy i jedyny prawdziwy, więc z mojego punktu widzenia ten stereotyp ma w sobie dużo prawdy. Dodam, że nawet jeśli mówi się komunikatywnym francuskim, to Francuzi w większości i tak udają, że nie rozumieją. Ja się produkuję, żeby kupić tort na zamówienie, a pani mi tylko wznosi ręce do góry i mówi, że ona nie rozumie takiego francuskiego, bo nie mam prawidłowego akcentu i nie wie, co mam na myśli z tym Happy birthday Sarah.

Generalnie jest sporo przykładów zwrotów, których Francuzi używają na co dzień, a które mnie wydają się zabawne. Na przykład e-mail – to u nich le mél, chociaż używają również określenia e-mail. Z przyzwyczajenia dla potwierdzenia używam OK i nierzadko jestem poprawiana, że powinnam powiedzieć d’accord. A przecież i tak wiedzą, o co mi chodzi.

Okolice Bordeaux we Francji to zagłębie winiarstwa / wine-lady.com

Wnioskuję, że początki zanurzenia w nowej kulturze łatwe nie były. Największe zaskoczenia, które pamiętasz? W końcu każdy ma w głowie jakieś stereotypy.

Trzeba się wysilić, aby znaleźć te szykowne kobiety, które podobno są wszędzie we Francji (śmiech). Regularnie odwiedzam Bordeaux, inne miasta i miasteczka we Francji i tam o tę elegancję też nie jest łatwo. Co mnie zaskoczyło, to sam fakt jedzenia. Po pierwsze, prawie wszystkie potrawy są z mięsem. Ja nie jadam ani mięsa, ani ryb, więc każdy jeden wypad do miasta to problem ze znalezieniem czegokolwiek wegańskiego. Ogromne znaczenie ma tu przerwa obiadowa (ok. 12:00-14:00) - każdy ma czas na to, by usiąść przy stole i zjeść kilkudaniowe danie, popić winem i odpocząć po posiłku, zanim znowu wróci się do pracy. Nie ma jedzenia w pośpiechu, czy na stojąco albo picia kawy w drodze do pracy.

Mówi się też, jacy to Francuzi są otwarci, jak zapraszają innych do siebie etc. To prawda, zapraszają na obiady i kolacje, zapraszają na wspólny wypad na miasto, zapraszają i... na zapraszaniu się kończy. Teraz już do tego przywykłam, ale kiedy na początku się z kimś umawiałam i chciałam przykładowo ustalić godzinę kolacji, to ludzie byli zaskoczeni. To tak jak z How are you – ten kto pyta, wcale nie chce wiedzieć, co u ciebie.

Dzisiaj Francja cię drażni?

Francuzi mają inną kulturę i inne tradycje, więc nie mogę powiedzieć, że mnie to drażni - po prostu jest inne. Są sytuacje i zachowania, do których się przyzwyczaiłam, ale za którymi nadal nie przepadam. Nie lubię, kiedy ktoś wpada do mnie z niezapowiedzianą wizytą, tym bardziej, że mam mnóstwo rzeczy na głowie. Francuzi lubią odwiedzić tak po prostu („przejeżdżałem i okiennice były otwarte”). Czasem muszę się więc zmierzyć z ich zawiedzioną miną, gdy mówię, że niestety nie odwołam spotkania biznesowego, by teraz poczęstować ich winem i że zapraszam wieczorem albo jutro.

Nie dziwi o tyle, że to przecież podobno mistrzowie celebrowania codzienności.

To prawda. Weźmy na przykład dwugodzinną przerwę na lunch.

Lubisz?

Te dwie godziny w ciągu dnia naprawdę dużo dają. Jest czas na spotkanie z rodziną albo znajomymi, na wzniesienie toastu i na dobry posiłek, a później zawsze jest jeszcze czas, by odpocząć. Jednocześnie ma się przerwę w pracy, można zresetować umysł i później spokojnie dokończyć swoje obowiązki. Kolejna sprawa - celebrowanie chwili przy kieliszku wina. Generalnie tutaj zawsze jest okazja do wypicia kieliszka wina - poniedziałek jest okazją, wtorek też jest okazją, dzień pracy jest okazją i dzień wolny od pracy jest okazją. Gdybym nie była z Polski i nie znała tamtych realiów, to bym powiedziała, że Francuzi dużo piją. Ale prawda jest taka, że oni piją inaczej i zdaje się, że po prostu wiedzą, jak pić.

Godna pochwały jest też świadomość ważności swojej osoby i potrzeby docenienia chwili. To jest w sumie też ogromna korzyść z przeprowadzki do Francji – zwolniłam. Tak po prostu. Albo trafniej będzie, kiedy powiem, że zostałam zmuszona do zwolnienia; ale było to dobre. Francuzi się nie śpieszą, mają czas, by się zatrzymać i podziwiać świat wokół siebie, mają czas na obiad z rodziną. Mam wrażenie, jakby te dwa lata nauczyły mnie doceniania życia i czasu spędzonego z samą sobą – nad książką, w ogrodzie czy na spacerze wśród winnic. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro, więc nauczyłam się cieszyć tym, co dzisiaj; odnalazłam balans, którego wcześniej tak bardzo mi brakowało. Nadal zdarza mi się pracować do późnego wieczora, ale mam określone godziny pracy i ich nie wydłużam, bo ktoś tego chce. Jest czas na pracę, czas na dom, czas na znajomych i rodzinę, i jest czas dla siebie samej.

Lubię też szacunek, jakim Francuzi darzą samych siebie i swój czas wolny. W przerwie na lunch wszystkie sklepy są zamknięte, gdyż każdy ma lunch. Bawią mnie historie oburzonych turystów opowiadających o tym, jak to ich wyrzucono ze sklepu i kazano przyjść o 14:30, bo właściciel chce iść na obiad. Dla mnie to jak najbardziej właściwe. Jesteś turystą – sprawdź, jakie są zwyczaje w miejscu, które odwiedzasz i się dostosuj. We Francji przerwa na obiad jest święta i trzeba to uszanować. W niedziele sklepy są pozamykane, gdyż jest to czas dla bliskich, dla domu. I to też jest jak najbardziej właściwe. Dopiero od około 2 lat supermarket jest u nas otwarty w niedzielę, przez ok. 3 godziny. Wszystkie inne sklepy są zamknięte.

Czytaj dalej: jak pracuje się w sercu światowego winiarstwa? »

Okolice Bordeaux, Francja / wine-lady.com

Przeczytaj część pierwszą rozmowy »

Praca w branży win we Francji

Pełne winnic okolice Bordeaux każą spodziewać się wielopokoleniowych francuskich biznesów rodzinnych. Tymczasem wspominałaś, że mieszkasz wśród wielu obcokrajowców.

U nas właścicielami tych wielopokoleniowych francuskich winnic i chateaux są, obok Francuzów, obcokrajowcy. W mojej okolicy wielu producentów to Anglicy, Australijczycy, Irlandczycy, Duńczycy czy Amerykanie.

Przyjeżdża tutaj też bardzo dużo Brytyjczyków, którzy chcąc żyć lepiej, przenoszą się do Bordeaux, kupują swoje własne chateau i za emeryturę lub zaoszczędzone pieniądze żyją dużo lepiej niż na Wyspach. Trzeba pamiętać, że region Akwitanii należał kiedyś do Wielkiej Brytanii i dopiero po wojnie został przyłączony do Francji, a Bordeaux było swego czasu istotnym punktem wymiany handlowej. Chodzi oczywiście głównie o wino. Statki, po brzegi wypełnione beczkami czy butelkami, wypływały z portu w Bordeaux do Wielkiej Brytanii, również po tym, jak Akwitania należała już do Francji; Wielka Brytania była największym klientem wina z naszego regionu, stąd wielu Brytyjczyków od lat przyjeżdża właśnie tutaj. Aż roi się od nich w całym regionie, ale nie jest to dla nikogo zaskakujące.

Skąd pochodzą inwestorzy, którzy przyjeżdżają do Francji zarabiać na produkcji wina?

Wielka Brytania, Ameryka, od kilku lat Chiny – to główne kraje zainteresowane inwestowaniem tutaj. A jest w co inwestować, bo Francja to nadal najważniejszy i jeden z najbardziej cenionych krajów wytwarzających wino.

Takie miejsce musi sprzyjać rozwojowi przedsiębiorczości, bo przecież na winach zarabia się nie tylko poprzez ich dystrybucję i sprzedaż.

Bordeaux to serce światowego winiarstwa, więc co roku odbywają się tutaj różnego rodzaju wydarzenia winiarskie. W okolicach kwietnia jest En Primeur, czyli degustacja win z ostatniego rocznika; niegdyś ważne wydarzenie mające na celu sprzedaż niezabutelkowanego jeszcze wina i jego zakup, teraz jest to raczej miejsce spotkań dla osób pracujących z winem na całym świecie. Bordeaux Wine Festival również sprowadza setki tysięcy osób z całego świata, by celebrować wino i jedzenie z regionu. Mamy tu również różnego rodzaju targi wina i sprzętu (np. Vinexpo), które także gromadzą setki tysięcy osób z branży.

Elżbieta Chwiałkowska, Polka we Francji / wine-lady.com

A skoro przyjeżdża tu tylu turystów, to muszą oni gdzieś spać. Bardzo dobrym biznesem jest więc posiadanie miejsc na wynajem. Bardzo popularne są tutaj gites, apartamenty w chateaux czy B&B. Wiele osób zamienia część swojego domu na gites albo przystosowuje część chateau dla gości. Jest to niezwykle dochodowy biznes, w sumie wszyscy moi znajomi prowadzący gites mają pełną rezerwację już na kolejny rok.

Gdzie w tej branży jest top of the top? Innymi słowy - do czego dążą ludzie w zagłębiu winiarstwa?

Wino jest tak ogólnym pojęciem, a praca w branży tak zróżnicowana, że nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Jeśli jest się pasjonatem wina, to można robić kursy dla przyjemności. Jeśli jest się pasjonatem wina i pracuje sie z winem, to kursy trzeba robić. Ukończenie poszczególnych szczebli zajmuje lata i wymaga ogromnego poświęcenia, zarówno pod względem czasu, jak i inwestycji finansowej. Po skończonym jednym kursie można zacząć drugi i osiągnąć najwyższy szczebel tego drugiego, a później kolejny... Jeśli jest się sprzedawcą wina czy jego promotorem, to można podbijać nowe rynki, szukać nowych kanałów dystrybucji, nowych sposobów na promocję. I zawsze na takim nowym rynku zaczyna się od zera, bo trzeba ten rynek najpierw poznać, później zdobyć na nim renomę, a dopiero później zająć się rozwojem sprzedaży i kanałów marketingu. To również lata pracy i ogromnego poświęcenia. Kiedy się jest producentem wina, to można inwestować w nowe winnice i chateaux albo zająć się dystrybucją swojego wina na inne rynki. Albo można poszerzyć działalność również o produkcję beczek do wina, tanków czy korków. Można uznać wino za markę luksusową i wejść na rynek produktów luksusowych; dobrym przykładem jest tutaj Louis Vuitton, który oprócz branży fashion, kosmetyków czy biżuterii prowadzi również aktywną działalność w branży wina i alkoholi mocnych. Czy jednak jest to top of the top? Możliwości jest bez liku, zawsze można zrobić coś więcej - nie jest ważne, czy osiągnęło się najwyższy stopień w produkcji wina, w jego sprzedaży i promocji, czy w zarządzaniu winnicą.

Francuzi a Polacy

Wspominałaś za to, że problemem bywa polskie pochodzenie…

Tak, niestety z tym problemem spotkałam się już na samym początku, tuż po przeprowadzce. Jak wspomniałam wcześniej, w okolicy mieszka wielu Brytyjczyków, praktycznie na każdym większym spotkaniu ktoś opowiada mi historie o „złych Polakach” i wymaga ode mnie przeprosin za ludzi, którzy urodzili się w tym samym kraju, co ja. Na początku się broniłam, teraz się do tego przyzwyczaiłam i po prostu zmieniam temat. Ja to nie Polacy i nie biorę odpowiedzialności za masy jednostek, które wyemigrowały w jakimś tam celu i nie potrafią się zachować. Słyszałam różne opinie – jedni mówią, że Polacy przyjeżdżają po zasiłki i chcą wycisnąć ile się da, że brak im kultury i poszanowania, a inni, że jak już trafili im się Polacy, to pracowali bardzo dobrze. Generalnie z Francuzami problemu nie mam, często są zaskoczeni, kiedy mówię, że jestem z Polski. Bo jestem miła, bo nie marudzę, bo mówię takim dobrym angielskim i nie wyglądam na osobę z Polski (cokolwiek to znaczy). Gorzej, kiedy na spotkaniach biznesowych daję moją wizytówkę albo przedstawiam się pełnym imieniem i nazwiskiem, i widzę przerażenie w ich oczach. Francuzi nie wiedzą, jak je wymówić.

Okolice Bordeaux we Francji to zagłębie winiarstwa / wine-lady.com

W Twojej opinii jest coś, czego Francuzi mogliby uczyć się od Polaków?

Jak robić kapustę kiszoną, ogórki kiszone i kefir (śmiech). Mogliby się też nauczyć większej mobilizacji do pracy – chociaż uważam, że ich celebracja życia i codzienności jest super, to czekanie na cokolwiek od Francuza to udręka. Jak mówią „będzie na poniedziałek”, to pytam „w którym miesiącu?”.

Kiedy rozmawiasz z Polakami, emigracyjną idyllą dla wielu wydają się Stany, Australia, Holendrzy podobno chcieliby mieć dom na francuskiej wsi, a Francuzi?

Francuzi? Ale przecież oni mieszkają w najlepszym kraju, mówią najlepszym francuskim językiem, mają najlepsze francuskie produkty… gdzie byłoby im lepiej niż we Francji?

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl

Projekt jest częścią autorskiego projektu Bankier.pl - #TamMieszkam

Źródło:
Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak
redaktor naczelna Bankier.pl

Redaktor naczelna portalu Bankier.pl. Z firmą związana od 2008 roku, od 2014 r. jako zastępca redaktora naczelnego i szef działu "Twoje finanse/Biznes". W przeszłości dziennikarz specjalizujący się w tematyce ubezpieczeń, doceniona Nagrodą Polskiej Izby Ubezpieczeń dla Środowiska Dziennikarskiego. Autorka emigracyjnych projektów "Tam mieszkam" i "Zawróceni", uhonorowana Nagrodą im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W 2016 r. wydała książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą". Absolwentka studiów doktoranckich na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Tematy
Tanie konto osobiste z kontem oszczędnościowym.

Tanie konto osobiste z kontem oszczędnościowym.

Advertisement

Komentarze (19)

dodaj komentarz
~Anna
Bardzo ciekawy artykuł. Przeczytałam z przyjemnością. Od 5 lat we Francji. Wcześniej 4 lata w Hiszpanii. Ale to Francja skradła mi serce :-)
~p23
Lubię Francję, ale ostatnio dzieje się tam nieszczegolnie wesoło.moi klienci narzekają jak nigdy wcześniej, że rząd ich okrada.
A ja na własnej skórze odczulem kilka dni przedwczoraj rozpaczliwe szukanie pieniędzy przez aparat państwowy. Dostałem mandat za przekroczenie prędkości w strefie zabudowanej. 90 euro.
Lubię Francję, ale ostatnio dzieje się tam nieszczegolnie wesoło.moi klienci narzekają jak nigdy wcześniej, że rząd ich okrada.
A ja na własnej skórze odczulem kilka dni przedwczoraj rozpaczliwe szukanie pieniędzy przez aparat państwowy. Dostałem mandat za przekroczenie prędkości w strefie zabudowanej. 90 euro. Prędkość dozwolona 50 kmh, prędkość odnotowana 51 kmh (56 po odciagnieciu marginesu błędu).
~zaba
Zatrzymana we francyji kotwica zwana ku.....ta..sem. Potem mozna dorabiac ideologie o polubieniu kraju. Francje znam na wylot od kilkunastu lat, moja diagnoza: spier... stad.
~niepelnosprawny_org
co sobote chyba jak widze taki "reportaz"
~on
Do tej Pani z Francji znajomym anglikom proponuję pokazać stronę

https://www.google.co.uk/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://www.maciejdakowicz.com/cardiff-after-dark
~StanRS
Jak we Francyi zaprowadzą prawo szariatu, to skończy się produkcja win. A ty polaczku uważaj wtedy, bo w najlepszym razie kilka batów dostaniesz na tyłek.
~a5
Ładne miejsca - to małe miasteczka koło bordeaux -pompignac, farque i inne ale mało tam ludzi z polski -blisko do morza - ok.50 km.
~asfaks
"Trzeba pamiętać, że region Akwitanii należał kiedyś do Wielkiej Brytanii i dopiero po wojnie został przyłączony do Francji, a Bordeaux było swego czasu istotnym punktem wymiany handlowej".

Ciekawe, którą wojnę miała pani na myśli ^^
~Izabela1983
Niesamowite, ile człowiek może osiągnąć dzięki marzeniom i ciężkiej pracy nad ich realizacją. Historia jak z bajki, tylko bohaterka prawdziwa. Wszystkiego najlepszego Pani Elu, byle więcej takich pozytywnych osób jak Pani!!!
~Wit
Też chciałbym co rano wiedzieć taką piwniczkę. Do południa by z niej nie wychodził a później chyba nie mógł . Żartuję, piękne klimaty !!!!!

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki