Z korporacji w Warszawie do francuskich winnic [Tam mieszkam]

redaktor naczelna portalu Bankier.pl

Serce światowego winiarstwa bije w okolicach francuskiego Bordeaux i to tutaj, na niezliczone sposoby, zarabia się na winie wielkie pieniądze. Nie przeszkadza to jednak mieszkańcom wieść iście francuski tryb życia, gdzie co najmniej tak samo ważny jak praca jest czas wolny. Czy odnajdzie się tu Polak?

Uprawa winorośli i prowadzenie winnic, produkcja, dystrybucja i sprzedaż wina oraz wszystkiego, co z winem związane (beczki, tanki, korki, pamiątki), organizacja wycieczek dla enoturystów czy prowadzenie bazy noclegowej dla przyjeżdżających w te strony - to tylko niektóre ze sposobów zarabiania na winie, jakich próbują mieszkańcy regionu Bordeaux. W efekcie w te strony ściąga wielu, którzy chcieliby przekuć pasję w biznes.

W tej branży pracuje również mieszkająca we Francji od 2014 roku polska specjalistka. Walczy w środowisku mocno konkurencyjnym, walczy ze stereotypowym podejściem do Polaków, ale przy tym wszystkim stara się doceniać francuskie, inne od polskiego podejście do życia i pracy. – To ogromna korzyść z przeprowadzki do Francji – zwolniłam. Tak po prostu. Albo trafniej będzie, kiedy powiem, że zostałam zmuszona do zwolnienia – tak w najnowszej rozmowie z cyklu #TamMieszkam przeprowadzkę do regionu Bordeaux podsumowuje Elżbieta Chwiałkowska.

Elżbieta Chwiałkowska, Polka we Francji
Elżbieta Chwiałkowska, Polka we Francji (wine-lady.com)

Przeprowadzka do Francji

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Wyjechałaś do Francji nie na podbój Paryża, czy Lazurowego Wybrzeża, ale na wieś. W miejsce, gdzie dookoła tylko winnice.

Elżbieta Chwiałkowska: To region, gdzie wino i związana z nim branża są niezwykłą potęgą. W 2014 roku miasto Bordeaux odwiedziło około 6 milionów turystów, z czego 56% to były osoby zainteresowane enoturystyką (dane pochodzą z UGCB). Każdy szanujący się miłośnik wina odwiedza to miejsce - nie zobaczyć Saint Emilion (najbardziej znane winiarskie miasto świata, pięknie położone na wzniesieniu, z mnóstwem sklepów z winami i pamiątkami), to jak pojechać do Paryża i nie widzieć Wieży Eiffla.

Mekka turystów, ale też po prostu prowincja. Głęboka francuska wieś.

Pojęcie wsi ma tutaj trochę inne niż w Polsce znaczenie. To tak jak z piwnicą – u nas obskurna i szara, tutaj pięknie oświetlona i pełna starych roczników wina. Sąsiadów nie mam, gdyż z każdej strony otaczają mnie winnice, do sklepu dojechać mogę tylko samochodem, restauracje i kawiarnie policzę na palcach jednej ręki - więc dla mnie to wieś. Ale żyje się lepiej, spokojniej, ludzie są bardziej przyjaźni i choć chronią swojej prywatności, to są bardziej otwarci niż w Polsce i prezentują wysoki poziom kultury osobistej. W ogóle mam wrażenie, że jest to zupełnie inny świat. Oczywiście wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, ale ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji o wyjeździe.

A dodajmy, że tego wyjazdu nie planowałaś.

Dokładnie tak, nie miałam żadnych planów związanych z zamieszkaniem we Francji. Ba! Ja w ogóle tego języka i kraju nie lubiłam – wszystko, co francuskie kojarzyło mi się jedynie z żabami oraz ‘ą’ i ‘ę’ (śmiech). Decyzja o przeprowadzce do Francji to był, można powiedzieć, przypadek. Pojechałam do Francji za moją pasją, zakochałam się w bordoskich winnicach, poznałam mnóstwo cudownych osób, a jedna z nich później skradła moje serce. Po roku ciągłych podróży na trasie Polska-Francja w końcu podjęłam decyzję o tym, by się przenieść, tym bardziej, że o wyjeździe z Polski myślałam już od wielu lat.

Ten azymut na winnice wziął się z zawodowej przeszłości w Polsce?

Tak, pracowałam w tej branży przez trzy lata jako product manager polskiego oddziału jednej z największych firm świata zajmujących się dystrybucją wina. Zajmowałam się nie tylko produktem jako takim (wybór win dla klientów, ustalanie cen, kontrola stanów magazynowych etc.), ale również jego promocją, w każdym tego słowa znaczeniu. Uwielbiałam moją pracę, chociaż ostatni rok to była już wielka stagnacja, gdyż nie było już dla mnie możliwości rozwoju, a ja wciąż chciałam robić więcej, uczyć się i poznawać więcej. Dodatkowo pisałam o winie w internecie jako Wine Lady, chociaż to zajęcie traktowałam jako pasję, a nie sposób na zarabianie pieniędzy.

O źródło zarobku teraz, wśród francuskich winnic, chyba nawet nie muszę pytać.

Rozwijam swój biznes, który oczywiście jest związany z winem, a także wspólnie z moim partnerem rozpoczynamy prace nad produkcją wina pod naszą marką. Nie zapominam też o moich planach związanych z enoturystyką i budową domków (gites), chociaż podejrzewam, że ten cel zrealizuję dopiero za kilka lat; obecnie mam wystarczająco dużo pracy.

Co to jest gîte, co to jest chateaux?

Gîte - rodzaj obiektu noclegowego, szczególnie w okresie wakacji. Najczęściej dom wolnostojący albo przerobiona część domu właścicieli na terenie posiadłości właścicieli, w pełni wyposażona, przygotowana pod wynajem.

Chateaux - określenie posiadłości producenta wina (używane zwłaszcza w Bordeaux), który ma dom, winnicę i produkuje tam wino.

…mimo że – mieszkając we Francji – nie znasz języka francuskiego. Opowiedz o początkach, bo to musiała być poważna przeprawa.

Tuż po przyjeździe, przyzwyczajona do ciągłego wyścigu szczurów, uparłam się, że muszę od razu znaleźć pracę. Okazało się to jednak niemalże niemożliwe, właśnie z powodu bariery językowej. Miałam wysokie kwalifikacje i wiele lat doświadczenia w branży, a jednak nic mi to nie dało, gdyż po francusku mówiłam tylko bonjour i merci. Moje życie zawodowe z dnia na dzień stanęło w miejscu. Nie był to jednak dla mnie aż tak duży problem, gdyż po przyjeździe w planach i tak najpierw miałam długie wakacje. W Polsce praktycznie nie miałam wakacji przez ok. 10 lat, więc uznałam, że zasłużyłam na kilka miesięcy wolnego. Poświęciłam ten czas na podróże, poznawanie okolic i dostosowywanie się do nowego życia. I nie żałuję – uważam, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć w tamtym czasie i wyszło mi to tylko na dobre.

Okolice Bordeaux, Francja
Okolice Bordeaux, Francja (wine-lady.com)

Życie codzienne we Francji

Nie mów jednak, że nieznajomość francuskiego nie uwiera w codziennym życiu.

Bariera językowa nie przeszkadza mi w codziennym życiu, gdyż większość osób zamieszkujących te okolice to emigranci. To samo dotyczy osób z mojej branży – większość z nich to albo osoby z krajów anglojęzycznych, albo Francuzi, którzy, aby utrzymać swoją pozycję w branży wina, musieli się dostosować do międzynarodowych standardów i nauczyli się języka angielskiego. Na co dzień posługuję się więc językiem angielskim, a francuski to tylko dodatek. Uczę się go, chociaż nie z musu, ale raczej z szacunku do kraju, w którym mieszkam. Uznałam, że skoro planuję tu mieszkać, to wypadałoby się posługiwać tym językiem. Podstawy, które pozwalają mi się dogadać w sklepie czy na poczcie, opanowałam praktycznie od razu, a reszta to raczej nauka dla przyjemności niż konieczność.

Francja jest pod tym względem przyjazna przyjezdnym - zapisałam się na zajęcia dla obcokrajowców, gdzie uczymy się francuskiego 2 razy w tygodniu, po 2 godziny. Koszt jest żaden, gdyż wpisowe wynosi 5 euro na rok. Jedynym mankamentem jest kiepski system nauczania języków we Francji, ale na to już wpływu nie mam.

To wysokie mniemanie Francuzów o swoim języku i lekceważenie wobec angielskiego to mit czy prawda?

Tak - francuski jest tutaj podstawą komunikacji. Francuzi wciąż uważają, że ich język jest najlepszy i jedyny prawdziwy, więc z mojego punktu widzenia ten stereotyp ma w sobie dużo prawdy. Dodam, że nawet jeśli mówi się komunikatywnym francuskim, to Francuzi w większości i tak udają, że nie rozumieją. Ja się produkuję, żeby kupić tort na zamówienie, a pani mi tylko wznosi ręce do góry i mówi, że ona nie rozumie takiego francuskiego, bo nie mam prawidłowego akcentu i nie wie, co mam na myśli z tym Happy birthday Sarah.

Generalnie jest sporo przykładów zwrotów, których Francuzi używają na co dzień, a które mnie wydają się zabawne. Na przykład e-mail – to u nich le mél, chociaż używają również określenia e-mail. Z przyzwyczajenia dla potwierdzenia używam OK i nierzadko jestem poprawiana, że powinnam powiedzieć d’accord. A przecież i tak wiedzą, o co mi chodzi.

Okolice Bordeaux we Francji to zagłębie winiarstwa
Okolice Bordeaux we Francji to zagłębie winiarstwa (wine-lady.com)

Wnioskuję, że początki zanurzenia w nowej kulturze łatwe nie były. Największe zaskoczenia, które pamiętasz? W końcu każdy ma w głowie jakieś stereotypy.

Trzeba się wysilić, aby znaleźć te szykowne kobiety, które podobno są wszędzie we Francji (śmiech). Regularnie odwiedzam Bordeaux, inne miasta i miasteczka we Francji i tam o tę elegancję też nie jest łatwo. Co mnie zaskoczyło, to sam fakt jedzenia. Po pierwsze, prawie wszystkie potrawy są z mięsem. Ja nie jadam ani mięsa, ani ryb, więc każdy jeden wypad do miasta to problem ze znalezieniem czegokolwiek wegańskiego. Ogromne znaczenie ma tu przerwa obiadowa (ok. 12:00-14:00) - każdy ma czas na to, by usiąść przy stole i zjeść kilkudaniowe danie, popić winem i odpocząć po posiłku, zanim znowu wróci się do pracy. Nie ma jedzenia w pośpiechu, czy na stojąco albo picia kawy w drodze do pracy.

Mówi się też, jacy to Francuzi są otwarci, jak zapraszają innych do siebie etc. To prawda, zapraszają na obiady i kolacje, zapraszają na wspólny wypad na miasto, zapraszają i... na zapraszaniu się kończy. Teraz już do tego przywykłam, ale kiedy na początku się z kimś umawiałam i chciałam przykładowo ustalić godzinę kolacji, to ludzie byli zaskoczeni. To tak jak z How are you – ten kto pyta, wcale nie chce wiedzieć, co u ciebie.

Dzisiaj Francja cię drażni?

Francuzi mają inną kulturę i inne tradycje, więc nie mogę powiedzieć, że mnie to drażni - po prostu jest inne. Są sytuacje i zachowania, do których się przyzwyczaiłam, ale za którymi nadal nie przepadam. Nie lubię, kiedy ktoś wpada do mnie z niezapowiedzianą wizytą, tym bardziej, że mam mnóstwo rzeczy na głowie. Francuzi lubią odwiedzić tak po prostu („przejeżdżałem i okiennice były otwarte”). Czasem muszę się więc zmierzyć z ich zawiedzioną miną, gdy mówię, że niestety nie odwołam spotkania biznesowego, by teraz poczęstować ich winem i że zapraszam wieczorem albo jutro.

Nie dziwi o tyle, że to przecież podobno mistrzowie celebrowania codzienności.

To prawda. Weźmy na przykład dwugodzinną przerwę na lunch.

Lubisz?

Te dwie godziny w ciągu dnia naprawdę dużo dają. Jest czas na spotkanie z rodziną albo znajomymi, na wzniesienie toastu i na dobry posiłek, a później zawsze jest jeszcze czas, by odpocząć. Jednocześnie ma się przerwę w pracy, można zresetować umysł i później spokojnie dokończyć swoje obowiązki. Kolejna sprawa - celebrowanie chwili przy kieliszku wina. Generalnie tutaj zawsze jest okazja do wypicia kieliszka wina - poniedziałek jest okazją, wtorek też jest okazją, dzień pracy jest okazją i dzień wolny od pracy jest okazją. Gdybym nie była z Polski i nie znała tamtych realiów, to bym powiedziała, że Francuzi dużo piją. Ale prawda jest taka, że oni piją inaczej i zdaje się, że po prostu wiedzą, jak pić.

Godna pochwały jest też świadomość ważności swojej osoby i potrzeby docenienia chwili. To jest w sumie też ogromna korzyść z przeprowadzki do Francji – zwolniłam. Tak po prostu. Albo trafniej będzie, kiedy powiem, że zostałam zmuszona do zwolnienia; ale było to dobre. Francuzi się nie śpieszą, mają czas, by się zatrzymać i podziwiać świat wokół siebie, mają czas na obiad z rodziną. Mam wrażenie, jakby te dwa lata nauczyły mnie doceniania życia i czasu spędzonego z samą sobą – nad książką, w ogrodzie czy na spacerze wśród winnic. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro, więc nauczyłam się cieszyć tym, co dzisiaj; odnalazłam balans, którego wcześniej tak bardzo mi brakowało. Nadal zdarza mi się pracować do późnego wieczora, ale mam określone godziny pracy i ich nie wydłużam, bo ktoś tego chce. Jest czas na pracę, czas na dom, czas na znajomych i rodzinę, i jest czas dla siebie samej.

Lubię też szacunek, jakim Francuzi darzą samych siebie i swój czas wolny. W przerwie na lunch wszystkie sklepy są zamknięte, gdyż każdy ma lunch. Bawią mnie historie oburzonych turystów opowiadających o tym, jak to ich wyrzucono ze sklepu i kazano przyjść o 14:30, bo właściciel chce iść na obiad. Dla mnie to jak najbardziej właściwe. Jesteś turystą – sprawdź, jakie są zwyczaje w miejscu, które odwiedzasz i się dostosuj. We Francji przerwa na obiad jest święta i trzeba to uszanować. W niedziele sklepy są pozamykane, gdyż jest to czas dla bliskich, dla domu. I to też jest jak najbardziej właściwe. Dopiero od około 2 lat supermarket jest u nas otwarty w niedzielę, przez ok. 3 godziny. Wszystkie inne sklepy są zamknięte.

Czytaj dalej: jak pracuje się w sercu światowego winiarstwa? »

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 ~Anna

Bardzo ciekawy artykuł. Przeczytałam z przyjemnością. Od 5 lat we Francji. Wcześniej 4 lata w Hiszpanii. Ale to Francja skradła mi serce :-)

! Odpowiedz
0 6 ~p23

Lubię Francję, ale ostatnio dzieje się tam nieszczegolnie wesoło.moi klienci narzekają jak nigdy wcześniej, że rząd ich okrada.
A ja na własnej skórze odczulem kilka dni przedwczoraj rozpaczliwe szukanie pieniędzy przez aparat państwowy. Dostałem mandat za przekroczenie prędkości w strefie zabudowanej. 90 euro. Prędkość dozwolona 50 kmh, prędkość odnotowana 51 kmh (56 po odciagnieciu marginesu błędu).

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 18 ~zaba

Zatrzymana we francyji kotwica zwana ku.....ta..sem. Potem mozna dorabiac ideologie o polubieniu kraju. Francje znam na wylot od kilkunastu lat, moja diagnoza: spier... stad.

! Odpowiedz
0 0 ~niepelnosprawny_org

co sobote chyba jak widze taki "reportaz"

! Odpowiedz
2 0 ~on

Do tej Pani z Francji znajomym anglikom proponuję pokazać stronę

https://www.google.co.uk/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://www.maciejdakowicz.com/cardiff-after-dark

! Odpowiedz
8 21 ~StanRS

Jak we Francyi zaprowadzą prawo szariatu, to skończy się produkcja win. A ty polaczku uważaj wtedy, bo w najlepszym razie kilka batów dostaniesz na tyłek.

! Odpowiedz
0 8 ~a5

Ładne miejsca - to małe miasteczka koło bordeaux -pompignac, farque i inne ale mało tam ludzi z polski -blisko do morza - ok.50 km.

! Odpowiedz
0 16 ~asfaks

"Trzeba pamiętać, że region Akwitanii należał kiedyś do Wielkiej Brytanii i dopiero po wojnie został przyłączony do Francji, a Bordeaux było swego czasu istotnym punktem wymiany handlowej".

Ciekawe, którą wojnę miała pani na myśli ^^

! Odpowiedz
15 15 ~Izabela1983

Niesamowite, ile człowiek może osiągnąć dzięki marzeniom i ciężkiej pracy nad ich realizacją. Historia jak z bajki, tylko bohaterka prawdziwa. Wszystkiego najlepszego Pani Elu, byle więcej takich pozytywnych osób jak Pani!!!

! Odpowiedz
1 5 ~Wit

Też chciałbym co rano wiedzieć taką piwniczkę. Do południa by z niej nie wychodził a później chyba nie mógł . Żartuję, piękne klimaty !!!!!

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne