- Śledzimy w Internecie najnowsze doniesienia. Kserujemy wycinki z prasy. Bardzo przeżywamy całe to zamieszanie. Boimy się, czy firma to przetrzyma, czy nie będzie zwolnień. Czasy są bardzo ciężkie, o pracę trudno. Większość z nas jest bardzo zżyta z zakładem - mówi jedna z pracownic Próchnika.
Jej koleżanka dodaje, że od dwóch lat, odkąd w zakładzie pojawiła się inwestorka i nowy zarząd, pracuje się bardzo dobrze. - Za czasów pani Eli uregulowano wszystkie zaległości, nie ma opóźnień w wypłatach, dostajemy pieniądze za nadgodziny. Od dawna nie było większych zwolnień. Poprawiła się atmosfera. No i produkcja idzie pełną parą - dodaje kobieta.
Pracowników firmy szczególnie zaniepokoiły rewelacje na temat przeszłości Macieja Niebrzydowskiego, syna inwestorki, który rzekomo prowadzi jej interesy.
Zarząd Próchnika ma w tej sprawie własną politykę informacyjną. Rozesłał do pracowników maile.
- Zapewniliśmy, że ataki medialne na rodzinę głównego akcjonariusza nie mają żadnego wpływu na działalność spółki - mówi Mikołaj Habit, wiceprezes spółki i pełnomocnik Elżbiety Sjöblom. - Próchnikowi nic nie grozi, mamy bardzo dobre perspektywy.
Habit dodał, że w tym tygodniu akcje Próchnika wracają do niedawnego kursu (wczoraj o godzinie 13 za akcję spółki trzeba było zapłacić 1,44 zł, zaledwie kilka groszy mniej niż przed tygodniem).
W Próchniku pracuje około 270 osób. Łódzki zakład szyje męskie płaszcze i kurtki pod własną marką, a także realizuje zamówienia dla firmy Hugo Boss.
Dziennik Łódzki
(pb)





















