Po trwającej tydzień świątecznej przerwie na rynek wrócił temat kryzysu walutowego w Turcji. Poniedziałkowy poranek przyniósł wyraźne osłabienie liry w stosunku do dolara. Warto jednak mieć na uwagę, że dziś nie pracują banki z londyńskiego City.


[Aktulizacja 13:30] Przez ubiegły tydzień turecki kryzys był w fazie hibernacji. Zapewne po części z powodu muzułmańskiego Święta Ofiarowania, które w rozciągnęło się prawie na cały tydzień. W sobotę prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wezwał w swoich rodaków do "poświęcenia i determinacji" w celu "odpierania ataków na gospodarkę" pogrążonej w kryzysie walutowym.
Oznacza to utrzymanie populistycznego kursu Erdogana, który roztacza wizję spisków i ataków „wrażych sił” zamiast uleczyć przyczyny tureckiego kryzysu. W szczególności turecki „sułtan” blokuje podwyżki stóp procentowych w banku centralnym, które są standardowym narzędziem w stabilizowaniu krajowej waluty.
W takich warunkach poniedziałkowy poranek przyniósł dalsze osłabienie tureckiej waluty. O 9:12 za dolara płacono ponad 6,13 liry, a więc o ponad 2,6% więcej niż przed weekendem. Ale o 13:30 kurs USD/TRY podniósł się do 6,23 liry, co oznaczało już wzrost o 4,4%. Wcześniej notowania dolara sięgnęły nawet 6,28 liry.
Od początku roku lira straciła wobec dolara ok. 40%. Dotychczasowy rekord słabości lira wyznaczyła w połowie sierpnia, gdy kurs dolara przekroczył 7 lir. Jeszcze rok temu amerykańska waluta kosztowała niespełna 3,50 liry.
Od wiosny Turcja pogrążona jest w pełzającym kryzysie walutowym. Zagraniczny kapitał ucieka znad Bosforu przestraszony galopującą inflację (która sięga 16% przy 5-procentowym celu inflacyjnym TCMB), stanem sektora bankowego, wysokim deficytem na rachunku bieżącym i uzależnieniem kraju od zagranicznych pożyczek.
KK




























































