W Parlamencie Europejskim toczy się walka o definicję wódki. Kraje Europy Północno – Wschodniej, w tym Polska, podkreśliły, że nazwa "wódka" odnosić może się do alkoholu produkowanego wyłącznie z tradycyjnych surowców: zboża, ziemniaków lub melasy buraczanej. Inne państwa chcą rozszerzenia tej definicji, co oznacza, że wódką można byłoby nazywać alkohol wyprodukowany z dowolnych surowców pochodzenia rolniczego. – Brak sprecyzowania surowców spowoduje wytwarzanie wódki również z odpadów poprodukcyjnych, na przykład z wytłoczyn winogronowych – mówi z obawą Waldemar Lewandowski, prezes Destylarni Sobieski w Starogardzie Gd. – To z kolei spowoduje obniżanie cen produkowanych wyrobów kosztem zapewnienia odpowiedniej jakości. Na tanie wyroby wódkopodobne znajdzie się ogromna rzesza potencjalnych "smakoszy", a konsekwencje tego poniosą rodzimi producenci wódek bazujący na tradycyjnych surowcach. Podczas debat prowadzonych w Brukseli w tej sprawie, Polacy zdecydowanie negowali projekt rozporządzenia dotyczącego napojów spirytusowych. Ostatnio jednak Polska zmiękcza swoje stanowisko dążąc do kompromisu. Jak niedawno poinformowała PAP, wicepremier Andrzej Lepper, ogłosił na konferencji prasowej w Brukseli, iż Polska zgadza się, aby alkohol produkowany z innych surowców niż ziemniaki, zboża, czy melasa buraczana, nazywać wódką. Zaznaczył jednak, że jest to do zaakceptowania pod warunkiem, iż będzie ona wyraźnie oznaczona jako "nietradycyjna". W najbliższych tygodniach w Parlamencie Europejskim ma zostać podjęta decyzja w sprawie przepisów określających definicję wódki. Następnie stanowisko zajmie Rada Unii Europejskiej, składająca się z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich szczebla ministerialnego.
Dziennik Bałtycki
MACIEJ JĘDRZYŃSKI




























































