Tam mieszkam: RPA, Bloemfontein

2014-10-23 06:00
publikacja
2014-10-23 06:00

Podobno najbardziej cywilizowany kraj w Afryce. Tęczowy naród, ziemia obiecana dla wielu młodych zdolnych. Ale to wciąż ten sam kraj, gdzie dokonuje się rytualnych morderstw na tle rasowym, a papier toaletowy zamyka przed złodziejami na kłódkę. O życiu na emigracji dla Bankier.pl,w ramach projektu #TamMieszkam, opowiada mieszkające w Republice Południowej Afryki młode małżeństwo – Agnieszka* i Jan Lewtak.

/ fot. istock / Thinkstock



Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Wasze przenosiny do RPA to efekt świadomych starań czy po prostu wykorzystanie okazji, jaka się nadarzyła?

Jan Lewtak: To efekt świadomych starań. Na czwartym roku doktoratu dowiedziałem się o grupie pewnego profesora chemii w RPA. Ciekawe badania, fajne miejsce. Powiedział, że co prawda nie posiada funduszy, żeby przyjąć świeżo upieczonego doktora na staż podoktorski, ale że możemy razem napisać podanie o finansowanie. Takie podanie napisaliśmy, złożyliśmy do Centrum Finansującego Naukę w RPA i zostało ono rozpatrzone pozytywnie.

Ponad 3 lata temu na łamach TamMieszkam.pl o życiu w RPA opowiadał polski dyplomata z Pretorii. Mówił wtedy, że po RPA nie spodziewalibyśmy się „tak dobrego jedzenia, pogody i ludzi”. Zostaliście zaskoczeni w podobny sposób?

Agnieszka i Jan Lewtak - Polacy w RPA / fot. Agnieszka i Jan Lewtak /

Jan: Przed przyjazdem postanowiliśmy, że mieszkając w RPA, zaakceptujemy w pełni styl życia Południowoafrykańczyków, czyli to, co jedzą, jakie mają zwyczaje, styl bycia czy kulturę. Niesamowicie stymulujące doświadczenie - nieopisanie dużo się nauczyliśmy i doświadczyliśmy jako osoby, a przy tym z sukcesem kładliśmy nacisk na to, żeby nie zatracić siebie. I faktycznie, o ile jeszcze spodziewaliśmy się dobrej pogody, to z kolei ludzie zaskoczyli nas niezwykle miło – uczynnością, szczodrością i niespotykaną empatią.

Agnieszka: Ludzie, którzy nas otaczają to niewątpliwie jeden z głównych powodów, dla których zdecydowaliśmy się przedłużyć swój pobyt tutaj. Spotkaliśmy i ciągle spotykamy tu wiele niezwykle pomocnych i przyjacielsko nastawionych osób. W kwestii pogody – owszem – przez 9 miesięcy w roku jest pięknie, słonecznie i ciepło. Natomiast miesiące zimowe (czerwiec-sierpień) mnie osobiście bardzo dają się we znaki – zimno jest wtedy przenikające. Mieszkamy na wysokości 1400 m n.p.m. Mamy najbardziej skrajne temperatury w całym RPA  - od około 40 stopni ciepła w styczniu do temperatur minusowych w lipcu. Domy są zupełnie nieogrzewane i nieprzystosowane do tak niskich temperatur. Mało tego, mieszkańcom Bloem bardzo trudno zrozumieć, dlaczego ja marznę – przecież w Polsce miewamy -30°C.

Bloem, a właściwie Bloemfontein, to miejscowość oddalona o kilkaset kilometrów od stolicy – Pretorii [w Bloemfontein urodził się J.R.R. Tolkien – red.]. Podobno w tym kraju mniejsze miasta uchodzą za bezpieczniejsze. Czujecie się tu bezpiecznie?

Agnieszka: Nas, na szczęście, nie spotkało tutaj nic złego. Oprócz kradzieży rowerów (już trzech) nie mamy złych południowoafrykańskich doświadczeń. Staramy się żyć normalnie, podróżujemy, nie ulegamy tym negatywnym, często przesadzonym opiniom, ale też przestrzegamy zasad bezpieczeństwa.

Jan: Bo faktycznie, żeby móc żyć przyjemnie w Bloemfontein, należy bezdyskusyjnie przestrzegać pewnych reguł. Czyli: po zmroku nie powinno się przebywać w centrum miasta; na terenie uniwersytetu po zmroku chodzić należy wyłącznie grupami; w samochodzie po każdym zaparkowaniu zakładać blokadę skrzyni biegów lub odłączać dopływ paliwa. Jeśli clubbing na mieście, to wedle pewnych zasad oraz w wyznaczonych miejscach. A czy sytuacja w większych miastach jest znacznie odmienna - nie jestem pewien. Słyszy się, że w Johannesburgu jest niebezpiecznie; ale za to w Kapsztadzie nieraz spacerowaliśmy po zmroku w centrum miasta i nie czuliśmy się ani trochę niepewnie.

Jakimś wyznacznikiem stopnia bezpieczeństwa są kraty w oknach i druty kolczaste na ogrodzeniach, o których tak często opowiadają mieszkający w RPA Polacy. To naturalne elementy krajobrazu również w Waszej okolicy?

Jan: Tak. Na początku bardzo nam to przeszkadzało. A teraz... to trochę tak, jak przyzwyczajenie się do domofonu. Z początku jest jakoś tak niezwyczajnie, a później staje się to normalne. W naszym życiu w RPA jest zbyt dużo niesamowitych i fascynujących zdarzeń, żeby zwracać uwagę na kraty w oknach.

Tak chętnie przytaczane przez media zabójstwa muti [rytualne mordy – red.] czy podobne akty przemocy są elementem codziennej rzeczywistości i słyszy się o nich na co dzień czy to raczej legendy?

Jan: Słyszy się. Najbardziej nagłaśniane są zabójstwa na tle rasowym, ale po bardziej wnikliwej obserwacji tutejszej ludności dochodzę do wniosku, że najwięcej gwałtów, zabójstw i aktów przemocy dotyczy czarnych kobiet, które zazwyczaj nie mają odwagi zgłosić przestępstwa lub też, z racji zawiłości plemiennych zwyczajów, akceptują to, co się im lub ich rodzinie przydarzyło.

Agnieszka: Warto dodać, że mieszkamy w białej, spokojnej dzielnicy, tak więc o podobnych historiach słyszymy z opowieści czy też możemy przeczytać w lokalnych gazetach. Osobiście nie znam RPA z takiej strony.

Jak egzystują ze sobą biali i czarni?

Jan: Właściwie to nieźle się to udaje. (Na marginesie dodam, że RPA nie bez powodu nazywane jest tęczowym krajem – mieszkają tu nie tylko biali i czarni, ale również koloredzi, buszmeni, żółci oraz mieszkańcy pochodzenia hinduskiego).

/ fot. istock / Thinkstock



Obserwuję dwa dodatkowe oblicza takiej koegzystencji. Pierwsza to niewykształceni czarni, podatni na agitację oraz czcze obietnice polityków. Gdy te nie są spełniane, chętnie sprawa jest sprowadzana do koloru skóry i obwiniania białych. Jako że rana Apartheidu jeszcze się nie zabliźniła, łatwo ją rozdrapać do krwi, a to zawsze wzbudzi emocje, które z łatwością przykryją grzeszki polityków.

Z drugiej strony - wykształceni biali. W nich narasta frustracja w związku z „polityką wyrównywania szans”, jaką obecnie propaguje się w kraju. Pokaźna liczba świeżo upieczonych lekarzy, naukowców, inżynierów ze względu na wspomnianą politykę nie ma szansy na rozpoczęcie kariery - szansę taką dostają poza granicami kraju i emigrują. Tu w RPA, w sytuacji złożenia dwóch identycznych merytorycznie aplikacji białego oraz czarnego, pracę dostanie czarny - są to oficjalnie podawane warunki.

Przykładowo, wycinek z kryteriów otrzymania stypendium, o które niedawno się ubiegałem brzmi w oryginale tak: „5.2. Equity - The programme will strive for equity targets of 80% black and 60% women, 4% disabilities in line with national imperatives of equity and redress”. [Twórcy chcą, by udział osób czarnych wyniósł 80%, kobiet 60%, a niepełnosprawnych 4% - red.] Być może można nazwać to sprawiedliwymi parytetami.

Poza tym nie ma tu żadnego skrępowania przy nazywaniu ludzi po kolorze skóry: czarny, kolorowy czy biały. Jest to politycznie i społecznie poprawne. Czasami na kampusie widzę czarnych studentów zwracających się do siebie „Howzzit, nigga?” czyli: „Siema, czarnuchu”!

Z czego żyje większość miejscowej ludności?

Jan: Wykształcona część społeczeństwa [przeważnie biali] - często staje się przedsiębiorcami, albowiem na rynku jest jeszcze dla przedsiębiorczości dużo miejsca. Rynek jest bardzo chłonny i spragniony przedsiębiorców, małych i mikro- firm.

/ fot. istock / Thinkstock



Niewykształcona część społeczeństwa chwyta się dorywczych prac ogrodniczych, rolniczych, sprzątania. Rząd oferuje dotacje dla dziecka w rodzinie (około 50 zł/miesiąc/dziecko), więc w społecznościach plemiennych dziewczyny są niejako zobligowane zajść w ciążę kiedy przekroczą wiek 13 lat. W ten sposób dokładają się do budżetu rodzinnego. Powoduje to ogromną liczbę dzieci wychowujących się bez ojców, a w dalszej części – stale rosnącą przestępczość.

Sporo ludzi żyje z kradzieży i paserstwa. Kradnie się wszystko: sprzęt AGD, komputery, prąd, żywność, telefony, druty wysokiego napięcia, samochody, znaki drogowe, kopiuje karty kredytowe. W RPA, chyba w jako jedynym kraju na świecie, papier toaletowy w toaletach jest zamknięty na kłódkę.

No właśnie. Pomówmy o ograniczeniach, na jakie w codziennym funkcjonowaniu jesteście skazani z racji tego, że biali i że przyjezdni.

Jan: Nie możemy wziąć telefonu na umowę. Żeby znaleźć zatrudnienie, powinniśmy mieć pozwolenie na pracę. Żeby ubiegać się o pozwolenie na pracę, należy przedstawić dowód zatrudnienia. Przy podróżowaniu płacimy za droższe bilety: bilety wstępu do wszelkich atrakcji typu muzea, parki są droższe dla obcokrajowców.

Nierzadko zdarza się, że bez znajomości Afrikaans dużo trudniej niż po angielsku jest załatwić sprawę w urzędzie, mimo że oba te języki są urzędowe.

/ EastNews

Agnieszka: Tak, brak znajomości języka Afrikaans, mieszkając w chyba najbardziej afrykanerskim mieście w kraju, potrafi być poważnym utrudnieniem. Zarówno na płaszczyźnie oficjalnej, urzędowej, jak i prywatnej. Na szczęście gdy tylko zwróci się uwagę współtowarzyszom i poprosi o przejście na angielski, natychmiast to robią. Czuje się natomiast, że nie jest to naturalne podejście.

Mieszkacie tu już ponad 3 lata. Czy to jest miejsce, w którym moglibyście zostać na dużo dłużej?

Agnieszka: Mieszka nam się tutaj bardzo dobrze. Jest czas na pracę i rozrywkę. Na podróżowanie i  zacieśnianie przyjaźni. Czas na szeroko pojęty rozwój osobisty, rozwijanie zainteresowań i odkrywanie nowych pasji. Obecny czas jest dla nas wyjątkowo ważny, gdyż oczekujemy pierwszego potomka, a otoczenie Bloemfontein jak najbardziej temu sprzyja. Jednak czy to jest miejsce na zawsze? Raczej nie. Jeśli poczujemy, że moment zmiany nadszedł – ruszymy dalej, ceniąc afrykańskie doświadczenia.

Podobno zbieraliście je w „najbardziej cywilizowanym kraju Afryki”. Z czego może wynikać taka opinia?

Jan: Niezaprzeczalnie jest to kraj o ogromnych możliwościach finansowych, dlatego przez wiele lat ściągali tu ludzie z całego świata, eksperci, ludzie z marzeniami, ludzie świetnie wykształceni. Ostatni poważniejszy konflikt zbrojny zakończył się w 1902 roku, więc II wojna światowa, która spustoszyła Europę nie miała tu większych konsekwencji. To wszystko składa się na wartość RPA. Jestem przekonany, że przy odpowiedniej sytuacji politycznej mógłby to być jeden z najbardziej cywilizowanych oraz najbogatszych krajów na świecie.

Pod koniec 2013 roku RPA trafiła na czołówki światowych mediów w związku ze śmiercią Nelsona Mandeli. Co ma dziś do pokazania i w jakim kierunku wydaje się teraz zmierzać ten kraj?

Jan: RPA dziś przypomina mi Polskę z lat 90., kiedy to razem z pojawieniem się możliwości dla rozumnych, przedsiębiorczych obywateli pojawiły się również malwersacje i kradzieże dobra wspólnego. Tutaj odczuwa się dosyć boleśnie ten drugi aspekt. Przykładowo, zupełnie oficjalnie prezydent kraju wybudował sobie dom z pieniędzy podatników za równowartość 60 mln zł. Można zatem przypuszczać, że takich zdarzeń jest więcej.

/ fot. istock / Thinkstock





















Z drugiej strony obserwuję mnóstwo oddolnych inicjatyw, ludzi, którzy mają ambicję życia pełnią życia w swoim kraju. Dzieje się to niezależnie od koloru skóry – czy to są czarni, biali, hindusi, czy żółci. I to daje ogromną nadzieję, że RPA będzie trwało i z recesji się wydostanie. Albowiem ludzie w RPA potrafią marzyć.

Afrykański Kongres Narodowy, który kieruje krajem, jest jeszcze w stanie zapanować nad nim na tyle, by zaprowadzić zmiany na lepsze?

Jan: AKN zapewne nie zapanuje nad sytuacją, statystyki mówią o straszliwej korupcji. Myślę, że powstaną kolejne partie (jak Democratic Alliance, która już rośnie w siłę), na początku jawiące się jako wybawienie; te partie wygrają wybory, przypuszczalnie zrobią znacznie mniej niż obiecywały, ale jednak popchną nieco kraj do przodu. I one się rozpadną, potem powstaną nowe... Aż w końcu kraj będzie zarządzany właściwie. Albo przynajmniej tak, jak Polska; bo z perspektywy widzę, że Polska jest naprawdę nieźle zarządzana. Na pewno znacznie lepiej niż w tej chwili RPA.

Rand jest dziś niepokojąco słabą walutą. Skoro odbija się to na imporcie, to zapewne również na mieszkańcach kraju?

Jan: Chyba niespecjalnie. Podczas Apartheidu, kiedy to RPA doświadczyła embarga na prawie wszystko, wykształciła w sobie umiejętność radzenia sobie gospodarczo pomimo wszelkich trudności. I to się naprawdę udawało. Teraz cały czas odczuwamy pokłosie tamtej zdolności. Poza tym najbogatsza część społeczeństwa: hinduska rodzina Guptów, niektórzy biali burowie oraz czarne diamenty (tak nazywamy młodych zdolnych czarnych, którzy szybko się dorobili) nie przejmuje się cenami i konsumuje przy każdej koniunkturze

Agnieszka: Słaby kurs randa my odczuwamy w momencie, kiedy na przykład kupujemy bilety do Polski. Wtedy trzeba przeznaczyć na zakup tak dużo randów, że decydujemy się zapłacić w złotówkach.

Dziękuję za rozmowę.

*Agnieszka Lewtak o codziennym życiu w RPA opowiada na łamach swojego bloga agnesssinafrica.blogspot.com.

Materiał jest częścią projektu #TamMieszkam

Źródło:
Tematy
Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Advertisement

Komentarze (17)

dodaj komentarz
~KONIECEuropy
Tam ≈45% jest nosicielami HIV. A reszta po prostu nie wie.

PRZERAŻAJĄCA Prawda:
przekopiuj: fas.st/MCfCL
~Artur
Widze ze ekspertami sa ci ktorzy nigdzie nie byli i nic nie doznali i nic nie zwiedzili.??? Wszystko jedno gdzie sie czlowiek znajduje musi zachowadz regoly. Ostroznosc i czujnosc. Bylismy w roznych krajach jak: Czeczeni przed wojna, Rosji, Turcii, Kurdestanie, Libanie, Maroku, Mauretani o europie nie mowie. Srachu najadlem sie w Widze ze ekspertami sa ci ktorzy nigdzie nie byli i nic nie doznali i nic nie zwiedzili.??? Wszystko jedno gdzie sie czlowiek znajduje musi zachowadz regoly. Ostroznosc i czujnosc. Bylismy w roznych krajach jak: Czeczeni przed wojna, Rosji, Turcii, Kurdestanie, Libanie, Maroku, Mauretani o europie nie mowie. Srachu najadlem sie w Polsce w tym kraju w ktorym wyroslem i chcieli nas napasc i okrasc. Dzieki czuinosci udalo sie nam zapobiec. Jedno wiem najczesciej zdazaja sie wypadki kiedy ludzie sami doprowadzaja do roznych sytuacji bo nie znaja jezykow i z braku akceptacji dla drugiego. Artur/ Wuppertal
~NieoG
Trafny art... Zuje juz jakis czas w RPA i czyje sie w mniejszym miasteczku bezpiecznie, nie przesadzajmy, trzeba trzymac sie pewnych zasad i tyle... Na pewno nie ma tutaj takich miejsc jak w niektorych wiekszych miastach w PL jak trojkat we wrocku na przyklad gdzie dostac mozna o kazdej porze nie tylko w nocy.

A i jakos zycia
Trafny art... Zuje juz jakis czas w RPA i czyje sie w mniejszym miasteczku bezpiecznie, nie przesadzajmy, trzeba trzymac sie pewnych zasad i tyle... Na pewno nie ma tutaj takich miejsc jak w niektorych wiekszych miastach w PL jak trojkat we wrocku na przyklad gdzie dostac mozna o kazdej porze nie tylko w nocy.

A i jakos zycia bez porownania i poziom stresu rowniez :)))
~marek
Nooo przepraezam ale jeżeli druty kolczaste i kraty porównuje się do domofonu.....Ogarnijcie się. Po prostu bezpiecznie tam się nie można czuć i to trzeba powiedzieć. W życiu nie wybrałbym takiego miejsca do życia
~Autor
Ha! Skoro Pan Marek powiada, że trzeba, no to nie ma wyjścia... Oficjalnie więc oświadczam: bezpiecznie tam się nie można czuć. A przynaglony poradą nie zwlekam i się ogarniam natychmiast.
~ziutek
Polacy ciagle narzekaja - II -RP- zle, PRL- zle, obecnie- zle zyjecie mrzonkami ,myslicie ze kolejna wladza da kazdemu wedlog potrzeb?
~ja
ja nie chce zeby mi dawala wedłóg potrzeby, ja tylko chce zeby mi nie zabierala az tyle. Ogolnie to mam gdzies te cale smieszne panstwo i tych ludzi.
~wteiwewtamte_pl
Cały wywiad (bardzo ciekawy z resztą), liczy dwie strony, a z niezrozumiałego dla mnie powodu sensację wzbudza jedno zdanie, w którym Pan Jan zestawia ze sobą sytuację w RPA i w Polsce. Ludzie... czy wy nie rozumiecie co znaczy ''z perspektywy ?'' Jeżeli ktoś żyje w RPA to z jego perspektywy sytuacja w Polsce Cały wywiad (bardzo ciekawy z resztą), liczy dwie strony, a z niezrozumiałego dla mnie powodu sensację wzbudza jedno zdanie, w którym Pan Jan zestawia ze sobą sytuację w RPA i w Polsce. Ludzie... czy wy nie rozumiecie co znaczy ''z perspektywy ?'' Jeżeli ktoś żyje w RPA to z jego perspektywy sytuacja w Polsce może być wprost znakomita, mimo że każdy z nas wie, jak jest na prawdę. My operujemy innym standardem i innym standardem mierzymy nasze państwo i inaczej mierzy je gość, który mieszka w RPA. Koniec kropka. Moje pytanie - czy w ogóle zdarza się, że biali ludzie mieszkają na dzielnicach czarnych i odwrotnie ? Czy o tym kto mieszka na tej dzielnicy decyduje kolor skóry, czy cena nieruchomości ? Jeśli kolor skóry to kto pilnuje tego porządku ? Pozdrawiam !
~Grzechu_comeback
TAK. człowieku, rozumiem co to takiego perspektywa, jednakowoż pozwalam sobie mieć swoje zdanie w tym temacie. NIGDY wcześniej nie było tylu afer w tak krótkim czasie i takiego kalibru! Z TEJ perspektywy POlska stacza się i biorąc pod uwagę TEN TREND trudno inaczej POdsumować jakość zarządzania....RPA, jednak, się poprawia,TAK. człowieku, rozumiem co to takiego perspektywa, jednakowoż pozwalam sobie mieć swoje zdanie w tym temacie. NIGDY wcześniej nie było tylu afer w tak krótkim czasie i takiego kalibru! Z TEJ perspektywy POlska stacza się i biorąc pod uwagę TEN TREND trudno inaczej POdsumować jakość zarządzania....RPA, jednak, się poprawia, pewnie też dlatego, że nie ma tam Tuska i jego ferajny. Mowa o perspektywie kilkudziesięciu lat... powiedzmy 30stu.Z perspektywy chwili, przy braku codziennych problemów z jakimi muszą się borykać Polacy, w znacznej odległości "od tego syfu" (cytat z ferajny) można cieszyć się że w Polsce nie ukradziono 3 rowerów. Te 3 000 000 000PLN, które "ukradziono" są tak absurdalne odległe, że można całkiem o nich zapomnieć.... :)
~mirek odpowiada ~Grzechu_comeback
uważaj bo się capslock urwie. Łajza jesteś i to jedyna prawda. Srać na kraj może łajza albo dywersant z innego kraju. Nie wiem kogo reprezentujesz, to bez znaczenia

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki