REKLAMA

Tak zmieniały się ceny mieszkań po 2008 roku. 10 wykresów, które warto zobaczyć

Marcin Kaźmierczak2020-06-12 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2020-06-12 06:00
Tak zmieniały się ceny mieszkań po 2008 roku. 10 wykresów, które warto zobaczyć
Tak zmieniały się ceny mieszkań po 2008 roku. 10 wykresów, które warto zobaczyć
fot. Bankier.pl /

Kwiecień przyniósł wyhamowanie wzrostów i pierwsze spadki cen ofertowych. Czy to przełoży się na spadek cen transakcyjnych i będziemy mieli powtórkę z kryzysu zapoczątkowanego w 2008 roku?

Zamiast wierzyć ekspertom w ciemno, sięgnijmy po twarde dane. W nowym raporcie Bankier.pl przeanalizowaliśmy zmiany cen transakcyjnych mieszkań po kryzysie z 2008 roku w największych miastach w Polsce.

Spora część ekspertów rynku nieruchomości wieszczy na najbliższe miesiące scenariusz podobny do tego z kryzysu 2008-2009. Obniżkę stawek sięgającą nawet 15 proc. przewidują m.in. analitycy banku PKO BP. O tym, co może stać się z cenami, mówią na razie jedynie oczekiwania sprzedających. Zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym mieliśmy do czynienia z pierwszymi spadkami. W Warszawie, w zależności od dzielnicy, stawki w relacji miesięcznej spadły od 1 do nawet 10 proc.

fot. Fotokon /

My jednak przyjrzymy się cenom transakcyjnym, które co kwartał publikuje Narodowy Bank Polski, a które świadczą o faktycznej kondycji rynku i tym, jak zmieniały się one podczas poprzedniego kryzysu zapoczątkowanego w 2008 roku.

Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym w Warszawie

Choć pierwsze symptomy kryzysu pojawiały się już wcześniej, za datę graniczną "kryzysu 2008" przyjmiemy III kwartał tamtego roku, kiedy to w połowie września upadł amerykański bank Lehman Brothers.

fot. Bankier.pl /

Dokładnie w tym samym czasie zaczęły spadać ceny nowych mieszkań w Warszawie. Ze szczytu osiągniętego trzy miesiące wcześniej, gdy deweloperzy inkasowali średnio 8611 zł/mkw., w ciągu ponad czterech lat – do IV kw. 2012 r. - średnia cena transakcyjna spadła do poziomu 6466 zł/mkw., czyli o 24,9 proc.

Od tego czasu "deweloperskie" stawki transakcyjne w stolicy nieustannie rosną, a kupującym kwartalnych wzrostów sięgających nawet 8 proc. nie rekompensują sporadyczne korekty rzędu 1-2 proc. W ciągu nieco ponad 5 lat: od IV kw. 2012 do I kw. 2018 r. ceny transakcyjne w Warszawie wzrosły średnio o 23,2 proc. Wzrost w kolejnych dwóch latach wyniósł kolejne 23,2 proc.

Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym w Gdańsku

Podobnie jak w Warszawie średnia cena transakcyjna nowych mieszkań swój szczyt przed kryzysem osiągnęła w II kw. 2008 r. Wówczas płacono średnio 7740 zł/mkw. W kolejnych trzech kwartałach obniżyła się o 31,4 proc., a nominalnie o ponad 1400 zł/mkw. do 5309 zł/mkw.

fot. Bankier.pl /

W ciągu kolejnych czterech lat mieliśmy do czynienia naprzemiennie z podwyżkami i obniżkami, a średnia cena transakcyjna wahała się od niespełna 5300 zł/mkw. do 5900 zł/mkw. Po raz ostatni  poniżej poziomu 5300 zł/mkw. płacono w Gdańsku w I kw. 2013 r. Od tego czasu średnia stawka wzrosła o 65,2 proc. do osiągniętego w I kw. 2020 r. poziomu 8741 zł/mkw.

Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym w Krakowie

Także w Krakowie pierwsza fala obniżek przyszła w III kw. 2008 r. Wówczas w ciągu pięciu kwartałów z rzędu – do III kw. 2009 r. średnia cena transakcyjna na rynku pierwotnym spadła o 14,5 proc. – z 8027 zł/mkw. do 6866 zł/mkw. W kolejnych pięciu latach mieliśmy do czynienia z przewagą kwartalnych obniżek cen, które zaowocowały spadkiem średniej ceny transakcyjnej rzędu 17 proc. pomiędzy III kw. 2009 a IV kw. 2014 r.

fot. Bankier.pl /

Od tego czasu w ciągu nieco ponad 5 lat średnia kwota płacona za nowe mieszkanie w Krakowie wzrosła o 46 proc. Jeśli jednak porównamy I kw. 2020 r. do stanu z II kw. 2008, a więc przed kryzysem, wzrost ten wyniesie już tylko 4,1 proc.

Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym we Wrocławiu

Pierwsza zapowiedź spadków cen w stolicy Dolnego Śląska pojawiła się już w IV kw. 2007 r. Wówczas do II kw. 2008 r. ceny spadły średnio o 9,7 proc, by w kolejnych dwóch kwartałach znowu rosnąć.

Wbrew sytuacji na pozostałych największych rynkach pierwotnych w Polsce we Wrocławiu ze wzrostem stawek mieliśmy do czynienia także w III kw. 2008 r., a więc podczas wybuchu kryzysu finansowego. Średnia cena ofertowa w stolicy Dolnego Śląska wzrosła wówczas o 10,1 proc.

fot. Bankier.pl /

Kolejne półtora roku na wrocławskim rynku pierwotnym obrazuje sinusoida. Pomiędzy III kw. 2008 a II kw. 2009 r. kwoty wpisywane w aktach notarialnych obniżyły się średnio o 13,5 proc. i osiągnęły minimum (średnio 5095 zł/mkw.), by w ciągu następnego roku – do II kw. 2010 r. urosnąć średnio o 16,5 proc. do średniego poziomu 5938 zł/mkw.

Blisko trzyletni okres do I kw. 2013 r. to naprzemienne wzrosty i korekty, które przełożyły się na spadek średniej ceny ofertowej o 8,6 proc. do poziomu 5430 zł/mkw.

Ostatnie siedem lat w stolicy Dolnego Śląska stoi pod znakiem kwartalnych wzrostów sięgających nawet 9 proc., których nie rekompensują zdarzające się od czasu do czasu 1-procentowe korekty. Zaowocowało to podwyżką, która pomiędzy I kw. 2013 a I kw. 2020 r. sięgnęła 53,9 proc.

Ceny transakcyjne mieszkań na rynku pierwotnym w Poznaniu

W Poznaniu fala obniżek cen przyszła nieco szybciej, bo w II kw. 2008 r. Przez siedem kwartałów z rzędu – do końca 2009 r. - średnia stawka, za którą sprzedawano nowe mieszkanie w stolicy Wielkopolski obniżyła się o 19,3 proc. i wyniosła 6130 zł/mkw.

fot. Bankier.pl /

Cenowy rollercoaster trwający przez kolejne trzy lata, do IV kw. 2012 r., z wahaniami cen od -10,7 proc. do +5,0 proc., przełożył się ostatecznie na obniżkę rzędu 14,2 proc. Wówczas średnia cena transakcyjna osiągnęła minimalny poziom 5339 zł/mkw.

W kolejnych siedmiu latach, do początku 2020 r., poznański rynek pierwotny cechował się największą stabilnością spośród największych polskich miast. Nie uchroniło to jednak kupujących przed wzrostem cen o 39 proc.

Ceny transakcyjne mieszkań na rynku wtórnym w Warszawie

Pierwsze obniżki po okresie dość znacznych podwyżek na stołecznym rynku wtórnym przyszły już w IV kw. 2007 r. Do III kw. 2008 r. ceny spadły o 6,7 proc. Mające miejsce w kolejnych dwóch latach wahania cen – od 7-procentowych spadków po 7-procentowe podwyżki zaowocowały w II kw. 2010 r. średnią ceną transakcyjną 8933 zł/mkw., która wróciła do poziomu z połowy 2007 r.

fot. Bankier.pl /

Fala spadków nastąpiła jednak wiosną 2010 r. Od tego czasu do pierwszych miesięcy 2013 r. średnia kwota wpisywana w aktach notarialnych dotyczących sprzedaży używanych mieszkań w stolicy spadła o 25,1 proc. i osiągnęła swoje minimum w analizowanym okresie – 6687 zł/mkw.

Podobnie jak na warszawskim rynku pierwotnym, tak i na wtórnym kolejne siedem lat to czas sprzedających. Pomiędzy I kw. 2013 a I kw. 2020 r. średnia stawka metra kwadratowego używanego mieszkania wzrosła o 45,1 proc. do 9705 zł.

Ceny transakcyjne mieszkań na rynku wtórnym w Gdańsku

Zapowiedź obniżek cen mieszkań z rynku wtórnego w Gdańsku nastąpiła w I kw. 2008 r., gdy średnia stawka spadła w relacji kwartalnej o 3 proc., by wynieść 6074 zł/mkw. Od tego czasu do I kw. 2014 r., z nieznacznymi kwartalnymi odchyleniami w górę, średnia kwota, jaką płacono za używane mieszkanie, spadła o 23,5 proc. do poziomu 4791 zł/mkw.

fot. Bankier.pl /

Jak pokazały kolejne kwartały, był to dołek, z którego przez kolejne sześć lat, za sprawą rocznych wzrostów sięgających nawet 14 proc., średnia cena transakcyjna odbiła aż o 74,2 proc., a nominalnie o 3556 zł/mkw., by w I kw. 2020 r. wynieść 8347 zł/mkw.

Ceny transakcyjne na rynku wtórnym w Krakowie

W Krakowie z pierwszymi przecenami używanych mieszkań mieliśmy do czynienia w drugiej połowie 2007 r. Jednak to w latach 2008-2009 spadek cen przyspieszył. Sprzedający mieli jednak z czego zbijać stawki. W II kw. 2007 używane mieszkanie w stolicy woj. małopolskiego kosztowało średnio 7309 zł/mkw. Tymczasem w III kw. 2009 r. płacono już średnio 5975 zł/mkw. – o 18,3 proc. mniej.

Po trwającym do II kw. 2011 r. wzroście cen, który w ciągu niespełna dwóch lat wyniósł 8,4 proc., przyszła ponowna fala spadków. Do początku 2014 r. średnia kwota wpisywana w aktach notarialnych spadła o 5731 zł/mkw., a więc o 11,5 proc.

fot. Bankier.pl /

Choć w kolejnych dwóch latach, do II kw. 2016 r., dominowały spadki, to za sprawą dwóch kwartałów ze sporymi podwyżkami (w II kw. 2014 r. o 3,6 proc. i w I kw. 2015 r. o 6,2 proc.) średnia cena transakcyjna ponownie wróciła w okolice 5750 zł/mkw.

Od tego czasu na krakowskim rynku wtórym dominują podwyżki. W ciągu niespełna czterech lat średnia kwota, za jaką kupowano używane mieszkanie w Krakowie, wzrosła o 35,3 proc. do 7766 zł/mkw. Jeśli jednak zestawimy ją ze średnią stawką płaconą w II kw. 2007 r. (7309 zł/mkw.), wzrost wyniesie już tylko 6,3 proc.

Ceny transakcyjne na rynku wtórnym we Wrocławiu

Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na rynku wtórnym we Wrocławiu. Do osiągnięcia minimum pierwszej fali obniżek doszło w II kw. 2009 r. Wówczas za używane mieszkanie w stolicy Dolnego Śląska płacono średnio 561 zł/mkw. Kwota ta została osiągnięta za sprawą 18-procentowej obniżki pomiędzy IV kw. 2007 a II kw. 2009 r.

fot. Bankier.pl /

Po wzroście o niespełna 9 proc. w ciągu następnego roku i kolejnych kwartałach ze stabilnymi stawkami fala obniżek trwająca od III kw. 2011 do II kw. 2013 r. zaowocowała spadkiem średniej ceny transakcyjnej do 4979 zł/mkw. – o 17,1 proc.

Wówczas rozpoczęła się trwająca do IV kw. 2019 r. fala wzrostów. Ceny mieszkań na rynku wtórnym wzrosły w tym czasie o 46,9 proc. W I kw. 2020 r. byliśmy jednak świadkami wyhamowania tej tendencji i minimalnego spadku średniej ceny transakcyjnej o 1 zł/mkw., do 7315 zł/mkw.

Ceny transakcyjnena rynku wtórnym w Poznaniu

W Poznaniu rosnące od 2006 r. ceny mieszkań na rynku wtórnym zatrzymały się w I kw. 2008 r. na poziomie 6357 zł/mkw. Wówczas rozpoczęła się trwająca niespełna dwa lata faza spadków, która w IV kw. 2009 r. zaowocowała średnią ceną transakcyjną wynoszącą 5181 zł/mkw. – niższą w porównaniu z I kw. 2008 r. o 18,5 proc.

fot. Bankier.pl /

Po krótkotrwałej podwyżce przeplatanej korektami, średnią cenę na poziomie 5200 zł/mkw. udało się utrzymać do IV kw. 2010 r.

Następną falę spadków cen na poznańskim rynku wtórnym odnotowano pomiędzy IV kw. 2010 a I kw. 2013 r., gdy za używane mieszkania płacono średnio o 7,2 proc. mniej. Po niej stawki znów odbiły i w ciągu kolejnych czterech lat do I kw. 2017 r. wzrosły średnio o 7,2 proc. Dopiero ostatnie trzy lata przyniosły znaczące wzrosty. Pomiędzy I kw. 2017 a I kw. 2020 r średnia kwota, którą wpisywano w aktach notarialnych, wzrosła o 26,7 proc. i wyniosła 6531 zł/mkw.

Jeśli jesteś zainteresowany najnowszymi analizami cen, branżowymi wiadomościami i prognozami z rynku nieruchomości oraz kredytów mieszkaniowych, zapisz się na nowy newsletter Bankier.pl o nieruchomościach.

fot. / / Bankier.pl
Źródło:
Marcin Kaźmierczak
Marcin Kaźmierczak
redaktor Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Twoje Finanse - Biznes w Bankier.pl. Zajmuje się tematyką nieruchomości. Przygotowuje raporty dotyczące cen mieszkań, pisze o trendach na tym rynku, monitoruje najciekawsze inwestycje w Polsce i za granicą. Na co dzień śledzi także rynek motoryzacyjny, a swoimi spostrzeżeniami dzieli się w sekcji Moto portalu Bankier.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie Wrocławskim.

Tematy
Szukasz kierowcy? Opublikuj ogłoszenie za 89,28 zł

Szukasz kierowcy? Opublikuj ogłoszenie za 89,28 zł

Advertisement

Komentarze (116)

dodaj komentarz
marynapilecka
Trochę faktów na temat aktualnej podaży mieszkań:

Portal OLX ogłoszenia mieszkaniówka

Data / Wynajem / Sprzedaż

19 04 08 / 30098 / 25587
20 06 15 / 50621 / 32733
denim292
Dodruk coraz potężniejszy, europa idzie śladem USA i też będzie każdy problem zadrukowywać pomalowanym papierkiem i rzucać to na ulicę. Hiperinflacja już czai się za rogiem.

Fundusz odbudowy zaproponowany kilka dni temu przez Niemcy i Francję przyjmuje coraz bardziej konkretny wyraz. I wygląda jak prawdziwa bazooka
Dodruk coraz potężniejszy, europa idzie śladem USA i też będzie każdy problem zadrukowywać pomalowanym papierkiem i rzucać to na ulicę. Hiperinflacja już czai się za rogiem.

Fundusz odbudowy zaproponowany kilka dni temu przez Niemcy i Francję przyjmuje coraz bardziej konkretny wyraz. I wygląda jak prawdziwa bazooka fiskalna. Dla Polski może być to mocny impuls rozwojowy. Co więcej, jest to autentycznie duży krok dla Unii Europejskiej, mogący zapewnić tej organizacji przetrwanie wyjątkowo trudnego dla niej kryzysu. Trudno przecenić rolę tych informacji.

Z propozycji opublikowanej w środę przez Komisję Europejską wynika, że cały fundusz będzie miał wartość 750 miliardów euro, z czego 2/3 to będą granty dla państw, a 1/3 – pożyczki. Kwota to 5 proc. PKB Unii Europejskiej, rozłożona na 4 lata. Bardzo ważny jest fakt, że - w przeciwieństwie do tradycyjnego budżetu UE - fundusz będzie finansowany przez emisję długu przez Komisję Europejską, a więc będzie to czysta stymulacja kredytowa gospodarki. Spłata nastąpi w latach 2028-2056 z nowych podatków, m.in. podatku cyfrowego, czy granicznego podatku węglowego (Carbon Border Tax). Ta różnica między funduszem odbudowy a tradycyjnym budżetem UE jest bardzo ważna, bo oznacza, że fundusz nie jest tylko transferem od bogatszych do biedniejszych, ale jest stymulacją gospodarki opartą na uwspólnotowieniu długu.

Fundusze przyznane do dyspozycji Polsce mogą w przybliżeniu sięgnąć 66 mld euro, czyli 280 mld zł, rozłożonych na 4-lata (dokładna alokacja może zależeć też od tego, czy kraj przedstawi dobre plany inwestycyjne, zgodne z priorytetami KE). To jest równowartość ok. 3 proc. PKB rocznie, co oznacza bardzo poważny impuls fiskalny. Moglibyśmy za łączną kwotę zbudować 8 Centralnych Portów Komunikacyjnych lub 8000 km autostrad.

KE zaproponuje 750 mld euro na odbudowę gospodarczą w UE
Oczywiście, będziemy w przyszłości spłacać większość tych pieniędzy (ok. 42 mld euro), ale spłata zacznie się dopiero w 2028 r. i będzie finansowana z nowych podatków europejskich, a nie składki członkowskiej.

Trudno przecenić, jak opłacalna dla Polski jest propozycja Komisji Europejskiej. Tę operację można porównać do zwiększenia wydatków publicznych finansowanych długiem, z tym że dług zaciągamy pośrednio – korzystając z wiarygodności całej UE, a część otrzymujemy w formie grantu. I to jest największa zaleta tej operacji. W czasie, gdy potrzebujemy wsparcia gospodarki finansowanego długiem publicznym, Europa podejmuje decyzje o uwspólnotowieniu długu. Korzystają na tym wszystkie kraje o wiarygodności wyraźnie niższej od średniej. A dodatkowo kraje, które otrzymają więcej niż ich udział w europejskim PKB, takie jak Polska, korzystają podwójnie.
Są tu jeszcze trzy niezwykle istotne aspekty polityczne, które trzeba dostrzec.
Po pierwsze, najważniejsi decydenci w UE dostrzegli prawdopodobnie, że Unia stoi na granicy rozpadu. Zamknięte granice, potężna pomoc publiczna dla firm, nadwyrężająca wolny rynek, brak solidarności – to mogło skończyć się destrukcją UE. Fundusz należy interpretować jako wielki europejski projekt na miarę Planu Marshalla, o zasięgu wykraczającym poza wymiar finansowy. Kontekst jest oczywiście zupełnie inny, ale dla słabszych krajów w relacji do PKB transfery mogą być większe niż Plan Marshalla dla ówczesnej Europy. A cel jest podobny: zabezpieczyć Europę przed turbulencjami politycznymi wywołanymi przez kryzys gospodarczy.

Po drugie, w Niemczech doszło do potężnej zmiany politycznej – kraj zgodził się na częściowe uwspólnotowienie długu w Europie, wbrew swoim dotychczasowym dogmatom politycznym. Niemcy, jako największy płatnik i dotychczas lider frakcji konserwatyzmu fiskalnego, robią duży krok naprzód. Poświęcają część swoich narodowych świętości by wziąć odpowiedzialność za utrzymanie UE.
Po trzecie, mimo rosnących od wielu lat podziałów między Europą Zachodnią i Centralną, nasz region otrzymuje kolejny gigantyczny transfer. Pomimo silnej presji politycznej, by odebrać Polsce finansowanie ze względu na łamanie reguł praworządności UE, Polska ma należeć do największych beneficjentów, w ujęciu brutto i netto. Mam nadzieję (może płonną?), że jest to krok na drodze do zasypywania niebezpiecznych podziałów, które zaczęły się odradzać w Europie - i że odpowiednie kroki wykona także polski rząd. Kroki zmierzające do wzmocnienia naszych relacji z UE.

Naprawdę trudno nie docenić tych zmian, które proponuj Komisja Europejska. Teraz czas na trudne i długie negocjacje, bo nie wszyscy w UE chcą wykonać taki krok, jakiego dokonały Niemcy.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/UE-wyciaga-prawdziwa-bazooke-fiskalna-na-miare-Planu-Marshalla-7893376.html
tomako_lunatic
Popatrz, w USA cały czas drukują, a hiperinflacji nie ma...jest deflacja...

https://www.parkiet.com/Gospodarka---Swiat/306109955-USA-Inflacja-nadal-ujemna.html
bronxbandit odpowiada tomako_lunatic
Nie no @tomako_lunatic ośmieszasz się na potęgę. Najpierw przeczytaj co wklejasz bo tam jest wyraźnie napisane że oni właśnie zamierzają jeszcze więcej drukować

"Ogólnie jest niewiele dowodów na to, by pandemia skutkowała szeroką, negatywną presją na ceny. Znikają już skutki wcześniejszego załamania
Nie no @tomako_lunatic ośmieszasz się na potęgę. Najpierw przeczytaj co wklejasz bo tam jest wyraźnie napisane że oni właśnie zamierzają jeszcze więcej drukować

"Ogólnie jest niewiele dowodów na to, by pandemia skutkowała szeroką, negatywną presją na ceny. Znikają już skutki wcześniejszego załamania popytu, więc wątpimy w to, by inflacja spadała jeszcze bardziej. Prawdopodobnie pozostanie ona jednak poniżej celu Fedu, więc to kolejny powód, by spodziewać się, że polityka pieniężna będzie ultraluźna w przyszłości – twierdzi Andrew Hunter, analityk Capital Economics."


Po drugie to nawet porządnie ze zrozumieniem linku nie potrafisz wkleić, bo by to zrobić dobrze trzeba rozumieć co się wkleja, jakie są przyczyny i jakie konsekwencje. Już pierwsze napisałem że konsekwencją będą kolejne przeogromne dodruki, czy to nie zapowiedź pójścia drogą wyłącznie inflacji?
Po tym jak ty wklejasz link który zaprzecza temu co chcesz przekazać to tylko naprawdę się ośmieszasz. No ale nie każdemu pisane jest rozumieć co napisano w internecie a nawet nie każdy roumie co czyta. Wrzucę ci linka i wyjaśnienie o co chodzi z tą "nie rosnącą inflacją" jak twierdzisz w Stanach Zjednoczonych a jak potrzebujesz szerszego wyjaśnienia to się dowiaduj, to wyjaśnię ci jak krowie na rowie lub jak dziecku we mgle.
Tu masz przyczyny tak nisko liczonej wyłącznie statystycznie ujemnej inflacji czyli niby deflacji.
Jak przeczytasz to zrozumiesz że tak w Stanach Zjednoczonych jak i na całym świecie odczyty inflacji są ujemne wyłacznie na papierze statystycznie z powodu ogromniastego spadku cen ropy. Inna sprawa że żywność i podstawowe prodykty życia codziennego mocno drożeją. No ale ty się dalej oszukuj że pijesz taniejącą benzynę zamiast wody, piwa, wódki czy soku, a zamast potraw z mięsa, warzyw, serów, czy owoców spożywasz jedynie taniejącą ropą.
I dlatego spokojnie trzymasz kasę na koncie bo jak inflacji nie ma to nic nie tracisz hłe hłe hłe


Czytaj i się ucz
Po maju inflacja CPI w Stanach Zjednoczonych osiągnęła najniższą wartość od blisko 5 lat. Czy to oznacza, że w największej gospodarce świata może zapanować deflacja?

Inflacja CPI w USA wyniosła w maju -0,1% mdm i 0,1% rdr w porównaniu do -0,8% mdm i 0,3% rdr odnotowanych miesiąc wcześniej. Kwietniowy regres indeksu CPI był najsilniejszym spadkiem od listopada 2008 roku. Natomiast w maju roczna dynamika tego wskaźnika (0,1% rdr) osiągnęła najniższy poziom od października 2015 roku.

Mamy do czynienia z delikatną niespodzianką, ponieważ ekonomiści oczekiwali, że inflacja CPI w maju wyniesie 0,0% mdm i 0,2% rdr. Dane Biura Statystyki Pracy okazały się więc z grubsza zgodne z rynkowym konsensusem, lecz równocześnie różnicę psychologiczną może robić trzeci z rzędu spadek inflacji CPI w Ameryce.

Czy to oznacza, że w następnych miesiącach roczna zmiana amerykańskiego CPI zacznie trwale przyjmować wartości ujemne? Takie spekulacje wydają się raczej przedwczesne. Po pierwsze, praktycznie za całość koronawirusowego spadku CPI odpowiadały ceny paliw i energii. A te w ostatnich tygodniach znów rosną: amerykańska ropa naftowa notowana jest po ok. 38 USD za baryłkę, podczas gdy w kwietniu kosztowała mniej niż 10 USD.
Po drugie, wyraźnie powyżej zera kształtuje się tzw. inflacja bazowa. Czyli wskaźnik CPI bez uwzględnienia cen paliw, energii i żywności. Ten „oczyszczony” miernik inflacji w Stanach Zjednoczonych w maju ukształtował się na poziomie 1,2% rdr. (oraz -0,1% mdm).
Benzyna w Ameryce była w maju aż o 33,8% tańsza niż rok wcześniej. Olej napędowy potaniał o 37,5% rdr. Nieco tańsze (o 0,2% rdr) niż w maju 2019 były też energia elektryczna oraz gaz ziemny. Mocno potaniały jeszcze ubrania (o 7,9% rdr) oraz usługi transportowe (o 8,7%). Tańsze niż przed rokiem były też samochody – zarówno nowe (o 0,3%) jak i używane (0,4%).

Zdecydowanie podrożały za usługi medyczne, za które trzeba było zapłacić i 5,9% więcej niż przed rokiem. Ceny żywności podniosły się o 4,8% - czyli też sporo. Koszty związane z mieszkaniem zwiększyły się o 2,5%, a stawki za usługi niezwiązane z dostawą energii wzrosły o 2,0% rdr.

KK

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Inflacja-CPI-w-USA-Czy-Ameryke-czeka-koronawirusowa-deflacja-7902553.html

tomako_lunatic odpowiada bronxbandit
Ja wiem, że zgodnie z tym, co niedawno było na bankier.pl – „nieruchomościowe prosperity dobiegło końca” i, że wasze źródełko ze wszelkimi prowizjami, czynszami, marżami usycha i wylewacie przez to swoje żale i frustracje na forum, atakując przy tym każdego, kto ma inne zdanie – nie wpisujące się w waszą retorykę,Ja wiem, że zgodnie z tym, co niedawno było na bankier.pl – „nieruchomościowe prosperity dobiegło końca” i, że wasze źródełko ze wszelkimi prowizjami, czynszami, marżami usycha i wylewacie przez to swoje żale i frustracje na forum, atakując przy tym każdego, kto ma inne zdanie – nie wpisujące się w waszą retorykę, która jest jak „orkiestra na titanicu”, ale....

Fajnie, że wkleiłeś fragment z artykułu, który podlinkowałem, szkoda, że wyciągasz z niego tylko te wnioski, które chyba tylko ty mogłeś wyciągnąć…ale wiadomo, muszą pasować do retoryki, którą teraz obraliście – po zmianie ze „sky is the limit” :-D
Główne przesłanie wklejanego przeze mnie artykułu (obok tego, że USA jest na granicy deflacji): >inflacja prawdopodobnie pozostanie poniżej celu Fedu<, który z tego co pamiętam (mogę się mylić) jest ustalony na poziomie ok. 2%, więc między bajki można włożyć hiperinflację, którą wszędzie teraz wieszczycie/węszycie ;-)

Odpal jeszcze to: https://www.bankier.pl/gospodarka/wskazniki-makroekonomiczne/cpi-r-r-usa
Weź lupę/okulary (jeśli dobrze nie widzisz), rozciągnij sobie horyzont od 2000 roku do dziś i zobacz czy widzisz tam jakąś hiperinflację po ostatnim dużym kryzysie (2007/2008), po którym nastąpił ogromny, jak wy to nazywacie „dodruk” ;-)

Także następnym razem przed napisaniem czegoś musisz trochę ochłonąć – tak, abyś może pisał więcej z sensem ;-)

Wypij może meliskę na skołatane nerwy spowodowane obecną sytuacją na rynku nieruchomości? Biorąc pod uwagę, z jaką determinacją/zaciekłością piszesz, to najlepiej 3 razy dziennie, aby jakiś skutek dało się zauważyć ;-)
No i głowa do góry – jeszcze się kiedyś na waszych flipach odkujecie :-D

Miłej niedzieli :-)
bronxbandit odpowiada tomako_lunatic
Odpowiem ci to samo, bo w ogóle nie udzielasz odpowiedzi.
Ty i twoi kolsie naganiacze i spekulanci a często i fliperzy którzy tanio znowu chcą się nałykać też macie tylko swoją jedyną prawdę i widzicie w artykułach to co chcecie widzieć, a wnioski są jednostronne zgodnie z kierunkiem naganiania tylko i wyłącznie
Odpowiem ci to samo, bo w ogóle nie udzielasz odpowiedzi.
Ty i twoi kolsie naganiacze i spekulanci a często i fliperzy którzy tanio znowu chcą się nałykać też macie tylko swoją jedyną prawdę i widzicie w artykułach to co chcecie widzieć, a wnioski są jednostronne zgodnie z kierunkiem naganiania tylko i wyłącznie na wasze spadki.
Ostatnia twoja odpowiedź na moje pytania była bezsensowna, weź się jednak postaraj i odpowiedx logicznie isensownie o co cię wcześniej pytałem a ty praktycznie nie odpowiedziałeś.

Bo jak ci pisałem to my też widzimy ten wasz ścisk (ty wiesz czego) i jak was piecze między (ty wiesz czym), które bardzo musi na was działać bardzo drażniąco skoro zaprzeczacie sobie nawzajem pisząc np o podatku katastralnym a jednocześnie twierdzicie że ceny będą spadać a wy tu jesteście po co w takim razie jak nie po to by zbić cenę i kupić taniej mieszkania? To wytłumacz mi tą niekonsekwencję że ty chcesz kupić strasznie te mieszkania mimo tego że będą one spadały i mimo tego że ma niby wejść podatek katastralny a więc obciązenia i opłaty związane z utrzymaniem ich będą większe?
Wytłumacz mi też kolejną niekonsekwencję, jak to możlwe że ty często piszesz o rosnącym bezrobociu a jednocześnie stawiacie argumenty o złej demografi? Zła demografia to przecież coraz mnie ludzi w Polsce, czyli mniej w wieku produkcyjnym czyli mniej chętnych i gotowych do pracy. To jak to ma być, skoro pracowników ma być mniej to co w takim razie i firm w Polsce i miejsc pracy też ma być jeszcze bardziej mniej? I tak przez najbliższe 10 czy 20 lat? Przecież to kolejna bzdura którą wyjmujecie by straszyć innych o bezrobociu. Chwilowe wahnięcie w bezrobociu nie będzie miało żadnego znaczenia przy długoterminowym kilkudziesięcioletnim trendzie demograficznym który co by nie mówić ale dla pracowników jest bardzo korzystny bo zawsze będzie brak rąk do pracy. A jak przyjadą Ukraińcy bo tu będzie dobra praca to kupno i wynajmowanie mieszkania to będzie najlpesza z dostępnych możliwosci spokojnego zarabiania kasy.
No my też widzimy że wy musicie mieć dużo wspólnego ze spekulanctwem i fliperką. Prawie w każdym twoim tekście widzę coś o fliperce, to powiedz mi czy normalny człowiek na słowo cześć odpowiada trąbka? Czy tylko ten co ma hopla na punkcie trąbki? Czy ty nie masz w takim razie coś wspólnego z fliperką skoro ciągle o tym tylko gadasz?
Mówiłem ci już nie przesadzaj z tą meliską tak co wieczór a teraz i z ranka bo jutro z rana znowu będziesz miał kaca, a serwowanie tej "meliski" tak często uszkadza szare komórki co może być widoczne w twoich wypowiedziach i niekonsekwencjach które prezentujesz. Także spokojnie i ostrożnie nie chlaj za dużo tej "meliski" uhahaha

tomako_lunatic odpowiada bronxbandit
No to jak już sobie odpowiadamy to samo... ;-)

Ja jestem bardzo spokojny, bo nie mam żadnych inwestycji na rynku nieruchomości i nie zamierzam ich mieć (żyję sobie spokojnie z czegoś innego), dlatego chłodnym okiem patrzę na to co się dzieje. Gdy widzę jednak takich naganiaczy, jak ty i tobie podobnych ogarnia mnie
No to jak już sobie odpowiadamy to samo... ;-)

Ja jestem bardzo spokojny, bo nie mam żadnych inwestycji na rynku nieruchomości i nie zamierzam ich mieć (żyję sobie spokojnie z czegoś innego), dlatego chłodnym okiem patrzę na to co się dzieje. Gdy widzę jednak takich naganiaczy, jak ty i tobie podobnych ogarnia mnie śmiech i dostarcza mi (taniej, bo taniej, ale….) rozrywki :-)

Wiele razy powtarzałem, że na rynku nieruchomości, jak na każdym innym występują cykle – po wzrostach przychodzą spadki, później znów rośnie, by kolejny raz spaść itd.. Przeczytaj to zdanie jeszcze dwa razy w celu utrwalenia mojego poglądu na ten temat.
Ty jednak, jako rasowy naganiacz dopuszczasz ruch tylko w jedną stronę, bo to jest zgodne z twoją retoryką i pewnie grupą aktywów, w jaką jesteś „ubrany”, „sky is the limit”? :-D

Ponadto w komentarz zupełnie o czymś innym wrzucasz jakieś hasła nie wiadomo skąd, które jak kiedyś przyznałeś – zapisujesz sobie, bo moderacja usuwa!. Brawo ty! :-)

Jednak i tak się do nich odniosę, aby nie było ci przykro :-)

1. Podatek katastralny, może ale nie musi być wprowadzony. Jednak biorąc pod uwagę dziurę budżetową rząd może szukać dodatkowych środków w celu finansowania bieżących wydatków, również związanych z prowadzoną polityką społeczną, która dla obecnej władzy jest ważna. Może pojawić się inne rozwiązanie, o którym pisano już w I kwartale 2020 roku, tj. https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25761950,podatek-za-drugie-mieszkanie-propozycja-na-konferencji-ministerstwa.html
Czy to wejdzie? Nie wiem, trzeba jednak brać pod uwagę. Oczywiście nie zwiększy to ROI, chyba że masz inne zdanie na ten temat ;-)

2. Bezrobocie
Bezrobocie i zależności w kontekście rynku nieruchomości: https://media.propertygroup.pl/uploads/1591/wykres-bezrobocie-a-ceny-mieszkan.png
Prognozy (pisząc dość oględnie) nie są dobre: https://www.money.pl/ubezpieczenia/bezrobocie-w-polsce-jest-piec-razy-gorzej-niz-podczas-kryzysu-w-2008-r-6513142023780481a.html

3. Demografia
Jeśli już sam przytaczasz demografię…
Napisałeś „To jak to ma być, skoro pracowników ma być mniej to co w takim razie i firm w Polsce i miejsc pracy też ma być jeszcze bardziej mniej?”

Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak popyt wewnętrzny? Uwaga, „pokazuję i objaśniam” - prosty przykład, jeśli dziś w Polsce żyje niecałe 40 mln ludzi, którzy kupują przykładowo 5 mln chlebów dziennie, to jeśli liczba ludności spadnie za jakiś czas powiedzmy o 5%, to nie pozostanie to bez wpływu na to ile tych (umownych) chlebów będzie potrzeba? I tak praktycznie ze wszystkim, co idzie na rynek wewnętrzny? Demografia warunkuje popyt wewnętrzny, popyt wewnętrzny warunkuje podaż…podaż warunkuje miejsca pracy… To nie są czary tylko podstawy ekonomii ;-)

To chyba tyle ;-)

Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatnio mamy w Polsce upały i dość mocno grzeje… to w takim razie polecam ci mrożoną meliskę na skołatane nerwy. Tylko pamiętaj – wszystko w nadmiarze szkodzi ;-)

Miłej niedzieli :-)
gringobomber odpowiada tomako_lunatic
Znajomi, którzy pracują w finansjerce(NYC), od kilku tygodni do mnie mówią "stary już jest hiperinflacja i będzie chyba rozpier*ol jak w 2007-2009". Przez wszystkie lata jak z nimi rozmawiam, rzadko kiedy się mylą. Zobaczymy
marynapilecka
Czekajcie z kupnem dewy zaraz zaczną puszczać po cichu (na spotkaniu, nie w reklamie) ceny - podzwońcie popytajcie na spotkaniach.

Teraz kupuje tylko naiwny, wierzący sponsorowanym artykułom lub płatnym trolą.

Jak się boicie inflacji, można zawsze kupić dolary i kilka inny bezpieczniejszy walut (30-50% z
Czekajcie z kupnem dewy zaraz zaczną puszczać po cichu (na spotkaniu, nie w reklamie) ceny - podzwońcie popytajcie na spotkaniach.

Teraz kupuje tylko naiwny, wierzący sponsorowanym artykułom lub płatnym trolą.

Jak się boicie inflacji, można zawsze kupić dolary i kilka inny bezpieczniejszy walut (30-50% z wkładu własnego).

Teraz są w normalnej cenie, a jak coś zacznie się u nas dziać na pewno pójdą w gorę jako twarda waluta światowa (nie słuchajcie, że drukują ich dużo i że straca na wartości jak złotówka - spytajcie się rolnika w jakiej walucie wam sprzeda jedzenie jak pln padnie? Chorwata czy Bośniaka, jaka waluta liczy się w czasie zawieruchy wojennej i za jaką można coś kupić w zniszczonym kraju?).

Zdywersyfikowany portfel walut (ich płynność - możecie zawsze kupić co aktualnie potrzebne) ochroni was przed tą legendarna inflacją (która notabene już spada) jeśli naprawdę w nią wierzycie.

Mieszkania w razie kryzysu to tylko koszt, i cena spada i czynsz trzeba płacić, większa szansa na niepłacącego lokatora.

Jeśli macie na to pieniądze do wydania, a nie zainwestowania to dobry moment, aby pozbyć się ich ciężaru:) wrzucając je w nieruchomości, które nie będą już rosnąć.

Jedynym sensowną lokata kapitału teraz w nieruchomości jest ziemia pod miastem i tyle, chodź i to nie wiem czy nie spadnie. Ziemia nie prosi o czynsz (jak mieszkanie) tylko mały podatek i nie trzeba się nią zajmować, a w razie czego posadzi się ziemniaki jak by nie było co do gara włożyć ;)

Inwestowanie w mieszkania będzie dobre za kilka miesięcy może dłużej, jak lawina ruszy...ja czekam po wyborach co pokażą dane i do czego przyzna się rząd, oczywiście pod pretekstem winy koronki...

Wtedy będzie widmo czy ruszać czy lepiej jeszcze poczekać troszkę, wszak jest od kogo teraz przebierać w najmie na te kilka miesięcy czekania lub negocjować niższy czynsz od wynajmującego właściciela.

Pozdrawiam kupujących mieszkanie dla siebie!
denim292
Na wydrukowane mega ilości pustych papierków rynek zareaguje wzrostem a nie spadkiem jak oczekuje tego ulica która nie załapała się na wzrosty. Występuje tu zresztą bardzo duże prawdopodobieństwo do zachowań na giełdzie, kiedy kurs odjeżdża a ulica robi wszystko by wymóc na kursie jego spadek. Ale nigdy do tego nie Na wydrukowane mega ilości pustych papierków rynek zareaguje wzrostem a nie spadkiem jak oczekuje tego ulica która nie załapała się na wzrosty. Występuje tu zresztą bardzo duże prawdopodobieństwo do zachowań na giełdzie, kiedy kurs odjeżdża a ulica robi wszystko by wymóc na kursie jego spadek. Ale nigdy do tego nie dochodzi. Tak samo będzie teraz, bo jeżeli chodzi o dyskutowane tu mocno ceny mieszkań to te zależą głównie od podaży pieniądza i stóp procentowych oraz tego jak duża będzie inflacja? To jest raczej pewne, bo czy mamy stopy procentowe na zero?- bardzo blisko, czy mamy mocno ujemne stopy procentowe a trzymanie pieniędzy na kontach to pewność straty rzędu około 10% (bo taka jest faktyczna inflacja w Polsce), a statystycznie jest na poziomie ok 4% zaniżana wyłącznie przez bardzo duży spadek cen ropy. Czy widział ktoś taniejące podstawowe produkty spożywcze bo spadły ceny ropy i beznyny? Albo może spadły ceny opłat za mieszkanie bo ropa spadła o 40%? Wszyscy widzimy że ceny nie spadają a rosną zwłaszcza żywność (oficjalnie o 7,4%) i koszty użytkowania mieszkań które obie te pozycje są najważniejsze dla każdego z nas. Statystyczny spadek cen ropy i benzyny dobrze wygląda tylko na papierze i obniża oficjalną inflację ale tak naprawdę w żaden sposób nie wpływa na obniżki realnych cen. W tym kontekście nie pytajmy czy inflacja będzie tylko jak bardzo duża? A to już rodzi bardzo poważne konsekwencje dla bilionów złotych gotówki polskich konsumentów, która jest ulokowana na kontach w bankach a która realnie przynosi każdemu bardzo widoczne straty w postaci utraty siły nabywczej. Każdy widzi jak spada oprocentowanie lokat, depozytów, nawet obligacje są już tym samym co lokaty. Pierwszym wyborem mogą być tylko i wyącznie mieszkania.

Powiązane: Wykresy, które warto zobaczyć

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki