Po Rezerwie Federalnej nadszedł czas na Europejski Bank Centralny – po rynku krążą spekulacje na temat tego, kiedy (i na jakim poziomie) EBC zakończy cykl podwyżek stóp procentowych. Inwestorzy liczą, że stanie się to już wkrótce.


W połowie marca Europejski Bank Centralny, nie oglądając się na problemy banków, zdecydował się na kolejną 50-punktową podwyżkę stóp procentowych, wywiązując się ze swej wcześniejszej obietnicy. Była to szósta podwyżka kosztu pieniądza w EBC z rzędu. W dziewięć miesięcy Rada Prezesów wyniosła stopę referencyjną z zera do 3,5%. Co więcej, zamiast „standardowych” podwyżek o 25 pb. były to ruchy o przynajmniej 50 pb. (w tym jeden o 75 pb.). Jest to więc najostrzejszy cykl zaostrzenia polityki monetarnej w historii strefy euro.
Spóźniony jak EBC
Do nagłego porzucenia polityki niedodatnich stóp procentowych EBC został zmuszony przez niewidziany od dekad wystrzał inflacji cenowej w Europie. Bank z Frankfurtu długo lekceważył kwestię szybko rosnącej inflacji będącej konsekwencją polityki lockdownów i bezprecedensowej ekspansji fiskalnej i monetarnej (tj. gigantyczne deficyty budżetowe były finansowe „dodrukiem” pieniądza przez EBC).
Mimo że już w lipcu 2021 roku inflacja HICP przekroczyła 2-procentowy cel, to dopiero rok później Rada Prezesów EBC zdecydowała się na pierwszą podwyżkę stóp procentowych. Ta „strusia” polityka monetarna sprawiła, że opóźnienie EBC w reakcji na wzrost inflacji stało się wręcz przysłowiowe. W rezultacie inflacja w strefie euro hamuje znacznie wolniej niż w USA i zmusza ekipę Christine Lagarde do wydłużenia cyklu podwyżek.
Strusie obrosły w jastrzębie piórka
Jeszcze w lutym „jastrzębie” z Rady Prezesów EBC odgrażały się, że podwyżki stóp procentowych są dalekie od końca. - Europejski Bank Centralny powinien czynnie walczyć z inflacją, dopóki ludzie nie poczują stabilności cen. Polityka pieniężna wciąż musi „pokazywać kły", do czasu aż nie zobaczymy trwałej konwergencji do naszego celu inflacyjnego" - powiedział Robert Holzmann.
Ale to było ponad dwa miesiące temu. W międzyczasie mieliśmy kryzys bankowy w USA, spadek cen gazu i obniżki kosztów energii. W rezultacie za Atlantykiem zaczęło się już spekulować nawet nie tyle o zakończeniu cyklu zacieśnienia monetarnego (co ma nastąpić już za dwa tygodnie), ale wręcz o rozpoczęciu obniżek stopy funduszy federalnych w drugiej połowie roku (czyli już za kilka miesięcy).
W Europie ta dyskusja jest póki co znacznie mniej zaawansowana, tak samo jak sam cykl podwyżek. Pierwszym krokiem do monetarnej odwilży ma być redukcja skali podwyżek. Po majowym posiedzeniu Rady Prezesów analitycy spodziewają się już tylko 25-punktowej podwyżki. Następnie jeszcze dwie dwudziestkipiątki w czerwcu i lipcu i to powinno być wszystko – wynika z ankiety wśród ekonomistów przeprowadzonych przez Bloomberga.
Oznaczałoby to, że stopa depozytowa EBC „dojedzie” do 3,75%, a stopa refinansująca do 4,25%. Może to i niewiele w zestawieniu z bieżącą, jak i oczekiwaną inflacją HICP, ale i tak niemal rekordowy poziom w historii eurolandu. Dotychczasowe maksimum stopy refinansowej EBC to 4,75% z czerwca 2000 roku.
Liczy się jednak to, że rynek oczekuje, iż dwa najważniejsze banki centralne do wakacji zakończą cykl podwyżek stóp procentowych. Cykliczny szczyt stóp byłby dobrą informacją dla wycen aktywów finansowych, a zwłaszcza dla rynku obligacji, który już od dobrych kilku tygodni dyskontuje zmianę postawy banków centralnych.
Walka z inflacją nie została wygrana
Tyle tylko, że presja inflacyjna na Startym Kontynencie nie wydaje się słabnąć. Owszem, „nagłówkowa” inflacja HICP w strefie euro w marcu obniżyła się do 6,9% (względem 8,3% w lutym i 10% w styczniu), ale w znacznej mierze był to efekt administracyjnych manipulacji cenami energii oraz efektu wysokiej bazy w przypadku paliw.
Natomiast ceny w ujęciu miesięcznym wciąż rosną w absolutnie nieakceptowalnym tempie. Co więcej, teraz inflacja rozlewa się przede wszystkim po sektorze usług, podczas gdy ceny paliw i energii są już nawet niższe, niż były rok temu. W rezultacie inflacja bazowa w strefie euro osiągnęła rekordowo wysoki poziom i nie za bardzo widać oznaki tego, aby w najbliższym czasie zaczęła spadać.
A to stawia EBC przed trudnym zadaniem. Nawet po wiosenno-wakacyjnych podwyżkach stopy procentowe w strefie euro zapewne pozostaną poniżej poziomu bieżącej inflacji HICP. Po drugie uporczywość i „szerokość” presji inflacyjnej może sprawić, że nawet stopy z czwórką z przodu mogą nie wystarczyć, aby przywrócić inflację do 2-procentowego celu. Równocześnie południe eurolandu może na dłuższą metę nie wytrzymać z rentownościami obligacji przekraczającymi 4% i grozi nam powrót kryzysu nadmiernego zadłużenia w krajach PIGS (Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania).
Może się okazać, że EBC znalazł się w sytuacji tragicznej, czyli że każdy wybór przyniesie fatalne konsekwencje. Przedwczesne zakończenie cyklu podwyżek grozi utrzymaniem się inflacji trwale powyżej celu, z kolei nadmierne przykręcenie monetarnej śruby może skutkować groźbą niewypłacalności krajów z południa eurolandu.























































