Eksperci prawni i część polityków proponują rozwiązanie sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego poprzez tzw. reset konstytucyjny, czyli zmianę ustawy zasadniczej, która umożliwiłaby wygaszenie kadencji obecnych sędziów i wybór nowych. Temu rozwiązaniu sprzeciwiają się KO i PiS.


Sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym jest patowa, bo prezes Bogdan Święczkowski nie dopuszcza do orzekania pięciu sędziów, którzy zostali wybrani przez Sejm, ale od których ślubowania nie przyjął prezydent. Oni zaś (a także trójka, którą Karol Nawrocki zaprzysiągł) uważają, że są pełnoprawnymi sędziami i domagają się od prezesa Święczkowskiego zwołania Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK ze swoim udziałem.
Scenariuszy naprawy TK
Jakie są możliwe scenariusze dalszego rozwoju wydarzeń wokół TK?
Pierwszy zakłada stopniowe uspokojenie sytuacji. Byłoby to możliwe, gdyby np. prezydent przyjął ślubowanie od sędziów, którzy złożyli je dotychczas jedynie przed Sejmem, a Bogdan Święczkowski zwołał Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK i podporządkował się jego rozstrzygnięciom. Zdaniem polityków i komentatorów taki scenariusz jest jednak mało realny.
Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz siłowy, o którym powiedział PAP pragnący zachować anonimowość poseł KO. Przyznał, że chodzi o doprowadzenie do zwołania Zgromadzenia Ogólnego z udziałem wszystkich sędziów wybranych przez Sejm, odsunięcia Bogdana Święczkowskiego od kierowania TK i rozpoczęcia orzekania przez nowych sędziów, także tych, którzy złożyli ślubowanie jedynie przed Sejmem. Wówczas orzeczenia Trybunału zaczęłyby być publikowane, co - zdaniem posła - pozwoliłoby uznać, że sytuacja w TK została uzdrowiona. Jak przekonuje, fakt, że orzeczeń tych nie uznawałby np. prezydent, „nie miałby większego znaczenia”.

Trzeci scenariusz to proponowany przez niektórych prawników oraz polityków tzw. reset konstytucyjny.
Scenariusz na reset
Jedną z koncepcji takiego resetu przedstawił niedawno ekspert Fundacji Batorego dr Tomasz Zalasiński, wskazując na jej przewagę nad scenariuszami stopniowego przekształcania TK oraz siłowego przejęcia Trybunału. Pierwszy z nich jest, jego zdaniem, nierealny ze względu na zwłokę Sejmu w wyborze sędziów TK po 2023 r. oraz niekonstytucyjną - w ocenie eksperta - odmowę przyjęcia przez prezydenta ślubowania od pięciu sędziów. Drugi natomiast grozi kwestionowaniem orzeczeń przejętego w ten sposób Trybunału przez europejskie trybunały, a także ponownym siłowym przejęciem TK w razie zwycięstwa obecnej opozycji w wyborach w 2027 r.
Zalasiński rekomenduje zatem reset konstytucyjny, zakładający zmianę ustawy zasadniczej, wygaszenie kadencji obecnych sędziów TK i wybór nowych. Zgodnie z jego propozycją sędziów wybierałby nie tylko Sejm, jak obecnie, lecz także Senat i prezydent. Sejm wybierałby siedmiu sędziów, Senat – pięciu, a prezydent – trzech.
Propozycja przewiduje również rozwiązania przejściowe, które miałyby zapobiec jednoczesnemu wyborowi całego składu TK w przyszłości. W tym celu kadencje sędziów wybranych po raz pierwszy na nowych zasadach byłyby zróżnicowane – część trwałaby dziewięć lat, a część pięć. Spośród siedmiu sędziów wybieranych przez Sejm czterech miałoby zostać wybranych na dziewięć lat, a trzech na pięć. W przypadku Senatu trzech sędziów miałoby pełnić funkcję przez pięć lat, a dwóch przez dziewięć. Z kolei spośród trzech sędziów wybieranych przez prezydenta dwóch miałoby otrzymać dziewięcioletnią kadencję, a jeden pięcioletnią.
Autor koncepcji przypomina, że podobne rozwiązanie zastosowano przy wyborze pierwszego składu TK w 1985 r., jeszcze w czasach PRL. Dodaje, że sędziowie, których kadencje zostałyby wygaszone, przeszliby w stan spoczynku z zachowaniem pełni uprawnień socjalnych.
Choć zachowana zostałaby zasada jednokrotnego wyboru na sędziego TK, w skład Trybunału wyłonionego na nowych zasadach mogliby wejść również sędziowie wybrani w 2026 r., którzy wskutek resetu nie rozpoczęliby działalności orzeczniczej, a także osoby wybrane w 2015 r., które nie złożyły ślubowania i nie objęły urzędu lub których wybór był nieprawidłowy.
Ponadto wprowadzona zostałaby czteroletnia karencja przed ubieganiem się o stanowisko sędziego TK dla osób sprawujących funkcje polityczne (parlamentarzysty, członka rządu) oraz trzyletnia kadencja prezesa TK.
Potrzebna zmiana Konstytucji RP
„Wdrożenie tej koncepcji wymaga jednak przyjęcia ustawy o zmianie Konstytucji. Przeprowadzenie zmiany ustawy zasadniczej jest procesem niezwykle trudnym, wymagającym wypracowania szerokiego, ponadpolitycznego porozumienia. Właśnie dlatego, aby reset miał szansę powodzenia, musi zostać przeprowadzony w sposób transparentny oraz przy aktywnym udziale wszystkich środowisk, którym zależy na istnieniu niezależnego Trybunału Konstytucyjnego” - napisał Zalasiński.
Podobną koncepcję resetu proponował już w 2024 r. Senat. Zakładała ona jednak jedynie wprowadzenie czteroletniej karencji dla polityków ubiegających się o stanowisko sędziego TK, trzyletniej kadencji prezesa Trybunału oraz wygaszenie kadencji obecnych sędziów. Z kolei niedawno propozycję zbliżoną do koncepcji Zalasińskiego przedstawił senator Kazimierz Ujazdowski z Trzeciej Drogi.
Kto popiera, kto przeciw?
Pomysł resetu popierają od dawna kluby PSL, Konfederacji oraz koła Razem. Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Krzysztof Bosak już w 2024 roku apelowali o zmianę konstytucji i wybór nowego TK. Ostatnio z poparciem tego pomysłu dołączyło nowe ugrupowanie Mateusza Morawieckiego, którego politycy byli wcześniej w sprzeciwiającym się resetowi Prawie i Sprawiedliwości.
Krzysztof Szczucki z Rozwoju Plus przyznał w rozmowie z PAP, że jego klub ma własną koncepcję resetu. - Proponujemy zmianę w konstytucji, która zakłada, że od kolejnej kadencji parlamentu wszystkich sędziów wysyła się w stan spoczynku i Sejm wybiera nowych 12 sędziów na 12-letnie kadencje większością 3/5, przy czym marszałek Sejmu losuje, iluletnią kadencję ma każdy z wybranych za pierwszym razem. Chodzi o to, by one wszystkie nie skończyły się po 12 latach - powiedział Szczucki PAP.
Poseł Rozwoju Plus ocenił, że w tej kadencji szanse na przyjęcie resetu są niewielkie, choć coraz więcej ludzi czy organizacji pozarządowych o nim mówi. - Na razie nie ma większości, bo ani KO, ani PiS nie są tym zainteresowane. Ale myślę, że to może być jeden z istotnych tematów na 2027 r. - powiedział.
Jego diagnozę potwierdzają wypowiedzi polityków KO i PiS.
- Nie można dokonywać resetu z ludźmi, którzy łamali konstytucję - powiedział PAP wiceprzewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości Maciej Tomczykiewicz (KO). - Tym bardziej, że na ten moment nikt z tamtej strony nie chce się w ogóle przyznawać, że to problem, który jest spowodowany ich działaniami - dodał.
Zdaniem Tomczykiewicza problem nie wynika z tego, że Sejm jest podmiotem wskazanym przez konstytucję jako ten, który wybiera sędziów. - Dopóki PiS nie naruszył porządku konstytucyjnego nikt nie miał problemu z tym, że sędziów do TK wybiera Sejm. To było tak rozłożone, że w każdej kadencji jacyś sędziowie byli wybierani. Jedyny problem w kontekście TK polegał na tym, że PiS chciał ten Trybunał zawłaszczyć, a teraz prezydent przywłaszcza sobie kompetencje. Nie widzę sensu zmieniania czegoś, czego merytoryka zawarta w konstytucji nie była nigdy kwestionowana - dodał, komentując propozycję Zalasińskiego.
Tomczykiewicz przyznał zarazem, że KO może zawsze wrócić do rozmowy o propozycji wyboru sędziów większością 3/5 głosów. - Jeżeli u Karola Nawrockiego zmieniło się zapatrywanie co do tego, co zaproponowaliśmy w ustawie, jesteśmy w każdej chwili gotowi do tego projektu wrócić i dyskutować nawet nad jakimiś korektami - zaznaczył.
- Nie do końca wiemy, co się kryje za hasłem resetu. Rozumiem, że to jest wyzerowanie wszystkich i powołanie wszystkich od nowa - komentował w rozmowie z PAP wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha (KO).
Dodał, że jest przeciwny resetowi, bo byłaby to- jego zdaniem - forma amnestii dla łamiących konstytucję.
- To nie może być wynagrodzenie za nieprzestrzeganie prawa. Jaka to by była dla nas lekcja jako państwa? Że generalnie opłaca się nie respektowanie przepisów, bo w najgorszym wypadku zrobimy sobie wszystko na nowo - podkreślił Myrcha.
- To nie jest droga, by naprawiać sytuację, która prawnie jest czysta. Mamy tylko problem natury faktycznej, po stronie prezesa Święczkowskiego i prezydenta, który odmówił przyjęcia ślubowania - zaznaczył wiceminister sprawiedliwości.
Niechętnie o resecie wypowiedział się były wiceminister sprawiedliwości i poseł PiS Michał Wójcik. - Uważam, że kwestia resetu jest niebezpieczna, dlatego że mamy do czynienia z legalnymi sędziami TK i legalnym prezesem TK. Jeżeli reset by nastąpił, to ci legalni sędziowie byliby wykluczeni ze składu TK. Nie uważam, że to dobry kierunek - ocenił w rozmowie z PAP.
Szef sejmowej komisji sprawiedliwości Paweł Śliz (Polska 2050), pytany przez PAP o reset, podkreślił jedynie, że „prezes Święczkowski powinien przestrzegać konstytucji i dopuścić do orzekania wszystkich sędziów, którzy są wybrani”.
Z nieoficjalnych wypowiedzi polityków Polski 2050 wynika jednak, że nie wykluczaliby poparcia resetu, jeśli byłaby szansa na odpowiednią większość. Być może to samo zrobiłaby Lewica, choć dotąd szefowa tego klubu i wiceszefowa komisji sprawiedliwości Anna Maria Żukowska wypowiadała się sceptycznie o zmianie konstytucji w sprawie TK.
Gdyby jednak Lewica zdecydowała się na poparcie resetu i zrobiłaby to również Koalicja Obywatelska - oba ugrupowania w kampanii wyborczej zapowiadały przywrócenie praworządności - byłaby szansa na zmianę konstytucji. Kluby KO, Rozwoju Plus, PSL, Lewicy, Konfederacji, Polski 2050, Centrum i koła Razem dysponują razem 299 głosami, czyli większością bliską niezbędnej do zmiany konstytucji większości 2/3, która przy 100-procentowej frekwencji, mało prawdopodobnej, wynosi 307 głosów.
Sytuację skomentował w rozmowie z PAP jeden z pragnących zachować anonimowość posłów KO. - Jako lojalny poseł Koalicji Obywatelskiej mówię, że nie będzie resetu z tymi, którzy łamali konstytucję. Jako obywatel dodaję, że reset to jedyne racjonalne rozwiązanie, które umożliwi przecięcie węzła gordyjskiego w TK - powiedział. (PAP)
pś/ bst/



























































