Złe długi to jeden z trudniejszych do rozwiązania problemów gospodarki, borykają się z nim zarówno banki komercyjne, jak i inne podmioty gospodarcze. Same okresowe trudności płatnicze przedsiębiorstwa nie stanowią jeszcze większego zagrożenia, problem powstaje wtedy, gdy ma długotrwały charakter, a dłużnik uchyla się od regulowania zobowiązań wobec kontrahentów (zwłaszcza wobec dostawców). Formalnie biorąc, jego wierzyciele mają do dyspozycji różnego rodzaju instrumenty prawne i ekonomiczne umożliwiające – przynajmniej teoretycznie – szybkie i skuteczne egzekwowanie zaległych należności.
Wierzyciel może skierować przeciwko nierzetelnemu partnerowi pozew do sądu gospodarczego, a następnie wszcząć postępowanie komornicze, może powierzyć dochodzenie roszczeń wyspecjalizowanej firmie windykacyjnej lub wręcz sprzedać takie trudno ściągalne wierzytelności jednostce zajmującej się obrotem nimi. Doświadczenia praktyki gospodarczej wskazują jednak, że działania te przynoszą dość ograniczone efekty.
Stosunkowo duże, przynajmniej teoretycznie, możliwości eliminowania przypadków świadomego uchylania się dłużników od spłaty zobowiązań finansowych ma system bankowy. A skuteczna walka z niesolidnymi dłużnikami leży także w jego interesie. Dlatego też zdecydowanie negatywnie należy ocenić wprowadzone na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmiany w przepisach prawnych, których efektem – nie twierdzę, że zamierzonym – jest wdrożenie do praktyki gospodarczej różnego rodzaju rozwiązań systemowych ułatwiających niesolidnemu dłużnikowi skuteczne uchylanie się od regulowania zobowiązań.
Ograniczona swoboda, czyli ideał?
Dość powszechnie uważa się, że najlepszym jak dotychczas aktem prawnym regulującym zasady funkcjonowania podmiotów gospodarczych była, nieobowiązująca już dzisiaj, ustawa z 23 grudnia 1988 r. o swobodzie działalności gospodarczej (Dz. U. nr 41, poz. 324). Rolę administracji rządowej czy też samorządowej w sferze działalności gospodarczej sprowadzała ona do absolutnego (niezbędnego) minimum. W następnych latach zawarte w niej idee zostały niemal całkowicie wypaczone – o czym najlepiej świadczy ogromna ilość obowiązujących aktualnie koncesji, zezwoleń czy innych decyzji administracyjnych niezbędnych do uruchomienia określonej działalności.
Znacznie mniej uwagi poświęca się natomiast zawartym w tej ustawie przepisom dotyczącym – bezpośrednio lub pośrednio – związków świata biznesu z sektorem bankowym, a ściślej mówiąc, z konkretnymi bankami komercyjnymi. Dla nas szczególnie istotne znaczenie miały bez wątpienia zapisy zawarte w art. 3, zgodnie z którym przedsiębiorca zobowiązany był do wskazania, który rachunek bankowy jest podstawowym, a ponadto – co jeszcze ważniejsze – do informowania banku prowadzącego to konto o ewentualnym utworzeniu kolejnych w innych bankach.
Niezależnie od tego te „inne banki” były na mocy tej ustawy zobowiązane do przekazywania tej samej informacji do banku, w którym przedsiębiorca posiadał rachunek podstawowy. System ten był bardzo szczelny, jako że obowiązek przekazywania tych informacji ciążył zarówno na podmiotach gospodarczych jak i bankach.
Nie ulega wątpliwości, że mechanizm ten stanowił istotne utrudnienie dla niesolidnego dłużnika, który w tych warunkach nie mógł ukrywać przed kontrahentami, a szczególnie przed komornikami, urzędami skarbowymi czy też ZUS, że posiada rachunek w takim czy innym banku. Podkreślić przy tym należy, że przedsiębiorcy, który uchybił powyższemu obowiązkowi przekazywania informacji groziła stosunkowo wysoka kara grzywny – do 25 tys. zł.
Przepis mówił także o obowiązku rozliczeń w formie bezgotówkowej (tj. przelewu bankowego) powyżej określonego kwotowo limitu. Nie wnikając w szczegóły, przypomnieć jedynie należy, że generalnie biorąc, obowiązywały tu dwa limity – w określonych przypadkach była to równowartość 1000, w innych zaś – 3000 euro. Nie ulega wątpliwości, że te limity rozliczeń gotówkowych stanowiły również bardzo istotne utrudnienie dla niesolidnego dłużnika.
Z prostej przyczyny – gdy należne takiej nierzetelnej firmie środki pieniężne wpływają na konto bankowe, to niejako automatycznie może je przejąć wierzyciel (zwłaszcza komornik), gdy natomiast inkasowane są bezpośrednio w formie gotówkowej, siłą rzeczy mogą być wykorzystane przez taką firmę do prowadzenia zwykłej działalności gospodarczej (np. na zakup materiałów i surowców u innych dostawców).
Podkreślić przy tym należy, że podobnie jak w przypadku przekazywania informacji dotyczących posiadanych przez przedsiębiorcę kont bankowych, tak i ewentualne uchybienia w zakresie limitu rozliczeń gotówkowych zagrożone były sankcją karną. Jeśli zatem firma rozliczyła gotówkowo (z pominięciem konta bankowego) równowartość np. 4 czy 5 tysięcy euro, to osobie odpowiedzialnej groziła z tego tytułu grzywna do 100 tys. zł (sic!).
Być może była ona zbyt wysoka czy wręcz drakońska, jednak świadczy to, jak ogromną wagę do tej kwestii przywiązywano w momencie tworzenia w naszym kraju zrębów gospodarki rynkowej. O ile zatem nieobowiązująca już ustawa wprowadziła – generalnie biorąc – pełną niemal swobodę podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej, to w odniesieniu do szeroko rozumianych relacji przedsiębiorca – bank można tu raczej mówić o daleko idących ograniczeniach.
Należy je jednak ocenić o tyle pozytywnie, że swym ostrzem wymierzone były w niesolidnego dłużnika, czyli były bardzo korzystne zarówno dla gospodarki narodowej jako całości, jak i dla całego sektora bankowego.
Adam Zych
Więcej w kwietniowym numerze Miesięcznika Finansowego BANK
Zaprenumeruj BANK































































