Prezes NBP Adam Glapiński raczej wykluczył podwyżkę stóp procentowych w listopadzie, co jednak nie miało większego wpływu na notowania złotego. Polska waluta pozostaje osłabiona z ryzykiem wzrostu kursu euro przynajmniej do 4,40 zł.


- Tak, chociaż na ten moment takiego scenariusza nie przewiduję na podstawie danych, którymi obecnie dysponujemy – tak na pytanie o listopadową podwyżkę stóp procentowych odpowiedział szef NBP. - Na razie nic na to nie wskazuje, ale niczego definitywnie nie przesądzam – dodał prezes Glapiński.
To wypowiedź o tyle istotna, że jeszcze przed październikowym posiedzeniem rady część bankowych ekonomistów zakładała, że RPP podniesie stopy po zapoznaniu się z listopadową projekcją inflacyjną. Z kolei ekonomiści Erste Bank Polska napisali, że Rada może rozważyć taki ruch na początku 2027 r. Póki co wiemy tylko tyle, że inflacja hasa sobie powyżej 2,5-procentowego celu NBP, a stopa referencyjna stoi na poziomie 3,75%.
Jednocześnie sternik polskiej polityki monetarnej zapowiedział, że Rada jest gotowa do działania (czytaj: do podniesienia stóp procentowych), gdyby w gospodarce pojawiły się sygnały świadczące o efektach drugiej rundy. Rynek finansowy nadal wycenia mniej więcej trzy 25-punktowe podwyżki stóp w NBP w horyzoncie najbliższych 2-3 kwartałów. Z kolei większość bankowych ekonomistów w swoich prognozach na 2027 roku wciąż zakłada… obniżki stóp procentowych w Polsce.
- Przekaz A. Glapińskiego z konferencji NBP został odebrany jako jastrzębi, a podkreślenie gotowości RPP do działania w przypadku utrwalania się presji cenowej wzmocniło oczekiwania na możliwość podwyżki stóp w listopadzie – napisali w porannym raporcie analitycy PKO BP. - Stanowiło to czynnik stabilizujący notowania złotego w niekorzystnym otoczeniu zewnętrznym – dodali.

Nawet jeśli mówimy o stabilizacji, to na zdecydowanie słabych z punktu widzenia złotego poziomach. W piątek o 9:16 kurs euro kształtował się na poziomie 4,3768 zł. Na parze euro-złoty od końcówki czerwca obowiązuje trend wzrostowy, z najbliższym oporem położonym w strefie 4,39-4,40 zł. Dwa tygodnie temu rynek odbił się od linii 4,40 zł, wyznaczając 2,5-letnie maksimum kursu euro do złotego.
Dobrą wiadomością dla polskiej waluty jest za to zatrzymanie aprecjacji dolara amerykańskiego. Dzięki temu w piątek o poranku kurs USD/PLN zniżkował o ponad pół grosza, schodząc poniżej 3,90 zł. W poniedziałek dolar kosztował już niemal 3,93 zł i był najdroższy w tym roku. Także na parze dolar-złoty obowiązuje średnioterminowy trend wzrostowy, dla którego najbardziej oczywistym celem jest psychologiczny poziom 4 zł za dolara.
Dolarowi sprzyja „jastrzębie” nastawienie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, którego większość członków optuje za jeszcze jedną w tym roku podwyżką stóp procentowych. Rynek terminowy na przeszło 80% wycenia szanse 25-punktowej podwyżki do końca grudnia. Już teraz stopy Fedu są wyższe od stopy referencyjnej NBP, co jest mocno niecodzienną sytuacją i premiuje dolara względem złotego.
Korektę po niedawnych zwyżkach zaobserwowano za to na parze funt-złoty. O poranku szterling taniał o pół grosza, osiągając cenę 5,1608 zł. To już o 2,5 grosza poniżej poniedziałkowego szczytu. Z kolei frank szwajcarski wyceniany był na 4,6929 zł, a więc tylko nieco niżej niż dzień wcześniej.
KK

























































