Pięć wniosków, które już możemy wyciągnąć z historii GetBacku

Choć wciąż nie wiadomo, jaki finał będzie miała historia finansowych problemów GetBacku, przypomniała ona o kilku starych rynkowych zasadach, które są bardzo pomocne podczas inwestowania na rynku.

Historia GetBacku dla tysięcy osób, które zdecydowały się na kupno akcji bądź obligacji spółki, to póki co bardzo bolesny temat. Papiery zanotowały ogromne straty, spółka okazała się niewypłacalna, a do tego de facto nie wiadomo, co się tak naprawdę w niej dzieje. Mgła, która spowiła sytuację w GetBacku, budzi domysły – od tych sugerujących, że kłopoty są przejściowe, po te, że GetBack stoi na krawędzi bankructwa. W takiej atmosferze, przy mieszaniu poprzedniego i milczeniu obecnego zarządu oraz braku nowych danych ze spółki, ciężko póki co analizować sytuację spółki, opierając się jedynie na faktach. Wszyscy analitycy, inwestorzy i komentatorzy poruszają się w sferze domysłów i warto o tym pamiętać, czytając wszelakie komentarze.

(ingimage)

Inaczej przedstawia się jednak sprawa z wnioskami na temat samej inwestycji w GetBack. Nawet jeżeli sprawa zakończy się pozytywnym finałem i GetBackowi uda się wyjść na prostą, wielu inwestorów już teraz załamuje ręce nad ogromnymi stratami lub z bijącym mocno sercem śledzi informacje napływające ze spółki. Łatwo w takiej sytuacji całą winę zrzucić na zarząd spółki bądź osobę, która sprzedała nam obligacje czy polecała akcje GetBacku. To jednak pójście na łatwiznę, które do niczego nie prowadzi. Oczywiście każda niekompetencja bądź kłamstwo w sprawie GetBacku powinno zostać ukarane, jeżeli inwestor chce jednak uniknąć podobnych przygód w przyszłości, powinien z całej historii wyciągnąć także inne wnioski. Jakie?

1. Analitycy nie są nieomylni

Jeden z podstawowych zarzutów podnoszonych przez akcjonariuszy GetBacku w rozmowach na temat spółki dotyczy powszechnego entuzjazmu analityków, mediów i ekspertów na temat spółki. Wszystkie te grupy bazują jednak na informacjach udostępnianych przez spółkę, te zaś nie zawsze są aktualne (przykładowo GetBack wciąż nie pokazał raportu za 2017 rok, raport za III kwartał 2017 roku był zaś bardzo dobry). Czasami informacje są też albo nieprawdziwe, albo koloryzowane, co w historii GetBacku miało również miejsce. Stary zarząd do końca robił dobrą minę do złej gry, nie chcąc pokazać, jak zła jest sytuacja spółki.

Dodatkowo, wyceniając spółkę, przyjmuje się pewne założenia, które się mogą spełnić bądź nie. Rekomendacji „kupuj” nie należy więc traktować jako wskazania spółki, która na pewno da zarobić (można o tym przeczytać także w artykule "Jak często sprawdzają się rekomendacje biur maklerskich"). Rekomendacje domów maklerskich czy analizy ekspertów to jednak również bardzo dobre źródło informacji o firmie, rynku, otoczeniu i z tego punktu widzenia warto je czytać. Wnioski zawarte w raporcie nie powinny być jednak podstawą decyzji inwestycyjnych, a jedynie elementem analizy, którą przeprowadza sam inwestor.

2. Dywersyfikacja, dywersyfikacja i jeszcze raz dywersyfikacja

Czasami jednak spółka rzeczywiście jest atrakcyjna, mimo to popada w kłopoty. Takim zresztą przypadkiem wydaje się właśnie GetBack, który w III kwartale 2017 roku radził sobie jeszcze bardzo dobrze. Stara giełdowa zasada mówi jednak, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Nawet jeżeli widzimy bardzo ciekawą i perspektywiczną spółkę, to zgodnie z powyższą zasadą nie powinniśmy w nią inwestować całych oszczędności. Nasz scenariusz może się bowiem nie sprawdzić, zarząd może się okazać niekompetentny, spółka może napotkać jakieś nieprzewidziane kłopoty, jej model biznesowy może się nie przyjąć, konkurent może ją wygryźć z rynku bądź popadnie ona w problemy płynnościowe. Potencjalnych źródeł niepowodzenia jest wiele, nawet w przypadku na pierwszy rzut oka bardzo dobrych spółek. My zaś, inwestując wszystkie oszczędności w jedną spółkę, w pełni zdajemy się na łaskę bądź niełaskę, która ją spotka.

Ryzyko niepowodzenia towarzyszy każdej spółce, jeżeli jednak w portfelu mamy ich kilka, ryzyko dużych strat gwałtownie spada. Ciężko bowiem wyobrazić sobie, że wszystkie 8 czy 10 spółek, które wybraliśmy do portfela, w tym samym czasie zalicza podobną „przygodę” jak GetBack. Do tego warto dołożyć inne formy oszczędności lub przechowywania kapitału. Takie zdywersyfikowanie sprawia także, że suma zainwestowana w pojedynczą spółkę to ledwie część naszego portfela. Problemy jednej spółki zdecydowanie lżej uderzają wówczas w nasze finanse niż w przypadku, gdybyśmy zaangażowali cały kapitał w ten podmiot.

3. Obligacje to nie lokata

Często jako dobre uzupełnienie portfela akcji podaje się obligacje. Warto jednak pamiętać, że mamy różne rodzaje tych papierów. Obligacje skarbowe to nie to samo co korporacyjne. Rynek wtórny tych drugich jest bardzo płytki, co sprawia, że w żadnym wypadku nie można uznawać ich za papiery „bez ryzyka”. Pokazała to historia GetBacku, gdy niewielkie wolumeny powodowały duże spadki notowań obligacji spółki. Dodatkowo GetBack pociągnął ze sobą w dół obligacje innych windykatorów, mimo że im problemy GetBacku teoretycznie mogłyby być nawet na rękę. Kryzys zaufania, który wywołał GetBack, rozlał się jednak również na nie.

Teoretycznie obligacje mają nad akcjami tę przewagę, że  z góry znamy wynik inwestycji (spółka odkupuje je od nas po określonej cenie i płaci nam określony kupon). By jednak tak się stało, musimy obligację trzymać do wykupu, a to często kilka lat. Możemy ją oczywiście sprzedać wcześniej na rynku wtórnym, wówczas o cenie decydują jednak notowania na rynku o niewielkiej płynności. To z kolei utrudnia ucieczkę ze spółki, gdy wokół niej zrobi się gorąco.

Obligacji nie można więc w żadnym wypadku traktować jak lokaty. Szczególnie obligacji korporacyjnej. Obligacje skarbowe, emitowane przez państwo, postrzegane są jako bezpieczniejsze i co do zasady tak rzeczywiście jest, ale tutaj historia także zna przypadki, gdy ich nie wykupiono. Poza tym...

4. Zysk zawsze idzie w parze z ryzykiem

Nie ma zysku bez ryzyka. To chyba najważniejsze, o czym powinno się pamiętać, rozważając sposoby na zainwestowanie pieniędzy. Wynika to wprost z natury zysku, który jest niczym innym jak premią za podjęte ryzyko. Jeżeli ktoś obiecuje 12 proc. - czy nawet 6 proc. - bez ryzyka, znaczy że kłamie. Nawet jednak gdy oprocentowanie jest niższe i – wydawałoby się – zgodne z warunkami rynkowymi, pewności mieć nie można.

Tutaj wprost możemy przejść do historii GetBacku. Nawet jeżeli spółka miała pochlebne recenzje, nawet jeżeli zachwalał je sprzedający, należało pamiętać, że z tymi papierami wiąże się ryzyko. Czy to znaczy, że nie należało w nie inwestować? Nie. Ryzyka po prostu trzeba być świadomym i mieć plan, co zrobić, gdy się zrealizuje. Tutaj wracamy siłą rzeczy do punktu drugiego i dywersyfikacji, która pomaga nam radzić sobie z ryzykiem towarzyszącym inwestycjom.

5. Doradca, czyli sprzedawca

Będąc przy obligacjach GetBacku, nie sposób pominąć tematu nachalnej sprzedaży, której - jak wynika z naszych informacji - byli ofiarami niektórzy klienci pośredników finansowych. Każdy korzystający z usług banku bądź pośrednika powinien jednak pamiętać, że najczęściej osoby szumnie nazywane „doradcami” są tak naprawdę sprzedawcami. Mają swoje plany sprzedażowe, produkty, za które otrzymują prowizje. Oczywiście nie każdy jest „chciwą bestią chcącą wyssać nas z ostatniej złotówki”, ciężko jednak bezkrytycznie wierzyć osobie, której zarobki zależą m.in. od tego, czy sprzeda nam dany produkt, czy nie.

Trzeba także pamiętać, że inwestowane są nasze pieniądze, to naszych pieniędzy dotyczyć więc będą wszystkie powodzenia i niepowodzenia związane z inwestycją. Tym bardziej warto więc krytycznie spoglądać na wszelakie oferty i propozycje.

Winni winnymi, wnioski i tak wyciągnąć warto

Na koniec chciałbym jeszcze raz podkreślić, że artykuł ten nie ma na celu wybielania ani zarządu GetBacku, ani nachalnych sprzedających. Odpowiedzialni za wszystkie nieprawidłowości i naciągnięcia powinni zostać ukarani, a pretensje inwestorów o nie są jak najbardziej zasadne. Być może jednak powyższe zasady pozwolą w przyszłości innym inwestorom uniknąć np. wpłacenia oszczędności życia na polecany przez kogoś papier.

Nie są to też żadne mądrości wyciągane w momencie, gdy sytuacja na GetBacku jest już bardzo poważna. O dywersyfikacji, ryzyku związanym z obligacjami czy „doradcach” na łamach Bankiera już w przeszłości wspominaliśmy. Powyższe zasady warto jednak przypominać, ich znajomość wprawdzie nie gwarantuje zysku (patrz punkt 4.), może jednak oszczędzić sporo nerwów i pieniędzy.

Interwencja Bankier.pl

Redakcja Bankier.pl na bieżąco przygląda się sprawie GetBacku. Pod adresem interwencja@bankier.pl czekamy na kontakt zarówno od posiadaczy obligacji, akcji, jak i pracowników.

Przypominamy też, że na naszym Forum trwa dyskusja o spółce.

Adam Torchała

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 10 nostsherlock

W Polsce z obligacjami korporacyjnymi sprawa jest bardzo prosta. Najciekawsze obligacje idą w ręce funduszy. Obligacje, które są nic nie warto bo za dużo w nich ryzyka idą na emisje publiczne. Jeśli Kowalski może się zapisać na emisję obligacji, znaczy to że są tak beznadziejne, że żaden fundusz ich nie chciał.

! Odpowiedz
1 16 bigmaciek

Jest jeszcze szósty wniosek: KNF po raz kolejny nie spełniła swej roli. Pozyskanie 2,6 mld z rynku na "działalność" jest normalne dla TPSA czy Orlenu, a nie dla takiej firmy jak Getback. Była to ewidentna forma dokapitalizowania, a sadząc po warunkach, również desperacka. I jeszcze nie wiadomo, czy przypadkiem nie był to świadomy przekręt. KNF zabrakło wyobraźni, żeby to zauważyć. Kiedy teraz mleko się rozlało KNF wzięła się do roboty i nagle wychodzą na jaw rzeczy oczywiste.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 15 doradca-praktyk

Współczuję inwestorom, ale pozwolę sobie na kilka uwag, które nie będą dla nich pociechą. Z informacji medialnych dla mnie wynika, ze klęska tej firmy wynikała miedzy innymi z... sukcesu medialnego spółki. Obligacje GetBacku stały się dawno temu... modne. To odbiera obiektywizm zarówno kupującym, jak oferentom/sprzedającym ten instrument. Jedni kupowali, "bo wszyscy kupują", a inni sprzedawali jak ciepłe bułeczki, "bo samo się sprzedawało". Poza tym zaangażowanie takich firm jak Quercus wysoko uwiarygodniło tę inwestycję. Na liście winnych tego niepowodzenia widzę:
1. Management Getbacku, który nie ograniczył w odpowiednim momencie emisji swoich obligacji, tylko inwestował kolejne miliony w skupowanie długów, wiedząc że także ten rynek ma swoje rozsądne dno, na którym spoczywają gorsze(choć tańsze w zakupie) długi. Management najlepiej wiedział, że okres "obróbki prawnej i windykacyjnej generuje zyski po 2-3 kwartałach a nawet później.
2. Media branżowe, finansowe - także portal bankier.pl ,który sobie cenię - które może zbyt bezkrytycznie komentowały sukces emisji obligacji Getbacku, stymulując kolejnych inwestorów do bezkrytycznego zaangażowania kapitału.
3. Otoczenie rynkowe, które wskazuje, że w branży windykacyjnej konkurencja jest obecnie bardzo wysoka i to może prowadzić do kłopotów, bo jakość sprzedawanych/kupowanych długów jest z pewnością niższa obecnie niż kilka lat temu.
Otoczenie prawne branży z pewnością się pogarsza, a zgodnie z zapowiedziami ustawodawczymi stanie się jeszcze trudniejsze dla branży - skrócenie okresu przedawnienia ma się stać wkrótce faktem i wiele więcej długów "przepadnie".
4. Nie widzę jednostronnej winy tam, gdzie mamy do czynienia z inwestycją - bo tutaj ryzyko jest zawsze i wszyscy uczestnicy inwestycji muszą się z nim liczyć lub są nierozsądni lub niesprawiedliwi... Getback, bywa i tak, niestety.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
13 22 obronca_przebraza

Mój wniosek jest mało oryginalny! Nie przyniosę na Giełdę nawet 10 gr. Tak mi dopomóż Bóg!!!

! Odpowiedz
15 16 kuba_rzeszowiak

Ciekawe czy spółka was pozwie za te chwytliwe artykuły? Dumam bo zagrażacie ich płynności.

! Odpowiedz
2 26 jacek-19

Analitycy , czytalem ich "wypociny" zeby wiedziec jak bedzie zachowywac sie "ulica" , ale trzymalem sie od ich rad/wnioskow z daleka . I przy Get Backu diabel mnie skusil , moze jednak maja ci " Analitycy " racje .
Zawsze uwazalem ,ze oni gowno wiedza , bo w innym wypadku to nie siedzieliby i probowali radzic i sprzedawac "to cos" nam. Ale siedzieliby w domu i kupowali na wlasna reke i zarabiali krocie na swojej wiedzy.Kto tego nie robi , znaczy ze jest glupi.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 57 _justus

Wniosek numer sześć. Nie powierzaj swoich pieniędzy ZŁODZIEJOM.

! Odpowiedz
1 58 _justus

Nawet gdy są ubrani w świetny garnitur i biegle mówią po angielsku

! Odpowiedz
7 60 adamleszcz

Ja mam prawo być i jestem normalnym, przeciętnym Jasiem Kowalskim i nie po mojej stronie leży ocena ryzyka kiedy mi doradca inwestycyjny senior private banking zapewnia ze bierze mi pod opieke finase na lata i tworzy mi kompleksowo jak najbardziej konserwatywny i bezpieczny portfel, co mu wczesniej, jak chłop krowie na rowie raz za razem klarowalem i tez te tabelki wypelniam, ze nie akceptuje zadnej straty itd. To bankier ma być bankierem, doradcą klienta, a nie kwalifikowanym bandytą finansowym, na opanowanie sztuczek którego musiałbym dwa razy tyle poświęcać czasu ile on, czyli mieć jakby drugi etat w życiu. To właśnie chcą takie pseudo-banki: być bezkarnymi bandytami finansowymi z odpowiedzialnością przerzuconą na klienta. Po jednej stronie sztukmistrze oszukiwania, a po drugiej zaharowany człowieczek, co ma być niby bardziej niż oni kwalifikowany?

Czy to znaczy, że jak będzie ktoś na wózku inwalidzkim /niski poziom znajomości finansów, leszczyk inwestycyjny, klient banku, Jaś Fasola/, to zawodowy i kwalifikowany kierowca ciężarówki /tzw. konstruktor portfela inwestycyjnego, senior private banker/ może tego inwalidę na pasach dla pieszych /czyli banku, tzw. instytucji zaufania publicznego/ rozjechać na miazgę? Pytanie pro forma. Dziękuję.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
24 42 czapelmajster

Ale pewnie jak kupony schodziły na 6% to pretensji Jaś Kowalski nie miał. Tak samo jak Jasie Kowalskie "perfidnie oszukane" w przypadku franków.
LUDZIE!!!
Sam jestem "hieną bankową" i wiem jak to wszystko wygląda. Mam wielu klientów typowo lokatowych, którzy nie inwestują nawet złotówki w obligacje czy w TFI i szanuję ich wybór.
Tym czym różnią się Jasie Kowalscy od tych klientów jest zwyczajna pazerność.
Doradcy w bankach nie mają kryształowych kul jak sobie Jasie Kowalscy myślą, a skoro nawet złote dziecko polskich funduszy pan Buczek był ubrany w Get Back a wyniki spółki były dobre to ja po stronie oferujących te obligacje winy nie widzę.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIG 0,70% 57 297,12
2019-10-17 17:15:01
WIG20 0,82% 2 173,75
2019-10-17 17:15:01
WIG30 0,89% 2 463,94
2019-10-17 17:15:00
MWIG40 0,71% 3 670,47
2019-10-17 17:15:01
DAX -0,12% 12 654,95
2019-10-17 17:37:00
NASDAQ 0,45% 8 160,62
2019-10-17 21:54:00
SP500 0,33% 2 999,68
2019-10-17 21:54:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.