Dziś na Wall Street nadal dużo mówiło się o problemach z nadmiernym długiem publicznym. Na razie wszyscy udają, że problem dotyczy tylko Europy. Chociaż wskaźniki fiskalne dla Japonii i Stanów Zjednoczonych są jeszcze gorsze. Dziś agencja Fitch ostrzegła przed możliwą obniżką ratingu Wielkiej Brytanii, która pomimo największego od końca II Wojny Światowej zadłużenia nadal cieszy się elitarnym ratingiem AAA. Jeden z menedżerów w Pacific Investment Management doszedł nawet do wniosku, że narody Zachodu doszły do „keynesowskiego kresu”. Pod tym sformułowaniem kryje się koniec bezproduktywnego stymulowania wzrostu gospodarczego poprzez zwiększanie długu publicznego.
Inwestorów do kupowania nie przekonał nawet sam Ben Bernanke. Wypowiedzi szefa Rezerwy Federalnej były bowiem dość dwuznaczne. Z jednej strony Bernanke obiecywał „umiarkowany” wzrost gospodarczy napędzany przez wydatki sektora prywatnego. Z drugiej jednak przestrzegał przed negatywnymi skutkami bezrobocia, z które „przez pewien czas pozostanie wysokie”.
W tej atmosferze na początku sesji doszło do poważnych spadków. Przewodnikiem stada był technologiczny Nasdaq. Taniały akcje producentów półprzewodników, ponieważ analitycy z renomowanych instytucji finansowych kolejno wydawali negatywne rekomendacje dla spółek z sektora technologicznego.
Następnie przez dwie godziny indeks S&P500 atakował poziom 1.040 punktów. Ale dziś większą ilością kapitału dysponowali kupujący. Brak spadków został potraktowany jako sygnał do zakupów, dzięki czemu główne indeksy zakończyły sesję na plusie. S&P500 zyskał 1,1%, finiszując z wynikiem 1.062 pkt. Dow Jones po wzroście o 1,3%, osiągnął pułap 9.940 pkt. Pod kreską znalazł się jednak Nasdaq, który stracił 0,15%.
K.K.




























































