W momencie gdy amerykańscy inwestorzy liczą zyski, a Wall Street śrubuje historyczne maksima, WIG20 jest notowany niżej niż na koniec zeszłego roku. Obraz słabości polskiej giełdy uzupełniają spadające obroty.
Na wtorkowej sesji w Nowym Jorku trzy główne indeksy Wall Street poprawiały historyczne maksima. Technologiczny Nasdaq w 2019 roku jest już ponad 30 proc. na plusie, S&P500 urosło o 25 proc., gromadzący zaś trzydziestkę gigantów Dow Jones Industrial znajduje się przeszło 20 proc. powyżej poziomów z końca 2018 roku. Hossa na Wall Street trwa w najlepsze, ponad 20-proc. wzrosty notują także niektóre inne duże indeksy jak włoski FTSE, niemiecki DAX, francuski CAC czy szwajcarski SMI.
Nie wszystkie giełdy rok 2019 mogą jednak póki co zaliczyć do udanych. Biorąc pod uwagę europejskie giełdy, tylko trzy główne krajowe indeksy znajdują się obecnie poniżej poziomów z zamknięcia 2018 roku. Są to ukraiński UX (-11,8 proc.), bułgarski SOFIX (-8,7 proc.) oraz polski WIG20 (-3,8 proc.). Polski rynek znajduje się więc w niewielkim i niechlubnym gronie, na którym o żadnej hossie nie może być mowy.
Litania polskich problemów
Teoretycznie można byłoby usprawiedliwiać WIG20 faktem, że zdominowany jest przez spółki Skarbu Państwa i banki. Te pierwsze – jak np. energetyka – muszą mierzyć się z wyzwaniami związanymi z dekarbonizacją. Nad tymi drugimi wisi zaś kwestia wyroku TSUE i kredytów frankowych. Do tego jednak należy dodać jeszcze słaby rok i zagraniczne przeinwestowanie CCC, marżowe problemy mocno rosnącego do niedawna sektora paliwowego (Orlen, PGNiG i po części Lotos, który jednak jeszcze utrzymuje się ponad kreską) czy taniejący węgiel koksujący i europejski odwrót od stali (JSW z tegorocznym spadkiem aż o 67 proc.).
Teoretycznie (znów) można byłoby mówić, że wiele zagadnień to specyficzne ryzyka dla Polski, a słabość WIG20 wynika po prostu z jego struktury. Zresztą w indeksie nie brakuje wzrostowych przykładów i nie chodzi tu tylko o CD Projekt (+84 proc. od początku roku). Są np. telekomy (Play, Cyfrowy Polsat, Orange), które rosną dzięki zakopaniu topora wojennego w kwestii cen usług telekomunikacyjnych. Na plusie znajduje się też (mimo spadających zysków) LPP, lekko ponad kreską meldują się także KGHM i Pekao. Grupę wzrostowych spółek zamyka Dino, które wprawdzie ostatnio ma lekkie problemy, wynikają one jednak głównie z niezaspokojenia wygórowanych oczekiwań inwestorów, na wynikach spółka wciąż rośnie jednak szybko. Niestety, wzrostowa dziewiątka ustępuje skalą spadkowej jedenastce i w efekcie WIG20 znajduje się pod kreską.
W praktyce jednak cała polska giełda prezentuje się słabo. Gromadzący średnie spółki mWIG40 również jest notowany przeszło 3 proc. pod kreską. Honoru broni jedynie sWIG80 (spółki małe, choć nie najmniejsze), który znajduje się 10,5 proc. powyżej poziomu z końca 2018 roku. To wciąż jednak wynik poniżej europejskiej średniej. Dodatkowo sWIG80 w 2018 roku stracił aż 27,6 proc., a ostatnie porządne wzrosty (powyżej 10 proc.) zanotował w 2013 roku. Dobry wynik w 2019 roku to zatem tylko odbicie i o żadnej hossie mowy być nie może.
Do tego warto dodać temat obrotów. Wtorkowa sesja, na której udało się wykręcić w ciągu jednego dnia ponad 2 mld zł, to niestety wyjątek. Biorąc pod uwagę dane za 12 miesięcy, obroty topnieją już od dwóch lat. Po październiku 2019 roku roczna średnia wynosiła ledwie 777,1 mln zł – to najniższy wynik od 33 miesięcy. Listopad, poza wspomnianym wyjątkiem, również pod względem obrotów inwestorów nie rozpieszczał.
Rynek nie do końca rozwinięty
Polskiej giełdzie nie pomógł nawet awans do grona rynków rozwiniętych według FTSE (z ang. developed markets). Hucznie świętowano go we wrześniu 2018 roku, wyniki 2019 roku pokazują jednak, że radość była przedwczesna. Choć tutaj należy oddać, że od razu wskazywano raczej na długoterminowe korzyści z tego tytułu.
Mimo awansu i statusu największej giełdy Europy Środkowej GPW przez większość zagranicznych inwestorów wciąż jest jednak postrzegana nie jako rynek rozwinięty, a wschodzący (z ang. emerging market). Indeksy FTSE ustępują bowiem rangą indeksom MSCI, które są wyznacznikiem statusu dla wielu globalnych funduszy i banków inwestycyjnych. Tymczasem według MSCI wciąż jesteśmy w grupie krajów „na dorobku”. Dodatkowo roszady w globalnych indeksach MSCI nam nie sprzyjały, 2019 rok upływa bowiem m.in. pod znakiem wzrostu znaczenia Chin, którym miejsce zrobić musi m.in. Polska.
Biorąc pod uwagę tylko ten czynnik, fundusze pasywne, chcące zachować odwzorowanie zgodnie ze standardami MSCI, musiały sypać polskimi akcjami. Niewątpliwie miało to swój udział w słabej postawie dużych polskich spółek w 2019 roku. Dużych, bowiem np. podmioty notowane w sWIG-u dla globalnych graczy są zbyt małe i zbyt mało płynne - czyli w zasadzie nie istnieją. I znów, z tej perspektywy można byłoby tłumaczyć, że polskiej giełdy nie sposób porównywać do Wall Street, DAX-a czy CAC-a, należałoby zaś do krajów rozwiniętych.
Tyle że np. węgierski BUX – a więc indeks z naszego koszyka – jest w tym roku na plusie już 11,9 proc. Wzrosty notują także główne indeksy giełd w Turcji (+15,9 proc.), Rosji (+24,7 proc.) czy małych z giełdowego punktu widzenia Rumunii (+33,6 proc.) lub Czech (+10,0 proc.). Do tego – mimo syndromów spowolnienia i w kraju i w Europie – Polska wciąż bryluje w statystykach wzrostu gospodarczego, ten jednak wydaje się nie mieć obecnie przełożenia na giełdę.
Zabawa kurkami z pieniędzmi
Kolejnym powodem, dla którego odnoszenie się do Wall Street w przypadku polskiej giełdy nie ma wielkiego sensu, są działania banków centralnych. W USA swoje robią pompujące dolary w instrumenty finansowe QE oraz obniżki stóp. W strefie euro polityka monetarna również jest skrajnie poluzowana (choć to akurat np. dla europejskiego sektora bankowego raczej problem niż wsparcie). Na tym tle polski bank centralny prezentuje się bardzo konserwatywnie. Przykłady te, oglądane tylko z giełdowego punktu widzenia, nie muszą być jednak godne naśladowania – pompowanie hossy przez banki centralne to w szerokiej perspektywie najprawdopodobniej zła droga, warto jednak pamiętać, że ma ona realny wpływ na indeksy. Z drugiej jednak strony wiele rynków rośnie bez takiego wsparcia, indeksy GPW tkwią zaś w marazmie.
Dla GPW takim kurkiem z pieniędzmi mogą być Pracownicze Plany Kapitałowe. Program ten ma inny cel – emerytalny – i z tegoż celu będzie on rozliczany, przy okazji może jednak zasilić giełdę pieniędzmi (czy to słuszne, czy nie – to temat na inny artykuł, fakt jest jednak taki, że państwowy przymus może nieco podratować słabującą giełdę i dać jej impuls do wzrostów). PPK to nawet kilka miliardów świeżego kapitału. Warto też dodać, że początek słabości GPW w sporej mierze nakłada się z okresem, gdy rozpoczęto kastrację Otwartych Funduszy Emerytalnych, co pokazuje rolę tego typu programów dla giełdy. Dodatkowo ostatnie lata przyniosły także problemy Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, w których i tak zresztą akcje nie cieszyły się w ostatnim czasie popularnością. 2020 rok na GPW będzie stał zatem pod znakiem czekania na „efekt PPK”.
Czy Polacy „przeproszą się” z giełdą?
Oprócz powyższych problemów warto dodać jeszcze wizerunkowe problemy giełdy, jako miejsca do inwestycji. Począwszy od załamania w 2008 roku (wtedy dużą popularnością cieszyły się fundusze akcyjne), przez aferę GetBack, po inne mniejsze lub większe aferki – polskiej giełdzie ciężko było odzyskać zaufanie szerokiego grona Polaków. Szczególnie że do inwestycji nie zachęcała słabość indeksów.
Nie można jednak zapominać, że giełda to nie tylko jaskinia spekulantów, ale i świetne miejsce do długoterminowego inwestowania. Afery – mniejsze lub większe – zdarzają się wszędzie, nie tylko w Polsce, ale i na rynkach rozwiniętych. Na GPW nie brakuje zaś spółek, które regularnie poprawiają wyniki i wypłacają inwestorom coraz większe dywidendy. Inwestowanie na rynku wymaga planu i chłodnej głowy, nie jest jednak czarną magią. Ocieplenie wizerunku Giełdy Papierów Wartościowych oraz edukacja ekonomiczna i wskazywanie właściwych postaw w procesie inwestowania (takich jak np. dywersyfikacja, zarządzanie ryzykiem i portfelem) powinny zatem stać się priorytetem nie tylko zarządu GPW, ale także i polityków. Silna giełda oraz odpowiedzialni i świadomi inwestorzy to solidny kapitał, na którym można budować silną gospodarkę.


























































