DeGiro – maklerska rewolucja udana w połowie

A co z ofertą z rynków zagranicznych?

Niskie koszty transakcyjne mogą nie być wystarczającym atutem na GPW (biorąc pod uwagę inne ograniczenia oferty), ale już na rynkach zagranicznych są jak najbardziej dużym atutem. Oferta DeGiro dla rynków zagranicznych może być atrakcyjna szczególnie dla inwestorów dysponujących niezbyt wielkim kapitałem, ale i dla inwestorów dysponujących większymi pieniędzmi kwotowe różnice w kosztach transakcyjnych będą nie do pogardzenia.

Z pomocą i tym razem przychodzi tabelka porównująca prowizje dostępna na stronach internetowych brokera. I tak kupno na amerykańskiej giełdzie akcji Google’a o wartości 10 tys. dolarów to u polskiej konkurencji DeGiro koszt wysokości średnio 82 dolarów. Tymczasem w DeGiro prowizja od takiego zlecenia wyniesie jedynie 72 centy! To aż o 99% taniej. Inny przykład z tabeli – zakup akcji BMW o wartości 25 tys. euro  na niemieckiej giełdzie to u konkurencji koszt średnio 167,5 euro, tymczasem w DeGiro prowizja wynosi 7 euro. To aż o 96% taniej. Tak koszty wyglądają dla dużych wartości zleceń, a jak dla mniejszych?

Kupno 10 akcji amerykańskiej spółki przy wartości zlecenia 100 dolarów będzie kosztowało w DeGiro jedynie 61 centów (0,61% wartości zlecenia), tymczasem u polskiej konkurencji to koszt od 10 do 12 dolarów (10-12% wartości zlecenia). W przypadku kupna 100 akcji amerykańskiej spółki przy wartości zlecenia 1000 dolarów w DeGiro zapłacimy jedynie 97 centów (0,097% wz), u konkurencji wciąż jest minimalny próg 10-12 dolarów (1-1,2% wz). Wraz ze wzrostem wartości zlecenia sytuacja się poprawia, bowiem w DeGiro zarówno stała część prowizji, jak i jej procentowa część są ustalone na dużo niższym poziomie, niż u polskich brokerów. Dopiero przy zleceniu na ok. 3,5 tys. dolarów i 350 akcji w polskich domach maklerskich minimalna wartość prowizji przestaje mieć znaczenie i operujemy tylko częścią procentową prowizji. Ale nawet wtedy prowizja w DeGiro jest dużo, dużo niższa (1,97 dolara wobec 10-13 dolarów).

Nieco mniej atrakcyjnie sytuacja wygląda w przypadku niemieckiego rynku Xetra, ale tylko nieco, bo DeGiro wciąż może się pochwalić prowizjami o 70-80% niższymi. Dla zlecenia o wartości 100 euro prowizja w DeGiro wynosi 2,02 euro (2% wz), u konkurencji od 9 do 12 euro (9-12% wz). Zatem na Xetrze transakcje o tak niskiej wartości nie będą już pozwalały tak łatwo wypracować zysku jak w USA, nawet w DeGiro. Dla zlecenia o wartości 1000 euro prowizja w DeGiro wynosi 2,2 euro (0,22% wz), u konkurencji od 9 do 12 euro (0,9-1,2% wz). I to już wygląda w przypadku DeGiro bardzo rozsądnie.

Dla 14 innych europejskich rynków prowizja w DeGiro ustalona jest na poziomie 4 euro + 0,04% wartości zlecenia. Przy zleceniach z dwoma zerami w kwocie transakcji nie jest to być może jeszcze atrakcyjny poziom prowizji, ale dla zleceń z trzema zerami jak najbardziej.

Tutaj właśnie oferta DeGiro pokazuje swoją przewagę. Dla inwestora dysponującego niewielkim kapitałem minimalne progi prowizji (9-12 dolarów od zlecenia) w polskich domach maklerskich dla rynków zagranicznych potrafią być zabójcze, sięgając kilku, kilkunastu procent wartości składanego zlecenia, przez co zarobek na transakcji jest znacznie utrudniony. Z oferty polskich domów maklerskich opłaca się w zasadzie korzystać tylko inwestorom o zasobniejszych portfelach (wartości zleceń od 3,5 tys. euro/dolarów/funtów w górę). Tymczasem oferta DeGiro będzie odpowiednia już dla inwestorów dokonujących transakcji rzędu 100 dolarów dla rynku amerykańskiego lub 1000 euro/funtów. 

Dodatkowo holenderski broker umożliwia inwestowanie na rynkach w Grecji, Turcji, Czechach, na Węgrzech oraz w Kanadzie i na czterech rynkach azjatyckich. I tutaj próg wejścia jest już wyższy, prowizja w wysokości 10 euro + 0,05/0,15% wartości zlecenia, zatem inwestor z niewielkim portfelem może w zasadzie zapomnieć o inwestowaniu na tych rynkach. Ale jest na to sposób.

Oferta DeGiro obejmuje bowiem ETF-y, których broker posiada bardzo długą listę. Przy czym na bardzo wielu ETF-ach (tutaj dostępna jest pełna lista) jedna transakcja w miesiącu jest bezpłatna, a każda kolejna transakcja zakupu ETF-u o wartości minimum 1000 dolarów/euro także nie pociąga za sobą opłat. Ale i bez tej promocji cennikowa prowizja w wysokości 2 euro + 0,02% wartości zlecenia brzmi bardzo ciekawie. To daje tani dostęp do ekspozycji na praktycznie wszystkie światowych rynki. Niestety inwestowanie w ETF-y nie jest tak popularne w Polsce, jak za granicą, o czym pisze w swoim tekście Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Prócz prowizji pobieranych za zlecenie DeGiro pobiera również opłatę zwaną kosztem połączenia. Jak tłumaczy broker, jest to opłata roczna pobierana za dokonanie transakcji lub utrzymanie pozycji na giełdzie zagranicznej w ciągu roku kalendarzowego. Wysokość tej opłaty to maksymalnie 0,25% wartości portfela klienta dla danej giełdy, jednak nie więcej niż 2,5 euro rocznie. Opłata jest pobierana tylko i wyłącznie, jeśli inwestor skorzysta z oferty danej giełdy zagranicznej i będzie tym większa, na im większej liczbie rynków zawarł transakcje. W przypadku rynków europejskich, wielkość opłaty za połączenie jest porównywalna z prowizją od jednego zlecenia, jej wysokość nie powinna więc stanowić problemu nawet dla inwestorów z mniej zasobnym portfelem.

Warto także zwrócić uwagę na dodatkowe podatki od każdej transakcji pobierane na niektórych europejskich i azjatyckich rynkach – przykładowo we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii.  Nie są jednak jakimś wymysłem DeGiro – obecne są także u jego polskiej konkurencji.

Pewną niedogodnością w przypadku rynków zagranicznych może być w DeGiro niedostępność wszystkich instrumentów notowanych na danym rynku. Przypuszczam jednak, że niedostępność ta dotyczy przeważnie mniejszych spółek lub mniej istotnych instrumentów, tak jak jest to w przypadku polskiego rynku. Jak możemy przeczytać w tekście na blogu "Trading for a living", którego autor przetestował rachunek w DeGiro, praktycznie nie ma możliwości handlu opcjami z Chicago Board Options Exchange, brakuje także wielu spółek z rynków w Hongkongu oraz możliwości grania na krótko na amerykańskich giełdach. To ostatnie jednak, jak zapewnia DeGiro, ma być niwelowane przez inne produkty, takie jak opcje, cfd lub turbo, które zyskują na ruchach spadkowych w USA i są dostępne w DeGiro.

Przy inwestycjach w DeGiro na rynkach zagranicznych dodatkowym kosztem dla inwestora będzie koszt przewalutowania, holenderski broker nie prowadzi bowiem kont walutowych. W DeGiro ustalone są one na bardzo rozsądnych poziomach, nie powinny być więc przeszkodą dla zbyt wielu inwestorów. W przypadku transakcji walutowych inwestor ma dwie możliwości: przewalutowanie automatyczne lub ręczne. Przewalutowanie automatyczne dokonywane jest przed wykonaniem transakcji, a opłata z nim związana to 0,1% doliczana do kursu wymiany waluty. Przewalutowanie ręczne daje możliwość samodzielnego zakupu waluty obcej poprzez platformę transakcyjną. W tym przypadku broker pobiera prowizję w wysokości 10 euro powiększoną  o 0,02% wartości transakcji. „W przypadku takiego ustawienia istnieje możliwość przewalutowania wskazanej wartości środków pieniężnych ze złotego na inną walutę, co w praktyce tworzy konto walutowe” – zapewnia przedstawiciel Degiro. 

Dla chętnych za opłatą DeGiro oferuje także notowania giełdowe w czasie rzeczywistym z kilkunastu zagranicznych rynków. W ofercie brakuje niestety notowań online z NYSE. Natomiast w standardzie klienci DeGiro otrzymują bez opłat notowania opóźnione o 15 minut dla wszystkich obsługiwanych rynków. Generalnie notowania online najbardziej przydają się daytraderom, inwestorom nastawionym na dłuższy termin nie są one niezbędne, ale warto wiedzieć, że taka możliwość istnieje.

Sięgając ponownie do ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Badania Inwestorów przeprowadzanego przez SII widzimy, że tylko 7,6% polskich inwestorów było zainteresowanych inwestowaniem za granicą. Jeśli wzięlibyśmy za podstawę do obliczeń liczbę aktywnych rachunków, to daje nam potencjalnie ok. 13 tys. inwestorów. Jak deklaruje DeGiro, polscy klienci brokera w 2015 roku lokowali za granicą 19% swoich środków, a w 2016 roku było to już 24%.

Ewentualną godną konkurencją dla DeGiro w inwestowaniu na rynkach zagranicznych mogłoby być skorzystanie z oferty brokera foreksowego, który prócz par walutowych posiada w swojej ofercie również akcje CFD, ETF-y czy akcje syntetyczne. Tutaj każdy musi już jednak osobiście przeanalizować, do jakich rynków i instrumentów potrzebuje dostępu i porównać prowizje i opłaty w DeGiro i u brokerów z rynku forex. Na pewno opłaty u brokerów foreksowych będą bardziej zbliżone swoimi poziomami do prowizji w DeGiro, niż ma to miejsce w polskich domach maklerskich, jednak zakres oferowanych instrumentów nie musi być tak szeroki.

Z pozostałych części artykułu dowiesz się:

Strona 1: Jak DeGiro podbija polski rynek

Strona 2: Jak wygląda oferta taniego biura maklerskiego przy inwestowaniu na GPW

Strona 3: Jakie są odpowiedzi na najczęstsze pytania i wątpliwości polskich inwestorów

Tu jesteś: Jak wygląda oferta DeGiro przy inwestowaniu na rynkach zagranicznych

Strona 5: Komu opłaca się wybrać ofertę DeGiro

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 6 ahim

Dzięki za artykuł.
Te wypożyczanie akcji to trochę podejrzane.

! Odpowiedz
15 7 cyklonb

Sytuacja nie jest taka prosta, De Giro działał już w 2007 roku i oferował usługi dla profesjonalistów , zaliczył wpadkę która ciąży na nim do dziś (brak dostępu do giełdy towarowej w Londynie i nadzór Holenderskiej Komisji Papierów Wart.), okradziono w wymyślny sposób inwestora na zlecenie mafii żydowskiej z Polski. Wszystko wskazuje na to że zaczęli w 2008 roku po raz drugi tylko dla firm. Inwestor z Polski stracił w gotówce 10 tyś Euro w sumie w opcjach na Gold 200 000 Euro - mimo pozytywnego dla okradzionego wyniku śledztwa w Holandii nigdy tych pieniędzy już nie zobaczył.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 4 cyklonb

Czy minusujący mój post nie rozumieją problemu, chodzi o układ sciągający haracze od przyznanych kredytów , lewarów, w tym przypadku sytuacja się powtórzyła najpierw ściągnięto haracz z tego inwestora w b. m. -BZ WBK a później w DeGiro, w Polsce Komisja Nadzoru... po doniesieniu nie uznała nawet przekrętu (nie zrozumieli mechanizmu lub kogoś chronili) dopiero po powtórnym ściągnięciu haraczu w Holandi i zbadaniu sprawy przez tamtejszą Komisję Nadzoru... oba przestępstwa zostały uznane. Problem polega na tym że w obu przypadkach udział brali także pracownicy w BZ WBK a w DeGiro pracownikami byli wówczas tylko udziałowcy. Osoby ściągające haracze w większości w dalszym ciągu funkcjonują w Polsce -pozbyto się tylko informatora z policji bo były esbek grał w dwie strony i jednego maklera raczej kozła ofiarnego.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
WIG 1,20% 63 047,02
2017-11-17 17:15:00
WIG20 1,36% 2 443,83
2017-11-17 17:15:00
WIG30 1,18% 2 809,62
2017-11-17 17:15:00
MWIG40 0,96% 4 782,21
2017-11-17 17:15:00
DAX -0,43% 12 990,50
2017-11-17 17:35:00
NASDAQ -0,15% 6 782,79
2017-11-17 22:01:00
SP500 -0,27% 2 578,52
2017-11-17 21:59:00

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl