Czy obawy przed inflacją są uzasadnione?

założyciel SpotData.pl

W ostatnim miesiącu znacząco wzrosły obawy przed inflacją w Polsce. Widać to w badaniach nastrojów konsumentów. Trudno powiedzieć, czy wpływ ma na to epidemia, ale dowody anegdotyczne wskazują, że wśród ludności istnieją obawy, iż za kryzys zapłacimy inflacją. Czy tak będzie? Może tak w dalszej przyszłości być, choć raczej nie na skalę, której obawiają się niektórzy pesymiści. 

Oczekiwania dotyczące inflacji w najbliższym roku wyraźnie wzrosły w marcu – tak wynika z badań nastrojów konsumentów publikowanych przez Komisję Europejską. Widać to na załączonym wykresie. Dane pokazują odsetek netto obywateli, którzy oczekują wzrostu inflacji w ciągu 12 miesięcy. Sięgał on 32,5 proc. i był najwyższy od listopada 2012 r. Najciekawszy jest jednak znaczący miesięczny wzrost tego wskaźnika, jeden z najwyższych w ostatnich latach. 

(SpotData)

Dane mogą tylko częściowo uwzględniać efekty epidemii. Generalnie nastroje konsumentów raportowane przez Komisję Europejską poprawiły się w Polsce marcu, w przeciwieństwie do innych krajów Unii Europejskiej. To sugeruje, że badanie w Polsce było prowadzone w dużej mierze jeszcze przed ewidentną falą obaw o gospodarcze skutki epidemii. Pokazuje to też, że wskaźniki nastrojów generalnie są jeszcze słabym punktem odniesienia do oceny skutków kryzysu. 

Ale wskaźnik dotyczący inflacji jest moim zdaniem wart uwagi. Obserwując debatę publiczną, zarówno tę bardziej zorganizowaną (media tradycyjne), jak i rozproszoną (media społecznościowe), mam wrażenie, że obawy przed inflacją są powszechne. To jest oczywiście tylko moje odczucie, zobaczymy, czy potwierdzą to badania opinii publicznej za kolejne miesiące. Postanowiłem jednak na te obawy odpowiedzieć. 

Wydaje się, że w pierwszej fazie kryzysu inflacja powinna się obniżać. Przede wszystkim ze względu na załamanie cen surowców, w tym ropy naftowej, które przekłada się m.in. na ceny paliw. Ponadto przedsiębiorcy doświadczeni nagłym wstrząsem i posiadający wciąż duże zapasy towarów lub moce produkcyjne starają się często sprzedawać produkty lub usługi po niższych cenach. Widać to zresztą po pierwszych odczytach inflacji w Europie Zachodniej. W poniedziałek pojawiły się wstępne dane z Niemiec czy Hiszpanii, które pokazały spadek inflacji w marcu, mimo przyspieszenia cen żywności. 

W dłuższym okresie sytuacja jest już mniej klarowna. Na razie większość prognoz pokazuje, że inflacja będzie niższa przez pandemię. Ale pamiętajmy, że najczęściej stosowane modele prognostyczne są całkowicie nieprzystosowane do takiego wstrząsu, jaki obserwujemy. Nigdy wcześniej spadek aktywności gospodarczej nie był tak szybki, szeroko zakrojony demograficznie, przy jednocześnie tak bardzo złożonej specyfice wstrząsu. Sądzę, że typowe modele ekonometryczne mogą bardzo słabo radzić sobie z opisem sytuacji. Lepiej pasowałyby modele strukturalne, służące do symulowania zachowań gospodarki, a nie badania statystycznych zależności historycznych, ale te z kolei słabo się sprawdzają przy prognozowaniu i prawie w ogóle nie są używane przez analityków rynkowych (może czas to zmienić?). 

Moje spojrzenie na inflację w perspektywie dłuższej niż parę miesięcy jest takie, że przy relatywnie krótkiej recesji (2-4 miesiące) inflacja zareaguje spadkiem, ale przy dłuższej i głębszej recesji (4-5 miesięcy lub dłużej, z dwucyfrowym spadkiem PKB) może zareagować w końcu wzrostem ponad średnią historyczną. 

Skąd ta różnica? Przede wszystkim zakładam, że rząd będzie dążył do utrzymania w miarę stabilnych dochodów nominalnych ludności – przez różne dotacje, zasiłki, kredyty państwowe itd. Wydaje mi się zatem, że siła nabywcza ludności nie spadnie aż tak mocno jak produkcja dóbr i usług. Ta przewaga popytu nad podażą może generować presję na wzrost cen. Jeżeli recesja będzie krótka, to ta presja będzie znikoma i ustąpi efektom spadku cen surowców i różnych wyprzedaży stosowanych przez firmy. Jednocześnie przy relatywnie krótkiej recesji potencjał produkcji dóbr i usług nie ulegnie istotnej zmianie, przy restarcie gospodarki podaż dóbr i usług może być bardzo szybko zwiększona. Więc nie będzie presji na istotny wzrost cen. 

Ale przy długiej i głębokiej recesji to się może zmienić. Potencjał produkcji dóbr i usług znacząco spadnie – część firm zamknie działalność, część zwolni dużą część załogi, część straci płynność kontaktów handlowe z partnerami. Jeżeli w tym samym czasie rząd będzie dążył do podtrzymania nominalnych dochodów ludności, to inflacja może w końcu wyraźnie wzrosnąć.  Nie wydaje mi się, by groziła nam bardzo wysoka, dwucyfrowa inflacja, zakładam bowiem, że jako państwo utrzymamy zdolność do zarządzania procesami gospodarczymi w kraju na rozsądnym poziomie. Inflacja bez kontroli zwykle jest efektem chaosu gospodarczego i społecznego, a ja przyjmuję na razie, że aż tak zły scenariusz nie będzie realizowany. Ale inflacja przewyższająca trendy z ostatnich 15-20 lat wydaje mi się możliwa. 

Można też spojrzeć na problem z innej strony. Długa recesja wywołana pandemią na pewno doprowadzi do potężnego wzrostu wskaźników zadłużenia – albo w sektorze prywatnym, albo w sektorze publicznym. Dochody firm spadną znacząco w relacji do ich nominalnych zobowiązań i albo weźmie to na siebie państwo, albo ten problem zostanie w bilansach przedsiębiorstw. Z wysokiego zadłużenia zaś najłatwiej będzie wyjść utrzymując mocno ujemne realne stopy procentowe. Dlatego sądzę, że jeżeli recesja będzie długa i głęboka to wychodzeniu z niej będzie towarzyszyła podwyższona inflacja. Może to będzie 4-5 lub 5-6 proc., w porównaniu z obecnymi celami inflacyjnymi na poziomie 2-3 proc. Sądzę, że taka sytuacja mogłaby być nawet optymalna przy skali szkód wywołanych kryzysem w negatywnym scenariuszu.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Ignacy Morawski

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 32 ravauw

Wysoka inflacja i niskie stopy procentowe, brzmi fantastycznie niczym w kraju ameryki poludniowej

! Odpowiedz
5 12 1as

Ceny są w marcu bardzo niestabilne i ciężko w ogóle zmierzyć inflację.
Najpierw paniczne zakupy podbiły ceny, ale teraz popyt jest niski i ceny spadają.
Może się okazać, że inflacja będzie zdecydowanie niższa niż ostatnio.
Paliwa też zrobią swoje, potaniały o 25 proc. A to nie koniec.

! Odpowiedz
0 1 excray

To wszystko zasługa RPP, która dba o wartość złotówki. Należą im się te 800000zł rocznie za to co robią.

! Odpowiedz
27 15 denim292

Zastanawia mnie jak ci sami ludzie którzy piszą o mega inflacji od wielu miesięcy na tych forach, mega a nawet hiperinflacji która ma nadejść w najbliższym czasie, jak ci sami ludzie mogą teraz twierdzić że ceny mieszkań spadna? To jakiaś abberacja, tu w jednym wątku o spadających cench mieszkań a w komentarzu pod inflacją o nadciągającej hiperinflacji. Albo jedno albo drugie. A jak będzie duża inflacja to mieszkania będą jedyną ochroną przed topniejącą realną wartością pieniądza, zobaczycie co się będzie działo jak ruszą zapowiadane i kolejne dodruki pustego pieniądza w Polsce i wszystkich krajach naokoło. Powodzenia z nic nie wartym zapisem na koncie lub papierkiem w domu za 2-3 lata.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 21 piotr76

Weź pod uwagę takie czynniki:
- nieruchomości jako ochrona kapitału są dostępne tylko dla garstki najbogatszych. Większość społeczeństwa nie ma wystarczającej gotówki żeby kupić nieruchomość, a oszczędności szybciej i łatwiej ochronią kupując np. waluty itp. A w trudnej sytuacji na rynku pracy skłonność do brania kredytów gwałtownie maleje.
- nieużywane/niewynajęte nieruchomości generują koszty
- w czasie kryzysu i wzrostu bezrobocia spada zapotrzebowanie na mieszkania
- ludzie pozbywają się zbędnych nieruchomości (ze spadków itp.) żeby utrzymać płynność finansową.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 5 denim292 odpowiada piotr76

Dokładnie to samo można powiedzieć o złocie:
- na zakup złota stać tylko tych bogatych i najbogatszych którzy nie mają co zrobić z pieniędzmi, a reszta społeczeństwa nie ma wystarczającej gotówki aby kupić złoto
- nieużywane złoto również genruje koszty w postaci opłat za jego przechowywanie czy za bezpieczeństwo
- ludzie pozbywają się zbędnych świecidełek kiedy zaczyna brakować im na chleb i podstawowe opłaty za dobra niezbędne do życia
I teraz odpowiedz sobie na pytanie czy złoto nie drożeje czasami? I po co w takim razie ludzie go kupują kiedy idzie kryzys?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 9 piotr76 odpowiada denim292

- złoto można kupić w sztabkach już od pojedynczych gramów, czyli to inwestycja dostępna prawie dla każdego. Przy nieruchomościach próg wejścia to kilkaset tysięcy PLN za dom/mieszkanie , w najlepszym przypadku kilkadziesiąt tysięcy PLN za najtańsze działki.
- koszty przechowywania metali szlachetnych są śmiesznie małe w porównaniu z kosztami utrzymania nieruchomości. O ile za puste działki opłaty są niewielkie, to już mieszkania/domy, nie mówiąc o nieruchomościach komercyjnych, generują sporo kosztów stałych. Do tego w nieruchomościach dochodzi w dłuższym okresie utrata wartości technicznej i/lub koszty remontów, złoto jest "bezobsługowe".
- w sytuacji awaryjnej zdecydowanie łatwiej sprzedać złoto niż nieruchomość. Do tego czasach kryzysowych możesz bujać się z nieruchomością miesiącami, o ile nie dasz naprawdę promocyjnej ceny. Zasoby złota możesz też sprzedawać w mniejszych transzach, przez co uśredniasz chwilowe wahania cen.

Akurat nie jestem specjalnym zwolennikiem inwestowania w złoto, bo moim zdaniem jego popularność jest teraz mocno nakręcana paniką. Ale nawet to jest bardziej optymalne niż pakowanie się w nieruchomości na samej górce na początku recesji.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
13 20 madarot

W obecnym czasie przyjęty w lutym koszyk inflacyjny jest nieadekwatny do sytuacji i musi być zmieniony. Jak policzyć np inflację usług? Ceny żywności rosną bardzo mocno, ale w koszyku stanowią tylko 20%, a co z pozostałymi składnikami koszyka, jak je zmierzyć skoro nie handluje się całą masą różnych rzeczy, skoro nie wykonuje się wielu usług - fryzjer, gastronomia, hotelarstwo itd. Jeśli GUS poda inflację za marzec niższą niz 5% to bedzie łgarstwo. W europie podano szacunkowe dane o inflacji a polski GUS nie potrafi? Po prostu czekają analizują jak jest tendencja, jeśli okaże się że w europie inflacja spada to GUS podłączy się do tej tendencji. Po prostu wielka manipulacja!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
13 17 misiosnechacz

Skoro teraz pomaga się wszystkim to kto pomaga? Wenezuela.

! Odpowiedz
33 46 zkonopko

Ciekawe czemu redaktor nie wspomniał o produkcji pustych pieniędzy jako o czynniku inflacyjnym albo o tym, że złotówka straciła względem innych walut 5-10%. Jakoś te wskaźniki nie zajęły miejsca w tym artykule. Przypadek, czy celowe działanie redaktora. A może niewiedza.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 3,4% IV 2020
PKB rdr 1,9% I kw. 2020
Stopa bezrobocia 5,7% IV 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 285,01 zł IV 2020
Produkcja przemysłowa rdr -24,6% IV 2020

Znajdź profil