Narodowy Bank Czech po raz piąty z rzędu podniósł stopy procentowe. Nasi południowi sąsiedzi ponownie zaskoczyli rynek, serwując podwyżkę wyższą od oczekiwań ekonomistów.


Decyzją Narodowego Banku Czech (CNB) referencyjna stopa procentowa została podwyższona z 2,75 proc. do 3,75 proc. Oznacza to podwyżkę aż o 100 pb., a więc więcej od +75 pb. oczekiwanych przez rynek i większość ekonomistów. Również o 100 punktów bazowych wzrosła stopa lombardowa (do 4,75 proc.), a stopa dyskontowa została podwyższona z 1,75 do 2,75 proc.
Ostra podwyżka stóp procentowych wywindowała je daleko powyżej poziomu obowiązującego tuż przed pandemią. W ten sposób stopy procentowe w Czechach wyrównały wieloletni szczyt z 2008 r. Do obecnego poziomu czeskie władze monetarne doszły wyjątkowo szybko - jeszcze w czerwcu podstawowa stopa procentowa wynosiła 0,25 proc.
Przed dzisiejszą decyzją ekonomiści powszechnie zakładali, że grudniowa podwyżka zamknie się w 0,75 punktu procentowego. Warto dodać, że na początku listopada Czesi potężnie zaskoczyli rynek, podnosząc stopę referencyjną aż o 125 pb. CNB solidnie zaskoczył rynek, także we wrześniu podnosząc cenę pieniądza o 0,75 punktu procentowego przy oczekiwaniach na poziomie 0,5 p. proc.
Tak się zwalcza inflację
Była to piąta w ciągu ostatnich miesięcy podwyżka czeskich stóp procentowych – odejście od historycznie niskiej ceny pieniądza Czesi rozpoczęli już 23 czerwca, podnosząc stawkę referencyjną z 0,25 proc. do 0,5 proc. Kolejny, identyczny w swojej skali ruch, nastąpił 5 sierpnia.
Aż siedem „popandemicznych” podwyżek stóp procentowych ma już za Narodowy Bank Węgier, który w grudniu podwyższył główną stopę procentową z 2,1% do 2,4%. Co istotne, w ostatnich tygodniach podstawowym instrumentem oddziaływania MNB stała się nie stopa referencyjna, lecz stopa depozytowa. Ta podnoszona była na coczwartkowych aukcjach wynosi już obecnie 3,3 proc.
Warto przypomnieć, że czeskie władze monetarne podnosiły stopy – i to w sposób nieoczekiwany dla rynków – jeszcze w lutym 2020 r., tuż przed uderzeniem w Europę pierwszej fali pandemii. Stopa referencyjna wzrosła wówczas do 2,25 proc. Pandemia sprawiła, że cykl podwyżek szybko przekształcił się w cykl obniżek – ostatecznie w maju ubiegłego roku sprowadzono je do 0,25 proc. Było to więc cięcie głębsze niż w Polsce, gdzie stopy w trakcie pandemii spadły z 1,5 proc. do 0,1 proc., czy na Węgrzech, gdzie sprowadzono je z 0,9 proc. do 0,6 proc.
Powodem podwyżek stóp procentowych nad Wełtawą (tak jak nad Dunajem i nad Wisłą) pozostaje inflacja. W listopadzie ceny towarów i usług konsumpcyjnych podrożały rok do roku o 6%, co było najwyższym wynikiem od 13 lat. Dla porównania, listopadowa inflacja CPI w Polsce wyniosła 7,8%, a na Węgrzech sięgnęła 7,4%.
Warto przypomnieć, że cel inflacyjny Narodowego Banku Czech wynosi 2 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 punkt procentowy. To mniej niż w przypadku Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc. +/- 1 p.p.) czy Narodowego Banku Węgier (3 proc. +/- 1 p.p.).
Na przykładzie Czech i Węgier jasno widać, jak bardzo spóźniona i kunktatorska w swoich decyzjach jest polska Rada Polityki Pieniężnej. Mimo bardzo wysokiej inflacji RPP porzuciła politykę praktycznie zerowych stóp procentowych dopiero na początku października. Kolejne podwyżki w listopadzie i w grudniu nie zmieniły sytuacji – Polska ma nadal najniższe stopy procentowe w regionie. Ponadto stopa referencyjna NBP na poziomie 1,75% znacząco odbiega nie tylko od bieżącej (szacowanej na grudzień na ponad 8%), jak również oczekiwanej inflacji CPI w kolejnych kwartałach, która według ekonomistów będzie trzykrotnie przekraczać cel 2,5-procentowy Narodowego Banku Polskiego.
























































